Solitary psycho!

Zajebistość życia.

Niby nigdy nic. Kolejny szary dzień, droga do Tesco i z powrotem. I w drodze powrotnej mp3 player postanowił (w ramach wykonania polecenia „wylosuj inny folder i inny plik”) włączyć ten utwór.
Crematory – Solitary Psycho.
Jestem prawie pewien, że był on już kiedyś „utworem na dziś” i wysłałem go tu i ówdzie. Niby zwykły utworek, a jednak w ten piękny dzień – kiedy maszerowałem samotnie w śliczną pogodę (nie wmawiajcie mi, że całkowite zachmurzenie a zarazem zupełnie jasne niebo to nie jest piękna pogoda! Jest jasno, a nie wali po oczach, oto jak powinno być!), czując w powietrzu narastającą wilgoć (aaach, to świeżutkie powietrze przed i po deszczu)… – potrafi naprawdę zrobić człowiekowi zastrzyk życiowej energii :D.
Później – sam w domu, spokój, błogi spokój, jakiego rzadko można tu zaznać, zapada zmrok, mieszkanie rozświetla tylko niepozorne pomarańczowe światło przy wejściu, otwieram szeroko okna po obu stronach mieszkania, czuję wspaniałe rześkie powietrze (akurat się „rozpadało”), jest przyjemnie, ciepło, świeżo. Włączam Crematory, głośno, głównie Solitary PsychoGreed (kocham je za ten „główny motyw”), kolejkuję na krzyż z paroma innymi (Revolution? Reign of fear?) i idę do kuchni. Spaghetti bolognese a’la ikari. Zaprawdę powiadam wam, najlepsze spaghetti rośnie w krematorium, przyrządzane przez samotnego psychola. Wrzucasz kupę mięcha (hłe, hłe, będzie co jeść :]), słoiczek, parę papierków, garści przypraw (co wpadnie pod rękę, ze szczególnym wpadnięciem oregano i ziół prowansalskich) – i wyszło po prostu zajebiste. I poziom zadowolenia z życia wzrósł o parę punktów. I fajno jest. I mam w tyle nawet to, że pół tego tekstu świeci rzekomymi błędami ortograficznymi.

PS. Sorry, za natłok notek ostatnimi czasy.
PS2. Jeśli Was to pocieszy, to podczas wrzucania notki Firefox porządnie się wypieprzył i ogólnie było parę innych problemów :P
PS3… Zapomniałem, co miało być w PS3 ==’


CREMATORY lyrics

Wysiadka ;P

Wracając do autobusu – czasem potrafią mnie bez większego powodu wzruszać takie proste scenki. Na przykład dziecko mówi coś do swojej lalki albo zabawki i „opiekuje się” nią. Można przejść nad tym obojętnie. Ale można też spojrzeć na to dopowiadając sobie mnóstwo rzeczy… Można zobaczyć dziewczynkę, która tak naprawdę najwięcej rozmawia właśnie z tą lalką, – bo z zabieganymi rodzicami-karierowiczami nie ma okazji na dłuższą czy poważniejszą rozmowę, albo nie potrafiącą z nimi tak porozmawiać, bo nie było kiedy zbudować z własnym dzieckiem więzi. Można wyobrazić sobie te wszystkie chwile, kiedy takie dziecko siedzi w swoim pokoju i zwierza się szmacianej lalce ze swoich największych sekretów. I gdyby lalka potrafiła mówić, to właśnie ona najlepiej by znała dziecko i jego potrzeby. Szmaciana lalka, a jednak obiekt ogromnego przywiązania ze strony kilkuletniego dziecka. Delikatny przedmiot, a tak ważny… Nie można pozwolić by się zgubił, podarł, odpadające guziczkowe oczko trzeba natychmiast przyszyć, bo laleczkę boli… Mała rzecz, ale przedstawia ogromną wartość. Dla dziecka jej strata mogłaby stanowić prawdziwą tragedię w jego małym świecie… Ale można przejść nad tym obojętnie…

