Bliżej

Obejrzałem wczoraj film. „Closer” się nazywał. Jak to zwykle bywa, filmy wywołują jakieś emocje (przynajmniej te dobre) i odczucia. Jakie wywołal ten?
…Wszystko w nim kojarzyło mi się z życiem, coś przypominało, rozgrzebywało pogrzebaczem jakąś małą rankę, którą wolałem dłubać w sobie paluszkiem. I trzymać w ukryciu.
Stale zastanawiam się, czego tak naprawdę chcę… Albo ile trzeba mi czasu, żeby o takich rzeczach się przekonywać. Bo wygląda na to, że całe mnóstwo.
Człowiek chciałby robić wszystko dobrze, podejmować zawsze właściwe (cokolwiek to znaczy, heh) decyzje. I chciałby, żeby jemu też było dobrze. Czy mi jest? Nie. Niestety. Różne rzeczy mnie dręczą, mniejsze i większe. Oczywiście im większe, tym trudniej się do tego przyznać. Ale czy to znaczy, że mam prawo pozwalać im trwać?
Swoją drogą jedną z wiecznie męczacych mnie ostatnio rzeczy jest poczucie… nie… BRAK poczucia samorealizacji, satysfakcji z tego, co się robi. Bo gówno robię, nie umiem się za nic zabrać, wiecznie coś mi przerywa, a jeśli nie – to ja sam. Grr. Bo wszystko jest inne, niż by się chciało, żeby było. Wiecznie.
Mnóstwo ostatnio patrzę w przeszłość. Tęsknym spojrzeniem.

Nieważne.

Podobne wpisy:

13 komentarzy póki co

  1. maldek 19 lipca 2006 17:28

    z poczuciem samorealizacji mam tak samo. ale staram się jak moge to zmienic, bo wrzucanie na sama siebei zaczyna juz MNIE meczyc (a co dopiero innych x_x’) wiec zycze ci (i sobie tez xD) powodzenia w zmianie tej sytuacji. :3

  2. ikari 19 lipca 2006 19:51

    Ale po raz pierwszy od 5 zabrałem się za stronę czatu Łodzi i powstał już kawał kodu, który… nic nie robi! ;D

  3. meg 19 lipca 2006 19:53

    Wciąż chciałabym lepiej Cie poznać. Rozumieć bez słów. Wiedzieć, o czym myślisz pisząc coś, lub raczej – jaki jest ciąg skojarzeń, który wywołał dane słowa… „Mnóstwo ostatnio patrzę w przeszłość. Tęsknym spojrzeniem.” Ja mam tak zawsze… Hmm… No właśnie, Twoją przeszłość też chciałabym znać, w każdym razie część mnie chciałaby…
    Chyba większość ludzi ma takie problemy z zabieraniem się za cokolwiek. Wiem, marne pocieszenie.
    „Bo wszystko jest inne, niż by się chciało, żeby było. Wiecznie.” Ale gdyby było idealne, też by było źle…

    Ważne. Dla mnie zawsze bardzo ważne.

  4. Anonim 19 lipca 2006 21:43

    Rozdrapywanie ran jest złe… przekonuję się o tym od roku, bo to już rok,wiesz?

    Closer…. Tak, pamiętam moje emocje po obejrzeniu tego filmu….

    Tak, jak napisała Meg- „ważne, dla mnie zawsze jest ważne”,lecz… lecz co z tego, skoro Ty tego nie chcesz?

    Jak czytałam Twoją notkę w głowie układało mi się tysiąc słów, teraz nie mam ani jednego, oprócz: Przepraszam.

  5. ikari 19 lipca 2006 22:41

    Em…
    Maly disclaimer.

    Notka nie dotyczy nikogo z tych, którzy pytali mnie, czy to ich dotyczy, ani prawdopodobnie tych, którzy założyli tak w domyśle.

  6. maldek 20 lipca 2006 12:02

    myślę, że już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić, że nie wiadomo czego dotyczą twoje osobiste notki. i zawsze są o czymś innym niz ktoś sądzi że są. przynajmniej ja sie do tego przyzwyczailam i nawet nie smiem pytac, bo wiem, ze i tak mi nie powiesz

  7. ikari 20 lipca 2006 12:24

    Bo czasem ludzie za bardzo biora wszystko do siebie… A ja ofc nigdy nie potrafie tego przewidziec, zeby napisac cos jakos inaczej.. cóż.

  8. maldek 20 lipca 2006 13:02

    Więc nie bierzesz pod uwagę pisania WPROST? Co by nie było żadnych nieporozumień? Powiedzieć DLACZEGO nie jest Ci dobrze, i CO Cię dręczy? Za czym TĘSKNISZ? I może zamiast samemu sobie wmawiać, że to nie jest ważne, że nikogo to nie obchodzi, może postarłbyś się w końcu zobaczyć, że przyjaciele chcą Cię wysłuchać?

    I może to już będzie ‚blogowy ekshibicjonizm’, ale każdy czasem potrzebuje się odkryć. Nie mam racji?

  9. ikari 20 lipca 2006 15:16

    Pic w tym, że jak piszę wprost to też wszyscy szukają podtekstów ;P
    Bo czasem chcę po prostu popisać ogólnie…

    Dlaczego nie jest mi dobrze? Zajebiste pytanie, bo zazwyczaj znając dokładnie przyczynę problemu, znamy jego rozwiązanie, czyż nie? :P No nie czuję się jakoś zadowolony z życia. Czegoś brakuje, jakiegoś zadowolenia, spełnienia, nie wiem.
    [Prawdę mówiąc, pisząc tę notkę nie pamiętałem już, co w filmie mi się z czymś mogło kojarzyć, a pisząc tego komenta nie pamiętam, co mogłem mieć na myśli w notce, ale csi]
    Co mnie dręczy… no na przykład to, że nigdy nie wiem, czego chcę. Mogę najwyżej wiedzieć, czego nie chcę, ale nie wiem, czego chcę :P Taki mały kretynizm, a strasznie w życiu przeszkadza i lubi o sobie upierdliwie przypominać.

