Zły dzień

To był jednak zły dzień…
Rano spieprzyłem matmę. Spieprzyłem totalnie. Chyba w każdym zadaniu miałem jakiś kretyński błąd – od kilku rachunkowych na raz po błędy w całym rozumieniu zadania ==” Do dupy poszło, czekam na poprawę… ==”
Z fizyki – pamiętacie jak w poprzedniej notce się cieszyłem, że mi dobrze poszło? I CO QRWA Z TEGO skoro i tak zgubiła moją drugą kartkę i byłem jedyną osobą, jaka nie dostała oceny -_-‚…

Poza tym moje życie nadal jest dziwne -_-‚
Np. ostatnio miałem dziwny sen. Latałem (w moich snach codzienność) juz nie pamiętam dlaczego po całej Polsce (rany, jak wzniesienie się o 100m pomaga w orientacji w terenie… ;P). W pewnym momencie w Łodzi był sam papież (jakiś – o dziwo – młody koleś). Nie pamiętam czemu, ale musiałem się z nim zobaczyć. Wylądowałem więc przed nim, podszedłem, powiedziałem „Witaj…” (tonem jakbysmy co najmniej się dobrze znali, mimo że jednak nie ;P) i podałem rękę… On na mnie popatrzył chwilę, najpierw jakby w ogóle nie wiedział o co chodzi i kim jestem, a po chwili zrobiły mu sie szersze oczy, pojawiło się w nich coś między strachem a nienawiścią, wycedził „Lucyfer…” i rzucił się na mnie próbując chyba mnie zabić. Próbowałem później wytłumaczyć, że nie miałem żadnych wrogich zamiarów (jakaś tam sprawa była..?), ale ciężko się mówiło z połamaną szczęką (w ogóle jakoś dziwnie mnie złapał od samego początku było to coś w stylu próby wyrwania mi zębów _^_”). Na szczęście szczęka w bliżej nieokreślony sposób uległa szybkiej regeneracji, co ciekawe jednak, potzebowałem do tego jego „łaski”, tzn. ta zdolność natychmiastowej regeneracji (która przynajmniej w tym śnie zdawała się być również normalna) nie działała na te obrażenia, dopóki papież na to nie pozwolił…

Wieczorem nie udało mi się dodzwonić do Viti ==”

Poza tym jadę na wycieczkę klasową [click for more details]… Wracam w czwartek, do zobaczenia wszystkim ;P (bo nie wiem czy bedzie mi sie jutro chcialo pisac druga notke… Niby miałem duzo do napisania, ale odkladajac wszystko na pozniej, albo pozapominalem, albo stwierdzilem ze nie jest to wazne..)

Fizyka ! :D

Ludzie, nigdy nie myślałem, że będę miał dobry humor po sprawdzianie z fizy XD
Zrobiłem wszystkie zadania (Zrobiłem – nie wiem czy dobrze, ale w ogóle XD) – 10 zadań to chyba tyle ile zrobiłem w całym pierwszym semestrze XD

Jeszcze tylko parę kartkówek/spr.(?) i ciężkich lekcji i już weekend… XD
A potem jeszcze tylko wycieczka, czerwiec, wpierdol i wakacje!! XDDDDD

Kolejne dni nędznej egzystencji.

