Still there? ;)

Notka w systemie ratalnym, part 2

Zgaga, ludzie, siostra, pogoda i własny umysł przeszkadzają mi się skupić :P

Pisałem ostatnio, że – mniej więcej – każdemu mówi się to, co on właśnie powinien widzieć, co „jest mu przeznaczone wiedzieć” ;P Każdy usłyszy co innego, a te same słowa nie trafiają do każdej osoby po kolei, identyczne zaś rozmowy na gg nie są prowadzone z każdym z listy ani w grupowej konferencji. Co z tego wynika? Ano to, że ludzie budują w sobie obraz drugiej osoby poprzez interakcje z tą osobą, rozmowy, spędzany czas, kontakt. Nie wiemy nic o kimś, z kim się nigdy nie spotkaliśmy (tak, nie wiemy tak naprawdę nic, a zdanie innych, czy mass-media też przekażą tylko swój subiektywny i zapewne naginany do własnych potrzeb obraz). Jeśli zaś interakcja jednej osoby z pozostałymi jest w każdym przypadku inna – każdy buduje inny obraz. Jest tylu ikarich, ile ludzi go zna, lub o nim słyszało. Każdy inny, nie ma dwóch takich samych tak, jak nie ma dwóch takich samych obserwatorów z jednakowym bagażem „doświadczeń”. Wiele osób teraz zapyta „Który z nich jest prawdziwy?”. Czemu ludzie w ogóle zadają takie pytania? ;P KAŻDY lub żaden! Jestem sumą tych wszystkich obrazów, a nie poszczególnym lub odrębnym. Jestem ja w umyśle Twoim, ja w umyśle jej, jego, a także ja w swoim własnym. Jeżeli jakikolwiek obraz możemy nazwać „prawdziwym” – będzie to właśnie suma wszystkich pojedyńczych obrazów.
Jeżeli jakiś człowiek żył sobie gdziekolwiek, całe życie nie widział na oczy żadnego innego człowieka (z wzajemnością) i z nikim się nie skontaktował – to tak, jakby go nie było, prawda? Nikt go nie znał, nikt się o nim nie dowie. Nie było go. On też nic o sobie nie wiedział, nie mając z czym czegokolwiek porównać ani do czego się odnieść. A to, co wiedział – zabrał ze sobą na tamten świat.
A ja, choć swięcie przekoany, że już to na tym blogu pisałem, nie potrafię tego odnaleźć. Znalazłem za to to ;)

