Do you read me?

Notka w systemie ratalnym, part one.

Czemu ratalnym? Bo jeśli będę wiecznie odkładał wszystko to, co mam do napisania (tak, jak zawsze :P) to wszystko zapomnę (jak zazwyczaj).

Teraz, 10 listopada 2005, 23:08. Patrzę za okno. Pierwsza myśl – „wymarłe miasto”. Mgła i mrok spowiły całą okolicę. Ulice są ciche i puste. Sklepy zamknięte, światła pogaszone, mgłę przebijają tylko pomarańczowe latarnie uliczne… Ani jednej żywej duszy… Drzewa jesienne, gołe, umierające… Tylko pojedyńcze wyschłe liście delikatnie się jeszcze trzymają… Lecz gałęzie są idealnie nieruchome, nie wieje żaden wiatr – chwila ta zdaje się być jak z fotografii (którą na pewno bym zrobił, jakbym miał czym)… Wymarłe, puste miasto. W przeddzień święta niepodległości.

Kilka dni temu. Ciepłe, słoneczne popołudnie. Idąc [do Tesco] przez skwer(?) spoglądam na skąpany w pomarańczowym słońcu plac zabaw. Dzieci kręcące się na karuzeli i huśtające na huśtawce, a roześmiane głosy pobrzmiewające z echem gdzieś niesamowicie daleko są być może jeszcze realny, być może już tworem mojej wyobraźni… Taki typowo idylliczny obrazek, niemal jak malowany, a złociste słońce zdaje się przesłaniać go mgłą potęgującą nierealną sielankową atmosferę. Skojarzenie? Wierzcie lub nie, ale oczyma wyobraźni już widziałem jak to osiedle, ten plac, te dzieci pochłania wybuch atomowy. Scena jak w „Terminatorze 2″… roześmiane dzieci czeka tylko jedna pewna przyszłość – śmierć… zagłada.

Do zrobienia: sprzątnąć pulpit, zostało tylko 10 miejsc na ikonki nowe ;P (czyt. wrzucić wszystko do folderu „PULPIT”), sprzątnąć download i znaleźć miejsce na dysku (awykonalne).

Trafiłem ostatnio na pewnego ciekawego bloga, który – muszę przyznać – niesamowicie mi się spodobał ;) Szczególne polecam działy „Fale na morzu Diraca” (a ja wiem, skąd ten tytuł! :)) i „Wyrocznia i Kot Schroedigera” :). Przyznaję się bez bicia, że zdecydowanej większości nie czytałem, jednak wiele notek zasługuje tam na nobla, rozbawia do łez lub inspi, intry, ignoruje ;). Kot autorki jest cudownym i przezabawnym stworzeniem :) Już go po prostu kocham ;) Notka z kawiarką też wymiata ;). Natomiast notki takie jak ta o ciągłym powstawaniu równoległych wszechświatów z innymi wersjami wydarzeń jak najbardziej zgadzają się z moimi przekonaniami co do natury rzeczy. Nie wiem, czy już kiedyś nie pisałem, a jeśli nie – to czy chcielibyście czytać :P (jeśli nie napisałbym tego nawiasu – to nikt by mi na to nie odpowiedział, dobrze o tym wiem. A nawias miał brzmieć „i tak mało kto odpowie w komentarzu na to pytanie”). Bo pogląd mam, stateczny i ukształtowany. I podoba mi się, kiedy trafiam na kogoś, kto się z nim zgadza. Nawet jeśli minąłęm się z nim (tym kimś) w czasie, bo i tak bywało. Anyway bloga polecam, a autorkę chciałbym kiedyś poznać ;)

