O, przecinku! Czyli polski w internecie

W każdej czcionce (poza fantazyjnymi krojami komputerowymi) znajduje się taki jeden niepozorny znaczek. Niby to kropeczka, a jednak kreseczka, jakaś taka mała, niepozorna i umykająca uwadze. Przycisk na klawiaturze (tudzież maszynie do pisania :)) zdawałby się pewnie pusty, gdyby nie znajdowało się nad nim jakieś ‚<‚ albo ‚ś‚ (dobrze pamiętam polski układ maszynistki*?). Tu i ówdzie, przede wszystkim w oficjalnie publikowanych tekstach, znaczek ten przecina strumień tekstu tak, aby czytający potknął się o niego i na chwilę zwolnił tempo. To przecinek.

Przecinek jest bardzo niedoceniany w świecie dzisiejszego internetu. Wystarczy spojrzeć na fora internetowe, gdzie – jakże demokratycznie – każdy może wypowiedzieć się na dowolny temat lub zadać nurtujące go pytanie. Spójrzmy na przykład takiego pytania:

mój kolega niema dostępu do internetu,a że miał wirusa win 32/Jeffo na twardym dysku który avast niemógł wywalić przyszedł do mnie znalazłem na niego szczepionke ale twardego dysku niemogłem zainstalować w biosie wykrywalo go ale nic pozatym niechciał sie uruchomić windows probowaliśmy wtedy zainstalować od początku system ale pojawiał sie czarny ekran u siebie w domu to samo ma niepomogło dobre połączenie zmiany taśmy ani wgranie i uaktualnienie biosu wstawił nowy dysk i mu ładnie chodzi a ze starym dyskiem ma lipe bios mu widzi ale niechce odpalić wszystko jest dobrze podłączone dysk to Samsung 120 gb prosze o porade jęśli ktośby wiedział co z tym zrobić żeby działał. [źródło: forum IDG]

Mamy tu klasyczny przypadek obrzydliwego słowotoku. Przepraszam, za informatyczną kategorię, która nie dla wszystkich musi być zrozumiała, jednak myślę, że to absolutnie bez znaczenia dla istoty sprawy. Zaczynamy smutnego faktu, że biedna (?) kolega jest niema, jak możemy wywnioskować z początku jedynego zdania, dalej jest zaś tylko gorzej. W zasadzie nie wiemy, czy Avast nie mógł (czy może „niemógł” to nazwa kodowa nowej wersji) wywalić wirusa, dysku, czy kolegi. Mogło wręcz chodzić o zamach na skalę światową, czyli wywalenie internetu. Któreś z wymienionych na szczęście udało się wyleczyć odpowiednią szczepionką (hm… szczepionki powinny zapobiegać, nie leczyć – biedna kolega). Ale twardego dysku nie mógł zainstalować w BIOSie. To w sumie logiczne — twarde dyski instaluje się w komputerze, nie w BIOSie. „Wykrywało go, ale nic” – nasz dzielny bohater postanowił nie przejmować się wykrywaniem dysku! Bo to antywirus go wykrywał pewnie, jako potencjalny problem (jak by na to nie patrzeć… Choć stara ludowa prawda mówi, że problem najczęściej znajduje się między monitorem a krzesłem). Próbowali wtedy zainstalować od początku system ALE. Zapewne chodzi o Attribute-Logic Engine, system generowania i parsowania gramatyki. Wtedy niespodziewanie monitor rozświetlało pojawienie się czarnego ekranu u siebie w domu! To podwójnie magiczne zjawisko: nie tylko mamy do czynienia z pojawieniem się braku obrazu, które każe nam sobie zadać pytanie, co WCZEŚNIEJ wyświetlał monitor, skoro czarny ekran zdołał się na nim POJAWIĆ, ale jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że to „u siebie w domu” się pojawiał — może jednak wcale nie na monitorze? Gdzie mieszka czarny ekran? Czytajmy jednak dalej. „To samo ma niepomogło” każe nam wierzyć, że problem nie jest odosobniony – kolega o nietypowym, a więc łatwym do zapamiętania nicku niepomogło także spotkał się z tym zagadnieniem. Dobre połączenie zmiany taśmy Ani, chociaż nie wiemy, z czym ta zmiana byłą połączona, ani czym właściwie jest taśma Ani (liczę, że Ania w komentarzach rozwieje wątpliwości), wgranie i uaktualnienie BIOSu… Jak widzimy, narracja osiąga w tym punkcie największą prędkość, zdradzając największe napięcie, punkt kulminacyjny posta. Później akcja opada, dowiadujemy się jeszcze, że gdzieś po drodze jeden dysk zadziałał, a z drugim związało się drzewo lipowe. Gdyby ktośby (znów nick?) wiedział, co zrobić, żeby działał (ten ktośby zapewne), to kolega w tym poście prosił o poradę (Ach! Czyli wyjaśnienie akcji autor mistrzowsko zostawił na sam koniec! Brawa, brawa!).