Ech, dawno nie miałem lekcji polskiego i widać to po mnie – zwłaszcza w słowach typu „tych osiołów” zamiast „osłów” albo czymś w tym rodzaju. No ale dobra, załóżmy że jest to do zniesienia ;P
Dzień dzisiejszy był piękny – aż 2+ z fizyki, co uważam za swój osobisty sukces, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że była to ocena z połączenia 2 kartkówek, gdzie na pierwszej zdołałem tylko napisać wzory, z których powinienem coś obliczyć… :P (ale ogólnie poziom był taki, że facetka zaczęła punktować wypisanie wzorów, żeby w ogóle były jakieś punkty XD). Z chemii dostałem 3 -_-‚, cóż, mogło mi pójść lepiej, no ale i tak będę miał pewnie 4 na koniec. To właśnie motto przyświecało mi też na dzisiejszym sprawdzianie z bioli ;P… Polskich nie było, ale facet miał kretyński pomysł zrobienia na nich 2 matm (jak już się w domach zpaowiedzieliśmy, że będziemy wcześniej). [Edit 7.4.2007: ja już absolwent, on uczy w innej szkole, ale właśnie wczoraj opowiadał nam, że jego obecni uczniowie mają jeszcze gorzej – w zeszłym tygodniu podwoili tygodniową normę matmy ;)] Dzięki Bogu się zreflektował i dał nam wybór :P. Wybór był oczywisty ;D
Wczoraj tylko 2 angole i niemiecki. Brzmi pięknie, ale w praktyce nie było tak fajnie, bo na angolach mówiłem speech, a na niemcu odpowiadałem :P. Plus jest ten, że na jedno i drugie byłem przygotowany (ale tylko psychicznie XD).
Środa (wybaczcie kolejność odwrotnie chronologiczną ;P… A zresztą, notki też w takiej są XD) była schizowa od samego rana, które ciężko powiedzieć, kiedy się zaczęło XD. A to dlatego, że we wtorek (ech :P) stwierdziłem – „Jutro i tak nie ma lekcji [matury] to sobie pośpię :P”. Nic bardziej błędnego. Spać położyłem się przed 5 rano, a obudzony zostałem drastycznie o 7~00. Coś jeszcze do mnie matka rozmawiała, ale nie byłem w stanie zakontaktować XD. Po jakichś 10 minutach wegetacji doszedłem do siebie :). Musiałem wysłać siorę do szkoły i teoretycznie potem mogłem sobie odespać… Ale nie, to nie w moim stylu XD. Już nie spałem ;P. Tak więc była środa XD.
Miała miejsce rozmowa wyglądająca mniej więcej tak:
ja: Pójdziemy se na Van Helsinga?
MKL: kiedy?
ja: dzisiaj XD (w domyśle: teraz XD)
on: ok XD
Ogólnie zaczęła się fajna schiza XD. MKL poszedł jeszcze do fryzjera…

MKL (12-05-2004 11:20)
sorry, ze tak late, ale trafilem na fryzjerke perfekcjonistke
MKL (12-05-2004 11:20)
odnioslem wrazenie
MKL (12-05-2004 11:20)
ze ona nie chce mnie strzyc tylko mi liczyc wlosy

Cóż – jedyny mój komentarz jaki się nasuwa to „XD” :P. Należało się rozejrzeć, kiedy leci Van Helsing…

MKL (12-05-2004 11:22)
<siega po gazete>
MKL (12-05-2004 11:22)
baltyk – o 14 i za… <patrzy na zegarek> 8 minut XD
ikari (12-05-2004 11:22)
XDDDDDDDDDD
MKL (12-05-2004 11:22)
SS – 12:40

Jak widać, wybór był dość ograniczony XD. Podobnie zresztą miałem z autobusem…

[11:40:18] ikari: albo wsiade w autobus
[11:40:21] ikari: 2 minuty temu XDDDDDDDDDDDDDDDDDD
[11:40:25] ikari: albo o 11:57 XD
[11:40:34] Yasunari: XDDDDDDDDDDD
[11:40:35] ikari: kocham miec wybor XD

Jesteśmy w kinie, idziemy (tzn. jedziemy schodami :P) na piętro zawierające odpowiednią salę kinową, stajemy naprzeciwko kas biletowych i…. „Kasy biletowe czynne od godziny 16″ _-_’. Wracamy na dół :D. Ustawiliśmy się w kolejce kojarzącej mi się trochę z kolejką na lotnisku… (długo czekamy – odprawa XD). Dlatego też powstało kilka scenariuszy wydarzeń:
1.
– Do Chicago proszę XDDDDDD…

2.
– Normalny?
– Nie, Bussiness Class XD

3.
– Normalny?
– Nie, ale się leczę XD

W praktyce było równie ciekawie XD
– Normalny?
– A są jakieś inne? XD (W ulotce nic o tym nie wspominali, a przynajmniej nie tym ludzkich rozmiarów drukiem :P)

Podczas filmu były kolejne schizy, których wymieniać nie będę, bo to przeciez spoilery :P („Do Rumunii przez Himalaje” XD)
Osiągnęliśmy też szczyt telepatii, dzieląc się na pół zdaniem: „Skrzyżowanie Tarzana | z Zorro” XD…