Miałem napisać jeszcze 2 rzeczy, póki pamiętam ;P
1. Co Wy niby o mnie wiecie… ;P Cycując M.Wiśniewskiego w odp. na pytanie zawierające „jakiego Cię znają” – „A jakiego mnie ci ludzie znają? WCALE mnie nie znają”. I taka jest prawda. Jedną osobą, która powinna mnie NAPRAWDĘ znać powinienem być ja sam, ale i tego nie jestem pewien. A ci, którzy naprawdę dobrze mnie znają i dużo o mnie wiedzą – to, padadoksalnie, wiedzą też, że tak naprawdę nie chcę by ktokolwiek o mnie cokolwiek/dużo wiedział.
<zastanawia się, co napisał w powyższym akapicie i czy trzeba to sprostowywać, bo czuje wewnętrznie, że wywoła falę nieporozumień i nadinterpretacji> (i chyba wyjaśniać nie trzeba ;P)
Tak, to prawda, mam swoje przekonania, uczucia i problemy. O przekonaniach mogę mówić otwarcie zapytany lub nie (zazwyczaj jednak zapytany :P), lecz problemy to już moja sprawa, a uczuciami to już w szczególności nie powinni się inni interesować :P relacja między każdym dwojgiem ludzi powinna być relacją między tym dwojgiem ludzi a nie całym światem. Jeżeli uważam, że ktoś powinien coś wiedzieć, to sam mu to powiem, a nie będzie o tym cały świat gadać :P Bo i tak, każdy doda coś od siebie. Dokona nadinterpretacji lub przekaże interpretację jako cytat. I tak dalej i dalej. I fajnie jest. Nie żeby mnie to szczególnie obchodziło, ale nie lubię ludzi, jak myślą, że ja coś myślę, bo chociaż to wierutna bzdura to ktoś im tak powiedział ;P Nikt nie wie, co ja myślę ;) przykro mi ;)

2. Wniosek na dziś jest taki, że przyjaźń to uczucie wyższe od miłości [i jakże miło było zobaczyć takie samo zdanie w pracy z religii u Mona]. Taka prawdziwa, szczera, głęboka przyjaźń. Nie taka od „psiapsiółek do poplotkowania” tylko od przyjaciół na dobre i złe. Wiecznych punktów oparcia dla człowieka, niezależnie od wszystkiego. Jak to nie wyższe? A czym jest przyjaźń? Jest bezgranicznym zaufaniem, oparciem, zrozumieniem, bliskością, może być ciepłem i czułością, ktoś [po prostu] JEST tam gdzieś dla Ciebie, gdy go potrzebujesz. A czym jest pospolita ‚miłość’? Tym samym + zazdrość, zawiść, zawłaszczenie sobie kogoś. Przyjaźnią z negatywną chęcią posiadania kogoś tylko dla siebie. „Nie być dla nikogo kimś szczególnym i kochać wszystkich – oto prawdziwa miłość” głosi hasło na jednej ze szkolnych bufetowych ścian (zach.). Ja bym to trochę zmodyfikował – właśnie być dla wielu osób kimś szczególnym, dla każdego, kto będzie potrzebował. I być dla wszystkich.
Co z tego, że pojawi się Anioł. Że przyjdzie do Ciebie i podaruje Ci miłość. Da ciepło, zaufanie, oparcie, wysłucha, pocieszy pomoże. On jest Aniołem, będzie taki dla wszystkich dookoła, dla Ciebie, Twych przyjaciół i wrogów. A Ty chcesz go mieć tylko dla siebie. Nie zdziwiłbym się, gdyby dowiedzono, że anioły wyginęły jako wymordowane przez ludzi. Zazdrosnych i nienawistnych.