Co do poruszonego wątku z ciągłym powstawaniem równoległych światów z alternatywną wersją wydarzeń – wiąże się to nierozerwalnie z wielowymiarowym wszechświatem. Ale po kolei. Postaram się wyjaśnić moją teorię tak, jak kiedyś próbowałem łopatologicznie pokazać to ludziom ;) Gdybym umiał, zrobiłbym animację we flashu *mam jakieś wyobrażenie*… ale nie umiem ;P
Otóż (nie zaczyna się zdania od ‚Więc’ ;)) zacznijmy od podstaw. Wyobraźmy sobie przestrzeń jednowymiarową, czyli taką, gdzie istnieje tylko jeden wymiar – długość. Taką przestrzeń poznajemy już jako uczniowie szkoły podstawowej i jest nią… oś liczbowa. Mamy bowiem tylko jedną oś, a położenie w takiej przestrzeni określasz tylko jedną liczbą. Wszystko inne może leżeć tylko po lewej lub po prawej od danego punktu. Gdyby ludzie byli 1-wymiarowi to wyglądaliby jak paskudne długie nitki i nigdy nie mogliby się mijać ani wyprzedzać ;D To jak z samochodem mającym tylko 1 pas ruchu – żeby wyprzedzić, musiałby się znaleźć obok swojej „osi”, a to niemożliwe.
Ale wyobraźmy sobie, że mamy nie dwie takie, osie, nie trzy, czy dziesięć, ale nieskończenie wiele – ułożonych idealnie obok siebie, bez przerw i ściśle przylegających. Taką sytuację… też znamy. Jest to płaski układ współrzędnych. Aby w nim opisać położenie punktu, potrzebujemy już dwóch liczb – pierwsza to położenie na naszej pierwszej osi, a druga to jakby „numer” tej osi, czyli położenie na osi pionowej. Wszystko jest płaskie niczym bakterie oglądane przez mikroskop (to mnie zawsze intrygowało! Czemu one do cholery są PŁASKIE? Czemu pod mikroskopem wszystko widzimy w przekroju, możemy im zajrzeć do środka, a one mogą się okrążyć, a nie mogą przepłynąć nad sobą? To nierealne, nasz świat jest trójwymiarowy, czemu więc bakterie pod mikroskopem są trzymane na dwuwymiarowej uprzęży płaskiego świata?). Może to być także sytuacja, gdzie jedna oś (zazwyczaj pionowa) przedstawia jakąś wartość, a druga… kolejne chwile czasu. Czyli wykres.
Jeśli mamy takie płaskie przestrzenie… to weźmy ich troszkę więcej. Nieskończenie wiele. Ustawmy tuż obok siebie, tak jak robiliśmy poprzednio. To tak, jakbyśmy płaskie kartki papieru zebrali w ilości kilku tysięcy i uzyskujemy bryłę. Czyli przestrzeń. Dwa wymiary określają – tak jak dotąd – położenie na płaszczyźnie, a trzeci, „której” płaszczyźnie, czyli głębokość. Ale można też inaczej! Jeśli mamy kilka tysięcy kartek, a na każdej co innego… to można by zamiast robić z tego przestrzeń, ułożyć je kolejno, dodając do płaskiej przestrzeni oś czasu. Uzyskujemy… animację! :) Taką klasyczną animację, jak w anime i kreskówkach :)
My zaś, jak wiadomo, żyjemy w takiej przestrzeni trójwymiarowej, gdzie 3 wymiary określają położenie w przestrzeni. Ale nie poprzestańmy na tym! Weźmy po raz kolejny nieskończenie wiele trójwymiarowych przestrzeni. Trochę trudniej sobie wyobrazić, prawda? Klasyczny problem w informatyce ;P 4-wymiarowa tablice – można sobie je wyobrazić jako kilka sześcianów stojących obok siebie… No ale niech te 3-wymiarowe przestrzenie ściśle do siebie przylegają i tworzą coś więcej… Mamy więc 4-wymiarowy świat. I teraz chyba jasnym staje się, że tak naprawdę tym czwartym wymiarem jest czas. W trójwymiarowej przestrzeni wszystkie punkty są przecież nieruchome, czas zawsze trzeba było (choćby dla zachowania informacji o zmianach) dołożyć jako wymiar dodatkowy. Więc nasz świat jest 4-wymiarowy, tak? Mamy przestrzeń, mamy czas (co z tego wynika, powiem później ;P). Ale po raz kolejny – nie dajmy się ograniczać. Dołóżmy jeszcze jeden (pocieszę, że już ostatni) wymiar. Zyskujemy wobec tego nieskończenie wiele… czasoprzestrzeni? Wobec tego mamy nieskończenie wiele możliwości przebiegu czasu, CAŁEGO czasu, wersji historii. Są to właśnie te równoległe wszechświaty, które różnią się od detali po kluczowe momenty historii i ich konsekwencje. Światy, do których być może odnosimy się, zastanawiając, „co by było gdyby”. Światy, które być może są w zasięgu percepcji istoty zwanej bogiem lub „duchów zmarłych”, ostrzegających nas przed tym, co nadchodzi, ZNAJĄCYCH konsekwencje różnych możliwych naszych decyzji.

(Siostra mi strasznie przeszkadzała, więc mam wrażenie że wyszedł bełkot i zbyt łopatologicznie do tego podchodzę, choć mogę też napisać skróconą wersję :P Zobaczę, jak długo się to czyta ;P)

Dlaczego z faktu, że mamy cztery wymiary (szerokość, długość, wysokość, czas) miałoby cokolwiek wynikać? Otóż… [nie no, siostra nie daje mi na chwile spokojnie usiąść, chyba sobie odpuszczę ==”]

To może tak dla chwili oderwania ;P

jw_amigowiec: (13:07)
Idzie Jezus, patrzy, a tu mr_jedi robi z amigowcem i ikarim sobie zdjecie XDD

Oryginalne, prawda? ;P

Ciekawe, że w poprzedniej notce spośród wszystkich poruszonych tematów w zasadzie tylko jeden wywołał burzę i wzorową długokomentową dyskusję, jakich mało. Właśnie ten o relacjach międzyludzkich, miłości i przyjaźni. Nasuwa się stwierdzenie, że „wszystkie piosenki są o miłości” (wspaniały przykład generalizacji, której nienawidzę ;P) – niby tak cholernie nieprawdziwe, ale jakoś nie da się zaprzeczyć, że odkąd świat pamięta to jest to temat-rzeka, pojawiający się wszędzie, gdzie tylko uda mu się wcisnąć. Fajnie by było, jakby zastąpiły go np. wizje apokaliptyczne, zagłady i końca świata ;P (Połowa książek opisywałaby koniec świata, mrrr, miodzio ;P).
Dziękuję, Meg, że zauważyłaś, że pisałem także na co najmniej 3 inne tematy :* :)

