Matura. Oby ostatnia.

Kursor migający na początku pustej kartki papieru. Kartki wirtualnej, istniejącej gdzieś w mojej wyobraźni i reprezentowanej strukturami danych w pamięci komputera. Wokół mnie są setki, tysiące rzeczy, jednak wbrew pozorom symbolizują one jedną wielką nicość. Czas jednocześnie zatrzymał się i płynie zbyt szybko. Trzeba go dokładnie rozplanować, lada dzień matura jedna, druga… Tyle do nauczenia, tyle do powtórzenia, tyle do przeczytania i… napisania. Tak mało czasu, takie długie, puste i trudne dni.

Dużo rzeczy. Wszystko leży dookoła, prosi o odrobinę czasu dla siebie. Później, wczoraj, dzisiaj… Tym razem wszystko jest ważne, a czasu nie ma wcale…

Słowa zapomniane, zatracone, skasowane SMSy. Awaria systemu…

A za oknem deszcz. Dzwoni o parapet. Zasłonięte okno, obudzę się nienaturalnie(?) późno. Czyli o siódmej? Ósmej? Co jest naturalne, a co nie?

Bezładne słowa… Zamiast głębokich opracowań… Niepoprawne gramatycznie, ortograficznie – sprawdzanie pisowni dawno temu szlag trafił. Gigabajty dysku [przerażająco liczne] zajmują programy odmawiające współpracy. Wyłączone gadu-gadu i opróżnione konto na telefonie. Pseudopusty żołądek, dający się zamienić z przypominającego o funkcjach życiowych na pozwalający zapomnieć o obowiązkach życiowych – nigdy nie jedz dla zabicia czasu/myśli/siostry.

π*r. Idę.

Disclaimer: [parę dni później] Wyżej wymieniona czynność odnosiła się do warstwy znaczeniowej tekstu i stanowiła jej negatywną ocenę.

Tamte słowa pisałem gdzieś na początku (hm… PRZED) sesji maturalnej. Teraz zbliżam się do końca, a egzaminy pisemne już za mną. Nie wiem, czy wyniki będą powodem do zadowolenia… nieważne. Nawet prezentację maturalną mam już w miarę napisaną. Tylko muszę się naumieć ją wygłaszać, co pewnie też mi nie wyjdzie.

Ale mniejsza z tym.

Tak sobie ostatnio myślałem, że każdy człowiek żyje w swoim własnym mikroświecie. Przełączanie między kilkoma zakładkami komunikatora, w których co sekundę pojawia się kolejna linijka tekstu, przypomina czasem przerzucanie kanałów telewizyjnych. Każdy żyje własnym życiem, w każdym jest coś zupełnie innego i bez związku ze wszystkimi pozostałymi. W każdym razie każdy ma swój mikroświatek… Niczym przenikliwa kula zawieszona w przestrzeni, lub bąbelek połączony w sieć z innymi. Kiedy przenika się on częściowo lub łączy z innym mikroświatkiem drugiej osoby, może zajść akt zrozumiałej dla obu stron, dostarczającej przyjemności intelektualnej i satysfakcji, komunikacji.

Mam jednak dzisiaj bardzo silne wrażenie, że mój bąbelek się oddziela zupełnie i dązy do niemania niczego wspólnego z pozostałymi. Tak, wiem, że to raczej nie jest nic dobrego. No i co?

W dodatku, jak większość latających samotnie w przestrzeni planet, zaczyna wirować X_x. Może to dlatego, że odkąd matka wyrzuciła czajnik, prawie nie piję? ;P

Wpadła mi dziś w łapy jakaś broszura z Biedronki. Otwieram i na pierwszej stronie czytam cytaty szczęśliwych pracowników: „moja kariera przebiega tak, jak sobie w życiu wymarzyłam”, „Biedronka to międzynarodowa firma, która stwarza ogromne możliwości rozwoju”, „Nabrałem przekonania, że w tej firmie będę mógł się rozwijać”. W życiu Biedronka z niczym takim mi się kojarzyć nie chciała – i nadal stawia twardy opór. Dobrze, że przynajmniej najniższe wynagrodzenie wynosi 1200zł.