To oczywiście tylko jeden z przykładów, jedna z niezliczonych prób interpretacji takiego słowotoku i… tylko jeden z dziesiątek problemów, jakie mamy w Internecie z językiem polskim. Doskonale zdaję sobie sprawę, że polski do najłatwiejszych języków nie należy — ale czy musimy go aż tak kaleczyć?

Naturalnie nie sposób nie wspomnieć tu o najczęstszym problemie, a zarazem wymówce na polskich stronach — dysleksji/dysortografii. O ile jakoś jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś pisze „wieżę” zamiast „wierzę”, to nijak w zasadach logiki nie mieści mi się uzasadnienie pisania „ludzią” (jaką ludzią do cholery!?), czy „wogle” (co to w ogóle są wogle? Czemu nie zastanawiamy się nad znaczeniem zwrotu, którego używamy?). Problem ten jest nam wszystkim, niestety, szeroko znany. Coraz częściej jednak spotykamy się z odpowiedzią „ja mam na to papierek, to jest choroba i nic z tym nie zrobię”. Od zarania dziejów zresztą na tym blogu znajdował się mały niepozorny link do akcji przeciwko takiemu podejściu (dopóki mi bannera nie wcięło z serwera, bo bałagan robił ;P).

Ciekawszym punktem wydają mi się jednak obcojęzyczne (najczęściej angielskie) wtrącenia do codziennej mowy. Chociaż język pokazuje, że z tym także borykamy się nie od dziś, bo wiele z nich już dawno temu się przyjęło (np. vis-à-vis), to niejednokrotnie uderza mnie, jak DZIWNIE brzmi czasem użycie angielskiego słowa tam, gdzie mamy doskonały polski odpowiednik. Przypomina mi się pewna prezentacja, znów informatyczna niestety, na której prelegent wygłosił następujące zdanie:

Ustawiamy taska na event.

Czy nie można było powiedzieć „ustawiamy zadanie dla zdarzenia”? Ja wiem, że w informatyce znajomość angielskiego to podstawa, że połowa oprogramowania jest tylko po angielsku, że system, na którym tamten pan coś demonstrował także był angielski, ale… przecież ustawił zadanie do wykonania przy wystąpieniu zdarzenia. Nie taska na iwent. Ja wiem, że nad ulicami wiszą billboardy, a w Łodzi był boom na hipermakerkety (które skądinąd, o ile dobrze mnie uczono, z angielska nazywają się supermarket ;)). Ale czy robimy mejkap, czy makijaż? Pankejksy (liczba mnoga od liczby mnogiej – jak czipsy) czy naleśniki? Bardziej zrozumiałe jest to dla mnie, kiedy chociaż użyjemy określenia dużo krótszego niż nasze polskie (chwilowo nie przychodzą mi do głowy żadne fajne przykłady).

Nie jestem święty. Często nie wiem, jak należy użyć przecinka — ale zawsze staram się użyć go rozsądnie, by nadać zdaniu sens. Coraz częściej (to już rok bez lekcji polskiego! ;)) przyłapuję się na omal-nie-popełnieniu błędu ortograficznego (gorzej i wstyd, jeśli w porę nie zauważę; pamiętaj, nieważne razem, ale never mind osobno, nie odwrotnie ;)). No i przede wszystkim, mimo całej świadomości zła, które w tym siedzi, wtrącam coraz więcej angielskich zwrotów oraz słów do swoich wypowiedzi. Chociażby wspomniane never mind, czy też whatever albo by the way (jako skróty najczęściej: nvm, btw, brb ale przecież i rotfl, lol…).

