Moje stanowisko

Ostatnimi czasy Internetem potrząsnęło kilka spraw. Tysiące słów burzliwych dyskusji narosło wokół nich, a mi za każdym razem wydaje się, że robią z igły widły — być może jestem po prostu beztroskim ignorantem. Swoją drogą im więcej widzę dziesiątek/setek komentarzy i postów nawiązujących do tematu, tym większe mam zawsze wtedy wrażenie, że wszystko zostało już po 5 razy powiedziane i tak naprawdę wcale nie muszę swojej opinii wyrażać, bo ktoś już to za mnie powiedział, a głupie przytakiwanie też niczemu nie służy.

Ale niech będzie.

Moja strona, moje reklamy – klikaj, albo wynocha!

Pierwsza, trochę starsza, a w zasadzie wcale nie nowa przecież kwestia to wielki szum wokół blokowania przeglądarek blokujących reklamy (!), a konkretnie wokół bloga jednego pana, który właśnie ogromnie zyskał dzięki temu na popularności — bawi mnie, że jeśli zablokuję połowę moich czytelników, to zyskam sławę i dziesięć razy tyle nowych :P

Rozgorzała ogromna dyskusja nt. „Czy można/wypada/masz-w-ogóle-prawo* blokować reklamy na przeglądanych stronach” i „Czy powinienem/mam-prawo blokować użytkowników swojej strony bo używają FireFoxa*”.
* niepotrzebne, tradycyjnie, skreślić.

Przede wszystkim chciałbym wszystkim tu zebranym przypomnieć i uświadomić, że są reklamy i reklamy, tak jak ‚ludzie i parapety’. Jedne z nich to te znajdujące się na swoim miejscu w stronie, skromne bloki reklamowe (najlepiej Google AdSense – tak naprawdę nikomu nie przeszkadzają, a bywa, że faktycznie zaoferują ciekawy produkt, fartem (nie zawsze im to wychodzi :)) dopasowując się do odpowiedniej tematyki), pozwalające autorowi zarobić z nadzieją na pokrycie kosztów utrzymania strony. Takie reklamy pojawiają się na wielu stronach i przykuwają uwagę czytelnika – można by rzec – „dobrowolnie”.
Drugie to totalnie wk… bardzo irytujące reklamy, które swoje pojawienie obwieszczają zasłonięciem całej treści czytanej strony (albo chociaż w takim stopniu, by uniemożliwić normalne korzystanie i czytanie wybranego tekstu), każą nam szukać krzyżyka, który je łaskawie i wspaniałomyślnie zamyka (och, jakiż to wspaniały gest z ich strony! no naprawdę!), chociaż czasem przed zbliżającą się do niego myszką sp… uciekają =_=. Reklamodawcy płacą grube pieniądze za takie g… formy reklamowe, więc portalom bardziej się to kalkuluje niż mniej agresywna zawartość dla większego grona odbiorców.
_

Reklamy powinny znać swoje miejsce na stronie

W wypadku tych drugich wybór jest bardzo prosty: Albo używam przeglądarki z automatycznym blokowaniem reklam (oto kilka propozycji dla: Mozilli, IEOpery (powinieneś już to wiedzieć, ale Justin Case mówi[ę]: „FireFox to też Mozilla”) – panu Danny’emu Carltonowi proponuję zatem zablokowanie wszystkich trzech przeglądarek, ponieważ do każdej istnieje odpowiedni plugin!), albo… nie wchodzę na stronę. Szkoda mi nerwów, po prostu wyskakujące np. na onecie reklamy są tak denerwujące, że prościej mi nacisnąć krzyżyk w przeglądarce, niż szukać go w reklamie. Wrócę później, z blokadą — albo wcale.
Dlatego nie potrafię do końca zrozumieć intencji właścicieli takich stron. Czy naprawdę chcą odstraszyć użytkowników? Zniechęcić ich? Zdenerwować? Pokazać „inne strony da się czytać, ale nasze za to mają fajniejsze reklamy!”?!

Natomiast reklamy typu Google AdSense i im podobne statyczne bannery/reklamy tekstowe zupełnie mi nie przeszkadzają. Nie narzucają się czytelnikowi, nie zmuszają Cię do ich czytania – a wtedy nawet jeśli już przeczytasz, chętniej zajrzysz co się „za nimi” kryje, niż gdybyś robił to z przymusu, bo ktoś wepchnął banner siłą miedzy Ciebie a stronę. Działa tu wręcz efekt psychologiczny, dzięki któremu bardziej atrakcyjna wydaje nam się ta oferta, przy której [wydaje nam się, że] jej wybór wynika z własnej, nieprzymuszonej woli.
Tych reklam nie trzeba blokować. Naprawdę. AdSense mogę z czystym sumieniem pousuwać z filtrów reklam. Jest to też poniekąd – jak zauważają głównie ‚obrońcy reklam’ – kwestia lojalności wobec danego serwisu. Autorzy coś nam oferują i ‚należy im się‚ coś w zamian, bo sami przecież też poświęcają na to i czas, i – niestety ;P – najczęściej także pieniądze. No i wszystko ok — pod warunkiem, że mówimy o reklamach, które znają swoje miejsce na stronie.

A czy Ty zarejestrowałeś już swojego bloga?

