Mantra

  • „Doświadczenie polega na nie popełnianiu błędów, ale to popełnianie błędów prowadzi do  doświadczenia.”
  • „Doświadczenie to coś, co zdobywasz zawsze po tym, kiedy go potrzebujesz” – prawo Olivera.
  • Czas płynie tylko w jedną stronę. Nie patrz więc za siebie w celu innym niż wyciąganie wniosków na przyszłość.
  • Nie cofniesz czasu i nigdy nie zmienisz przeszłości, nie łudź się. Przeszłość pamiętasz po to, by lepiej pokierować przyszłością.
  • Niezależnie jak mocno żałujesz swoich błędów, popełniłeś je. Teraz wiesz, co zrobić, by nie popełnić ich już nigdy więcej. Teraz już będzie dobrze.
  • Jeśli wiesz, na czym polegają Twoje błędy, nie poddawaj się w walce sobą, by się zmienić (nikt nie mówił, że będzie łatwo)
  • Czas to twój najgorszy wróg. Jeśli wiesz, czego chcesz, nie zwlekaj. Nie patrz na to, ile czasu minęło, ale spójrz, ile Ci go pozostało przed Tobą.

Najtrudniejsze.

· Strach to największy niszczyciel jaki istnieje we wszechświecie. Strach przed reakcją (Ty też wesprzyj swojego rozmówcę!), strach przed rozmową. Bojąc się rozmowy nie unikasz nieporozumień, a potęgujesz je. Niczego nie wyjaśnisz i nie polepszysz, jeśli nie porozmawiasz. Jeśli nie porozmawiałeś wczoraj, zrób to dzisiaj, nie czekaj do jutra, ale…

· Jednocześnie nie naciskaj, nie wymuszaj, nie odstraszaj rozmówcy…

· Powiedz mi, jak pogodzić dwa powyższe punkty inaczej, niż sygnalizując potrzebę rozmowy i czekając na podanie pomocnej dłoni.

· Jeśli możesz rozmawiać, rozmawiaj. O wszystkim, nie zachowuj niczego dla siebie, bo licząc na zrozumienie bez słów – łatwo się przeliczyć.

· Nie zabijaj się własną zazdrością, a tym bardziej nie potajemnie. Najcenniejszą dla siebie osobę możesz ukrywać przed całym światem, by nikt Ci jej nie odebrał, a ona zrozumie to zupełnie odwrotnie – pomyśli, że nie chcesz się nią chwalić. I oczywiście nie porozmawiacie o tym, prawda?… Chyba ludzie zawsze szukają dziury w całym.

I jeszcze raz.

  • Przyszłość, przyszłość, przyszłość. Nie patrz – proszę – na to, co było źle, zrób teraz wszystko, by dalej było już tylko dobrze. Rozmawiając o błędach łatwiej ich unikać.
  • Żyjąc chwilą możesz zatracić to, do czego chcesz dążyć w życiu… Patrz co robisz, myśl o tym, co z tego wyniknie… Czyż nie od dziecka uczą nas konsekwencji?…

Wiem, że są tu sprzeczności. Trzeba umieć je właściwie zinterpretować. Mam nadzieję, że te słowa komukolwiek jeszcze pomogą…

Totalnie niezwiązane: Brazylijska modelka zmarła na anoreksję, Kto za tym stoi?, Słów kilka o „Efekcie Wertera”, Stereotyp satanisty a rzeczywistość

Przepraszam, że tyle ostatnio notek, ale nie potrafię… hm… wyciszyć się, uspokoić, nie myśleć, nie istnieć

457 * 1927571

1. Odzyskałem dawny numer w Heyah. Dopisz go sobie z powrotem, jeśli juz go nie masz.
2. Jeśli macie ochotę na garść filozoficznego pierdolenia (i innych ‚zlotych mysli’), którego sam dalajlama by się nie powstydził (albo wręcz przeciwnie), to dajcie znać. Postaram się mówić uniwersalnie.
3. Nie, nie chcę przez jakiś czas mieć nic wspólnego z PolChatem. Nie teraz. Kiedyś.