Niemniej jednak apeluję o używanie rozsądnej interpunkcji, poszanowania ortografii i dbania choć trochę o to, by odbiorca zrozumiał nasz przekaz, nie zrzucajmy tego na czytelnika.

A tytuł posta oczywiście podkreśla wagę przecinka i różnicę między „o przecinku” (bo to o nim przecież była mowa), a zawołaniem „o, przecinku [kochany]!” ;)

PS: Swoją drogą, dopiero niedawno dotarło do mnie, jak ogromna różnica jest między „tym przecinkiem na górze”, czyli apostrofem, a znakiem pojedynczego cudzysłowu. Otóż, moi drodzy, apostrof to nie jest ten pod cudzysłowem, tylko ten pod tyldą. Używamy go na przykład w don’t, Henry’s etc. Ten pod „naszym cudzysłowem” to natomiast… też cudzysłów, ale pojedynczy — stosowany w j. angielskim. Tak naprawdę są lewy i prawy, tj. otwierający i zamykający (oba na górze), co widać często w edytorach tekstu, które dbają o odpowiednią zamianę tych znaków. Tego guziczka NIE naciskajmy w skrótowcach ani przy dodawaniu ‚s ;)
Edit: Jednak to nie ten pod tyldą. To dość skomplikowana sprawa ;)

PS2: Polecam tego posta o dbałości o język na forum :)


* maszynistka – Zastanawialiście się kiedyś, czemu ten zawód nie ma nic wspólnego z maszynistą? ;) Seksizm w języku!

Podobne wpisy:

13 komentarzy póki co

  1. Lanooz 3 sierpnia 2007 14:23

    Przed slangiem nikt się nie uchowa. Slang nie jest ‚zuem’, więc nie mów, że ‚nie jesteś święty’ :P

  2. ikari 3 sierpnia 2007 15:10

    Mógłbym przytaczać różne argumenty nieświętości ;x
    Niemniej jednak stosuję takie slangowe określenia mimo, że… sam jestem ich przeciwnikiem. No, może nie wszystkich, ale jeśli mówię pół zdania po polsku, a pół po angielsku (i to NIE są wyżej wymienione angielskie, ładnie skracalne zwroty) to nie ma to większego sensu, więc… czemu tak robię? :P

  3. cimlik 3 sierpnia 2007 17:37

    Ja jestem przerażony innym zjawiskiem. Moja ortografia pogorszyła się widocznie po podłączeniu Internetu, zdarza mi się popełniać głupie błędy. Też tak macie?

  4. mald 3 sierpnia 2007 23:40

    o kuzwa, ale grafomania.

    a od pancakesow sie odwal moj drogi (bo sama ostatnio mialam to slowo na statusach :P), bo latwiej jest powiedziec pancake na nalesnika robionego po amerykansku niz tlumaczyc ze nalesniki, ale nie takie zwykle, polskie tradycyjne, tylko mniejsze, grubsze, inaczej robione i z innych składników. (sama sie przekonalam jak sie roznia i juz sie w nich nie odkocham, przykro mi, PANCAKESY górą! :P)

    i tak. tez tak mamy.

  5. ikari 4 sierpnia 2007 09:54

    Moja ortografia pogorszyła się widocznie po podłączeniu Internetu, zdarza mi się popełniać głupie błędy. Też tak macie?

    Nie, w zasadzie dopiero odkąd się nie muszę nią przejmować, czyli od roku, a nie od pięciu :) Ale fakt, Internet podsuwa setki pomysłów na błędy ortograficzne, na które sam bym bez niego nie wpadł — bo po prostu nie widziałem tylu błędnie pisanych wyrazów. W zasadzie pamięć do wyrazów pisanych to często pamięć wzrokowa (tak, jak je rozpoznajemy jako jeden kształt przy czytaniu), więc im więcej się tego naogląda, tym łatwiej o pomyłkę ;)

    latwiej jest powiedziec pancake na nalesnika robionego po amerykansku niz tlumaczyc ze nalesniki, ale nie takie zwykle, polskie tradycyjne, tylko mniejsze, grubsze, inaczej robione i z innych składników

    Ale angielskie słowo „pancake” też nie dotyczy wyłącznie naleśnika amerykańskiego – w jednakowym stopniu określa naleśniki szkockie, francuskie (to chyba – jak sama nazwa wskazuje – te, które jadamy u nas… ;P Znane także jako crêpes) Ten, o którym mówisz to, cytuję, American or Canadian pancakes.