A co do religii – dzisiejsza jej lekcja była IMHO lekcją nietolerancji. Nietolerancji wobec homoseksualistów, wobec chorych i wobec INNYCH. Każą nam zawierać małżeństwa, dobierać się w pary, sakralizować i legalizować te związkii rodzić dzieci. Ale nie wolno Ci zawrzeć małżeństwa z kimś niezdolnym do czynności seksualnych. Kimś, kogo pokochasz, jako głęboko wierzący katolik chcesz koniecznie poślubić, wspierać i okazywać mu uczucie. Nie – nie wolno Ci. Nie możesz także zawrzeć szczęśliwego katolickiego związku z kimś chorym psychicznie. Z kimś godnym miłości, zasługującym na nią tak samo, jak każdy inny, potrzebującym wsparcia i zrozumienia jeszcze barziej, niż niejeden inny – ale nie wolno Ci. Prawo katolickie tego zabrania. Chore.
Lekcje te jeszcze bardziej odsuwają mnie od katolickiego kościoła. Nie mówię, że nie wierzę w Boga – nigdy nie mówiłem, że wierzę lub nie. Ja wierzę na swój sposób, nie kłócący się z wieloma postulatami wiary chrześcijańskiej ani z nauką, ale na swój prywatny sposób. Nie można mi narzucić innego poglądu jako „jedynie słusznego”, a to właśnie próbują chyba uskuteczniać ci księża. Nie podoba mi się w tej całej ‚religii’ wiele elementów, ale nie walczę z nimi – po prostu mi ich nie narzucajcie. Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę, czyż nie? Czyż na mocy tego Bożego prawa nie mogę ODRZUCIĆ katolickiej religii pojmowanej w TEN WŁAŚNIE sposób? Bo nie zgadza się ona całkowicie z moimi przekonaniami? Nikt nie może mi zarzucić, że odrzucam Boga, nie może zabronić wierzyć w niego i modlić się wedle swojego uznania. Po prostu nie muszę widzieć tego wszystkiego tak, jak oni mi każą. Optymistycznie zakończę cytując ojca Arka, wspaniałego człowieka: „Młodzież dziś odwraca się od Kościoła… I wiecie co? Ja się z tego cieszę! Tak, cieszę! Bo to wszystko jest źle pojmowane i wypaczone! I bardzo dobrze, że od tego wykrzywionego obrazu się odwracają, że jeśli jest on wypaczony to go odrzucają!„. Bądź w zgodzie ze sobą. Życzę Ci tylko bycia pewnym swojego systemu wartości.

Podobne wpisy:

22 komentarze jak dotąd

  1. Fiola 11 listopada 2005 08:46

    Matko, gratuluje wytrwałosci w tak długich notkach :P
    ciekawe ;>

  2. val 11 listopada 2005 11:24

    jak to jest dopiero pierwsza rata, to zdecydowanie przeraziłaby mnie nieratalna obiętość całości ;D tak więc prośbo-postulat – nigdy nawet nie myśl o niepisaniu w ratach ^^

    ad.1.
    chyba o każdy człowieku wiemy na pewno tylko tyle, ile sam chce wyjawić. to, że większość ludzi ma uporczywą manię do dopowiadania sobie pewnych teorii oraz robienia ‚głębokich’ analiz psychologicznych na podstawie kilku zaobserwowanych zachowań/przeczytanych zdań/ew. wyglądu, to już ich problem. z resztą chyba każdy lubi sobie czasem w większym lub mniejszym stopniu poplotkować a co jest lepszego do tego celu od zachowań/uczuć/myśli innych? ;] poza tym dociekania ‚co też autor miał na myśli’ uczą nas już przecież w szkole, więc przenoszenie takich zachowań na codzienność jest zjawiskiem dość częstym. a ty na to nic nie poradzisz i tego nie zmienisz. po prostu trzeba olać to co inni o tobie mówią/myślą/wiedzą/wydaje im się że wiedzą i żyć dalej ;]

    ad.2.
    ok, a mogę się nie do końca zgodzić? ^^’
    bo IMO prawdziwa miłość jest czymś więcej niż przyjaźń. tylko że mówię tu wyłącznie o takiej prawdziwej wielkiej miłości, którą jednak nie każdy ma szansę przeżyć. o miłości, która jest przyjaźnią popartą bezwarunkowym zaufaniem, ufnością a nie zazdrością, w której jest miejsce zarówno na własne życie, własne sprawy, jak i na dzielenie go z drugą osobą, więc nie ma mowy o przywłaszczaniu sobie kogoś i wszelkich praw do niego.
    i tak, znam takie pary. ze dwie może. wspaniale się dogadują, dobrze czują się w swoim towarzystwie, co aż widać, ale jednocześnie nie ograniczają swojego życia tylko do tej drugiej osoby.

    ad. religii
    to tak more-less chyba się z tobą zgodzę. z resztą jak wielu spośród ludzi mi znanych. większość jednak nie odrzuca wiary, tylko kościół, a może po prostu tę część praw czy przykazań kościoła, które są sprzeczne z jego wartościami/przekonaniami. i coś mi się wydaje, że na koniec nie zostaniemy rozliczeni z latania do kościoła, klepania zdrowasiek i przestrzegania przykazań, a ze swojego ogólnego zachowania i tego co mamy w sercu i umyśle.

