Więcej szumu niż zwykle – a o co?

Właśnie czytałem sobie resztki (bo ciężko inaczej to nazwać) Ewangelii Judasza, w angielskiej wersji (polski przekład nie jest jeszcze dostępny, ale podobno ma być jutro w Wyborczej).
I wiecie, co? Najmniej mnie w tym wszystkim obchodzi, czy zdradził, czy nie zdradził (a o to chyba rozchodzi się najgłośniej)… Zresztą, powodów, dla których miałby go zdradzić też nigdy jakoś szczególnie nie potrafiłem zrozumieć… No ale mniejsza z tym. Mnie zainteresowały zupełnie inne fragmenty tego dzieła. Judasz odbywa tam wiele rozmów z Jezusem, w których Jezus zdradza mu „tajemnice królestwa niebieskiego”. Są one wprawdzie dla mnie średnio jasne z powodu angielskiego przekładu i brakujących fragmentów, ale wybitnie warte uwagi, dla każdego, kto lubi czytać o genezie ‚istot najwyższych’ albo – jak ja – nie dzieli bogów na ‚dobrych’ i ‚złych’ (ja rozumiem, że wszyscy potrzebujemy systemu wartości (zauważ, że niemal każda wielka religia stara się nam wpoić podobny!)), chciałby poznać „ich wszystkich” i wszystko, co z nimi związane… ;) Choć z tego tekstu tak wiele się wyciągnąć nie da, to jednak muszę go przytoczyć:

Dla kontekstów paru ;) :
“And a luminous cloud appeared there. He said, ‘Let an angel come into being as my attendant.’
“A great angel, the enlightened divine Self-Generated, emerged from the cloud. Because of him, four other angels came into being from another cloud, and they became attendants for the angelic Self-Generated. The Self-Generated said, [48] ‘Let […] come into being […],’ and it came into being […]. And he [created] the first luminary to reign over him. He said, ‘Let angels come into being to serve [him],’ and myriads without number came into being.
(…)

THE COSMOS, CHAOS, AND THE UNDERWORLD
“The multitude of those immortals is called the cosmos — that is, perdition — by the Father and the seventy-two luminaries who are with the Self-Generated and his seventytwo aeons. In him the first human appeared with his incorruptible powers. And the aeon that appeared with his generation, the aeon in whom are the cloud of knowledge and the angel, is called [51] El. […] aeon […] after that […] said, ‘Let twelve angels come into being [to] rule over chaos and the [underworld].’ And look, from the cloud there appeared an [angel] whose face flashed with fire and whose appearance was defiled with blood. His name was Nebro, which means ‘rebel’; others call him Yaldabaoth. Another angel, Saklas, also came from the cloud. So Nebro created six angels — as well as Saklas — to be assistants, and these produced twelve angels in the heavens, with each one receiving a portion in the heavens.

THE RULERS AND ANGELS
“The twelve rulers spoke with the twelve angels: ‘Let each of you [52] […] and let them […] generation [—one line lost—] angels’:
The first is [S]eth, who is called Christ.
The [second] is Harmathoth, who is […].
The [third] is Galila.
The fourth is Yobel.
The fifth [is] Adonaios.
These are the five who ruled over the underworld, and first of all over chaos.

I teraz tak: Kimże jest Seth w większości religii, w których to imię się pojawia? Czy nie wydaje Ci się, że to zawsze był „ten zły bóg”? Zresztą, to, że zawsze mi się tak kojarzyło – o niczym nie świadczy. Nieraz kojarzyły mi sę bzdury (zaprawdę nieznane są drogi impulsów na neuronach…) – toteż postanowiłem sprawdzić.

Set
Set, Seth (greckie), Sutekh
(! XD), Setech (egipskie) to w mitologii egipskiej bóg zła, pan burz, pustyń i obcych ziem.
(…)
Niektórzy widzą nawet pozaziemską istotę. Wcześniej występował być może jako bóg wojny i mogło być to bóstwo starsze niż religia egipska. W religii egipskiej zdegradowany do roli złego demona.
(…)
Ostatecznie przedstawiany był jako główny zły i utożsamiany z wężem Apopem.
(…)
Współcześnie czczony w tzw. Świątyni Setha (Świątynia Seta) niewielkiej sekcie, odłam satanistów, powstałej na skutek rozłamu z tzw. Kościele szatana.