Ach, one more thing. CoComment nie gryzie, nie trzeba mieć tam konta, w razie czego po prostu zamykasz okienko, niczego nie wpisując. I komentarz wyśle się po staremu.

Podobne wpisy:

25 komentarzy póki co

  1. meg 18 maja 2006 18:46

    Wiem.
    Rozumiem.
    Ale mimo to
    nie chcę być tylko „zakładką”
    którą w każdej chwili mozesz przełączyć…

  2. ikari 19 maja 2006 10:52

    Interpretacja daleka od intencji. Jedyne, o czym mówił ten akapit to to, że coraz bardziej, mniej lub bardziej świadomie, izoluję się psychicznie od ludzi.

  3. heh.... 19 maja 2006 11:29

    Myślę, że każdy choć trochę zinterpretował ten akapit w ten sposób, w jaki to zrobiła Meg (bodajże), pewne osoby szczególnie.
    To nie jest ani dobre, ani zdrowe- to, co robisz. Ale Tobie się nie da tego wytłumaczyć, nigdy nie słuchasz… a szczególnie tej „niedojrzałej gówniary”, która Cię tak męczy….
    Co do matury, wiesz, co Ci powtarzałam…. ale tutaj też mnie nie słuchasz. Czy ty czasem choć trochę rejestrujesz, co i kiedy mówię? (Tak, wiem, że nie.)
    Do porozmawiania- kiedyś (o ile w ogóle).
    PS, Ani razu więcej nie śniła mi się niczyja śmierć ^^. To przez Ciebie! :P

  4. mkl 19 maja 2006 15:26

    ale za to ladna pogoda jest! ^_^
    a nie. to jednak wczoraj byla.

  5. meg 19 maja 2006 17:07

    Interpretacja jak najbardziej prawidłowa. Plus własne odczucia… Nie tylko na temat tamtego akapitu, ale w ogóle całej tej… znajomości?… I mogłabym podpisać sie pod każdym zdaniem szanownej pani, która skomentowała po mnie… Swoją drogą chętnie bym poznała…

  6. "Szanowna pani" :P 19 maja 2006 18:28

    Miyu.

    Jeżeli nadal chcesz poznać- chętnie :).

  7. ikari 19 maja 2006 18:33

    Tzn co mowilas? [Przeciez nie ma szans, ze pamietam] Wiem, ze zle, przeciez to napisalem ;p [chyba, tez nie pamietam]
    To Wy nie jestescie ta sama osoba? _-_

    2006-05-19 18:33:42 autor(ka) dopisał(a):

    Aha _-_

    PS. Dlaczego wszyscy, z ktorymi lubie rozmawiac, uwazaja ze mnie mecza, a wszyscy Ci, ktorzy mnie mecza [wprawdzie tu nie zagladaja, ale wole nie wymieniac ;P] … hm. nie uwazaja ? XD

  8. meg 19 maja 2006 19:05

    GG: 1305622 ;)

    2006-05-19 19:05:18 autor(ka) dopisał(a):

    Ikari – bo jak ktos też lubi z Toba rozmawiać, to takiej osobie zależy na kontakcie z Tobą, więc boi się „czy wszystko jest ok”, nie chce nic spieprzyć… Natomiast ci, którym nie zależy, po prostu się nie przejmują… Są tez jednostki zwyczajnie chore emocjonalnie ^^

  9. maldek 19 maja 2006 19:28

    Ja to się tylko zastanawiam kto ma tu gorzej – ik, który cokolwiek nie napisze to ma przechlapane przez interpretację czytelniczek, czy te dwie panie poniżej, które (z mojego punktu widzenia) mają niestety wyraźne podstawy do takiego odbioru?