Mój opis, od 11 listopada do dziś brzmi „Święto Niepodległej Myśli”. Śliczne, wzniosłe hasło, prawda? Po części wynikł ze Święta Niepodległości, po części z ‚wolnych’ poglądów w blogowej notce i komentarzach. Bo myśl powinna być wolna, nieskrępowana, niezależna i niepodległa. Polak ma konstytucyjne prawo do wolności poglądów (co niedługo może się zmienić, prawda, panie Kaczyński?). Nikt nie może Ci zabronić mieć własnego zdania, zgodnego z Twoimi poglądami, uczuciami, systemem wartości i doświadczeniem tego, co masz za sobą. Nikt nie ma prawa narzucić Ci myśli, opinii czy punktu widzenia. Tym opisem chcę zamanifestować to pragnienie wolności, którą – wbrew pozorom – często ktoś próbuje nam ograniczać. A także dam do zrozumienia, że sobą jestem i pozostanę, nikt nie będzie mówić mi co mam robić, jak mówić, czego słuchać i co czytać. To, jak się zmieniam ja i moje poglądy to moja decyzja, [dobro]wolna i niezależna ;).
Przypomina mi się kolejna niezłomna prawda życiowa – ludzie zawsze próbują się wzajemnie zmieniać (najlepiej upodobnić do siebie i narzucić swój światopogląd, bo przecież „ja zawsze mam rację”, nie? :P), lecz ludzi nie da się tak po prostu zmienić. People don’t change.
The most basic fact of all Human conditions is that PEOPLE DON’T CHANGE (1)
People dont change. I tried to change for him and where did it get me? Nowhere. We are who we are… (2)
(więcej poza cytatami nie czytałem, linki są tylko jako podanie źródła :P)

Btw. W dniu wczorajszym osiągnąłem apogeum ludzkiego zmęczenia ;P i nie mam pojęcia czemu. Budząc się o jakiejś ósmej, o 12 byłem już półprzytomny, potem padnięty i czujący zmęczenie całym ciałem, położyłem się spać o 22, wymiękając i nie pisząc TEJ notki, aby wstać dziś po godzinie… 10. ;P To chyba mój rekord.

Do zobaczenia w następnym odcinku. ;)

Podobne wpisy:

18 komentarzy póki co

  1. val 13 listopada 2005 15:32

    łojesusmaria, myślałam, że nigdy nie skończę tego czytać ;P ale do rzeczy ;]

    ad. 1
    trudno się z tobą nie zgodzić, ale czasami się zastanawiam, czy to dobrze, że każdy postrzega mnie nie swój sposób.. są chwile, kiedy wolałabym komuś powiedzieć: ‚jestem taka i taka i ani trochę inna’ bo nie lubię ludzi oceniających po pozorach oraz takich, którym się wydaje, że wszystko wiedzą.
    tyle, że o mnie można jednak wiele się dowiedzieć. jestem na tyle otwarta na ludzi, że nieciężko do mnie dotrzeć i mnie poznać. tylko trzeba chcieć.

    ad.2
    zgubiłam się nieco przy 4 wymiarze (bo za cholerę nie potrafię sobie tego wyobrazić XD) ale chyba ogólny sens załapałam ;D tylko jednego nie rozumiem – sugerujesz, że te wiele czasoprzestrzeni i różne mozliwości przebiego tego samego zdażenia istnieją JEDNOCZEŚNIE? czy tylko, że dokonując wyboru jednej z wielu możliwości powodujemy zależny od niego ciąg kolejnych zdażeń?

    ad. 3
    monotonność jest niezalecana w żadnym temacie ;] ale czy to moja wina, że z całego mojego komenta ‚przyczepiliście’ się tylko do jednego? ;P

    ad.4
    ludzie się nie zmieniają? czy aby na pewno? bo ja np. bardzo się zmieniłam w przeciagu ostatnich kilku lat. część tych zmian nastąpiła pod wpływem (ale nie pod przymusem) innych ludzi, zweryfikowałam część swoich poglądów pod wpływem niektórych argumentów, mam nieco inne spojrzenie na świat niż chociażby 5 lat temu. i nie uważam, żeby to było złe. bo każdy człowiek przez całe swoje życie w jakiś sposób się zmienia.
    zmienienie kogoś na siłę jest niefajne i zasadniczo ma złe skutki. i nie przpadam za lidźmi, którzy uważają swoje poglądy, zachowania, punkt widzenia za jedynie słuszny i niepodważalny. bo z takimi to nawet podyskutować się nie da.

