To nie tak, że ten adres już nie istnieje.

Ja po prostu jestem mistrzem prokrastynacji. Potrafię od ponad roku powtarzać sobie, jakie zmiany wprowadzę, gdy będę miał wolną chwilę. Tylko gdzie ta wolna chwila, jeśli nawet czytać książek (a to ważne w życiu!) nie ma kiedy?
Tu minęło już 11 lat. Nowe wpisy miałyby być już nie pisane z nieustającą myślą, kto to czyta, bez autocenzury, bez dopasowywania języka do odbiorcy. Wprowadziłbym podział na blog osobisty, choć przecież niewiele osobistego w życiu wyznaję, oraz „profesjonalny”, czyli po prostu okołoprogramistyczny, pracowy, javascriptowy… no i, stety lub nie, raczej po angielsku.

Tak czy owak żyję i mam się dobrze. Wzloty i upadki należy traktować stoicko.

 

Dla anglojęzyczno-potrafiących

TEN ARTYKUŁ:

http://stilldrinking.org/programming-sucks

Wszystko, czego potrzebujesz wiedzieć o mojej codzienności.

Najdziwniejszy sen ever

Sen, w którym na końcu następuje wielki plot untwist, w którym rozwiązaniu akcji towarzyszyły przedziwne odkrycia i połączenie wszystkich kawałków układanki w dziwaczną i zaskakującą całość.

Był jakiś równoległy świat, testowano przechodzenie do lub przez niego, nie wiem czy ono samo w sobie było w ogóle zamierzone (trochę jak w Doomie 3, gdzie to miała być tylko teleportacja i nikt nie spodziewał się, że można mieć przystanek po drodze…). Naszych (przechodzących) organizatorzy tego eksperymentu uporczywie pytali, czy odczuli coś dziwnego, czy zauważyli coś nowego, jak się okazuje, chodziło o jakąś formę prekognicji, która Ci się od tego rozwijała. Właściwie to rozwijała lub nie i była do zastosowania w naszym świecie lub nie, bo tamten okazał się być właśnie po pierwsze nie-naszym, po drugie jakoś dziwnie płynął tam czas. Niektóre rzeczy były całkiem stałe, ktoś na przykład tłumaczył mi, ze każdego dnia dzieje się to samo (jak Dzień Świstaka), więc zorientowałem się, ze równie dobrze mogłem już tam widzieć/słyszeć skutki własnej „wcześniejszej” (dla mnie) działalności, że może szelest, który słyszałem za rogiem „dzień wcześniej” to był właśnie moment, kiedy teraz chowam się tam, bo ktoś (ja z wcześniej?) podszedł do okna i może mnie zauważyć. Do tego tubylcy patrzyli tam na naszych wyjątkowo krzywo, bo coś im zaburzaliśmy w tym świecie.

Jest moment we śnie, gdzie wyrywam jakiegoś randoma pracującego w sklepie mówiąc mu, że chyba domyślam się, czemu im nie wolno z nami na pewne tematy rozmawiać… bo nam też zabronili i zaczynam łączyć fakty i mieć koncepcję, dlaczego zabraniają tych rozmów. Z czasem okazało się, że niektóre zdarzenia, które mnie tam spotykają faktycznie wydaja mi się znajome, wydaje mi się, ze gdzieś już te słowa do mnie wypowiedziano. Wtedy okazuje się, że znam ten świat z gry tekstowej (!) w którą grałem 15 lat temu (in reality: jestem niemal pewien, że 15 lat temu naprawdę ŚNIŁA MI SIĘ ta gra na Amstrada – i ze wtedy średnio ogarniałem, także dlatego, że od zawsze śniła mi się po angielsku). Że w jakiś sposób to te same wydarzenia, a zarazem coś się srogo skomplikowało (przez wpływ z zewnątrz?), do tego pojawił się jakiś mój arcywróg, który chciał się mnie pozbyć (niekoniecznie domyślając się, co jest grane).