  3. mkl 11 listopada 2005 14:06

    val – ad. ad. 2 XD

    co tak naprawde czlowiek zyskuje, angazujac sie w ‚milosc’? czy jest to cos wiecej ponad to, co moze otrzymac ze szczerzej przyjazni?

    uslyszalem kiedys argument, ze ‚przeciez przyjaciela nie pocalujesz’. a, przepraszam, co takiego jest zaspokajane poprzez pocalunek? poczucie bliskosci? poczucie oparcia i zaufania? wedlug mnie to samo zapewnia przeciez symboliczny ‚hug’ dwojga przyjaciol plci przeciwnej, nieprawdaz?

    moze to tylko chwilowe, ale obecnie nic nie jest w stanie przekonac mnie o sensie rozrozniania pojec ‚chlopak’ i ‚przyjaciel’ (e-ty-kiet-ki i szuf-lad-ki! grrrr…). ani o wyzszosci milosci nad przyjaznia.

  4. val 11 listopada 2005 14:35

    emkael – ad. ad. ad. 2 ;P

    nie potrafię się wczuć w taką sytuację, gdyż chłopaka za przyjaciela miałam tylko w okresie przedszkolno-wczesnoszkolnym, kiedy to jej wyznacznikiem była wspólna zabawa lalkami, jeżdżenie rowerem tam, gdzie rodzice nie pozwolili, wykurzanie mrówek z mrowiska czy jedzenie piasku z piaskownicy, jednak nie jestem przekonana czy przyjaciel byłby w stanie zaspokoić tak do końca potrzebę poczucia bliskości. z resztą gdyby to tylko o przytulenie sie do kogoś chodziło, to wystarczy do tego dobry kumpel.

    ale co z uczuciem bliskości bardziej intymnej? seksualnej wręcz? pożądaniem? z resztą nawet abstrahując od seksu, sam pocałunek wydaje mi się bardziej intymny niż zwykły ‚hug’. uważasz, że takie zachowanie z przyjacielem to dobry pomysł?

    a IMO miłość jest nieco nad przyjaźnią dlatego, że jest przyjaźnią z ‚dodatkami’. dlatego choć taką etykietkę ‚chłopak’ można zastąpić ‚przyjacielem’ tak w drugą stronę już niebardzo.

  5. ikari 11 listopada 2005 14:37

    > ‚przeciez przyjaciela/ciółki(;P) nie pocalujesz’
    No wlasnie tez sie nie zgodze ;P No bo czemu? ;P Kto tego zabroni? :P Jeden pies, jak ktoś to NAZWIE… no właśnie, etykietki i szufladki ^^, po co w ogóle starać się na siłę szufladkować, określać i nazywać tak a tak relacje międzyludzkie, a potem jeszcze z tych nazw mają wynikać ograniczenia?! Na jakiej podstawie? ;P To powinno działać jak już to w DRUGĄ stronę – na podstawie tego co jest, starasz się jakoś określić, ale rzadko coś posiadającego setki różnych składników i czynników wpasuje się idealnie w słownikową definicję jakiegoś słowa. To, co między kimś a kimś jest to po prostu jest, nie wymaga nazwy i kategorii. Jeśli para przez innych uważana za przyjaciół ufa sobie na tyle i chce być jeszcze bliżej – to będą. I nie znaczy to, że nie są „przyjaciółmi”. To tylko nazwa.

    Val, co do „prawdziwej miłości” etc. Tak, w zaślepieniu drugą osobą, zwanym miłością (cycując mona i o.Rafała :P), kiedy szaleją hormony szczęścia itp, masz niby „coś więcej”. Masz tę euforię płynącą z bliskości drugiej osoby, o której to czasem się słyszy… Ale… Chcesz też trzymać kogoś tylko dla siebie, budzi się zazdrość. Nie przeczę, że jeśli i mnie by to dotknęło (jak plaga XD) to pewnie patrzyłbym na to inaczej, ale właśnie sądzę, że pozostając poza wpływem tej chemii, mam trzeźwiejszy osąd sytuacji. Bardziej obiektywny. I z tego obiektywniejszego punktu widzenia twierdzę, że granica między miłością a przyjaźnią, tymi wynikającymi z samych siebie, a nie z tego, jak je zaszufladkowaliśmy – jest cienka i polega przede wszystkim na chęci posiadania kogoś tylko (słowo-klucz) dla siebie. ;P

