I suck at blogging

Żadnego postu w 2019, żadnego postu w 2018, dobry borze tucholski (RIP). Mam tu szkice z hasłami, o czym chcę napisać z 2013r. Co tu się porobiło.

Trzeci albo więcej rok „przenoszę się na nowy serwer”. Trzeci rok rozdzielam bloga na „osobisty” i „pro”, jeden z pierdołami, drugi techniczny. Tak naprawdę w żadnym nie mam nic do przekazania, co przetrwałoby moje wewnętrzne pytanie „czy to jest warte czyjegoś czasu?”. Całą tę stronę stworzyłem ja szesnastoletni, więc odpowiedź nasuwa się sama. Może na okrągły 2020 postanowię się w ramach samodoskonalenia wreszcie zmusić do poświęcania twardych godzin takim prywatnym zabawom, jak blog.

Ludzie jakoś bardziej produkują się na Facebooku, jedna firma posiadła nasze życia i przywłaściła sobie (z naszym błogosławieństwem) kontakty międzyludzkie, treści oraz prawo do decydowania kto kogo teraz przeczyta. Tam zdecydowanie nie chcę pisać, nie tylko z tych powodów. Pytanie na dziś: gdzie milczę z większą klasą?

Lata lecą, niewypowiedziane i niezapisane myśli się kumulują niczym niepowodzenia, które przypomnisz sobie w autobusie lub tuż przed zaśnięciem. Co się zmienia? W środku tak naprawdę niewiele. Okazuje się, że tak naprawdę całe życie jesteś tym 15-latkiem, który nie ma pojęcia co robi i co dalej, tylko coraz rzadziej masz moment by się nad tym zastanowić, bo jest coraz więcej zaległych spraw, których nikt za Ciebie nie załatwi. Od trywialnych, typu pozmywanie, po ostateczne.

Poczucie obowiązku siłą sprawczą w życiu. Niestety właśnie tak to widzę.

To nie tak, że ten adres już nie istnieje.

Ja po prostu jestem mistrzem prokrastynacji. Potrafię od ponad roku powtarzać sobie, jakie zmiany wprowadzę, gdy będę miał wolną chwilę. Tylko gdzie ta wolna chwila, jeśli nawet czytać książek (a to ważne w życiu!) nie ma kiedy?
Tu minęło już 11 lat. Nowe wpisy miałyby być już nie pisane z nieustającą myślą, kto to czyta, bez autocenzury, bez dopasowywania języka do odbiorcy. Wprowadziłbym podział na blog osobisty, choć przecież niewiele osobistego w życiu wyznaję, oraz „profesjonalny”, czyli po prostu okołoprogramistyczny, pracowy, javascriptowy… no i, stety lub nie, raczej po angielsku.

Tak czy owak żyję i mam się dobrze. Wzloty i upadki należy traktować stoicko.

 

Dla anglojęzyczno-potrafiących

TEN ARTYKUŁ:

http://stilldrinking.org/programming-sucks

Wszystko, czego potrzebujesz wiedzieć o mojej codzienności.

Najdziwniejszy sen ever

Sen, w którym na końcu następuje wielki plot untwist, w którym rozwiązaniu akcji towarzyszyły przedziwne odkrycia i połączenie wszystkich kawałków układanki w dziwaczną i zaskakującą całość.

Był jakiś równoległy świat, testowano przechodzenie do lub przez niego, nie wiem czy ono samo w sobie było w ogóle zamierzone (trochę jak w Doomie 3, gdzie to miała być tylko teleportacja i nikt nie spodziewał się, że można mieć przystanek po drodze…). Naszych (przechodzących) organizatorzy tego eksperymentu uporczywie pytali, czy odczuli coś dziwnego, czy zauważyli coś nowego, jak się okazuje, chodziło o jakąś formę prekognicji, która Ci się od tego rozwijała. Właściwie to rozwijała lub nie i była do zastosowania w naszym świecie lub nie, bo tamten okazał się być właśnie po pierwsze nie-naszym, po drugie jakoś dziwnie płynął tam czas. Niektóre rzeczy były całkiem stałe, ktoś na przykład tłumaczył mi, ze każdego dnia dzieje się to samo (jak Dzień Świstaka), więc zorientowałem się, ze równie dobrze mogłem już tam widzieć/słyszeć skutki własnej „wcześniejszej” (dla mnie) działalności, że może szelest, który słyszałem za rogiem „dzień wcześniej” to był właśnie moment, kiedy teraz chowam się tam, bo ktoś (ja z wcześniej?) podszedł do okna i może mnie zauważyć. Do tego tubylcy patrzyli tam na naszych wyjątkowo krzywo, bo coś im zaburzaliśmy w tym świecie.