(src: Wikipedia)

Tu zaś Seth jest zwany Chrystusem. Cokolwiek autor oryginalnego tekstu miał naprawdę na myśli (dowiemy się kiedyś…?) – zbieżność jest bardzo ciekawa. Tylko proszę nie piszcie mi w komentarzach, że sugeruję, że Chrystus jest „złym” bogiem, czy czymkolwiek w tym rodzaju. Zresztą ja nie wierzę w bogów „doskonale złych”, jeśli jacyś byli to może mieli po prostu inne, mniejszościowe poglądy ;). Ale nie o to, nie o to ;) (Specjalnie dla Meg zaznaczam wyraźnie, iż zwrot „nie o to” pochodzi z KabaretuKtóregoNazwyNiePamiętam) Ja niczego nie sugeruję, a jeśli miałbym, to co najwyżej tyle, że nie wszystko jest czarne lub białe.
Moją uwagę zwrócił też anioł Nebro, „co znaczy buntownik”, którego twarz spowijały płomienie, a oblicze splamione było krwią. Jego inne imię to Yaldabaoth. Niektórzy gnostycy utożsamiają to imię z Jahwe (a niektórzy z Szatanem). Saklas zaś (drugi twórca kolejnych sześciu aniołów) pojawia się dalej jako ten, który stworzył człowieka:
Then Saklas said to his angels, ‘Let us create a human being after the likeness and after the image.’ They fashioned Adam and his wife Eve, who is called, in the cloud, Zoe.

Generalnie ciekawie mi się takie rzeczy czyta i mam wrażenie, że staję się coraz barzdiej zainteresowany wszelkimi tekstami gnostyckimi. Bo bo wyrabiania własnych opinii zawsze dobrze jest wysłuchać „obu stron”, prawda? ;)


Z innych beczek:
Dla tych wszystkich, którzy w kwietniu trafili na tego bloga szukając w Google haseł „długość pochwy” (ho ho, jestem na pierwszej stronie wyników xD) lub „długość penisa” polecam pouczający odnośnik :P
Ciekawe hasła na dziś to także „akt łaski” – sformułowanie wg mnie dość często używane, ciekawe, co miał na myśli autor zapytania ;) – a także „jestem za aborcją” … tak, ale tylko, gdy patrzę na niektórych :PSpóźnione „wesołych świąt” wszystkim.
Ja tam świąt nie znosze – wszelkich. Najgorsze jest to, że za każdym razem najpierw wyobrażam je sobie jako odrobinę odpoczynku i wolnego czasu, a później boleśnie sobie przypominam, że oznacza to, że będę musiał wytrzymywać pod jednym dachem z rodziną, a co najgorsze – z siostrą – większość przeklętego dnia. To znacznie utrudnia skupienie się na czymkolwiek. A chciałem sobie trochę w C# pokodować…

Więcej treści nie pamiętam, serdecznie za to żałuję.
A jutro – strzeż się Częstochowo!

Notkę chciałbym zakończyć przepięknym optymistycznym zdjęciem:


(Thanks to ImageShack for Free Image Hosting)

♪ La la la ♫ (i tak kurwica)

Rzeczy proste:
Utworów na ten tydzień
mogłoby być sporo. I wiem, że wielu z Was taka muzyka podobać sie nie będzie. Trudno ;P
Kilka propozycji:
Błędne wojenne rozkazy *
Chicane – Saltwater (osobiście kojarzy mi się, mimo braku oczywistych podobieństw, z Delerium – Underwater)
Iio – Rapture
Darude – Calm before the storm
Perły i Łotry – Burza **