Koniec końców mi się udało wybronić, jednocześnie odkrywając i wykorzystując to, że okazuje się, że… jestem swoim własnym dziadkiem. Że te wszystkie wydarzenia tam są w jakiś przedziwny sposób zamknięte w krąg, w którym dziewczyna, którą teraz/15 lat temu w tekstówce/ poznaję i można by rzec, wspólnie przeżywamy jakąś tam przygodę/quest (znów: tak bardzo gra!), okazuje się jednocześnie być moją babką i na koniec snu pojawia się jej córka, która pamięta jak ta wypowiadała do swojego męża te same teksty, które ja pamiętam na świeżo (rzeczy błahe, np. coś z jedzeniem i okruszkami). Te 15 lat wcześniej nie wiedziałem nawet, że postać, z którą wszedłem w interakcje w grze tekstowej to kobieta, bo wszystkie jej kwestie były podpisane „One” (nie wiem, dlaczego tak). Mam też jakąś przebitkę na moment, gdy dociera do mnie, że grupa decyzyjnych starszych ludzi pokazana mi dawno temu w grze (pojedyncze ryciny ich twarzy, szczyt możliwości ówczesnej techniki, być może jedyna grafika w grze), od których to decyzji zależeć miało moje życie (wyrok?), wygląda zupełnie jak moi norwescy współpracownicy z obecnej pracy w prawdziwym świecie, ale z kolei postarzeni o kolejne 10-15 lat. What the…?

Dodatkowe elementy dziwnej sennej scenografii: miasteczko, w którym toczy się cała akcja zawiera mnóstwo wzgórz, lasów i starych fantastycznie wyglądających domów, do tego jakąś kopalnię. Scen zawierał jakąś dziwną przejażdżkę czymś a’la 1-wagonikowy rollercoaster (tylko że bardziej jakby oszklona winda wyjeżdżająca nagle na tory) który jedzie z wielką prędkością przez czarną noc i smoliście czarny las pod gwieździstym niebem, ale oświetla te kamienne domy takim creepy-zajebistym chłodnym światłem z poruszającego się wciąż reflektora. To była dość przerażająca jazda.
Z oprawy dźwiękowej: tam był jeszcze na początku jakiś motyw, że jak się z tego wagonika/windy wyszło (nie pamiętam, kto mi wtedy towarzyszył), to było słychać czasem jakieś dziwne głosy z tego miasta, niektóre były jakby śpiewem. I kręciło się tam kilka takich NPC-owo wyglądających dziewoj z celtyckim zaśpiewem, które sobie tak coś nuciły… X_x (teraz mam lekkie skojarzenie z Zia’s theme z Bastionu, ale może też po prostu z Celtic Woman).

Świat w którym toczyła się większość akcji tego snu miewał, jak już wspomniałem elementy typowe dla gier… na przykład te stałe elementy świata, niektóre z nich były surrealistyczne same w sobie (dziwne zjawiska w danym miejscu, czy wręcz straszące zombie/duchy), a to, że nie zmieniały się z czasem (straszydło zawsze w tym samym miejscu i stanie, tubylcy już przyzwyczajeni), było jak element planszy/świata w grze.
Bardzo zastanawiają mnie te przeskoki w czasie. Zarazem te same wydarzenia przedstawiała mi gra 15 lat temu i byłem ich uczestnikiem teraz, ale jednocześnie toczyły się w jakiś sposób w przeszłości (stąd: własny dziadek) oraz przyszłości (sąd, starszyzna wyglądająca jak ludzie, których znam, ale za kolejną dekadę lub więcej). Niestety nie pamiętam już kolejnych poszlak, dzięki którym zorientowałem się, że to wszystko tak dziwnie działa, co się właściwie dzieje i że część wydarzeń, które brałem za „czyjeś”, faktycznie były elementami mojego życia, ale z innego momentu.

Największą zagadką jednak teraz, po obudzeniu, staje się dla mnie ta wątpliwa wirtualność świata gry. Kiedyś jedynie niezbyt zrozumiała dla mnie gra tekstowa, teraz w pełni odczuwlana, równolegle (czy raczej wibbly-wobbly timey-wimey) dziejąca się obok naszej rzeczywistość. Portal/uskok prowadzący z naszego świata do innego — okej, ale do świata gry? Czym zatem są gry, co jest grą? A może interpretacja tego snu jest taka, że każdy świat, jaki sobie wyobrazimy, jaki umownie stworzymy, gdzieś powstaje naprawdę? Że to jednak myśl kształtuje materię (i światy)?