  6. mkl 11 listopada 2005 14:37

    „ale co z uczuciem bliskości bardziej intymnej? seksualnej wręcz? pożądaniem? z resztą nawet abstrahując od seksu, sam pocałunek wydaje mi się bardziej intymny niż zwykły ‚hug’. uważasz, że takie zachowanie z przyjacielem to dobry pomysł?”

    a wiec do TEGO zmierzamy, tak? nagle okazuje sie, ze tym, co ma odrozniac od wszystkiego innego te piekna, wzniosla, niecielesna, metafizyczna, romantyczna, kobieca milosc jest SEKS?

    poza tym – kto mi zabroni ‚takiego zachowania’ z przyjaciolka?

  7. ikari 11 listopada 2005 14:43

    Podpisuje sie pod plynacymi tu poniekad przeze mnie slowami mona (przepływ myśli między monami jest swobodny i nieograniczony) obiema rękoma, co powinno być oczywiste.

  8. val 11 listopada 2005 15:25

    eh, dobra teraz nie wiem od czego zacząć, bo wszystko chciałabym napisac od razu żeby nie zapomnieć ;P

    po pierwsze:</b>
    Kobieta może być przyjaciółką mężczyzny, lecz by uczucie to trwało, niezbędne jest wesprzeć je odrobiną fizycznej antypatii. (Nietzsche Friedrich)
    i o to mi mniej więcej cały czas tu chodzi.

    po drugie:</b>
    To, co między kimś a kimś jest to po prostu jest, nie wymaga nazwy i kategorii. Jeśli para przez innych uważana za przyjaciół ufa sobie na tyle i chce być jeszcze bliżej – to będą. I nie znaczy to, że nie są „przyjaciółmi”. To tylko nazwa.
    ok, tu sie zgodzę. ale w takim momencie przyjaciele przestają być juz tylko przyjaciółmi. przyjaciółmi owszem, są nadal ale jednocześnie decydując się na krok dalej powoli zaczynają definiować nowe relacje między sobą, na pewno w jakimś aspekcie różne od czystej przyjaźni.
    a nawet jeśli by później żałowali jakichś zachowań i próbowali zapomnieć, udawać że nic się nie zdarzyło etc, to coś między nimi się w takiej chwili zmienia. i zmienia się nieodwracalnie.

    po trzecie:</b>
    Chcesz też trzymać kogoś tylko dla siebie, budzi się zazdrość.
    taka prawdziwa, dorosła miłość powinna być od zazdrosci wolna. bo skoro we wzajemnych relacjach dochodzicie do wniosku, że ‚tak, chcemy czegoś więcej niż czysta przyjaźń’, to musicie sobie 100% ufać, jeśli sobie ufacie, to po co zazdrość? po co ograniczanie? ufasz = wierzysz, że nie zdradzi, ze nie zrobi nic przeciwko etc.
    szkoda tylko, że tak niewielu ludzi umie to zastosować..

    po czwarte:</b>
    a wiec do TEGO zmierzamy, tak? nagle okazuje sie, ze tym, co ma odrozniac od wszystkiego innego te piekna, wzniosla, niecielesna, metafizyczna, romantyczna, kobieca milosc jest SEKS?
    nie, seks, intymna bliskość czy nawet samo pożądanie rozróżnia przyjaźń od miłości ogółem. bo tak jak już wyżej pisałam – w momencie podjęcia decyzji o zachowaniach nie czysto przyjacielskich w związku dwojga ludzi, dochodzi do zmian chociażby w postrzeganiu siebie nawzajem.
    i przecież nie piszę, że chodzi tylko o to – zwykła odpowiedź do tego co sam poruszyłeś – do poczucia bliskości ;] a nie każdy jest przecież romantyczny ;P

    po piąte:</b>
    > ‚przeciez przyjaciela/ciółki(;P) nie pocalujesz’
    No wlasnie tez sie nie zgodze ;P No bo czemu? ;P Kto tego zabroni? :P

    oraz
    poza tym – kto mi zabroni ‚takiego zachowania’ z przyjaciolka?
    nie zabroni nikt. jednak trzeba mieć wówczas świadomość następstw (a o tym już pisałam dwa razy i trzeci mi się nie chce ;P). chyba, że jest to jakaś niepisana umowa między dwojgiem ludzi, że jak nam się zechce, to idziemy do łóżka i nie traktujemy tego jako kroku w stronę czegoś więcej – wówczas jest ok ;]

    a tak poza tym przyjaciela też się przecież w jakimś sensie kocha, prawda? bo jest to związek dwojga ludzi zbudowany na zaufaniu, oparciu, obecności, zrozumieniu. jednak jest to inna miłość. bez takiej czułości czy takiej bliskości jaką dać ci może ukochana osoba, druga połówka czy jakkolwiek tego nie nazwiesz.