* – z lepszych utworów tego zespołu. Sześć lat temu ich utwór „Geranium” kojarzył się komuś ze mną – tylko dlatego w ogóle ten zespół poznałem. Ich (pierwszy chyba) utwór „Prawo” w świetle obecnej sytuacji politycznej wydaje mi się wyjątkowo aktualny.
** – Szanta, acapella. Nie myślałem, że kiedykolwiek będę słuchać szant, a jednak ;) Polecam, zwróćcie uwagę na bas – to Michaś (O Słodkim Uśmiechu ;P). Imponujące, taka chudzina, a taki niski bas ;P Zespół widziałem na żywo, ale że był to koncert raczej nocny to do części instrumentalnej nie doczekałem. A szkoda, bo nie wiem, jak brzmi banjo ;P Po świętach powinienem dostać kompilację z ich płytek (z wyjątkiem ostatniej, uchowaj Szatanie, religijnej!) to może powiem cokolwiek więcej.

O zakładaniu butów słów kilka:
Jeśli masz czarne spodnie, kurtkę i glany to po założeniu glanów na spodnie (wygodne i praktyczne w ochronie spodni przed zachlapaniem) zostaniesz nazwany [przez Muriona] policjantem/CBŚowcem na służbie.
Jeśli założysz glany na jeansy to wg mnie można skomentować efekt jednym słowem: Howdy! ;D

Rzeczy garbate:
Życie zdecydowanie nie jest fajne. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby kiedykolwiek tak uważać. A teraz to najchętniej narzekałbym tylko, że nic mi się nie udaje i nic mi się nie chce ;P (żeby nie było, że nie ostrzegałem, czy że nie zauważam):
– Zainstalowałem na dysku Ubuntu 5.1 (Breezy badger). Z 30gigowej partycji zajął już ponad 5 GB (pierwsze co zrobilem to uruchomienie instalatora dodatków – Automatix)… To moja pierwsza próba oswojenia sie z Gnomem, ale jakoś nie widzę w nim żadnych przewag nad KDE. Ale spójrzcie, jak on ładnie obsługuje ikonki! Jak przyjemnie przegląda się w nim foldery (mimo, iż obszar każdej ikony potrafi mieć różne rozmiary)! Czemuż o czemuż Windows tak nie może… to takie niewielkie z pozoru różnice…
– Długo z tym systemem oczywiście nie wytrzymuję (mimo początkowych pozorów uruchomienia Konnekta przez WINE), co widać, jeśli się poszuka w odpowiednich miejscach (a raczej byłoby widać, gdyby nie częste ostatnio restarty).
– Później w ramach fascynacji XGLem, próbowałem go zainstalować… Znalazłem jakiś tutorial do sadzania tego cuda na Ubuntu. Oczywiście gdzieś pod koniec (przy linijce „tu jestem pewien, że to zadziała – sprawdzałem na czystej instalacji”, która nie zadziałała) wyszło, że XGL pod Ubuntu i owszem, jest, ale tylko pod Dappera (nowsza niż oficjalna edycja).
– Później jednak odkryłem, że jednak da się zainstalować to pod Breezy, znalazłem na to tutorial. Oczywiście, nie udało się. Pakiet x11-common za cholerę nie chce mi się zainstalować, system mówi, że w ogóle nie wie, skąd taki pakiet wziąć, z tego wynika brak podrzędnych pakietów, ogólnie XGL nie chodzi, przez chwilę nie chodził w ogóle tryb graficzny, a tło programów w Wine zrobiło się czarne (i mam czarno na czarnym – bezużyteczne). Argh! W dodatku system za każdym razem wykrywa mi 4 aktualizacje, mówi, że 8 innych pakietów zainstalować się nie da, a menedżer aktualizacji wygląda jakby zwisł za każdym razem, gdy każę te aktualizacje zainstalować. Fajnie.
– Back to Windows. Zapragnąłem rozszerzyć systemowe menu przeciągnij-i-upuść o pozycję „dowiąż tutaj” – aby na dyskach NTFS jeden plik mógł być w kilku miejscach na raz, nie zajmując więcej przestrzeni. Znalazłem na to ładny projekt w Delphi, przetłumaczyłem parę rzeczy na polski (co by było spójnie z systemem) i kazałem go skompilować. Zonk. Wymagał czegoś z Jedi Code Library.
– Postanowiłem zainstalować JCL i JVCL. Pobrałem najnowszą wersję (JVCL 3.20) i uruchomiłem instalację – najpierw JCL, bo JVCL go wymaga. Zainstalowało się. Przeszedłem do folderu JVCL. Uruchomiłem instalację. Zonk. Brakowało mu pakietu xmlrtl… Jezu, jak w linuksie. Poguglowałem, wyszło na to, że to znany błąd JVCL 3 pod Delphi 2005 Personal Edition – zapomnieli, że ta edycja tego pakietu nie ma. Ale ojej, jak fajnie! Zrobili na to łatkę! Ściągnąłem, załatała, uruchamiam install po raz drugi. Zonk. W ogóle już nie uruchamia się instalator, wywala za to paredziesiąt błędów… Lekka konsternacja. Ale główka pracuje i ‚wykminiłem’, że jeśli to jest łatka do JVCL 3 to może na 3.2 nie działa (a nowszej łatki nie ma!). Wobec tego pobrałem JVCL 3… Ten z kolei nie wykrył zbyt-nowego JCL… Pobrałem więc starszy pakiet JVCL+JCL (żeby, do cholery, pasowało do siebie!), wypakowałem, uruchomiłem… Nadal się nie instaluje. Z łatką czy bez. A niech ich wszystkich szlag! Jak w linuksie!
– Z w/w powodu projekt zmartwychwstania ICQa może się opóźnić (bez dodatkowych pakietów nie mogę go skompilować/otworzyć…)
– Pomyślałem, że może wypali inna opcja – skopiuję wszystkie pliki Delphi ze starego systemu, a potem całą gałąź rejestru. Zły pomysł. Jako, że to różne edycje to miałem nieporejestrowane w systemie biblioteki itp… W dodatku plik rejestracji Delphi gdzieś zaginął, wszystko się sypało, pomoc już wcześniej, teraz całe środowisko.
– Wkurzyłem się, wyinstalowałem (pewnie dużo po tym zostało na dysku) Delphi… Mam nadzieję, że nie padnie od tego Visual Studio 2005 Express, jak ostatnio _-_… ♪ burza, niech to wszystko szlag ♪
– Kusi mnie pobawienie się kilkoma innymi linuksami, ale z limitowanym transferem nie powinienem sobie pozwalać na takie swobodne „tu parę giga, tam parę…”