 

(post pisany bez ładu i składu bo czym prędzej po obudzeniu między jednym snem a kolejnym)

Terminus font

Udawany (wektorowy) pixelfont, który po prostu wygląda dobrze:
C++ history

i ma pliterki:
bla bla blaTerminus TTF.

Z archiwum…:
Więcej szumu niż zwykle – a o co?

Właśnie czytałem sobie resztki (bo ciężko inaczej to nazwać) Ewangelii Judasza, w angielskiej wersji (polski przekład nie jest jeszcze dostępny, ale podobno ma być jutro w Wyborczej).
I wiecie, co? Najmniej mnie w tym wszystkim obchodzi, czy zdradził, czy nie zdradził (a o to chyba rozchodzi się najgłośniej)… Zresztą, powodów, dla których miałby go zdradzić też nigdy jakoś szczególnie nie potrafiłem zrozumieć… No ale mniejsza z tym. Mnie zainteresowały zupełnie inne fragmenty tego dzieła. Judasz odbywa tam wiele rozmów z Jezusem, w których Jezus zdradza mu „tajemnice królestwa niebieskiego”. Są one wprawdzie dla mnie średnio jasne z powodu angielskiego przekładu i brakujących fragmentów, ale wybitnie warte uwagi, dla każdego, kto lubi czytać o genezie ‚istot najwyższych’ albo – jak ja – nie dzieli bogów na ‚dobrych’ i ‚złych’ (ja rozumiem, że wszyscy potrzebujemy systemu wartości (zauważ, że niemal każda wielka religia stara się nam wpoić podobny!)), chciałby poznać „ich wszystkich” i wszystko, co z nimi związane… ;) Choć z tego tekstu tak wiele się wyciągnąć nie da, to jednak muszę go przytoczyć:

Dla kontekstów paru ;) :
“And a luminous cloud appeared there. He said, ‘Let an angel come into being as my attendant.’
“A great angel, the enlightened divine Self-Generated, emerged from the cloud. Because of him, four other angels came into being from another cloud, and they became attendants for the angelic Self-Generated. The Self-Generated said, [48] ‘Let […] come into being […],’ and it came into being […]. And he [created] the first luminary to reign over him. He said, ‘Let angels come into being to serve [him],’ and myriads without number came into being.
(…)

THE COSMOS, CHAOS, AND THE UNDERWORLD
“The multitude of those immortals is called the cosmos — that is, perdition — by the Father and the seventy-two luminaries who are with the Self-Generated and his seventytwo aeons. In him the first human appeared with his incorruptible powers. And the aeon that appeared with his generation, the aeon in whom are the cloud of knowledge and the angel, is called [51] El. […] aeon […] after that […] said, ‘Let twelve angels come into being [to] rule over chaos and the [underworld].’ And look, from the cloud there appeared an [angel] whose face flashed with fire and whose appearance was defiled with blood. His name was Nebro, which means ‘rebel’; others call him Yaldabaoth. Another angel, Saklas, also came from the cloud. So Nebro created six angels — as well as Saklas — to be assistants, and these produced twelve angels in the heavens, with each one receiving a portion in the heavens.

THE RULERS AND ANGELS
“The twelve rulers spoke with the twelve angels: ‘Let each of you [52] […] and let them […] generation [—one line lost—] angels’:
The first is [S]eth, who is called Christ.
The [second] is Harmathoth, who is […].
The [third] is Galila.
The fourth is Yobel.
The fifth [is] Adonaios.
These are the five who ruled over the underworld, and first of all over chaos.

I teraz tak: Kimże jest Seth w większości religii, w których to imię się pojawia? Czy nie wydaje Ci się, że to zawsze był „ten zły bóg”? Zresztą, to, że zawsze mi się tak kojarzyło – o niczym nie świadczy. Nieraz kojarzyły mi sę bzdury (zaprawdę nieznane są drogi impulsów na neuronach…) – toteż postanowiłem sprawdzić.

Set
Set, Seth (greckie), Sutekh
(! XD), Setech (egipskie) to w mitologii egipskiej bóg zła, pan burz, pustyń i obcych ziem.
(…)
Niektórzy widzą nawet pozaziemską istotę. Wcześniej występował być może jako bóg wojny i mogło być to bóstwo starsze niż religia egipska. W religii egipskiej zdegradowany do roli złego demona.
(…)
Ostatecznie przedstawiany był jako główny zły i utożsamiany z wężem Apopem.
(…)
Współcześnie czczony w tzw. Świątyni Setha (Świątynia Seta) niewielkiej sekcie, odłam satanistów, powstałej na skutek rozłamu z tzw. Kościele szatana.