    Przy okazji,

    The Afrikaans name is „pannekoek”. It is traditional to eat pannekoek on cold and rainy days.

    =) Jak nasz polski rozgrzewający rosołek :)

  6. brt12 5 sierpnia 2007 17:33

    Moja ortografia pogorszyła się widocznie po podłączeniu Internetu, zdarza mi się popełniać głupie błędy. Też tak macie?

    Pamiętam, że jak moderowałem forum.wiadomosc.info , to czytając wypowiedzi tych wszystkich nastolatków, można było naprawdę zwątpić w jakiekolwiek zdolności ortograficzne. Potem zacząłem się zastanawiać nawet przy prostych słowach. Z czasem jednak zmądrzałem i zająłem się czytaniem mądrych ludzi (czyli blogów i gazet). Mam dość forów.

    Mnie również denerwuje nadużywanie angielszczyzny. W Niemczech mają nawet określenie tego zjawiska, a właściwie „nowomowy”: Denglisch. Ludzie mają chyba jakiś kompleks niższości narodowej i nie doceniają wagi języka polskiego. Przykre trochę…

  7. Egon_Freeman 8 sierpnia 2007 04:24

    Hm… cóż – osobiście staram się używać języka zgodnie z jego wytycznymi (ortografia, interpunkcja, itp.), choć faktem jest iż popełniam błędy częściej, niż bym tego chciał. Z drugiej strony – nie jest tak łatwo o pomyłkę, jeśli się swoją wypowiedź przeczyta przed wysłaniem: jeśli masz choć trochę obycia z poprawną polszczyzną, wyłapiesz większość błędów, jeśli nie wszystkie. Bardzo pomaga czyste wymawianie problematycznych wyrazów – bardzo często jest dość łatwo wyczuć w wymowie ‚rz’ od ‚ż’ oraz ‚ó’ od ‚u’. Odróżnienie ‚ch’ od ‚h’ nie jest już tak proste, niemniej jednak możliwe. Kilka wskazówek z doświadczenia:

    rz / ż – ‚rz’ wymiawiam „płyciej”, ‚ż’ ma swoją głębię (porównaj: „żaba”, „rzadko”)
    u / ó – bardzo podobnie jak powyżej – ‚u’ jest płytsze („drugi”), po ‚ó’ trzeba sięgnąć („ówdzie”)
    ch / h – ‚ch’ jest „pełniejsze” („cholera”), podczas gdy do ‚h’ potrzeba tylko odrobiny powietrza („halo”)

    Nie muszę chyba dodawać, że bardzo pomocna jest umiejętność rytmicznego, płynnego czytania na głos…? Niestety, 95% z moich znajomych w ogóle nie posiada chyba tej części mózgu, która odpowiada za tę umiejętność… ale to już temat na zupełnie osobnego posta.

  8. ikari 8 sierpnia 2007 12:07

    Z tego co wiem, to dawniej w języku polskim, a dziś jeszcze w niektórych rejonach (górale?), między wymową chh była znaczna różnica. Mianowicie ‚ch’ to było to „delikatniejsze”, jak w ‚chusteczka’, natomiast ‚h’ – wyraziste i gardłowe, np ‚herbata, halny’. Tak w ramach ciekawostki nam to polonistka w gimnazjum mówiła :)

  9. Lanooz 8 sierpnia 2007 14:14

    @cimlik, moja ortografia, z momentem podłączenia do Internetu sie polepszyła. I jej wytrzymałość została przetestowana przez różne byki w necie i wpływy innych…internautów :> Myślę, że już tego mojego muru ortografii nie da się bardziej zburzyć, aczkolwiek czasem mi się jakieś błędy zdarzają – to już chyba każdemu ;) Bez internetu pewnie byłabym głupią analfabetką :P