Parę okienek wyskoczyło i zapomniałem, co miałem pisać _^_…
I padł FireFox (a raczej zwisł) i cudem odzyskałem ten tekst XD
Powstaje hit, przewodnik jak rozmawiać z ikarim! Jest to oczywiście bardzo wstępna jego wersja, aczkolwiek powinna rozwiać niektóre wątpliwości próbujących podjąc kontakt, zwłaszcza tych nie otrzymujących odpowiedzi (punkt ostatni). Niebawem zostanie podlinkowany w szablonie bloga.
A propos innych ciekawych stron – znalazłem serwis Stek prowadzony przez autora PolChatu, Kurnika i paru innych – Marka Futregę (osobisty idol i autorytet ;P mimo, iż jego jedyny mail do mnie był niezbyt pozytywną odpowiedzią i nie zauważyłem, kiedy zastąpił go yes2mike, bo podpisują się tak samo ;) ). Co ciekawe, layout strony przypomina wszystkie jego dzieła. :)

Matura nadchodzi wielkimi krokami. Oceny końcowe też. Tylko w kwestii tych drugich jestem pozytywnie nastawiony. W sumie to ostatnio zaczynam wyznawać filozowię „po co się czymkolwiek w ogóle w życiu przejmować, będzie co ma być”… Nie wiem, czy to najlepsza droga, ale cóż… ;P
Mam wszystko gdzieś i po raz kolejny żyłem iluzją, że dni wolne będą wolne. Zawsze zapominam, że nigdy tak nie jest…
Równie tradycyjnie zapomniałem, co jeszcze miałem tu pisać. Dlatego zakończę.
Wracam do lekkostrawnej muzyki. Dawno nie słuchałem Blank&Jones.