Wehikuł czasu

Magia cofania się w przeszłość

Nigdy nie lubiłem historii. Zwłaszcza nienawidziłem jej jako przedmiotu szkolnego, na którym próbowano nam wbijać zupełnie do życia niepotrzebne (wiem, wiem, można się kłócić… chociaż ja tam żadnych specjalnych kontrargumentów nie widzę), pozbawione jakiegokolwiek sensu, logiki i związku przyczynowo-skutkowego – słowem, za dużo do zakucia na pamięć.

Ale jednak historiaprzeszłość to dla mnie zupełnie odrębne, a może wręcz odległe pojęcia. Historia to podręczniki i mapy. Przeszłość zaś to ta wydeptana ścieżka, która ciągnie się za nami. Trawa nosząca ślady pojedynczych stóp lub ubity piach mówiący, ile ludzi tędy przeszło (niekoniecznie, jak kto z nich później skręcił…). Przeszłość to te cegły i ten cement, z których budujemy swój mur oddzielający ‚mnie’ od ‚świata’ – swoją osobowość, prywatność, ale i wizerunek z zewnątrz.

Przede wszystkim czas z naszego punktu widzenia biegnie liniowo – i tak oto każdy z nas każdego dnia czyta kolejną stronę w księdze swojego życia. Przeszłość to ten śmieszny stosik po lewej, to, co zostało już przeczytane, co już przeżyliśmy, pamiętamy i czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zostawiamy coraz dalej w tyle, czytając do końca. Czy jednak nie kusi czasem, by znów otworzyć wcześniejszą stronę? By przeżyć wybrany fragment raz jeszcze i… dać się zaskoczyć? Czytając te same strony po raz drugi i trzeci odkrywasz za każdym razem coś nowego, gotów przysiąc, że wcześniej tego nie było. Zabawne, ale znając to, co było później, lepiej rozumiesz słowa swojej książki, które pojawiły się wiele stron wcześniej…

Wracanie do tych dawnych słów, najlepiej własnych, zawsze było dla mnie źródłem nowych doświadczeń. Zaskoczenie, refleksja, pochylenie się nad mądrością bijącą tekstu („a dziś taki głupi jestem…”), przytakiwanie… jednak zawsze są to odmiany jakiegoś szoku i jakiejś fascynacji. Bywało, że znajdowałem trafne przewidywania nieprzewidywalnego. Wiecznie aktualne i ciekawe przemyślenia. Żal chwytający za serce, kiedy myślę „dziś już nie umiem tak pisać„, albo „dziś nie mam ani proporcjonalnie większych, ani nawet takich osiągnięć, jak wtedy” (jestem z siebie wiecznie niezadowolony, to chyba o tyle dobrze, że w końcu chcę być lepszy ;)). To zaskoczenie, kiedy widzisz, że minęło kilka lat, stwierdzasz, że w gruncie rzeczy niewiele się pod niektórymi względami zmieniło… Zawsze takie powracanie do tego co było czymś bardzo ciekawym.

Otwórz starą szufladę

Ten blog istnieje od kwietnia 2004r. Jednak czy musi to oznaczać, że nigdy wcześniej nie próbowałem spisywać swoich myśli? Właśnie nie! Zdarzało się pisanie mniej lub bardziej „do szuflady” (choć jednak częściej tej wirtualnej – także dlatego, że tak jest po prostu kilkukrotnie szybciej i łatwiej uchwycić nietrwałą myśl, zanim ta wzbije się do lotu i poszybuje w siną dal… przez okno… nie patrz przez okno, kiedy się obudzisz – powiadają że wtedy właśnie zapomina się sen ;)).

Więcej »

Nowy wygląd Google

A rzuciło mi się wczoraj w oczy coś takiego, jak mała (choć jak na Google to duża :P) zmiana wyglądu [angielskiej wersji] wyszukiwarki:

Google - nowy wygląd

Moim zdaniem na plus.

Tak, wiem, dawno nic sensownego nie pisałem… Jakoś nie mogę się ostatnio zebrać do kupy na tyle ;P

Click for Poland!

click_for_poland.png

Ot, mała pierdółka – klikanie w guziczek. To wszystko, żadnych ukrytych bajerów. A jednak wciąga! Polska jest na pierwszym miejscu, Finlandia o milion za nami, nie dajmy się dogonić!
Click for Poland!

Druga rzecz – widziałem ostatnio ciekawe znaczki nad miejscami w tramwaju, obok tych zwyczajnych:
Miejsce nie dla dresa23-04-07_1016.jpgMiejsce dla… wysiadających przez okno?!

Organizatorzy tej akcji (w łódzkim MPK) są z… Warszawy – www.warsiadka.prv.pl. Uważam, że znaczki są po prostu genialne i zastanawiam się, ilu ludzi siadając przy nich – zauważyło je? Najgoręcej popieram „miejsce nie dla dresa”, czyli znaczek pierwszy ;) Inne też są z jajem – i to właśnie najbardziej mi się podoba. Taki subtelny żart, dla spostrzegawczych, bo kto przykładałby większą uwagę do tych szarych nudnych znaczków nad krzesełkami w tramwaju – a jednak te są po prostu totalnie „odjechane” (dobre słowo w kontekście ;P) :).
Dlatego moje wielkie gratulacje dla organizatorów za świetny pomysł :)