    to chyba wszystko, w końcu ile mozna pisać? ;P (1814 znaków ;P)

  2. ikari 13 listopada 2005 15:35

    Ad. ad.2 : poczekaj do kolejnej notki :]]]

  3. Lorca 13 listopada 2005 19:51

    Ludzie się nie zmieniają, ale mogą zmienić swoje zachowanie.

  4. ikari 14 listopada 2005 15:31

    Val, tak, każdy widzi Cię inaczej, niektórzy w dobrym świetle, inni złym. Wielu z nich myśli, że Cię zna, choć naprawdę tak nie jest. Wielu nie wie, czym się w życiu kierujesz, jaki masz charakter i jak postąpisz. Ale mimo to są to informacje zebrane niby przez kontakt z Tobą (abstrahując od zasłyszanych, czego jakże cholernie nienawidzę ;P) i tkwi w nich ziarno prawdy. Ziarno w piaskowej rzeźbie Twojej osoby.

    Przy wymierach nie ma się co gubić ;P
    Skrócona wersja:</b> Każda n-wymiarowa przestrzeń zawiera [nieskończenie – bo mamy w świecie jakąś niezbadaną ciągłość mimo dążeń do poznania tych najmniejszych elementów] wiele przestrzeni n-1-wymiarowych. Prosta składa się z punktów, płaszczyzna z prostych (mniej lub bardziej), przestrzeń 3D z płaszczyzn, a przestrzeń 4-wymiarowa to wiele „obrazów” przestrzeni 3-wymiarowej. Wyobraź sobie, że masz zdjęcia z każdej kolejnej chwili w 3-wymiarowym świecie. Razem dają kilka „światów”, gdy przesuwamy się wzdłuż osi czasu, pojawia się ruch. Każdy z tych 3-wymiarowych światów różniłby się odrobinkę od poprzedniego, tak jakbyś oglądała film klatka po klatce. A jeśli wymiarów będzie aż 5, to będą składać się (analogicznie) z 4-wymiarowych przestrzeni, które możemy sobie wyobrażać jako ruchome światy trójwymiarowe. Jeśli każda z nich różniłaby się trochę od poprzedniej w miarę „poruszania” się wzdłuż nowej osi to obserwowałabyś być może inne możliwości przebiegu wydarzeń.
    Ale umysł ludzki nie tylko nie widzi tych innych możliwości, ale nawet w czasie porusza się stałym miarowym tempem do przodu… Jeżeli przyszłość i przeszłość gdzieś „tam” są, to my i tak nie potrafimy ich zobaczyć, przyspieszyć ani zwolnić swojego ruchu. Świat przypomina czytaną książkę – z 300 stron jesteś na 150-tej, pamiętasz co było wcześniej (przeszłość) i nie wiesz, co zdarzy się dalej (przyszłość), a na Twoich oczach bohaterowie podejmują decyzje. Czyż nie? Ale fakt, że nie wiesz, co jest 50 stron dalej
    nie wyklucza tego, że te słowa JUŻ TAM SĄ. Że „przyszłość” już jest, tylko dalej.
    (Nie śmiem wspominać o teoriach kwantowych które są skłonne twierdzić, że nie tylko te słowa, ale i cała książka przestają istnieć w chwili, kiedy na nie nie patrzymy ;D)

    Ludzie się zmieniają POWOLI, ale przede wszystkim muszą tego chcieć (nie mówie o skrajnych przypadkach prań mózgu czy długotrwałej konieczności dostosowania do warunków). Zazwyczaj jeśli chcesz zmienić swój charakter, to musisz chcieć, próbować i starać się to zmienić i zajmie im to trochę czasu. Ale nie można zmienić drugiej osoby na siłę, a już na pewno nie pstrykniesz palcami i nie zamieni się ona w księcia z bajki ;P (tudzieź księżniczkę („cegła na cegle, na cegle, na cegle…. a w środku CUŚ machało chusteczką” :D)).