Dla dobra narodu wsadzą 2,5 mln ludzi do więzienia

Drugi „temat tygodnia” to konieczność rejestracji blogów (i wszelkich innych częściej niż raz do roku aktualizowanych stron) jako… czasopism lub dzienników. Zaczęło się od kontrowersyjnie zatytułowanego artykułu w Dzienniku Internautów: „Polska: Więzienie za brak rejestracji strony lub bloga w sądzie?„. Rany boskie, od razu więzienie?! A podobno nie mamy w więzieniach miejsc na niebezpiecznych przestępców, a co dopiero na nastolatki chcące podzielić się ze światem zawartością wczorajszego obiadu (zakładając oczywiście, że świat będzie wstanie odszyfrować treść z tekstu nie znającego żadnych zasad językowych). Oczywiście tytuł, jak i cała sprawa jest mocno przesadzona, jednak wywołało to lawinową falę odpowiedzi i oburzenia w Sieci. Rozbudowaną analizę i ocenę sytuacji przedstawił Piotr Waglowski w artykule „Powoli Sieć zyskuje świadomość problemu rejestracji”, komentarzach do niego, a także rozległej pajęczynie odnośników internetowych, które poprowadzą nas w różne części Sieci mówiące o tym problemie — i trzeba przyznać, że w tak traktowanej całości stanowi to kopalnię informacji, ale ogarnięcie tego wymaga odrobiny czasu i skupienia, by samemu zapoznać się ze wszystkimi materiałami. Generalnie nie wiadomo, czy regularnie aktualizowane strony to dzienniki, czasopisma, a może inna prasa — czy w ogóle prasą być nie musi. Jeśli tak, to praktycznie każdy obywatel powinien wyuczyć się teraz prawa prasowego, ponieważ zawiera ono sporo wytycznych, których prasa trzymać się powinna, a państwo musi znaleźć sposób na skuteczne wymuszanie na milionach internautów zalania instytucji niepotrzebną papierkową robotą, z którą i tak niejednokrotnie w terminach sobie nie radzą…
Z rozwiązaniem spieszy nam ukochana Polska Partia Piratów: proponują zmianę prawa prasowego tak, by rozwiać wszelkie wątpliwości, na korzyść internautów i ich anonimowości, rzecz jasna ;-).

Tymczasem doskonale wiadomo, że takie zapisy, czy raczej nie mają szansy przetrwania i faktycznego stosowania. Mówimy o pojęciu sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem i powszechnie rozumianym pojęciem ‚dziennika/czasopisma/prasy’ oraz działaniu na olbrzymią skalę. Ile blogów jest w Polsce? Opierając się na szacunkowych danych sprzed roku (czerwiec 2006), w Polsce mamy dziś zapewne ponad 2 mln (słownie: dwa miliony) blogów (a według danych na Wikipedii, wręcz 2,5 mln). I co, za to też zamkną nas wszystkich? ;)

Sprawa gimnazjalistów, komórek i filmików

Jeszcze kilka słów o szeroko pojętych i równie szeroko zakazanych „filmikach z komórek”. Już kilka razy słyszeliśmy o – delikatnie mówiąc – kontrowersyjnych nagraniach ze szkół, a niedawno pojawił się nawet artykuł Gazety Wyborczej pt „Co Twoja córka kręci na koloniach”.
Ilekroć jednak problem był prezentowany, coś się we mnie gotowało kiedy czytałem, jakie wyciągano z tego wnioski. Udokumentowano jak uczniowie znęcają się nad nauczycielem? Zabronić telefonów w szkole, tego nie można pokazywać światu. Udokumentowano jak nauczyciel znęca się nad uczniami? Zabronić telefonów w szkole, nauczyciela trzeba czcić. Sfilmowano wreszcie jak uczniowie znęcają się nad sobą nawzajem? Zabronić telefonów w szkole, udawajmy, że całej sprawy nigdy nie było. Czemu tak rzadko pojawiały się głosy, że polskie szkoły mają faktycznie jakiś problem poza tym, że to co się tam dzieje udało się nagrać? Czemu pewien minister swoimi pomysłami tylko pogarszał tę sytuację? _-_… Ale nie lękajcie się, jest nadzieja! Szkoda tylko, że… w Finlandii – tam uczeń zapłaci grzywnę oraz koszty postępowania za obrazę nauczycielki, której dowodem był filmik na YouTube! I dopiero takie działanie, czyli konkretne karanie winnych, ma moim zdaniem jakiś sens.

Podobne wpisy:

3 komentarze jak dotąd

  1. Piotr Tabor 4 września 2007 21:32

    Z wieloma sprawami sie zgodze… z kilkoma nie… albo fifty/fifty
    wazne jest natomiast to ze blog ten mnie przykuł do ekranu i bede mial gdzie rano kawe pic…

  2. ikari 5 września 2007 23:51

    Z wieloma sprawami sie zgodze… z kilkoma nie… albo fifty/fifty

    To nie jest satysfakcjonująca odpowiedź! :) Proszę ładnie rozwinąć :)

    Natomiast drugie zdanie.. Dawno czegoś takiego tu nie przeczytałem, dziękuję — mam nadzieję, że archiwalia okażą się równie ciekawe jak ten post/to-co-przykuło.. :) Może przypomnisz mi, który kierunek tego bloga jest tym najważniejszym? ;) Czasem już sam nie wiem czy i co pisać. Ostatnio często.

  3. michzio 7 grudnia 2007 23:06

    logiczne, że jak ktoś blokuje reklamy to nie powinien miec dostepu na strone nie chce z niej korzystac w formie w jakiej zostala przygotowana przez autora to won. Powod dlaczego lepiej blokowac blokujacych reklamy a no dlatego ze nie potrzebnie wykorzystuja traffic na stronie przynoszac wieksze straty i wyludzajac pieniadze. To tak jakby wam pracodawca kazal pracowac po godzinach za darmo ;)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>