  10. Miyu 19 maja 2006 19:34

    i do przypadków chorych emocjonalnie należę ja, czyż nie, Ikari :P?

    I podpisuję się pod słowami Meg. Zresztą, już dawno Ci to mówiłam…. być może w  innej, mniej zrozumiałej formie, ale mówiłam. Ale mnie się nigdy nie słucha, a jak ^^.

  11. meg 19 maja 2006 19:45

    I założymy koalicję. XD Niech żyje solidarność jajników XD

  12. mkl 19 maja 2006 21:55

    Konfucjusz mowi: no to teraz masz, źą, krotko mowiac, przejebane XD

  13. Elwathi 19 maja 2006 23:16

    Sądzę, że powinieneś pokazać osobom, które Cię nie męczą, a tak sądzą, że jesteś chętny do rozmowy. Wykazać trochę inicjatywy i sam pisać. Wtedy chyba unikniesz nieporozumień. A osobom, które rzeczywiście Ci przeszkadzają, po prostu to powiedz. Prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. Jeśli tego nie zrobisz, to: primo – bedziesz musiał się z nimi męczyć, wiedząc, że tak naprawdę nie musisz; secundo – okazujesz im w ten sposób brak szacunku. Oni coś do Ciebie mówią i sądzą, że ich słuchasz, że Ciebie to coś obchodzi, a Ty masz ich w dupie. (podstawowa wada gg. rozmowa nie polega, wbrew pozorom, na wymianie zdań, pustych wyrazów, jak to jest przez gg. najważniejsze w rozmowie są szczegóły, które tak naprawdę odbieramy podświadomie: mimika twarzy, ton głosu, mowa ciała… a na odległość, jak wiadomo, tego nie widać). Powinieneś też czasem pomyśleć o innych. Jest źle, bo ktoś do Ciebie pisze, a Ty tego nie chcesz, jest źle, bo ktoś nie pisze, choć chciałbyś, żeby pisał (jest wiele takich rzeczy, ale nie będę ich tu przybliżać, bo nie o to, nie o to)… Pomyśl o innych, postaw się w ich sytuacji, okaż trochę empatii. Pomyśl, co Ty byś czuł, gdybyś był na ich miejscu. Może problem tkwi w czymś innym. Może to właśnie oni uważają, że się narzucają, źe są niczym piąte koło u wozu. Jeśli tak nie jest, to, jak już mówiłam wcześniej, okaż im to. Sam pierwszy napisz, pierwszy się odezwij, zaproponuj spotkanie… I na odwrót, jeśli ktoś Ci przeszkadza, to po prostu z nim nie rozmawiaj. Unikniesz w ten sposób takich sytuacji, a inni poczują się dzięki temu lepiej, gdyż bedą wiedzieli, że jesteś z nimi szczery.

    Wybacz, że tak się rozpisałam, ale musiałam. To było silniejsze ode mnie…

    2006-05-19 23:16:32 autor(ka) dopisał(a):

    Meg: mogę się przyłączyć do waszej koalicji? xD

  14. ikari 19 maja 2006 23:56

    Sądzę, że powinieneś pokazać osobom, które Cię nie męczą, a tak sądzą, że jesteś chętny do rozmowy. Wykazać trochę inicjatywy i sam pisać.

    Wbrew pozorom od czasu do czasu jeszcze mam taki dziwny nawyk. W zaniku… tja…

    A osobom, które rzeczywiście Ci przeszkadzają, po prostu to powiedz. Prosto z mostu, bez owijania w bawełnę.