(src: Wikipedia)

Tu zaś Seth jest zwany Chrystusem. Cokolwiek autor oryginalnego tekstu miał naprawdę na myśli (dowiemy się kiedyś…?) – zbieżność jest bardzo ciekawa. Tylko proszę nie piszcie mi w komentarzach, że sugeruję, że Chrystus jest „złym” bogiem, czy czymkolwiek w tym rodzaju. Zresztą ja nie wierzę w bogów „doskonale złych”, jeśli jacyś byli to może mieli po prostu inne, mniejszościowe poglądy ;). Ale nie o to, nie o to ;) (Specjalnie dla Meg zaznaczam wyraźnie, iż zwrot „nie o to” pochodzi z KabaretuKtóregoNazwyNiePamiętam) Ja niczego nie sugeruję, a jeśli miałbym, to co najwyżej tyle, że nie wszystko jest czarne lub białe.
Moją uwagę zwrócił też anioł Nebro, „co znaczy buntownik”, którego twarz spowijały płomienie, a oblicze splamione było krwią. Jego inne imię to Yaldabaoth. Niektórzy gnostycy utożsamiają to imię z Jahwe (a niektórzy z Szatanem). Saklas zaś (drugi twórca kolejnych sześciu aniołów) pojawia się dalej jako ten, który stworzył człowieka:
Then Saklas said to his angels, ‘Let us create a human being after the likeness and after the image.’ They fashioned Adam and his wife Eve, who is called, in the cloud, Zoe.

Generalnie ciekawie mi się takie rzeczy czyta i mam wrażenie, że staję się coraz barzdiej zainteresowany wszelkimi tekstami gnostyckimi. Bo bo wyrabiania własnych opinii zawsze dobrze jest wysłuchać „obu stron”, prawda? ;)


Z innych beczek:
Dla tych wszystkich, którzy w kwietniu trafili na tego bloga szukając w Google haseł „długość pochwy” (ho ho, jestem na pierwszej stronie wyników xD) lub „długość penisa” polecam pouczający odnośnik :P
Ciekawe hasła na dziś to także „akt łaski” – sformułowanie wg mnie dość często używane, ciekawe, co miał na myśli autor zapytania ;) – a także „jestem za aborcją” … tak, ale tylko, gdy patrzę na niektórych :PSpóźnione „wesołych świąt” wszystkim.
Ja tam świąt nie znosze – wszelkich. Najgorsze jest to, że za każdym razem najpierw wyobrażam je sobie jako odrobinę odpoczynku i wolnego czasu, a później boleśnie sobie przypominam, że oznacza to, że będę musiał wytrzymywać pod jednym dachem z rodziną, a co najgorsze – z siostrą – większość przeklętego dnia. To znacznie utrudnia skupienie się na czymkolwiek. A chciałem sobie trochę w C# pokodować…

Więcej treści nie pamiętam, serdecznie za to żałuję.
A jutro – strzeż się Częstochowo!

Notkę chciałbym zakończyć przepięknym optymistycznym zdjęciem:


(Thanks to ImageShack for Free Image Hosting)

Z archiwum…:
Kolejna jesień.

Ludziom, którzy cierpią niesprawiedliwie, nie wystarczy sama sprawiedliwość. Chcą, żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. To odczują jako sprawiedliwość.
– z bota, ale jakze prawdziwe. Bez związku z notką.