  5. meg 14 listopada 2005 16:57

    Po pierwsze – jak zwykle mi imponujesz, nie tylko inteligencją, ale i UMIEJETNOŚCIĄ przelania tego w słowa (tylko pozazdrościć). Odnosnie pierwszego akapitu (nie licząc „Zgaga, ludzie, siostra, pogoda i własny umysł przeszkadzają mi się skupić :P” ;)) w zupełnosci zgadzam sie z Tobą… Chociaż… Może JA to kazda z tych JA z osobna, a nie ich sumą? Przeciez kazdy zna tylko jedna MNIE… Ja też. A człowiek zyjacy sobie gdzieś bez kontaktu z innymi ludzmi, nadal JEST. Bo zna siebie. Jest ten jeden, jedyny ON.

    Akapit kolejny – cush tu wiele komentować? Może przeoczyłam („X3), ale wydaje mi się, że nie dokonczyłes wątku, wiec czekam na kontynuację ^^ I nie – nie podszedłes do tego zbyt łapotologicznie „X3

    Dowcip oryginalny X3

    W poprzedniej notce głównie jeden temat doczekał się komentarzy, ale chyba przyznasz, że to było do przewidzenia? Prawdę mówiąc jest najłatwiejszy, a ludzie maja tendencje do chodzenia na łatwiznę. Poza tym dotyczy kazdego z nas, wiec kazdy mógł sie wypowiedzieć. I tu kolejna tendecja rodzaju ludzkiego, u niektórych bardziej, u innych mniej nasilona – mówienie o sobie X3 A Ty dałeś kolejna okazję, by się wygadac ;P Ostatnia rzecz – piszesz długie notki XD Mało kto ma cierpliwość, by po przeczytaniu całosci wziąść się za komentowanie, a w ogóle każdego tematu ;P (na własnym przykładzie ;)) I to ja pisze długie notki, tak? X3

    Nie byłam jedyna osobą, która zauważyła inne tematy, ale dziękuję, ze w koncu mnie zauwazyłes na swoim blogu… _^_ :*

    Ludzie sie zmieniają. Życie ich zmienia. Ale nigdy na siłę… Nikt nie może nas zmienić, nawet my sami nie bardzo potrafimy… Tobie tez o to chodziło w notce?

    [przerwa na przeczytanie komentarzy ;) ]

    XDDDD
    Ikari is God XDDD Tak mi sie od razu skojarzyło czytajac Twoja odpowiedź na komenta. Taka schiza, ze ludzie przychodza do Ciebie z pytaniami, a Ty na wszystko udzielasz wyczerpujaca odpowiedź bez chwili zastanowienia XDDD

    Chyba jednak nie jestem az tak głupia :] (to drugi wniosek ;))

    Potem ;) To trzeci wniosek ;)

    - Wlazłbym na góre cie uratować, ale za ciężka mam dupę
    - Mój panie!
    - O kurwa, nie chciałem!

    (pisane z pamieci, a pamieć mam marną, ale sens ten sam ;))

    Swoja drogą, to nigdy sie nie przyznałeś, że lubisz Potem, mimo iz zaczynałam temat :(

    To na razie na tyle XDD (mało? XDD) Mam nadzieję, ze wszelkie błędy nie sa zbyt rażące, ale nie mam ochoty czytać tego drugi raz „X3

  6. val 14 listopada 2005 19:34

    ekhm..

    *otwiera notepada*

    ‚znanie’
    owszem, tak naprawdę zna mnie niewielu. a może nawet nikt. bo czy można kiedykolwiek powiedzieć, że zna się drugiego człowieka? przecież tak naprawdę nie znamy nawet siebie.
    i zastanawia mnie to, co meg napisała – czy pojedyncze obrazy sumują się w całość i dopiero wówczas są prawdziwe, czy każdy z tych obrazów z osobna jest prawdziwy?

    wymiary
    to co opisujesz wielu nazywa krótko przeznaczeniem ;] przekonanie, że wszystko już gdzieś zostało spisane i chociażby niewiadomo co się działo, nie da rady tego zmienić, bo jest nam cośtam pisane.
    czy ja w to wierzę? nie wiem. cieżko powiedzieć. z jednej strony coś tam gdzieś musi być wyższego, co sprawia, że wszystko ‚działa’ ale z drugiej przecież mamy wolną wolę, wolność wyboru. ale możliwe, że i to wszystko, łącznie z wolną wolą i pozornie suwerenną decyzją, jest wpisane w naszym przeznaczeniu.
    ogólnie to zamotałam nieco, ale trudno ;P nie mam aż takich zdolności do opisania tego, o czym myślę ;]

    zmiany
    czy muszą chcieć? nie wiem. to się często po prostu DZIEJE. bez czyjejkolwiek ingerencji czy decyzji. ale owszem, do tego trzeba być na zmiany i nowości otwartym.