  10. ojczym 9 sierpnia 2007 20:36

    Warto co jakiś czas przypominać o tym problemie, problemie trapiącym wszystkich – i młodych i starych. Młodzi nie zdają sobie sprawy z popełnianych błędów, szkoła nie kładzie nacisku na pisanie wypracowań, czytanie lektur (ostatnio moja córka przyniosła informację, że za przeczytanie opracowania nauczycielka polskiego stawia 4, a lektury 5). Już 25%, a może i więcej, dzieci i młodzieży w miastach ma zaświadczenie o dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii, podczas gdy w populacji takich ludzi jest nie więcej niż 5%.
    Starzy natomiast zdają się powoli przystosowywać do tego, jak piszą młodzi w sieci, ignorują błędy, nie zwracają uwagi młodym (na forach na przykład), żeby nie zostać zmieszanym z błotem, bo teraz u nastolatków króluje „róbta co chceta” i absolutny brak szacunku dla dorosłych (niestety na ulicach jest podobnie).
    Nawiasem mówiąc przecinek w wyrażeniach mimo że stawiamy przed mimo.
    Świetny komentarz na temat wymowy napisał Egon_Freeman. Wszystko się zgadza – często próbuję to przekazać córce, ale się nie udaje. W szkole już tej wiedzy nie przekazują. Czy w ogóle cokolwiek przekazują oprócz wypełniania testów?

  11. ikari 9 sierpnia 2007 22:57

    Nawiasem mówiąc przecinek w wyrażeniach mimo że stawiamy przed mimo.

    A dziękuję, faktycznie znowu się machnąłem :)

    Przeczytanie opracowania… tak jawnie? Czy za „wiedzę zdobytą z opracowania i udawanie, że czytało się lekturę”? Bo z jednej strony aż mi się wierzyć nie chce, a z drugiej – w polskiej szkole wszystko wydaje mi się już możliwe.
    I nie uczą już ani o różnicach w wymowie podobnych dźwięków, ani o poprawnym akcentowaniu. Bo o tym, że ludzie z polski centralnej błędnie stawiają akcent na przedostatniej sylabie w niektórych wyrazach (matematyka zamiast matematyka) dowiedziałem się dopiero od nauczycielki/opiekunki w sanatorium w Bieszczadach (w 5 klasie postawówki; „Zimowit”, Rymanów Zdrój – bardzo miłe wspomnienia)…

    Edit: Znowu „Ask a ninja” – nie ma nawet co ostrzegać, by nie brać go na poważnie – mówi niezbyt na temat :D

  12. jeme 3 lutego 2008 13:38

    Jestem dyslektykiem.
    Konkretnie jestem dysgrafikiem i dysortografikiem.
    Jako osoba znająca problematykę ‚od wewnątrz’ mogę powiedzieć jedno:
    Niestety, 3/4 z osób legitymujących się odnośnymi zaświadczeniami to zwykli, leniwi symulanci. Tak zwykło określać się osoby udające chorobę.

    Dysleksja nie ma to nic wspólnego z przecinkami. Nieznajomość gramatyki raczej trudno podciągnąć pod upośledzenie. To poprostu braki w wykształceniu, niedbalstwo, albo – co też nie jest bez znaczenia – zagubienie w gąszczu polszczyzny. Osobiście staram się jak mogę, ale purysta czytając chociażby ten mój ‚post’ (a’propos anglicyzmów) wytknie mi masę błędów. Niemniej jednak próbuje zachować w miarę logiczną strukturę zdania, staram się pamiętać o tych wszystkich „że”, „ale” itd. Chodzi po prostu o elementarną dbałość o język. Żeby nie było niedomówień: Jestem umysłem ścisłym, w żadnym wypadku nie pasującym pod profil humanistyczny. Wspomniana ‚dbałość o język’ nie jest moim ‚konikiem’. Po prostu uważam że kulturalna osoba powinna umieć kulturalnie się wypowiadać – także w formie pisemnej. A przynajmniej powinna się starać.