Jest moment we śnie, gdzie wyrywam jakiegoś randoma pracującego w sklepie mówiąc mu, że chyba domyślam się, czemu im nie wolno z nami na pewne tematy rozmawiać… bo nam też zabronili i zaczynam łączyć fakty i mieć koncepcję, dlaczego zabraniają tych rozmów. Z czasem okazało się, że niektóre zdarzenia, które mnie tam spotykają faktycznie wydaja mi się znajome, wydaje mi się, ze gdzieś już te słowa do mnie wypowiedziano. Wtedy okazuje się, że znam ten świat z gry tekstowej (!) w którą grałem 15 lat temu (in reality: jestem niemal pewien, że 15 lat temu naprawdę ŚNIŁA MI SIĘ ta gra na Amstrada – i ze wtedy średnio ogarniałem, także dlatego, że od zawsze śniła mi się po angielsku). Że w jakiś sposób to te same wydarzenia, a zarazem coś się srogo skomplikowało (przez wpływ z zewnątrz?), do tego pojawił się jakiś mój arcywróg, który chciał się mnie pozbyć (niekoniecznie domyślając się, co jest grane).

Koniec końców mi się udało wybronić, jednocześnie odkrywając i wykorzystując to, że okazuje się, że… jestem swoim własnym dziadkiem. Że te wszystkie wydarzenia tam są w jakiś przedziwny sposób zamknięte w krąg, w którym dziewczyna, którą teraz/15 lat temu w tekstówce/ poznaję i można by rzec, wspólnie przeżywamy jakąś tam przygodę/quest (znów: tak bardzo gra!), okazuje się jednocześnie być moją babką i na koniec snu pojawia się jej córka, która pamięta jak ta wypowiadała do swojego męża te same teksty, które ja pamiętam na świeżo (rzeczy błahe, np. coś z jedzeniem i okruszkami). Te 15 lat wcześniej nie wiedziałem nawet, że postać, z którą wszedłem w interakcje w grze tekstowej to kobieta, bo wszystkie jej kwestie były podpisane „One” (nie wiem, dlaczego tak). Mam też jakąś przebitkę na moment, gdy dociera do mnie, że grupa decyzyjnych starszych ludzi pokazana mi dawno temu w grze (pojedyncze ryciny ich twarzy, szczyt możliwości ówczesnej techniki, być może jedyna grafika w grze), od których to decyzji zależeć miało moje życie (wyrok?), wygląda zupełnie jak moi norwescy współpracownicy z obecnej pracy w prawdziwym świecie, ale z kolei postarzeni o kolejne 10-15 lat. What the…?

Dodatkowe elementy dziwnej sennej scenografii: miasteczko, w którym toczy się cała akcja zawiera mnóstwo wzgórz, lasów i starych fantastycznie wyglądających domów, do tego jakąś kopalnię. Scen zawierał jakąś dziwną przejażdżkę czymś a’la 1-wagonikowy rollercoaster (tylko że bardziej jakby oszklona winda wyjeżdżająca nagle na tory) który jedzie z wielką prędkością przez czarną noc i smoliście czarny las pod gwieździstym niebem, ale oświetla te kamienne domy takim creepy-zajebistym chłodnym światłem z poruszającego się wciąż reflektora. To była dość przerażająca jazda.
Z oprawy dźwiękowej: tam był jeszcze na początku jakiś motyw, że jak się z tego wagonika/windy wyszło (nie pamiętam, kto mi wtedy towarzyszył), to było słychać czasem jakieś dziwne głosy z tego miasta, niektóre były jakby śpiewem. I kręciło się tam kilka takich NPC-owo wyglądających dziewoj z celtyckim zaśpiewem, które sobie tak coś nuciły… X_x (teraz mam lekkie skojarzenie z Zia’s theme z Bastionu, ale może też po prostu z Celtic Woman).