Pod koniec filmu, około 15:05, zorientowaliśmy się, że jest około 15:05 (XD) i od około 5 minut nasza klasa znajduje się w szkole i nosi ławki po maturach (co za niewdzięczna robota, akurat nas musieli zagonić!). Bieżyliśmy więc na przystanek tramwajowy – jednemu startującemu tramwajowi przeleźliśmy tuż przed… maską? XD, po czym okazało się że na 2 stronie przejścia panuje już światło czerwone. Przejście było dość wąskie, stałem więc centralnie na szynach tramwajowych. Jeden tramwaj miałem już z głowy, ale MKL mnie uświadomił: „Gorzej będzie jak ta 9 ruszy XD”… Spojrzałem wzdłuż linii szyn, między którymi stałem… Po 2 stronie skrzyżowania stał metalowy kolos, gotowy by ruszyć z dużą prędkością prosto na mnie. To była tylko kwestia czasu (zmiany układu świateł na skrzyżowaniu). I nagle z ukrycia (zza tramwaju mijanego wcześniej XD), z boku wyjechał inny tramwaj – wprost na mój tor. Film przeleciał mi przed oczamI XD Ale jakoś zlazłem i zmieściłem się między tramwajem a ulicą ;P. MKL: „No, wystarczy że tamten nie będzie skręcał… <pokazując na pozostałą, 4 stronę skrzyżowania>… Ej… To jest nasza 13!” XD. Kiedy tylko włączyło się najbliższe zielone, lecieliśmy przez skrzyżowanie na skos (i przez czerwone ;P) do tramwaju :D. Było tłoczno, ale do wy3mania – zakładaliśmy, że o ile tramwaj się nie rozwali (silnik nie odpadnie czy coś… XD) to dojedziemy do szkoły z zaledwie 20-25 minutowym opóźnieniem. Tak też sie stało XD.
W szkole nie byłbym sobą, jakbym nie kupił kawy XD

Heh, teraz fajnie by było jakoś podreperować finanse…. :P I tak w ogóle to muszę się wziąć do roboty nad paroma rzeczami, tylko jeszcze nie wiem kiedy…
A przed nami tydzień pełen sprawdzianów -_- (pełen w dosłownym znaczeniu, tzn. więcej już być nie może :P Dlatego zresztą reszta będzie w kolejnym tygodniu ==”)….

Ech, nie chce mi się pisać więc resztę (o której przy okazji zapomniałem :P) zostawię na „jutro” ;P A może ktoś chce moje przemyślenia nt. śmierci wampirów? :P Bo tylko te zapisałem :P

Yeah! Blogie opieprzanie sie!

Tak, tak, „napisz notke jakas” – ale mi sie kurde nie chce :P
I nie wiem co moge tu napisac, nyu..

Matury sa, news na stronie szkoly miał wyglądać trochę inaczej, ale nauczyciele popełniali wielki błęd zlecając to mi i otoczeniu w chwili fazy :P

Nic mi sie nie chce ;P
Pisac tez :P

Nie moge sie wyspac nadal :P

Na stronie ikari.nexis.pl dorzucilem swojego bota ;P

OMG / My life is changing (zapomniałem dlaczego ;P)

Jaaa, zupełnie inaczej mi wyszła ta poprzednia notka niż powinna -_-” A przynajmniej na to wychodzi, biorąc pod uwagę, że wszyscy odebrali ją inaczej niż… hm. No na pewno nie tak, jak by mi przyszło do głowy _-_”

Nie, ludzie, ja nie mam doła, tak wygladają moje myśli na co dzień i każdej godziny :P A w notce się nie załamywałem, tylko pisałem, że nic mi się nie chce _^_
Jakoś to o znajomościach trafiło do wszystkich najszczególniej, a w ogóle tego w notce nie miało być, tak mi się tylko nawinęło pod klawiaturę _^_ I nie, nie mam zamiaru kończyć żadnych znajomości ==”

