Ostatnie.fm / bezguście muzyczne

ikari\'s Open Mind Index
Szufladki, gatunki, klasyfikacje… Z jednej strony czasem może to być krzywda dla artysty/słuchacza, z drugiej – wszystko klasyfikujemy szukając Porządku…

Liczby, statystyki, wykresy… Z jednej strony wkładanie w szufladki i/lub lans, z drugiej – wszystko chcemy zmierzyć i zbadać, szukając Informacji…

Jedną z takich „informacji” serwuje nam projekt Last FM Open Mind Index, mierzący na podstawie danych z popularnego serwisu Last.fm naszą „otwartość umysłu” [na różnorodną muzykę]. Czy jednak na pewno?

A może jest to wskaźnik muzycznego bezguścia? Oczywiście takie głosy pojawiły się gdy tylko projekt wystartował. Bo przecież teoretycznie wystarczy słuchać byle czego, np. całej dostępnej muzyki skąd tylko uda się nam ją poodtwarzać (i scrobblować) by mieć dużą „różnorodność” w statystykach i – co za tym idzie – prawodpodobnie wysoki wskaźnik Open Mind Index ?

…czy też muzycznego niezdecydowania? Nie potrafię… Nie, ja nie chcę opowiadać się za jednym, dwoma, trzema ani inną liczbą konkretnych, ściśle określonych gatunków.  Zasadniczo nie patrzę na muzykę prez pryzmat gatunków – oczywiście nie zmienia to faktu, że etykietka, jaką przyklejono danemu zespołowi/utworowi może sporo mówić o tym, czego można się po nim spodziewać. (Np. classical, trash metal, czy oczywiście disco polo ;-) ). Niemniej jednak oceniam zawsze każdy indywidualny utwór. Tym bardziej przecież, że styl muzyki granej przez zespół może się diametralnie zmieniać na przestrzeni lat (bardzo zmieniło się Delerium, zmieniła się też np. muzyka Crematory (zespół przed „zmianą” zaliczył rozpad i odrodzenie) – moim zdaniem na dużo lepsze, a zdaniem fanów dawnej twórczości zespołu oczywiście na gorsze. Cóż, mi tam growl nie podchodzi, a na pozmartwychwstalnej [słowo dnia] płycie przynajmniej część growlu zastąpili znakomitym wokalem. Taka dygresja.). I dany utwor może się podobać lub nie – zupełnie niezależnie, jaki gatunek reprezentuje.

Nie zmienia to rzecz jasna faktu, że wśród najczęściej słuchanych przeze mnie utworów jedne gatunki nie dominują nad innymi.

No właśnie – słuchanych. To jest osobna kwestia „fałszywości” statystyk na Last.fm – nie wszystko, czego słucham musi być od razu czymś, co mi się szczególnie podoba. Mogę przesłuchać album (lub kilka) artysty w ramach zwykłego zapoznania z jego twórczością. Zdarza się także zapomnieć wyłączyć odtwarzacza i kilka razy (ze 3.. może aż 4) całą noc scrobblowały mi się utwóry, których świadomie nie rejestrowałem. A jestem po prostu zbyt leniwy by włączać/wyłączać scrobblowanie w zależności od tego, jak bardzo „aktywnie” słucham i… czy śpię ;-).

Ponadto, jak widać z grafu tagów odsłuchanej muzyki, czasem najzwyczajniej w świecie nie miałem zainstalowanego klienta Last.fm. Braki w scrobblowaniu wynikają także z plików mp3 źle otagowanych, a pośpiesznie wypalonych na DVD-R w ramach odzyskiwania utraconej partycji…

Dokładny algorytm działania Open Mind Index nie jest chyba znany, jednak na jego forum także pojawiła się podobna dyskusja. Jej uczestnicy zdają się zgodnie dochodzić do bardzo ciekawych wniosków: posiadacze wysokiego OMI (niektórzy mają podchodzące pod 200!) nie potrafią określić swojego gustu poprzez nazwy gatunków, ale zawsze, gdy słyszą utwór potrafią stwierdzić, czy im się podoba, czy nie (też tak mam, ale to chyba ma każdy ;-)) – czyli nie chodzi o brak gustu jako taki. Jeden z użytkowników sformułował tezę, że użytkownicy o wysokim OMI to tak naprawdę ludzie o faktycznie otwartych umysłach, szukający czegoś dla siebie (różnych atrakcyjnych form) we wszystkich gatunkach muzyki, ludzie, którzy znajdują czas by naprawdę słuchać.