    Za czym tęsknię… hm… Ogólnie od jakiegoś czasu łapę się na tym, że wracam do przeszłości czasami nawet częściej niż myślę o tym, co jest obecnie. Przeróżne wydarzenia, ludzie i miejsca – łączy je to, że minęły. Tu się zatarł kontakt, tamto się już nie powtórzy – wszystko, kurde, płynie (powiedzial zoofilicznie ik)…
    No i za kim. Niektórzy ludzie się pozmieniali, oddalili, zniknęli – albo najzwyczajniej w świecie drogi się rozchodzą i już nigdy nie będzie mogło być tak, jak było dawniej. Czy to nie przygnębiające? Myśl o bezpowrotnym utraceniu czegoś, bo czas płynie i nie czeka… na dodatek ludzie się starzeją :P
    Ostatnio przypomniano mi o istnieniu paru osób aż z podstawówki (mój Alzheimer dawno ich pozabijał) – np. Rafał nigdy nie ukończył gimnazjum. W gimku było trochę fajnych ludzi, ale już praktycznie z nikim nie mam kontaktu i nie wiem, czy ich jeszcze kiedyś spotkam – a i to już nie będzie takie samo, prawda?
    Teraz poczułem się ekstremalnie staro, no ale cóż – skończyłem też liceum. Kupa fajnych ludzi, myślę, że kontakty jeszcze jakoś się poznajdują jak poszukać (abstrahując od straconej listy gg), ale np. ze szkoły odszedł Nasz Wychowawca… I do kogo my tam będziemy chodzić, jeśli nie do niego? To był naprawde fajny człowiek i nie dziwię się, że wielu jego byłych uczniów go odwiedzało. No oczywiście mamy jeszcze kilku profesorów, których tam lubiliśmy (no, co najmniej 1), ale to z wychowawcą spędziliśmy przecież najwięcej czasu :p
    No i to, że nie zawsze umiem powiedzieć to, co myślę. Tak, tak, już słyszę to echo: A-SER-TY-WNOŚĆ. Ale to nie takie łatwe, chyba.

  10. maldek 20 lipca 2006 16:59

    więc, jak już Ci sugerowałam, zaznacz wyraźnie że podtekstów BRAK :P

    To, że sam nie wiesz czego chcesz dręczy zapewne nie tylko Ciebie samego. ;p ALE.
    Czy więdząc czego NIE chcesz nie możesz wykreślać tych opcji z listy, i robić tego dopóty, dopóki nie zostanie Ci to czego ewentualnie mógłbyś chcieć? No na pewno nie będzie anielsko dobrze, bo nic takiego idealnego nie istnieje, ale może spełnianie takiej castingowej zachciewajki będzie fajniejsze niż nic nie robić, tylko marudzić, że się nie chce?

    Utrata bliskich (i dalszych) znajomych, owszem, jest przygnębiająca, ale ludzie przychodzą i odchodzą. I tamtych nikt nie zastąpi, ale na pewno przyjda kolejni cudowni ludzie :3 Poza tym nic nie trwa wiecznie. Znajduje sobie taka twoja przyjaciołka-z-zalozenia-na-cale-zycie chłopaka i PYK. Po przyjaźni ;p Nie można zakładać, że wszystko będzie takie samo, bo założę się, że za pare(nascie) lat ja pewnie bede wspominac ‚znalam ja kiedys takiego jednego IKARIEGO. Ale ile to lat temu ostatnio z nim rozmawiałam…? Ach, nie pamietam.’ ;P Przykre, ale takie zycie.
    Więc może korzystaj z tych znajomości póki masz czas? Myślę, że to tez moze pomoc chociaz po czesci w samorealizacji i likwidacji pustki. ;3

    A wychowawce mozecie odwiedzac w innej szkole. ;p (w 6-tce bodajze, tak? jesli tak to idzcie, zobaczycie moja była babę od kultury. ubawicie sie lepiej niz w cyrku ;P)

    A jak mi ktos jeszcze raz wspomni o ASERTYWNOŚCI to posiekam na kawałki. -_-”
    A mówienie tego co się myśli to nie jej kwestia, raczej zaufania. Ale kto by w tych czasach to górnolotne słowo wprowadzał w swoje życie, nie? *mała, złośliwa uszczypliwość ;p*

    btw te proste, sliczne paseczki na dolnej belce komantarza juz tam byly? XD jesli tak to wczesniej nei zwrocilam uwagi, niby nic ale sa jednak urocze n-n XD

    P.S. Damn, czemu ja sie do swoich rad sama nie stosuje? Mialabym wtedy zajebiste zycie. ;p Ale tak sie przyzwyczalam do tego ze nikt mnie nie slucha ze sama przestalam. x_x’

  11. ikari 20 lipca 2006 17:52

    w 6-tce bodajze, tak?

    eee… ja słyszałem, że w 25 ;P

    I które paseczki? o_O

  12. meg 22 lipca 2006 22:58

    „…Wszystko w nim kojarzyło mi się z życiem, coś przypominało, rozgrzebywało pogrzebaczem jakąś małą rankę, którą wolałem dłubać w sobie paluszkiem. I trzymać w ukryciu.”

    Nic więcej pisać nie muszę…

  13. mkl 24 lipca 2006 09:34

    A jak mi ktos jeszcze raz wspomni o ASERTYWNOŚCI to posiekam na kawałki.

    wyczuwam aluzje -_-

    i tak, wychowawca idzie do XXV.

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>