A teraz parę słów do publiczności ;P
Kalik: „Nie poznaję kolegi”? :P Zawsze taki byłem, może tylko mniej oficjalnie :P
Aniołq: Propozycje takiej systematyczności brzmią niewiarygodnie kusząco, ale czemu z góry wiem, że to się nie uda? :D
Miho: Ale mimo wszystko zawsze twierdziłem, że nawet złe wspomnienia powinno się zachowywać. Zawsze wnoszą coś do naszego życia, jakoś zmieniają naszą przyszłość. Ale iki sklerotyk i tak wszystko zapomni _-_
Witek: Nie, żebym nie pamiętał :P To tyle ;D
Kajoos: Tjaa _-_
Viti: ?
Heh, a piątek był dniem szczególnym (jeny, piszę o tym dopiero we wtorek?)… Wprawdzie nie działo się tak dużo, ale mimo wszystko były to wydarzenia pełne wrażeń _^_.
Najpierw dostałem list. Już po charakterze pisma, jakim było napisane moje nazwisko na kopercie poznałem, kto jest jego nadawcą. Aż trudno było uwierzyć _-_”. To Ayanami napisała do mnie po 3 latach przerwy… A mimo tych 3 lat.. List był zupełnie taki sam, jak kiedyś. Nie tylko ten sam styl pisma, ale też sposób pisania, czy poruszane tematy… List jest jak żywcem wyciągnięty z przeszłości… To naprawdę wyjątkowe uczucie :)
Potem chciałem się zrelaksować jazdą na rowerze. No, ale nie do końca był to relaks. Znowu potrącenie… tym razem z punktu widzenia obserwatora.. Znalazł się jakiś „król drogi” i w pełni rozpędzony, nagle zaczął na środku ulicy zawracać na sąsiedni pas. Jakiś młody facet na chodniku coś wrzasnął na kierowcę… i to był jego błąd -_-… chwilę później leżał na ziemi… kierowca skosił go na chodniku i pojechał dalej, oczywiście rozpędzony na maxa….

Potem był weekend :)
Do Łodzi wpadł JW_amigowiec, Tazeru niestety nie mógł -_-‚ Cały dzionek od 8:30 (litości!) do którejśtam spędziliśmy razem, tzn. ja, jw, Tamiko i Maldi, która niestety miała ograniczony czas (ale udało jej się przedłużyć! Co komicznie wyglądało XD) z racji jutrzejszych examinów ^^”. Anyway było miło, spotkanie z żywymi ludźmi i odrobina relaxu były mi potrzebne :) (W przeciwieństwie do całodniowego słońca, którego przecież powinienem całkowicie unikać _^_ Ale pomińmy to, może się opalę? :P). Tami i Maldi zaciągnęły nas na mangowe spotkanie w Łodzi (wprawdzie nie na długo), gdzie w życiu bym się nie spodziewał, że sie pojawię ;P Nie spodziewała sie mnie także KeY, która na mój widok dostała ataku serca _^_ (swoją drogą ostatni raz jak ją widziałem to [na pewno nie w tym roku] było jeszcze bardzo ciepło :P). Lady Magma – niby nie kojarzę, ale odkąd ją widziałem, prześladuje mnie myśl, że skądś ją znam. Pocieszeniem jest to, że nie tylko mnie – podobno wszyscy tak mają, prawdopodobnie dlatego, że (jak określił Rep) ma „idealnie zwykły” wygląd ;P
A w niedzielę szlajaliśmy się w tym samym składzie po ogrodzie botanicznym ;P (Ładny, a nawet nie wiedziałem, że w Łodzi taki w ogóle jest XD). Kiedy już wracaliśmy do domu, autobus, którym zazwyczaj jeżdzę do i ze szkoły – pomylił trasy XD. Przed kościołem skręcił w lewo, zamiast jechać prosto ;P Jak się zorientował, to rozpędził sie na maxa i zrobił spore kółko – wrócił na ten sam przystanek XD. ¯ebyście widzieli minę tej babci na przystanku, która widziała „błąd matrixa” XD (2 razy ten sam autobus podjechał :P) ;)
A potem życie powoli wróciło do zasranej normy -_-‚ Szkoła sux :PA na koniec wniosłem parę ulepszeń do swojego szablonu bloga ;D I jak? ^^ :P