Inna kwestia, która mi się nasuwa, to łączenie bardzo różnych gatunków muzycznych. Tak, słucham trance’u i metalu (przy założeniu, że trance to nie jest monotonne łupanie w tym samym rytmie, a coś faktycznie hipnotycznego.. ;-)). Popu i muzyki symfonicznej.
I potrafię przeskakiwać z gatunku na gatunek, np. po kilku utworach ostro rockowych przełączyć na muzykę mocno elektroniczną, a potem bezpośrednio na symfoniczny soundtrack… I nie widzę w tym nic złego. Zupełnie co innego, rzecz jasna, kiedy po kilku (także z różnych gatunków) wolniejszych, spokojniejszych, troszkę przygnębiających, albo wręcz po prostu smutnych utworach, nagle włączy mi się coś energicznego i radosnego – tak nagłej zmiany nastroju mogę już nie tolerować. Ale gatunku? Czemu by nie!

A jak Ty słuchasz muzyki…? O czym dla Ciebie świadczy sięganie przez kogoś po mnóstwo gatunków muzycznych?

Podobne wpisy:

21 komentarzy póki co

  1. krucyfikator 11 maja 2008 01:22

    Hmm.. Ja już dawno zrezygnowałem z last.fm, denerwował mnie nieco wciskający się do traya klient, poza tym uważam to za przeżytek, przecież ja wiem co mam, czego słucham, nie potrzebuje do tego cyferek i statystyk. Chwalić się tym? Myślę że osoby postronne to mało interesuje a znajomym wolę opowiedzieć o mojej ulubionej muzyce, zainteresować ich ją a nie przedstawić szereg numerków ;)
    Co do tej otwartości umysłu… W moim przypadku gatunek muzyki zależy od nastroju, czasem lubię pobujać się przy techno a czasem pomyśleć przy Kaczmarskim. Ale tak jak mówiłem, nie potrzebuje do tego żadnych wykresów ;) W życiu spróbowałem już chyba większości gatunków i to co mi się spodobało wraca do mojego playera a to co nie, no cóż, poleciało w otchłań kosza :)
    Pozdrawiam

  2. ikari 11 maja 2008 10:06

    Wykresy to jedno. Znacznie ciekawszą funkcjonalnością oferowaną przez Last.fm są stacje radiowe – artyści podobni do XXX, muzyka mi polecana (no, tutaj trochę się skrzywiłem, Last.fm nie do końca trafiał w mój gust ;P), radio sąsiadów (czyli de facto podobna do własnej), moje ulubione utwory (w tym mam i takie, których bez Last.fm bym nie poznał)…
    Bardzo dużo można dzięki Last.fm po prostu odkryć :) (Przypomina mi się tu, jak odkryłem Banana Boat po wpisaniu tagu „szanty”… szkoda, że odkryłem ich dzień PO ich koncercie w moim mieście ;))). Czyli siła last.fm drzemie dla mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować :)

  3. M. 11 maja 2008 11:42

    Hm. Tego to chyba właśnie Ty mnie nauczyłeś, tak zwanego „otwartego umysłu”. W zasadzie znam niewielu ludzi, którzy deklarują podzielność gustu muzycznego. Ale ci, których znam, rzeczywiście szukają czegoś dla siebie, nie w określonym gatunku, a w konkretnym tytule. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że żadne programy i statystyki tego tak naprawdę nie zmierzą.

    A tak spoza tematu, to Delerium wydało coś nowego że niby? Bo ja bym chciała wiedzieć…

    (cholernie głęboka myśl przy dźwiękach tym razem melancholijnych. ^^)

  4. cimlik 11 maja 2008 16:42

    „O czym dla Ciebie świadczy sięganie przez kogoś po mnóstwo gatunków muzycznych?”
    O takim, a nie innym sposobie słuchania muzyki ;). O szukaniu konkretnych treści, niekoniecznie w ulubionym stylu muzycznym.

    Sam słucham głównie metalu – dla mnie jest najbardziej energicznym i kopiącym dupsko gatunkiem. Nie gardzę jednak muzyką klasyczną, ambientem, rockiem, alternatywą. Czego nie dam rady słuchać? Smęcenia, płaczu, nieszczęśliwych miłości, zdrady itd. – pop, disco polo odpadają więc w przedbiegach. W muzyce szukam głównie siły, nie lubię się dobijać i użalać nad swoim losem.

  5. kaworu 15 maja 2008 22:09

    z last.fm nie korzystam od roku a i okres przez ktory mialem tam konto nie zamykal sie chyba w 3 pelnych miesiacach… glownie denerwowala mnie „szybkosc” z jaka sie informacje o utworach ladowaly na ich serwery (wygladalo to tak jakby siedzialy w jakims zapchanym cachu), oraz to ze serwis zostal przejety przez cbs. inna ciekawa sprawa przez ktora zrezygnowalem z last.fm bylo zablokowanie malego bannerka oraz natychmiastowa reakcja serwisu w postaci komunikatu mowiacego o niemoznosci przeslania informacji o utworach…

  6. ikari 17 maja 2008 19:31

    A tak spoza tematu, to Delerium wydało coś nowego że niby? Bo ja bym chciała wiedzieć…

    Chodziło mi o to, że od „Faces, Forms & Illusions” do „Karmy” mniej więcej ich styl BARDZO się różnił od tego, który obserwujemy od „Chimery” po „Fauxliage” (i jeśli jeszcze tego nie masz, to możesz uznać, że wydali coś nowego, to z 2007 ;-) )

    Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że żadne programy i statystyki tego tak naprawdę nie zmierzą.