Świat w którym toczyła się większość akcji tego snu miewał, jak już wspomniałem elementy typowe dla gier… na przykład te stałe elementy świata, niektóre z nich były surrealistyczne same w sobie (dziwne zjawiska w danym miejscu, czy wręcz straszące zombie/duchy), a to, że nie zmieniały się z czasem (straszydło zawsze w tym samym miejscu i stanie, tubylcy już przyzwyczajeni), było jak element planszy/świata w grze.
Bardzo zastanawiają mnie te przeskoki w czasie. Zarazem te same wydarzenia przedstawiała mi gra 15 lat temu i byłem ich uczestnikiem teraz, ale jednocześnie toczyły się w jakiś sposób w przeszłości (stąd: własny dziadek) oraz przyszłości (sąd, starszyzna wyglądająca jak ludzie, których znam, ale za kolejną dekadę lub więcej). Niestety nie pamiętam już kolejnych poszlak, dzięki którym zorientowałem się, że to wszystko tak dziwnie działa, co się właściwie dzieje i że część wydarzeń, które brałem za „czyjeś”, faktycznie były elementami mojego życia, ale z innego momentu.

Największą zagadką jednak teraz, po obudzeniu, staje się dla mnie ta wątpliwa wirtualność świata gry. Kiedyś jedynie niezbyt zrozumiała dla mnie gra tekstowa, teraz w pełni odczuwlana, równolegle (czy raczej wibbly-wobbly timey-wimey) dziejąca się obok naszej rzeczywistość. Portal/uskok prowadzący z naszego świata do innego — okej, ale do świata gry? Czym zatem są gry, co jest grą? A może interpretacja tego snu jest taka, że każdy świat, jaki sobie wyobrazimy, jaki umownie stworzymy, gdzieś powstaje naprawdę? Że to jednak myśl kształtuje materię (i światy)?

 

(post pisany bez ładu i składu bo czym prędzej po obudzeniu między jednym snem a kolejnym)

Z archiwum…:
Mantra

  • „Doświadczenie polega na nie popełnianiu błędów, ale to popełnianie błędów prowadzi do  doświadczenia.”
  • „Doświadczenie to coś, co zdobywasz zawsze po tym, kiedy go potrzebujesz” – prawo Olivera.
  • Czas płynie tylko w jedną stronę. Nie patrz więc za siebie w celu innym niż wyciąganie wniosków na przyszłość.
  • Nie cofniesz czasu i nigdy nie zmienisz przeszłości, nie łudź się. Przeszłość pamiętasz po to, by lepiej pokierować przyszłością.
  • Niezależnie jak mocno żałujesz swoich błędów, popełniłeś je. Teraz wiesz, co zrobić, by nie popełnić ich już nigdy więcej. Teraz już będzie dobrze.
  • Jeśli wiesz, na czym polegają Twoje błędy, nie poddawaj się w walce sobą, by się zmienić (nikt nie mówił, że będzie łatwo)
  • Czas to twój najgorszy wróg. Jeśli wiesz, czego chcesz, nie zwlekaj. Nie patrz na to, ile czasu minęło, ale spójrz, ile Ci go pozostało przed Tobą.

Najtrudniejsze.

· Strach to największy niszczyciel jaki istnieje we wszechświecie. Strach przed reakcją (Ty też wesprzyj swojego rozmówcę!), strach przed rozmową. Bojąc się rozmowy nie unikasz nieporozumień, a potęgujesz je. Niczego nie wyjaśnisz i nie polepszysz, jeśli nie porozmawiasz. Jeśli nie porozmawiałeś wczoraj, zrób to dzisiaj, nie czekaj do jutra, ale…

· Jednocześnie nie naciskaj, nie wymuszaj, nie odstraszaj rozmówcy…

· Powiedz mi, jak pogodzić dwa powyższe punkty inaczej, niż sygnalizując potrzebę rozmowy i czekając na podanie pomocnej dłoni.

· Jeśli możesz rozmawiać, rozmawiaj. O wszystkim, nie zachowuj niczego dla siebie, bo licząc na zrozumienie bez słów – łatwo się przeliczyć.

· Nie zabijaj się własną zazdrością, a tym bardziej nie potajemnie. Najcenniejszą dla siebie osobę możesz ukrywać przed całym światem, by nikt Ci jej nie odebrał, a ona zrozumie to zupełnie odwrotnie – pomyśli, że nie chcesz się nią chwalić. I oczywiście nie porozmawiacie o tym, prawda?… Chyba ludzie zawsze szukają dziury w całym.