    Nie chcę robić nikomu ‚przykrości’ ;P

    Jeśli tego nie zrobisz, to: primo – bedziesz musiał się z nimi męczyć, wiedząc, że tak naprawdę nie musisz;

    Tylko niektóre są wybitnie męczące. *już bardzo konkretnie ma kogoś na myśli* potrafią pieprzyć (i’m sorry) pół godziny na jeden temat rozważając w stylu „tak… a nie, jednak nie… a wiesz, że chyba tak?”, wklejając przy tym kilogramy kodu, który nierzadko jest albo dostępny rozmówcy (wręcz wzięty od niego) i w zbyt dużych ilościach tylko utrudnia czytanie szybkiego monologu, albo zawarty w linku, który i tak był wcześniej wysłany; a co w tym wszystkim najlepsze – najczęściej wszystko prowadzi do odkrycia jakiejś tajemnicy poliszynela, o której wszyscy powszechnie wiedzą, albo w ogóle nie prowadzi absolutnie do niczego, a dotyczy… jakiejś totalnie błahej pierdółki. No dobra, bywa to może czasem ciekawe, ale tylko przez pierwsze 15 minut. Jezusmaryja. Albo rozgrzebywanie tych samych waśni między kimś a kimś po raz trzysta osiemdziesiąty trzeci (klan =_=), które są prywatnym konfliktem przenoszonym na szczebel formalny, administracyjny i możliwie najwyższy. Osoba ta ma wybitnie awanturniczy charakter i w pewnym środowisku jest powszechnie uważana za kłócącego się ze wszystkimi, najczęściej niepotrzebnie i bez sensu.

    secundo – okazujesz im w ten sposób brak szacunku. Oni coś do Ciebie mówią i sądzą, że ich słuchasz, że Ciebie to coś obchodzi, a Ty masz ich w dupie.

    W dupie mam tylko i wyłącznie „XXXXX (obcy numer gg): ikari, jesteś???????????”, nie mając nic w katalogu, nie mówiąc nic o sobie i przede wszystkim nie mówiąc, o co chodzi.
    Chociaż trzeba przyznać, że coraz gorzej działają na mnie kolejne „y2m już odpisał??? no???”, „to jak?? moge miec ten nick?? a do kogo mam się zwrócić skoro XX i YY nie chcą już ze mną rozmawiać???” i – przekleństwo – „dasz mi ten pokoj?????? no prosze!!!!! nikt nie siedzi, serio. zadnego opa. A w ogole to pokoj kiedys byl moj, ale dalem go na probe komus i on mi zabral opa / wyjechal / znikl bez sladu no!!!”
    (autentyki)

    (podstawowa wada gg. rozmowa nie polega, wbrew pozorom, na wymianie zdań, pustych wyrazów, jak to jest przez gg. najważniejsze w rozmowie są szczegóły, które tak naprawdę odbieramy podświadomie: mimika twarzy, ton głosu, mowa ciała… a na odległość, jak wiadomo, tego nie widać).

    Kwestia odpowiedniego operowania językiem. Dobra książka też nie zawiera mimiki i gestów, a jedynie słowa :P (ba, nawet emotek!:P)
    PS. Prezentacja maturalna uświadamia mi jakie ZŁO tkwi w nawiasach.

    Powinieneś też czasem pomyśleć o innych. Jest źle, bo ktoś do Ciebie pisze, a Ty tego nie chcesz, jest źle, bo ktoś nie pisze, choć chciałbyś, żeby pisał

    Ale ja przecież mówię tylko, że jest źle, bo mój świat ze światem innych ludzi mają coraz mniej wspólnego, bo czasem wydaje mi się, że mamy coraz mniej wspólnych tematów, a to, co nas łaczy to przeszłość, z którą tak naprawdę każdy z nas też nie jest już związany.
    Poza tym w regularnych odstępach czasu i porcjach odczuwam ludziowstręt.

    Pomyśl o innych, postaw się w ich sytuacji, okaż trochę empatii. Pomyśl, co Ty byś czuł, gdybyś był na ich miejscu.