I taki częściej jest świat ludzi prostych. Łatwiej przywiązać się do niepozornego przedmiotu, rzadziej do jakiejś idei, czy samej funkcji, którą mógłby spełniać czasem dowolny inny obiekt. Kolejną rzeczą, o której zacząłem myśleć było zrozumienie. Zrozumienie tego prostego spojrzenia na świat i to, co mamy przy sobie. <pad Worda, utrata akapitu> ‘Garbaty’ zazwyczaj nie zrozumie ‘Prostego’. <wtargniecie siory> Czemu? Bo on wcale nie stara się go zrozumieć. Czemu miałby <drugie wtargnięcie> tracić cenny czas (nie wiem, dokonuje teraz przecież ważnej inwestycji, decyduje o poważnych sprawach, ma mnóstwo spraw do załatwienia i obraca dużymi pieniędzmi) na próbę spojrzenia na świat choć przez parę chwil z zupełnie innego punktu widzenia – takiego, gdzie czasem zupełnie błahe rzeczy okazują się być najważniejsze, drobne sprawy godne największej możliwej uwagi, niewiele warte lub znaczące elementy życia podniesione są do rangi najwyższej świętości <trzecie wtargnięcie> ‘bo tak’, wcale nie musi to być do końca racjonalne. A Prosty nie zrozumie Garbatego. Bo nie potrafi. Bo ciężko mu się przestawić na inne, tym bardziej ewentualnie „wyższe” rozumowanie, bo on ma już swój mały świat ze swoim porządkiem rzeczy. To jest jego świat, jedyny świat.

A ja zachwycam się zachwycaniem się głupotami :)


„Wstała” domena ikari.pl, hurra! Miesiąc musiałem czekać aż poprzedni rejestrator ją zwolni, by móc ją zarejestrować gdzie indziej. „Bezpłatny transfer” z racji opłaty za cały rok z góry nie wchodził w grę.
Swoją drogą, strona ICQa w Opera Mini na telefonie wygląda ślicznie ;)
Anyway na bloga powraca cała jego szata graficzna, której brakowało w czasach ostatnich ;).

Z serii „ciekawe artykuły na dziś” (czytacie kiedykolwiek? XD): Poruszająca historią gnijącego żywcem nastolatka oraz robienie wielu rzeczy na raz jest ZŁE (to o mnie! :O).

Notka autobusowa.

Na religii ojciec mówił dziś o tym, jak być dobrym rodzicem, wymieniał całą listę błędów, których nie należy popełniać przy dzieciach, gdyż ma to istotny wpływ na ich psychikę w młodym wieku. Moja matka popełnia notorycznie co najmniej połowę z nich, zwłaszcza w stosunku do mojej siostry (której – że tak powiem – przyszło przeżywać dzieciństwo w mniej fortunnych latach). Nic dziwnego, że gówniara jest aż tak posrana. Ciekawe, czy coś z niej jeszcze wyrośnie, czy może – chwalebnym wzorem swojego ojca – nie będę chciał znać swojego rodzeństwa.

Muszę ściąć włosy. Czy to nie fascynujące? Nie, serio. Przecież ostatni raz u fryzjera byłem 2-3 miesiące temu, podczas gdy dotąd u fryzjera pojawiałem się co jakieś 4-5 miesięcy. Niby nic wielkiego, a jednak kolejna dziwna obserwacja nad własnym życiem :p