  9. Shermie 11 listopada 2005 18:57

    Bosh, zaiste, świat byłby piękny gdyby ludzie nie wpierdalali się do związków innych -_- ja już tym rzygam dalej niż widzę!! Przez to m.in. się rozpadł mój związek i dlatego teraz wyglądam jak wyglądam…

    Ale uważam, że miłość, chociaż samolubna, to jest najważniejsza… taka moja opinia… ._.

  10. mkl 11 listopada 2005 21:17

    samo pożądanie rozróżnia przyjaźń od miłości ogółem

    wszystko cacy, tylko CO motywuje to pozadanie, co jest jego motorem napedowym, jesli nie wlasnie chec zawlaszczenia drugiej osoby?
    jak slysze slowo ‚pozadac’, to przed oczami staje mi male dziecko, ktore chce miec zabawke lepsza od wszystkich innych dzieci z podworka ;P

  11. meg 11 listopada 2005 21:53

    Może istnieć miłość bez zazdrości, tak samo przyjaźń moze istnieć z zazdrością… Nie wydaje mi się, by wykłócanie sie czy miłość, czy przyjaźń jest wyższym uczuciem, miało jakis głębszy sens. Myslę, ze wszystko zależy od tego, jak je przeżywamy… Sama zmieniałam wielokrotnie zdanie, w zależności od tego, czego doświadczałam (teraz niestety przekonuję się, że zarówno miłość, jak i przyjaźń, bardzo szybko sie kończą vv).

    Ja jestem dzieckiem, które chce mieć swoja własną zabawkę. Nie lepszą, ale taką, którą nikt inny nie bedzie mógł sie bawić… Może kiedyś przystosuje się do społeczeństwa… A może znajdę kogoś, kto bedzie chciał być tylko mój?… Marzenie…

    Miłość to chemia. Ale dzięki niej wybaczamy, godzimy się, cieszymy się ze szczęścia ukochanej osoby… Gdyby jej zabrakło, bylibysmy chłodni i obojetni. Ktoś by nas zawiódł – dalibysmy sobie spokój z ta osoba i bez skrupółów znaleźli kogoś na jego miejsce… Więc jednak uważam, że miłość jest ważniejsza? Nie. W przyjaźni nie powinno zabraknąć miłości. W miłości – przyjaźni. Takie jest moje skromne zdanie. Inaczej mamy tylko zwiazek partnerski, symbiozę – w obu przypadkach.

    Myślę, że mimo wszystko ja Cie znam dość dobrze… ;) :*

    Prawo katolickie jest chore… Mam wstręt do wszelkiego rodzaju instytucji, m. in. Kościoła… :/

    A skojarzenie przy karuzeli naprawdę śliczne było :*

  12. val 11 listopada 2005 22:01

    emkael:</b>

    wiesz, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. ale raczej ze słowem ‚pożądać’ kojarzy mi się facet śliniący się na widok extra laski, chcący ją tylko przelecieć ;P

  13. mkl 11 listopada 2005 22:13

    i niby TO ma byc wyroznik milosci?