Śpiączka to coś pięknego

Najgorsza chwila poranka to ta, kiedy orientujesz się, że to tylko sen… On Ci ucieka, a Ty czujesz przerażenie niemal tak silne jakby to była chwila Twojej śmierci… bo w sumie tak… oto Twoje lepsze życie znika i pokazuje, że było tylko Twoją fantazją… To tak cholernie bolesna świadomość… serce zaczyna mocniej bić z przerażenia… Chcesz wrócić do snu, chcesz już NIGDY się z niego nie budzić… Ale nie możesz nic na to poradzić…
I ta śliczna scena… i kiedy ktoś obok spytał, czy nazwać coś „‚Początek’ czy ‚zakończenie'”, odpowiedziałem „Oczywiście, że ‚Początek’!” i ścisnąłem mocniej…
Kurwa, jak ja nienawidzę się budzić… Każdego dnia…

Kononowicz na prezydenta

Na pewno jako doświadczeni internauci słyszeliście już, kim jest Kononowicz.
Sam nie jestem w stanie nic konstruktywnego napisać, ale mogę zacytować Wam dwie osoby, z którymi się całkowicie zgadzam:

# Ania napisał(a):
listopad 10th, 2006 at 2:00 pm

Jeśli chodzi o Pana Kononowicza, to może i nie douczony i prostolinijny człowiek, ale pokazuje nam coś o czym wszyscy dziś zapominamy goniąc za sukcesem itd. Pokazuje nam prostote życia i wiarę w jakieś wartości (nie mam tu na myśli wiary w Boga). Zauważcie, on wierzy w to co mówi. Jakby się głębiej nad tym zastanowić to czy nasi prominenci nie mówią o tym samym? Oczywiście, że tak tylko używają innego języka. Mają ludzi, którzy piszą przmówinia lansują ich.
I o ile przykre jest to, że tacy ludzie jak Pan Kononowicz nie mają odpowiedniej dla siebie pracy, to na pewno wszyscy powinniśmy zajrzeć w głąb siebie i pomyśleć czy my nie chcemy tego samego, a on po swojemu ale szczerze odważył się o tym mówić…jednak w przereklamowanym Państwie gdzie żyjemy w sieci doradców i lanserów został wyśmiany, a nie okazano mu szacunku. I nadal cieszymy się marionetkami PISowymi, LPRowymi czy SAMOOBRONowymi…

# Dejwis napisał(a):
listopad 10th, 2006 at 4:04 pm

To prosty człowiek, ale wydaje się szczery i wierzę, że jest skromny i uczciwy. Widzi problemy w swoim mieście i ma zamiar je rozwiązać. Robi zatem coś czego znakomita większość “młodych wykształconych” nie potrafi. “Młodzi wykształceni” w obliczu problemów w swoim kraju kupują bilety do Anglii. Problem pana Krzysztofa polega na tym, że nie jest on przygotowany w najmniejszym stopniu do rządzenia miastem. Wydaje mu się, że samo objęcie urzędu prezydenta rozwiąże wszystkie problemy. To proste pojmowanie świata faktycznie jest śmieszne, ale jego odwaga i charakter naprawde urzekające. Dlatego namawiam do ograniczenia tej wielkiej narodowej hecy.
I zeby nie bylo… Sam tez posmialem sie z faceta… ale w domowym zaciszu… w gronie przyjaciol. Przyłączanie się do grupy anonimowych internautów we wspólnym wyśmiewaniu i obrażaniu tego człowieka to moim zdaniem przesada. Dlatego stanąłem w jego obronie. Thnx.

i jeszcze jeden, z którym się mniej utożsamiam (a może raczej mniej mówi o tym, o co mi w tym wszystkim chodzi):

a mi jest jego zal… odnosze wrazenie ze ktos mu mocno w glowie namieszal i czlowieka tak prostego szybko na manowce zwiodl by jego osoba osmieszyc i te wybory i te miasto :( szkoda tylko za najbardziej ucierpi chyba na tym On… po prostu zal… – latwo jest sie nam smiac z innych… a czy z siebie tez tak potrafimy?? to ze ktos jak Wy byc moze nie mogl zaliczyc zbyt wielu szkol, czy tez nie ma super wyksztalcenia to czy jest to powod do smiechu??