    Najzabawniejsze jest to, że o ile zawsze starałem się umieć postawić w czyjejś sytuacji, to obecnie wprawdzie i potrafię i rozumiem, ale… coraz mniej z tego wynika. Nie potrafię już bowiem odpowiednio zareagować i powiedzieć tego, co myślę, żeby brzmiało tak, jak to co myślę. Zaczynam miec jakąś blokadę przed komunikacją, skoro i tak ta często nie kończyła się niczym dobrym >_> Paradoksalnie nieporozumienia nie powodują poprawy komunikacji, lecz zniechęcenie do niej.

    Może problem tkwi w czymś innym. Może to właśnie oni uważają, że się narzucają, źe są niczym piąte koło u wozu. Jeśli tak nie jest, to, jak już mówiłam wcześniej, okaż im to.

    <okazuje głośno>

    Sam pierwszy napisz, pierwszy się odezwij, zaproponuj spotkanie…

    Te pierwsze dwa jeszcze jakoś przeżyję w akceptowalnych ilościach ;P Ba, nawet stosuję, zwłaszcza w przypadku nie-rozmawialiśmy-rok-czy-dwa _-_.

    I na odwrót, jeśli ktoś Ci przeszkadza, to po prostu z nim nie rozmawiaj. Unikniesz w ten sposób takich sytuacji, a inni poczują się dzięki temu lepiej, gdyż bedą wiedzieli, że jesteś z nimi szczery.

    No jeśli się nie odezwę to nie będą nic wiedzieli :( :P

    Wybaczam.

  15. maldek 20 maja 2006 08:47

    (…)bo mój świat ze światem innych ludzi mają coraz mniej wspólnego, bo czasem wydaje mi się, że mamy coraz mniej wspólnych tematów, a to, co nas łaczy to przeszłość, z którą tak naprawdę każdy z nas też nie jest już związany.

    o. bardzo prawdziwa rzecz. do której ja, jako ta-niezbyt-mądra, doszłam już jakiś czas temu, ale jak zwykle nikt mnie nie słuchał i nie poparł, więc teraz czuję się podniesiona na duchu że to nie tylko ja to zauważyłam.

    więc może skoro jest ludziom z tym tak źle, może by warto było zerwać to pieprzone przywiązanie? po co się przywiązywać i tylko sobie robić nawzajem przykrość?

  16. ikari 20 maja 2006 08:55

    To było właśnie o zaniku przywiązania. Tam, gdzie ono jest – to ono jest i jeszcze jakiś czas będzie ;P

  17. Elwathi 20 maja 2006 08:58

    Powinieneś też czasem pomyśleć o innych. Jest źle, bo ktoś do Ciebie pisze, a Ty tego nie chcesz, jest źle, bo ktoś nie pisze, choć chciałbyś, żeby pisał

    Ale ja przecież mówię tylko, że jest źle, bo mój świat ze światem innych ludzi mają coraz mniej wspólnego, bo czasem wydaje mi się, że mamy coraz mniej wspólnych tematów, a to, co nas łaczy to przeszłość, z którą tak naprawdę każdy z nas też nie jest już związany.
    Poza tym w regularnych odstępach czasu i porcjach odczuwam ludziowstręt.

    Nie, Cezar… Ja nie o tym mówię. Skoro odkryłeś, że nawiasy są takie ważne, to chyba jednak musisz się nauczyć czytać ze zrozumieniem, gdyż nawias, ktory był po tym, co zacytowałeś też był ważny. Podałam jedynie dwa przykłady, które nawiązywały jednocześnie do aktualnej notki, ale takich sytuacji jest więcej. W sumie, to chyba ktoś Ci już wcześniej to napisał (o ile dobrze pamiętam). Aha, tak. To było odnośnie „Jak rozmawiać z ikarim?”…

    Nie potrafię już bowiem odpowiednio zareagować i powiedzieć tego, co myślę, żeby brzmiało tak, jak to co myślę. Zaczynam miec jakąś blokadę przed komunikacją, skoro i tak ta często nie kończyła się niczym dobrym >_>