    a zmianianie kogokolwiek na siłę na dobre nikomu wyjść nie może. a już szczególnie nie w księcia z bajki na białym koniu czy inny ideał. przede wszystkim dlatego, że ideały nie istnieją i trzeba sobie zdać z tego sprawę, przyjmować ludzi takimi jakimi są i nie starać się ich zmieniać. a po drugie czy życie z ideałem nie byłoby nudne, monotonne i przede wszystkim trudne dla kogoś, kto sam ideałem nie jest? no i jak wymagać ‚idealności’ od kogoś samemu będąc od ideału dalekim..?

  7. mkl 14 listopada 2005 20:07

    omg.

    nie chce mi sie was czytac. nie chce mi sie wam odpisywac.

    omg.

    chyba zbyt inteligentni dla mnie jestescie…

  8. meg 14 listopada 2005 20:17

    Czy nie znamy samych siebie? Wydaje mi sie, że w kazdym razie POTRAFIMY to zrobić, może po prostu nie zawsze chcemy?

    Zastanawiają mnie te wymiary… Jakos bardziej mnie przekonuja niż wizja „prostej linii”, na koncu której jesteśmy i to MY ją tworzymy (ktos w ogóle rozumie o co mi chodzi? „X3). Coś na zasadzie „wyobraź sobie wszechświat” – moja ulubiona zabawa z dzieciństwa… ;) Albo „wyobraź sobie poczatek” ;) Tu już wchodzimy na niebezpieczną sferę, bo łaczącą sie z religią :/

    A swoją drogą – Ikari, stworzyłes cos wyjątkowego… :* ^^

    Bełkoczę, chyba nic sensownego juz dzis nie napiszę XD

    I brawa dla MKLa za wymowność X3

  9. ikari 14 listopada 2005 20:54

    Ano, nie zawsze znamy samych siebie ;P Wprawdzie jesteśmy skazani na spędzanie w życiu ze sobą zdecydowanej większości czasu, ale na pewno nie można powiedzieć, że człowiek wie o samym sobie wszystko ;)

    Val, ja nie mówię, że istnieje przeznaczenie. Tak, jak Meg zauważyła – nie sądzę, że istnieje tylko JEDNA linia czasu i jedynie słuszny bieg wydarzeń. Fakt faktem, że skoro „dalszy ciąg” tego świata (idąc w przyszłość) istnieje i jeśli nasza świadomość tak sobie brnie powolutku od początku życia do końca (ciekawe, dlaczego..?) to bardziej nam się wydaje, że podejmujemy decyzje, niż je podejmujemy :P… Wszystko zależy od punktu widzenia. Jjeśli patrzysz ze „swojego” punktu widzenia na decyzje przeszłe to były, zostały podjęte i miały skutki, obecne decyzje są do podjęcia i mogą mieć skutki, a przyszłych nawet nie znamy. Ale z drugiej, patrząc z zewnątrz strony wszystkie te sytuacje są identyczne, niezależnie KIEDY są, a od nich „odchodzą” niezliczone możliwe skutki i dalsze przebiegi wydarzeń. I tak właśnie (nawet pewnie nie liniowo, jak pisałem poprzednio, ale w więcej stron na raz, niż umiemy sobie wyobrazić) rozchodzą się „kolejne światy”, inne wersje przyszłości i tak dalej. Z jakiegoś powodu z punktu widzenia naszej świadomości żyjemy idziemy tylko po jednej z takich dróg. Ale to nie znaczy, że nie mogło być inaczej, czy że cokolwiek było Ci „przeznaczone”.