I jeszcze raz.

  • Przyszłość, przyszłość, przyszłość. Nie patrz – proszę – na to, co było źle, zrób teraz wszystko, by dalej było już tylko dobrze. Rozmawiając o błędach łatwiej ich unikać.
  • Żyjąc chwilą możesz zatracić to, do czego chcesz dążyć w życiu… Patrz co robisz, myśl o tym, co z tego wyniknie… Czyż nie od dziecka uczą nas konsekwencji?…

Wiem, że są tu sprzeczności. Trzeba umieć je właściwie zinterpretować. Mam nadzieję, że te słowa komukolwiek jeszcze pomogą…

Totalnie niezwiązane: Brazylijska modelka zmarła na anoreksję, Kto za tym stoi?, Słów kilka o „Efekcie Wertera”, Stereotyp satanisty a rzeczywistość

Przepraszam, że tyle ostatnio notek, ale nie potrafię… hm… wyciszyć się, uspokoić, nie myśleć, nie istnieć

Z archiwum…:
O_o

To jest kopia mojego newsa ze strony klasowej ;)

Ciemność jakiej dawno nie widziano ogarnęła nie tylko Śródziemie, ale także całą okolicę tak szeroką, że o blasku słońca najmłodsze dzieci słyszały tylko legendy opowiadane przez ich rodziców…
Wiele burzowych chmur szczelną płaszczyzną pokryło niebo (nad naszym płaskim światem)…
Chmura nr 1: Dawno nie widzialem newsa innego autora niz MKL, zapewne wszystkich juz dopadli ONI!!! A mowilem, ze glosy ostrzegaly…
Chmura nr 2: Nowi najemnicy Sił Zła i Ciemnej Strony Moczu zalewają całymi hordami nasz bastion trzydzietego pierwszego eLo (jakkolwiek ziomalsko to ostatnie slowo brzmi XD)… Wsrod nich widzialem takze Orków…
Chmura nr 3 spowodowala wielkie wyladowania w radosnej tęczowej krainie Serwerowni… Zło straszne przy tym wyrządziła i spustoszenie zasiała tak ogromne, że zaraza dotarła do wszystkich szkół, jakie miały tam swoje dane… Nie tylko straciliśmy stronę i forum szkoły, ale nie jesteśmy w stanie ich przywrócić. W dodatku zły plantator Don Sauron obarcza cała winą administratorów stron…
Kolejne burzowe chmury ciagna sie za mna osobiscie, Zło (czy dobro, cokolwiek jest przeciwko mnie) atakuje mnie szczegolnie dotkliwie, zaczęło bowiem od mojego profilu w Szkolnej Sieci Informatycznej. Zaprawdę powiadam Wam, Sieć ta zarazę poczęła nieść…
Tym czasem kiedy my cierpimy, a Wysłannicy Złego okrutnie torturują naszych mężnych braci po 8 godzin dziennie, zaczynając od szatańsko wczesnych godzin (na które tylko najtwardsi z nas mieli odwagę stawić się na polu bitwy, oczywiście w pełnym (discmanowo-karcianym) rynsztunku (nie mylić z rynsztokiem)).
Tymczasem sojuszniczo-konkurencyjne (tylko jeszcze o tym drugim nie wiedzą :P) bractwa przygotowały już okrutny plan nękania nowoprzybyłych do naszej fortecy i już od wtorku wprowadzą go w życie, aby do piątku upewnić się, że tylko najtwardsi przekroczą nasze bramy na stałe…
Ale to nie oni są najważniejsi, nie zapominajmy, że to Nasi ludzie będą mężnie walczyć podczas Dni Otwartych!
Tymczasem my z utęsknieniem wspominamy utraconą dopiero co wolność (chociaż Źli postarali się nader gorliwie abyśmy o niej zapomnieli) i już teraz liczymy dni do kolejnej przepustki do pięknego świata pozbawionego demonów i nauczycieli…
Tymczasem bywajcie, drodzy bracia, po mnie idą już Obcy… Niosą coś białego… O mój Boże, zamienią mnie w kokon! Tak, więc to prawda! Spętują naszych ludzi i umieszczają w bezkresnych białych pokojach bez wyjść! NIEEEE!!!!….

Terminus font

Udawany (wektorowy) pixelfont, który po prostu wygląda dobrze:
C++ history

i ma pliterki:
bla bla blaTerminus TTF.