    Skąd ja to znam… Też ostatnio mam coś takiego_O_ Ale ja się tak łatwo nie poddaję i nie rezygnuję z komunikacji;]

    A co do sprawianej przykrości, to wierz mi: to, że nie chcesz rozmawiać z tą osobą i jej to powiesz, nie zburzy jej mikroświatka;p

  18. mkl 20 maja 2006 09:22

    Nie chcę robić nikomu ‚przykrości’ ;P

    to sie chyba ‚asertywnosc’ nazywa.

  19. meg 20 maja 2006 11:41

    Podsumowując wcześniejsze komentarze, zarówno z tej notki jak poprzednich, doświadczenie własne, itp itd, można powiedzieć, że wyrózniły się dwa stronnictwa – Twoich przyjaciół, którzy sie o Ciebie troszczą, znają Cię i rozumieją, próbują Cię trochę „naprostować”, by Tobie i innym było łatwiej, oraz Ciebie – który każdej wypowiedzi widocznie musi zaprzeczyć i się nie zgodzić, który, delikatnie mówiąc, ma i tak bardzo luźne podejście do „przywiązania”… Eee… Straciłam wątek ;p W każdym razie jak dla mnie to paradoks na skalę światową. :/

  20. mkl 20 maja 2006 11:52

    a moze po prostu Zainteresowany chce pokazac, ze o kant dupy wszelkie tego typu „rady” potluc i ze chce SAM znalezc rozwiazanie problemu, a „doradcy” wprowadzaja mu tylko jeszcze wiekszy zamet? nie, chyba nie, nie znam sie.

  21. ikari 20 maja 2006 12:33

    XD

  22. Miyu 20 maja 2006 22:15

    Postracałam wątek.
    Odebrałam niektóre rzeczy dość osobiście…. Ja się chyba naprawdę za nisko cenię.
    Meg, masz rację, Mkl też ma rację, jak myślę…ALE- o to w tym wszystkim chodzi, że my (głośno ogłaszane (czy prawdziwie?)) „Przyjaciółki” troszczymy się i chcemy, by Ikari na nowo porwócił taki, jaki był kiedyś (moje „kiedyś” ogranicza się do 3 lat.). A to, że ma nas w dupie? ^^ Cóż, życie jest brutalne. ALE, że jesteśmy (jestem?) babami, to brniemy dalej ^^, a co! A jak!

  23. meg 21 maja 2006 15:42

    Exactly…
    Jak kiedyś…
    A czy ja mówię, że MKL nie ma racji?

  24. alex 26 maja 2006 13:41

    „każdy swoim życiem żyje.
    Ja mam coś, ty masz coś, każdy ma swój cel,
    każdy swoją drogą idzie.”

    Mimo wszystko…nawet jeśli byś tak bardzo bardzo chciał..i tak bardzo bardzo się starał, to Twój bąbelek nie da rady sie odczepić..nie potrafimy żyć zupełnie odizolowani..odseparowani..to moje zdanie.. poza tym rozmawiając z kimś, nawet jeśli to tylko kolejna zakładka, kolejny wiersz, ZAWSZE coś nam zostaje..choćby w nanogramach, ale zostaje…nieprawdaż?

  25. alex 13 czerwca 2007 17:46

    Piszac te odpowiedz najwidoczniej nie mialam czasu czytac powyzszych komentarzy…teraz przeczytalam i mimo, ze minal juz rok to musze to powiedziec…zgadzam sie z dziewczynami…i wiedz, ze nie chacialabym, zeby to co nas jeszcze laczy bylo tylko i wylacznie jakims przestarzalym przywiazaniem dwojga ludzi, ktorzy i tak juz nie maja, o czym ze soba rozmawiac…

    chcialabym, zeby znow laczylo nas cos wiecej….”jak kiedys”…

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>