    ‚sfiksowalyscie, boscie dawno chlopa nie mialy!’ XD

  14. val 11 listopada 2005 22:19

    pożądanie odróżnia po prostu miłości od przyjaźni.

    ale moje skojarzenia nie są przecież definicją ;P więc nie czepiaj się szczegółów ;p

  15. meg 12 listopada 2005 08:53

    a ja sie nie zgadzam… ja sie nie zgadzam… ale i tak nikt mnie nie widzi… ;_;

    2005-11-12 08:53:02 autor(ka) dopisał(a):

    Val – sugerując sie Twoją teorią o pożadaniu, miłość platoniczna nie jest miłością, a przyjaźnią…

  16. mkl 12 listopada 2005 09:35

    poza tym nie zauwazacie w tej calej dyskusji jednej powaznej sprzecznosci, ktora czyni ja na dluzsza mete i tak bezowocna? dopoki mowimy ogolnikami, to milosc jest piekna, duchowa i wzniosla. natomiast jesli maja pojawic sie konkretne argumenty, to sa one degradowane do poziomu relacji cielesnych…

  17. val 12 listopada 2005 10:54

    meg, przecież nie piszę tu ngdzie definicji miłości. przecież zawsze są wyjątki. niemniej jednak wg mnie i tak GŁÓWNĄ cechą odróżniającą miłość od przyjaźni jest właśnie pożądanie.

    z resztą co do słownikowej definicji:
    głębokie przywiązanie do kogoś lub czegoś, umiłowanie, kochanie kogoś, czegoś; gorące, namiętne uczucie do osoby płci odmiennej
    więc zarówno przywiązanie jak i umilowanie czy kochanie kogoś w przyjaźni pojawić się mogą, ale czy namiętność?

    a tak ogólnie to miłość JEST piękna, ale równie piękna jest prawdziwa przyjaźń, a linia je rozróżniająca jest tak cienka, że cieżko czasami powiedzieć gdzie się znajduje.

  18. mkl 12 listopada 2005 11:55

    abstrahujac od zoofilicznego wydzwieku prowadzonej tu dysputy:

    „zaraz ciebie bedzie mozna na raty sprzedac… <dzwiek mechanicznych narzedzi tnaco-miazdzacych>” >XDD

  19. Lorca 13 listopada 2005 19:48

    Po pierwsze, dziękuję za uznanie – kot pozdrawia – dzisiaj wyżarł pół rolady z kurczęcia z półmiska na obiedzie rodzinnym…
    Po drugie – miłość i przyjaźń. Nie istnieje miłość bez przyjaźni. Miłość bez przyjaźni to tylko zakochanie, które, kiedy mózg przestanie produkować substancje chemiczne sprawiające, że człowiek jest na wiecznym haju i zachowuje się jak psychotyk (to nie ja – to badania obrazu mózgu zakochanych na tomografie) wygasa. Tak więc, w prawdziwej miłości mamy trzy składniki: zakochanie, przyjaźń, pożądanie – w proporcjach mniej więcej równych, zmieniajacych się w czasie, bo wszak człowiek to stan płynny. Co ważniejsze?
    O prawdziwą przyjaźń trudno. O prawdziwą miłość – jeszcze trudniej. Jeśli prawdziwy przyjaciel zdradza, boli jak cholera. Jeśli zdradza prawdziwa miłość – boli jeszcze bardziej, bo zdradza jednocześnie przyjaciel… Mam przyjaciela, on ma ukochaną dziewczynę, z którą są od lat ośmiu czy dziewięciu już nawet. Nie układało im się. I on powiedział mi wtedy: „Wiesz, to nie tak, że mnie boli, bo tracę dziewczynę. Ja nie mogę znieść tego, że tracę najlepszego przyjaciela”.
    Niekiedy wydaje mi się, że łatwiej jest zrozumieć interpretacje kopenhaską, paradoks Schrodingera, zasadę nieciągłości i wsyzstkie teorie Wielkiego Wybuchu, niż relacje międzyludzkie.
    A swoją drogą ciekawe, że kilka osób w tym samym czasie ma podobne dylematy. To się ponoć dyfuzja idei nazywa.

  20. meg 14 listopada 2005 20:05

    Ładnie to wyszło, jak podsumowanie i zamkniecie tematu… ^^ Przy tej notce, oczywiście, bo temat nieskonczony… ;)

  21. […] miłość, czy przywiązanie (czy przywiązanie nie jest miłością?). [Kiedyś Ikari pisał, że przyjaźń to uczucie wyższe od miłości, jednak czy przyjaźń to nie […]

  22. Michał Cichocki 1 marca 2010 11:01

    […] miłość, czy przywiązanie (czy przywiązanie nie jest miłością?). [Kiedyś Ikari pisał, że przyjaźń to uczucie wyższe od miłości, jednak czy przyjaźń to nie […]

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>