To tyle na dziś, żeby nie było, że pieprzę od rzeczy (bo dokładnie tak wygląda mój strumień myśli).

Kiedyś patrzyłem na życie przez pryzmat „tu i teraz”. To głupie, naiwne i szczeniackie. Albo patrzyłem na to, co jest, albo za
(away, siostra)… co to ja pisałem… :|… ach.
Albo za siebie. Nie powtarzajcie tego błędu. Trzeba patrzeć w przyszłość. Wiem, czego chcę od mojej przyszłości (chociaż… już jej nie widać) i to pod tym kątem wszystko musi się dziać „teraz”.
Away, siostra. *15 minut później* Ech, nie wiem, czy jest sens pisać, kiedy dosłownie co chwilę i tak mi ktoś przerywa i zapominam totalnie, co miałem napisać.
Wiec… *usiluje sobie przypomniec* Generalnie szkoda, ze być może jest już za późno, tym bardziej, że chyba tylko ja patrzę teraz w …
away, siostra.
w… w tę czarną otchłań która została po mojej przyszłości. Chyba jednak game over, przegrałem w tym życiu.
Niemniej jednak ze szczególnych planów nie zrezygnuję, a przynajmniej popchnę je jeszcze do przodu, choć sam nie wiem, po co…

Jakby co, to ostatnio często pieprzę głupoty, jestem rozkojarzony, czasem mylę sen z rzeczywistością i targają mną uczucia silniejsze niż kiedykolwiek, więc nie próbujcie ze mną wytrzymać.
A rodzina tym razem popełniła chyba błąd zostawiając mnie samego w domu na weekend. Ale dun worry, nic się nie stało. Tylko zachowuję się czasem już tak, że sam siebie nie potrafię rozumieć. Dobrze, że nikt na to nie musi patrzeć.
Jutro kolokwium. Nie potrafię się skupić na nauce ani zrozumieć tego, co wydawałoby się najprostsze i oczywiste. Zresztą, nawet gdybym nie zaliczył, to co? To może wpłynąć na rok, góra 5 lat mojego życia. Tylko 5 lat. A są błędy, które może wpływają na wieczność (oby nie i obym dotrwał do chwili, kiedy okaże się, że jednak nie…)

Jeszcze jedno. Podziwiam Latinę za to, jak łatwo (z pozoru?) potrafiła odejść z PolChatu. Ja też chyba ostatnio robię sobie urlop. Z samym sobą sobie nie radzę, a co dopiero z tym bajzlem. Nie teraz.

Dziś znowu bałem się odezwać. Wczoraj dla odmiany chyba powiedziałem zbyt wiele. Ech, w każdej minucie myślę co innego.

I gdyby nie telefony (do matki, której nie było), to znowu spaliłbym garnek z mlekiem.

Wybory? Nie będę komentował. Bo cóż znaczy kilka lat wobec wieczności. (od dawna połowa pytań, które sobie zadaję albo zaczyna się od „cóż znaczy”, albo kończy na „wobec wieczności”. Jezu, jak mi się „punkt widokowy na życie” zmienił.)

Edit: Ach, jeszcze jedno. Brakuje mi ciepła – bardzo dosłownie i fizycznie – dziś trzy razy brałem gorącą kąpiel, a często przez pół dnia włażę pod kołdrę. Chyba temperatura nadal mi od tamtej pory nie spadła, spadł mi za to termometr i już go nie ma.
Away, matka.
„Częste mycie skraca życie”, he he. Ciocia (siostra ojca – kto by pomyślał, że on w ogóle miał rodzeństwo…) ponoć zmarła po gorącej kąpieli, bo miałą coś z sercem.
Nie, to nie koniec notki. Ale co chwile ktos cos chce i… zapomnialem, ze mialem pisac dalej.