    To co się w tej chwili dzieje to po prostu tragedia. Innym słowem nie da się tego określić. W mojej opinji najgorsze jest to, że chyba nikogo (czytaj: niewielu) ten temat nie obchodzi. Młodzi nie nabywają podstawowych umiejętności językowych w szkole/domu bo ‚nikogo nie obchodzi’ nauczenie ich tego (a najmniej ich samych), starzy umiejętności te tracą – bo po co ładnie pisać skoro ‚nikogo nie obchodzi’. Zdarza się co prawda raz na jakiś czas jakiś oszołom bijący na alarm – ale co? Nikogo to nie obchodzi! Ważiejsze są mundurki w szkole! BTW (a’propos angielskojęzycznych akronimów) wcale nie głupi pomysł.

    Wracając do tematu dysleksji – wbrew pozorom i obiegowej opinji nie jest to problem na zasadzie ‚wierze’ ‚wieże’. Dużo częstsze jest ‚połykanie’ liter, zamiana ą z ę (u mnie to w zasadzie jeden znaczek), mylenie dźwięcznych z bezdźwięcznymi, ‚czeskie’ błędy. Tyczy się to oczywiście pisma odręcznego. Ciekawym zagadnieniem jest jak ma się to do pisania na klawiaturze. Tutaj raczej trudno jest mówić o ‚odruchowym’ opuszczaniu czy zamianie liter. Raczej o przypadkowym – co zdarza sie każdemu. Pozostaje kwestja ‚typowych’ błędów ortograficznych.

    Jeżeli ktoś wam powie ‚nie wiem jak napisać ósmy bo jestem dyslektykiem’, to można go jedynie kopnąć w dyslektyczną ‚dópę’. Każdy szanujący się dysortografik będzie takie rzeczy wiedział! Właśnie dla tego że jest to wyraz szczególny i trzeba nauczyć się go na pamięć. Co innego podczas pisania. Mnie osobiście jest wszystko jedno czy napiszę charceże czy harcerze (kiepski przykład, bo to akurat jeden z ‚tych’ wyrazów). Może lepiej – akórat, czy akurat. Regulować czy rególować. Kwestia czy kfestja. Jestem jedyną znaną mi osobą która potrafi napisać wyraz „już” z dwoja błędami! Tyle że potem zaczynam się zastanawiać, włączają mi się wszystkie ‚nauczone na pamięć’ reguły pisowni plus zapamiętane wyjątki. W efekcie większość co dziwniejszych konstrukcji jestem w stanie wychwycić. Dylseksja nie ma nic wspólnego z nieznajomością reguł (regół?)!

    Nie wiem na jakiej zasadzie w tej chwili rozdawane są zaświadczenia (właśnie mam wrażenie że są rozdawane) ale pamiętam doskonale jak wyglądało to kiedy starałem się o papier przed maturą. NB odpowiednie zaświadczenie miałem od podstawówki, bo ‚skrzyżowaną lateralizacje’ wykryli mi w przedszkolu (i przestawiali na prawą reką zbrodniarze!). Niemniej całą czwartą klasę (a może półrocze?) liceum uczęszczałem do psychologa szkolnego i katowałem – testy, ćwiczenia, zadania, itd. Do oporu. Dopiero na sam koniec usłyszałem – przykro mi, jesteś typowym baznadziejnym przypadkiem. Musisz dokładnie sprawdzać to co piszesz, bo inwencję słowotwórczą masz niewiarygodną. Dostałem zaświadczenie na maturę i skończyło się to 5ką z pisemnej (16 stron tekstu :))

    Przydała by się jakaś dobra konkluzja na koniec.
    OK – myśl dnia:

    Nie każdy robiący błędy leń i prostak to dyslektyk.
    Nie każdy dyslektyk to robiący błędy leń i prostak.

    Na zakończenie – interpunkcja nigdy nie była moją mocną stroną, więdz (celowo zostawiłem jak napisałem pierwotnie żeby pokazać typowy błąd) bądźcie wyrozumiali.
    Przepraszam też za wszystkie możliwe potknięcia ortograficzne. W końcu jestem dyslektykiem.

  13. ikari 1 marca 2008 14:30

    Polejcie temu panu, bo dobrze gada. Naprawdę nie wiem, co więcej można tu dodać – ten komentarz mógłby stanowić osobny manifest na rzecz poprawnego, czy raczej starannego pisania. Bo to o odrobinę chęci chodzi.
    Jestem Ci za niego głęboko wdzięczny :)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>