    Meg… cóż takiego stworzyłem? ;P

    Mnie się właśnie podoba zabawa w wyobrażanie sobie tych innych „wersji”. Pomyśl, że istnieje świat, gdzie motyl zatrzepotał skrzydłami o sekundę później… Ale pewnie istnieje też świat, gdzie może nie tyle nie „wynaleziono” koła, co nigdy go nie zastosowano? Może jest to świat, gdzie szybciej ujarzmiliśmy naukę i samochody od zawsze mają napęd antygrawitacyjny lub poruszają się na poduszce powietrznej (a jak by to problem dziur i kolein rozwiązało! :P)
    Na pewno każdy próbował sobie wyobrażać takie światy. W filmach też się z nimi spotykaliśmy, od „Powrotu do Przyszłości” po „Efekt Motyla” (wspaniały film, wspaniały).
    Przygnębia mnie tylko jeden punkt widzenia… :P Jeśli wszystkie wersje wydarzeń gdzieś istnieją, to czemu czuję właśnie TĘ wersję oraz ile straszliwych i gorszych wydarzeń musiałem przezyć (lub nie ^^) w innych?

    Dopełniając tematu (nie będę już miał czego odkładać do następnej notki ;P) było też ponoć coś takiego w szyfrze biblijnym, że z nazwiskiem Einstein krzyżowało się „dodaj piąty element”. Bo to ponoć Einstein jako pierwszy oficjalnie nazwał czas czwartym wymiarem. A to mogłaby być sugestia, by pójść dalej…?
    No i po ostatnie ;) Bawi mnie do łez pojęcie „wymiarów” w tanich „nawiedzonych” gazetach, programach TV i tym podobnych, gdzie ‚wymiarem’ jest każdy z tych alternatywnych światów. No bo, do cholery, WYMIAR to WYMIAR, «wielkość czegoś materialnego, rozpatrywanego ze względu na swą długość, szerokość i wysokość albo głębokość, określona w jednostkach miar, rozmiar»: Każde ciało fizyczne ma określone wymiary (PWN 2001). Swoją drogą poważnie brzmiący tytuł pisma „Czwarty wymiar” można więc sprowadzić do takiego „Times” :D

    Więc wyobraź sobie teraz siebie, jako istotę czterowymiarową. Nie tylko w przestrzeni, ale jakby rozciągniętą w czasie (jak np. efekt filmowy, gdzie po ruchu postaci zostaje charakterystyczna smuga)… Jeśli wobec tego zgodnie z odwiecznymi fantazjami o podróży w czasie „przeskoczysz” 100 lat do przodu… wiesz, co to oznacza? To oznacza, że X lat Ciebie pozostanie tu, a kolejny kawałek Ciebie znajdzie się kiedy indziej. Rozerwanie ciała w trzech wymiarach boli. A w czterech? Może to też zabija?

  10. meg 14 listopada 2005 21:34

    Stworzyłeś… Interaktywne czasopismo naukowe XDD A reszta jutro, dziś juz nic nie rozumiem XD

  11. val 14 listopada 2005 22:04

    *zastanawia się, czy warto w ogóle notepada zamykać ;P*

    emkael XDDDDD rozbrajasz mnie ;D

    meg, a mi się jednak wydaje, że chociażbyś bardzo próbowała i bardzo tego chciała, nigdy nie poznasz siebie do końca.
    ot, prosty przykład: czy możesz powiedzieć jak zachowasz się w KAŻDEJ sytuacji? dosłownie w każdej? chyba nie. i nie dowiesz się, jeśli tego nie przeżyjesz. mimo wszelkich swoich teorii ‚na sucho’ nigdy nie uda ci się dokładnie przewidzieć swojego zachowania w niektórych sytuacjach. a przecież to jesteś ty, powinnaś to wiedzieć. jednak jako człowiek jesteś tak skomplikowana, że nigdy nie odkryjesz siebie do końca. więc tym bardziej nie zrobi tego nikt inny. człowiek jest zagadką dla wszystkich. dla samego siebie też. a może przede wszystkim.

    iki
    no dobrze, ale czy z istnienia tych właśnie kilku mozliwych dróg nie wynika pośrednio istnienie przeznaczenia?
    bo coś przecież powoduje, że wybieramy takie a nie inne rozwiązanie. podejmując jakąkolwiek decyzję wybierasz kolejny odcinek swojej życiowej linii bo, czy tego chcesz czy nie, życie każdego z nas jest linią. jedną linią. nie masz przecież szansy przeżyć kilku żyć równocześnie. nie możesz sprawdzić co czai się za rogiem, i jeśli ci się nie spodoba włączyć starego save’a i pójść w drugą stronę (a swoją drogą, to ostatnio straszliwie żałowałam, ze w życiu nie ma opcji ‚cofnij’ bo jeden niefortunny ruch spowodował dziurę w moim fav sweterku ._.), musisz zdecydować w którą stronę pójdziesz tym razem bez mozliwości cofnięcia się.