[uwaga: rekonstrukcja strumienia myśli ikariego może powodować choroby psychiczne] Tamtego dnia jechałem autobusem. Na miejscu na samym końcu, na silniku, tam, gdzie najbardziej buja na fantastycznej głębokości dziurach w ul. Puszkina. Po mojej lewej siedziała kobieta czytająca podręcznik młodej wróżki (opisane wszelkie możliwe układy astrologiczne, ich odczytywanie, znaczenie, interpretacja), po prawej dosiadło się dwóch większych objętościowo panów. Prostych ludzi. Bo ludzie dzielą się na potrzeby tej notki i pewnego światopoglądu na Prostych i – nazwijmy ich kontrastowo – Garbatych. Z rozmyślań na jakiś szczególnie ciekawy temat wyrwało mnie uchwycenie kątem oka tego, jak ten bliżej mnie wyjmuje z teczki jakiś kalkulator. Duży, szary, z wyraźnymi cyframi. Wstukuje na nim jakieś liczby. Coś liczy? Nie, raczej po prostu pokazuje swojemu koledze możliwości kalkulatora. Możliwości były wspaniałe – kalkulator potrafił nie tylko dodawać, odejmować, mnożyć, dzielić i pierwiastkować(!), ale potrafił zapisać liczbę w pamięci! A pamięć można było w dowolnej chwili przywołać lub skasować! Mój sąsiad był z tego naprawdę szczerze zadowolony. Taki dobry, przydatny kalkulator kupił. W tym momencie zauważyłem, że nie potrafię sobie przypomnieć, o czym myślałem, zanim spojrzałem na kalkulator. Za nic w świecie nie mogłem niczego skojarzyć, powrócić do jakiejkolwiek myśli, przypomnieć sobie tego, co tak naprawdę dłuższą chwilę zajmowało moją głowę zaledwie kilka, może kilkanaście sekund temu. Tak, MKL kiedyś mówił, że z badań wynika, że „teraz” trwa dla nas około 3 sekund. To, co było dawniej, niż 3 sekundy to już „było”. Ot takie działanie ludzkiego mózgu. W każdym razie, co siedziało mi w głowie tuż przed „teraz”? Nie no, nie przypomnę sobie… Zupełnie jak główny bohater filmu „Memento”. Tak… on też miał taki moment, kiedy podczas jazdy samochodem na chwilę na coś spojrzał, po czym zadał sobie pytanie: „o czym to ja myślałem?”. Miał uszkodzenie pamięci krótkotrwałej, już nigdy sobie nie przypomni. No i tak samo ja – jadę autobusem i odkrywam, że świat zaczął się 15 sekund temu. O, ale sąsiad po raz kolejny wyjmuje coś z teczki. Tak zwany minutnik kuchenny – w zabawnym kształcie małego garnuszka, którego pokrywkę przekręcasz, by go nastawić. Jakoś tak specjalnie ją przekręcał – najpierw, jakby nakręcając, w jedną stronę, a następnie w drugą, nastawiając już konkretną ilość minut. Nastawił go kilkukrotnie, było słychać dzwonienie nawet, gdy wydobywało się z zamkniętej torby. Kolega sąsiada podzielał fascynację – „a możesz go nastawić na tyle a tyle?”, „Mogę!” – i następuje radosna demonstracja. Mężczyzna był naprawdę zadowolony z tego, jaki fajny, dobry i pożyteczny minutnik sobie kupił, a jego kolega był szczerze zainteresowany i podzielał jego radość. Taka drobna rzecz, a jak potrafi prostego człowieka cieszyć, prawda? Małe, proste rzeczy, do których przywiązujesz się czasem nieracjonalnie mocno. Coś za kilka złotych, co wspaniale spełnia swoją funkcję – nawet, jeśli niekoniecznie tego potrzebowałeś. Zawsze podobało mi się, jak proste rzeczy mogą prostych ludzi cieszyć. Czasem właśnie ta prostota sytuacji potrafiła wywołać we mnie równie bezpodstawne wzruszenie.
<tu siostra kilka razy przerwała mi pisanie i chyba zgubiłem wątek>

Ciąg dalszy kiedy indziej.

Bo mam bana na basha ;)

Dzień przed pisaniem pracy z WW2:

<Monika> a jeszcze jedno..
<Monika> w jakich latach mamy ten materiał z histy? 
<ikari> wojennych XD 
<Monika> :P 
<Monika> a dokładniej? 
<ikari> 39-45? :P 
<Monika> aha.. 
<Monika> jush lepiej ;P(pisownia oryginalna)

Piszę tu, bo Bash mnie nie lubi ;)
Pytanie z poprzedniej notki oczywiście pozostaje aktualne. Za to przemyślenia autobusowe, które mogłyby tam się znaleźć – tradycyjnie z dnia na dzień wydają mi się coraz bardziej niegodne miejsca na blogu ;P

Kłeżdżyn

Wolicie częste i krótsze notki (o dziwnych rzeczach XD), czy dłuższe i rzadsze (ale pierdół mi się w nich pisać nie chce)? ;P
Zbyt częstych nikomu się nie chce czytać. Ale za długą od czasu do czasu chyba można się było wziąć? XD