PolChat

Na PolChacie zawsze jest dużo pracy. Ostatnio z okazji uzyskania statusu „pełnoprawnego” administratora naprawdę dużo. Jest wiele do zrobienia i na niektóre rzeczy nie można już dłużej przymykać oka.
Tyle, ile można zrobić by było lepiej, należy zrobić. Niech idioci nie myślą, że są bezkarni, niech ludzie nie myślą, że czat umiera, niech się coś dzieje i idzie do przodu.
Szkoda tylko, że sprawa nowych obrazków z mojej ulubionej serii prawdopodobnie rozbije się o prawa autorskie do nich – a były naprawdę miłe, niewielkie (nie lubię jak rozwalają układ tekstu), bardzo bardzo przyjemne dla oka, dobrze wykonane i nierzadko w pięknym stylu (treść, mimika emotek, zabawne detale). Oczywiście nie wszystkie, bo cała kolekcja jest ogromna, ale wybrane – te, które mogłyby troszkę wzbogacić wypowiedzi, nadać im koloru, humoru, ekspresji, czegokolwiek. Wiele osób znalazłoby wśród nich coś dla siebie (najbardziej ‚dedykowane’ były tam kapitan i piraci, dla naszych żeglarzy i maniaków szantowych)… Szkoda, kurde. Może jak się uprę to je sam przerysuję _-_…

Vexxarr! :D

Wiecznie zapominałem Was powiadomić o tym cudownym komiksie internetowym (przebrnijcie przez pierwsze kilkanaście odcinków, w końcu tak wciągnie, że nie opuścicie już żadnego) – Vexxarr.
Wspaniałe postacie, wspaniały humor, wspaniały komiks.

Studia

Jakoś to leci, przynajmniej póki nie ma zaliczeń. Czasem tylko ciężko się skupić, albo żal d* ściska, bo wykładowca nie rozumie tego, co ma nam przekazać i nie potrafi odpowiedzieć na pytania studentów.

I zawsze, kiedy jest, co robić, nie pozostaje zbyt wiele czasu, by o wszystkim myśleć. I jest lepiej… bezmyślnie=beztrosko…

Osobiste, nie czytać

(notka służy wyłącznie wylaniu z siebie takich tam pierdół, żeby nie dusić wiecznie w sobie)

Proszę Państwa, oto nielubiany przeze mnie (w sensie stosowania) ekshibicjonizm blogowy (ogg audio).

Od wielu dni zastanawiam się, jak tu poowijać w bawełnę, żeby jednak coś osobistego napisać, ale z drugiej strony zrobić to w taki sposób, by nikt się niczego broń Boże nie domyślił. Fajnie, nie? Bo przecież tu ktoś czyta, a nie chcę, żeby za dużo o mnie wiedział, tu ktoś zajrzy przypadkiem i nie daj Boże sie czegoś domyślił, tu kogoś będzie dotyczyć bezpośrednio (a to bardzo złe zło), tu sprawi komuś przykrość, a tu… a tu komuś ufam, a i tak nie umiem nic powiedzieć. Bo ja tak mam. I chyba mam ochotę zamknąć się do reszty, chociaż i tak przestaje być przed kim (o ironio!) [edit późniejszy: zresztą czasem stwierdzałem, że jeśli komuś mógłbym powiedzieć, to ten ktoś nie chce już tego słyszeć, ew. właśnie tego kogoś by to dotyczyło, więc lepiej nie.]
Więc (heh) oto wielka chwila. Teraz to ikari na chwilę zdejmie maskę.
Kiedy zadajesz sobie pytanie… tak, sobie samemu/samej… nie, nie ważne, czy na głos… Kiedy je zadajesz, po jakim czasie sobie odpowiadasz? Nie, nie liczą się pytania retoryczne. Ach… ach tak… A ja… Ja żeby znać odpowiedź potrzebuję roku. Albo ponad roku. Tyle czasu wystarczy, by doskonale poznać odpowiedzi na wszystko to, co męczyło i wydawało się takie trudne i niejasne. Mija rok i już doskonale wiesz, jak było i co należało zrobić. Rok. O wiele, k*a, za późno.
Nie daje mi to spokoju. Nie chce wyjść z głowy. Nie daje spać (dosłownie, od dwóch godzin nie mogę zasnąć). Przede wszystkim nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Nie mogę się pogodzić z tym, że miałem wątpliwości, z tym, że nie wiedziałem co mówić, z tym, że nie wiedziałem, co robić, z tym, czego nie powiedziałem, z tym, co powiedziałem nieszczerze, bo czułem się w tym wszystkim zagubiony i pod presją (…z tym, czego nie umiałem poprawnie zinterpretować…) odruchowo chciałem uciekać, z tym, co zrobiłem, z tym, co było dalej, z tym, co było jeszcze dalej, z tym, co jest teraz i cholernie mocno z tym, czego teraz nie ma.
Closer. Dużo dużo małych rzeczy.