    nieraz też zdażało mi się wyobrażać inne rozwiązania. niejeden raz po zrobieniu/powiedzeniu czegoś dochodziłam do wniosku, ze mogłam to zrobić inaczej. lepiej. i wtedy wychodziło mi, że jestem beznadziejna ;P poza tym tak ogólnie z gdybania nigdy mi nic dobrego nie wychodzi, więc staram się go nie uskuteczniać ^^
    a już na pewno nie chciałabym niczego w przeszłości zmieniać po obejrzeniu ‚efektu motyla’ i ‚the i inside’ (podobne w pomyśle do efektu, kto nie widział – polecam ;D) w końcu zawsze mogłam gorzej trafić ;P

    i mimo wszystko nie chciałabym się przenieść do przyszłości. chyba lepiej przeżyć jedno życie dobrze i w pełni, niż kilka po kawałku (no bo jak nazwać swoje życie 100 lat później? niby ty, a jednak nie ty, bo już w innym miejscu i czasie, w takim, w którym ‚nomalnie’ byś się nie znalazł. więc wychodzi na to, że to nowe życie. nowy kawałek życia. bez sensu ;D)

  12. meg 14 listopada 2005 22:49

    Val:

    *wysila ostatnie działajace fragmenty mózgu by napisać parę zdań* _^_

    Rozumiem o co Ci chodzi i zgadzam się – nie potrafimy przewidziec swojej reakcji w róznych sytuacjach, lub przewidujemy je, a gdy dojdzie co do czego, okazuje się, że zachowujemy sie zupełnie inaczej… Pod tym wzgledem mam tak chyba bardzo często _^_ Ale jest tez inne, jakby osobne „poznanie” siebie i innych. To, że wiem kim jestem, co jest dla mnie najwazniejsze w życiu, czego chcę, co myśle na rózne tematy, a przede wszystkim – dlaczego dane zdarzenie wywołało we mnie takie a nie inne emocje. To tez jest zrozumienie siebie… Chyba nawet ważniejsze od takiego gdybania „co bym zrobiła gdyby…”, nie sadzisz? A gdy chodzi o naszych bliskich – kiedy bez pytania wiesz co sie stało, znając reakcje pewnej osoby na rózne sytuacje życiowe, jej mowe ciała…

    I dlatego nigdy nie dam sobie wmówić teorii Ikariego, którą w skrócie mozna określić „nikt o mnie nic nie wie” :P Bo to nieprawda :* (choć przez gg nie da się niestety nauczyć mowy ciała… Ale chociazby sposób prowadzenia rozmowy też wiele mowi :))

    2005-11-14 22:49:34 autor(ka) dopisał(a):

    I trzeba jeszcze zauwazyć (odnośnie tego gdybania ;)), że ten sam człowiek, w tej samej sytuacji, za każdym razem zachowa sie inaczej. Bo na jego zachowanie składa sie wiele innych czynników, np. nastrój w chwili obecnej, ostatnie przezycia, przyzwyczajenia, wpływ srodowiska… itd… ;) Tiaa, człowiek to ciekawa istotka ;)

  13. val 15 listopada 2005 11:58

    jasne meg, masz rację. niesposób się tu z tobą niezgodzić – nikt nie pozna człowieka lepiej niż on sam. nikt nie wie o tobie więcej niż ty sama. ale jednocześnie nie wiesz zupełnie wszystkiego. i może to nawet lepiej ;)

  14. mkl 15 listopada 2005 13:27

    A swoją drogą – Ikari, stworzyłes cos wyjątkowego… :* ^^

    owszem, ale wy dzielicie wUos na czworo… -_-

  15. meg 15 listopada 2005 15:59

    MKL – a widzisz żeby ktoś tu przekonywał innych do swojego zdania? Po prostu wyrażamy swoje opinie :P To sie nazywa KONWERSACJA :P

  16. mkl 15 listopada 2005 18:24

    to sie nazywa szukanie dziury w calym

  17. meg 15 listopada 2005 19:28

    A może po prostu nie masz swojego zdania, hm? Jak Ci sie nie podoba, to nikt nie kaze Ci czytac naszych „wywodów” :/

    2005-11-15 19:28:24 autor(ka) dopisał(a):

    Dobra, wiem że to ostatnie bylo dziecinne i głupie, ale się wkurzylam ;P

  18. val 15 listopada 2005 19:48

    to się nazywa nie-pozwalanie-na-narzucenie-sobie-czyichś-poglądów ;P

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>