Can’t take my mind of you…
I can’t take my mind of you… ♪ (x3.5)
(a tych wersów nigdy nie usłyszałem:)
Did I say that I loved you?
Did I say that I want to
Leave it all behind?

Scena po ‚próbnej separacji’ (!). Tak, ta, przy której standardowy widz się uśmiecha, wręcz śmieje. Scena przecież radosna i promienna i w ogóle. I, k*a, zajebiście bolesna.
Scena pierwsza. Potrącenie przez samochód, poznanie się.
Scena któraśtam. Bardzo dużo bardzo – khem – śmiałych pytań (i odpowiedzi). Nigdy nie odważę się ich zadać. Co nie znaczy, że mnie nie torturują… Ale to bez znaczenia… Jeśli.
Dziś już wiem, czego chcę.
What I want is what I can’t have
(Tatu – Craving)

Kiedy konfontuję tę myśl z tym, co jest… hm.. źle mi (tak, te słowa w tym miejscu to dla mnie szczyt „wywnętrzniania się” -_-).

(Niedziela 01.10.2006 23:01)
czy „:(” to nadmiar opisowego ekshibicjonizmu?
Ola: (Niedziela 01.10.2006 23:02)
nie

Miałem tu kiedyś napisać, że „Bliżej” i „Efekt Motyla [może być 2]” podawane razem to zestaw początkującego samobójcy. Ale to zależy, ile osobistych powiązań widz znajdzie w tych filmach. Nigdy nie odpowiedziałem na to pytanie (ad.”Bliżej”), prawda…?

Może to depresja jesienna (wywołana znacznie zmniejszoną ilością energii słonecznej, jaka do mnie dociera (pora roku i naprawienie rolety)), może efekt po tych filmach, a może po prostu po tym dostaniu po ryju i kradzieży telefonu tymczasowo straciłem zdolność do „zbierania się”.
Bo tak bajdełejując, to – jak Mon zauważył – bez telefonu, jak bez ręki. Bez ręki, budzika, latarki, notesu, kontaktu ze znajomymi, chociażby możliwością odbioru wiadomości, czy przypomnienia o swoim istnieniu…
Bez zdjęcia „jak wyglądam po innej fryzjerce”, bez sygnału, który wyrazi więcej, niż 1000 słów, bez wysłania tapetki z witchem, bez tematu pracy magisterskiej byłej nauczycielki chemii, bez EMSowego zęby.wbmp, bez trasy „Ironic” (!) w Nate Adams FMX, bez PINu, który był Twoją datą urodzin, bez sygnału o treści „pamiętam o Tobie” ani „widziałem Cię dziś w autobusie”, bez wykupowania kawy za SMS, bez SMSowania na wykładach Kurpa, bez seriala do XP, bez części siebie. A kiedy piszę, nie wiesz, kim jestem. A po chwili i tak ekran spowija mrok już na zawsze. I telefon dla niewidomych sadystycznie przypomina, że przyszedł nieczytany SMS… Czy to od Ciebie?
A może po prostu tęsknię.

Wszystko zostało już powiedziane, EOT.

Po formacie Windows

Checklista na przyszłość:

  • WinCompose. Pozwala wpisywać z klawiatury w zasadzie wszystko, np. obcojęzyczne znaki narodowe takie ja ä, ë, å lub ẞ, a także rzeczy zupełnie ⓈⓏⒶⓁⓄⓃⒺ™, jak ☭. Przy okazji pozbywasz się na zawsze problemu przypadkowego wciśnięcia caps lock. Darmowe.
  • LightShot. Od teraz wciśnięcie print screen pozwoli Ci zaznaczyć fragment ekranu do screena, zedytować go na szybko, a przede wszytkim pojedynczym kliknięciem wysłać w internety, czyli tam, gdzie zapewne chciałeś, by się znalazł. Darmowe.
  • AltWindowDrag. Musisz to mieć, jeśli przychodzisz z krainy Linuksa.
  • Cygwin + oh-my-zsh. Linuksowa konsola i narzędzia. Bdb.
  • Chocolatey do robienia „chocolatey install program” pod windowsem.
  • Chrome, Steam, Spotify etc. :)