    Once again: „siła last.fm drzemie wg mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować” i odkryć :)

    @Cimlik: Co do energiczności danych gatunków – wiesz, rytmiczny basowy podmuch dający „potężny” podkłąd do tego, co gra nad nim (jak dla mnie najlepiej brzmiącego elektronicznie :P) też czasem dodaje niezłego kopa :)

    @Kaworu: A ja tam takich historii nigdy nie miałem, natomiast bez AdBlocka żyć nie potrafię – strony stały się zbyt nieprzyjemne przez ogromne inwazyjne reklamy… Co do prędkości – obecnie działa zastanawiająco zwinnie ;) Musieli przejść poważne upgrade’y od tego czasu.

  7. cimlik 18 maja 2008 09:37

    ikari: dlatego też dodałem „dla mnie” :). Są gusta i guściki, dlatego nie widzę sensu skreślania osoby ze względu na gust muzyczny… Mam natomiast święte (czy też nieświęte) prawo twierdzenia, że dany gatunek mi się nie podoba.

  8. ikari 18 maja 2008 19:01

    Jak najbardziej ;-)

  9. maloć 19 maja 2008 12:38

    Mam taką samą cyferkę na tym obrazku, 129. :P
    OMI, hm, sama mam to na Last.fm, ale szczerze, czy to w jakiś sposob zmienia mój gust muzyczny, specjalnie, żeby tworzyć statystyki? Nie. Czy wiem na jakiej podstawie tworzone są te statystyki? Nie. Ile jest w tym prawdy? Nie wiem. Aczkolwiek uważam siebie samą za osobę otwartą, nie znoszę „szufladek”, za to po prostu kocham muzykę. Dobrą, według mojej własnej opinii. Owszem, koncentruję się na kilkunastu gatunkach, ale zdarza mi się wyjść poza to. Bo bez sensu jest wielbić tylko jedno. :P Skoro tych „dobrych” można znaleźć wiele.

  10. maloć 19 maja 2008 12:39

    O, przepraszam, teraz wyszło 139, a nie 129 jak niegdyś ;)

  11. ikari 19 maja 2008 21:02

    czy to w jakiś sposob zmienia mój gust muzyczny, specjalnie, żeby tworzyć statystyki?

    Hę?! Nie w tę stronę :) My tu tylko się zastanawiamy – tak jak Ty, tam dalej – czy to w jakikolwiek sposób miarodajny wskaźnik :) Zwłaszcza, że moim zdaniem do samych statystyk last.fm, na których bazuje, należy podchodzić z pewnym dystansem – czasem czegoś brakuje, bo tagi albo coś tam, czasem jest, chociaż tak naprawdę tego nie słuchaliśmy.
    Zresztą faktycznego gustu nie da się zmierzyć, a co dopiero ocenić ;P

    Ale jak sama zauważasz, wysokie OMI często idzie w parze z faktycznym otwartym podejściem do muzyki, gotowym na nowość, świeżość i bez żadnego oceniania z góry – to wszystko coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że projekt OMI się autorom.. udał :)

  12. mkl 20 maja 2008 19:20

    Abstrahujac – plugin do najnowszych komentarzy ma zbyt zachlannego RegExp’a wycinania cytatow z poczatku komentarza – kiedys wyswietlal na poczatku cytat, teraz – pierwsze slowa za OSTATNIM cytatem, jesli komentarz zaczyna sie od cytatu (jak w nr 9194) :P

  13. maldon k. 5 czerwca 2008 08:19

    Hello! I have automatically detected that, most probably, you are not from Poland. (…) For more info, take a look at the „Speaking English?” link in the navigation panel on the right sidebar. Thanks in advance!
    You seem to be from: China

    eee… xD

  14. mkl 6 czerwca 2008 09:52

    Tobie przynajmniej wyswietla istniejace panstwo >.>

  15. ikari 6 czerwca 2008 10:43

    Zaktualizowałem bazę podziału IP na świat na wersję z 1 maja 2008, dajcie znać ;P

  16. mkl 6 czerwca 2008 20:56

    Em, to sie co prawda nijak nie mialo, bo wyskoczylo „nagle” (chociaz, moze widzewskie proxy faktycznie stoi w JUGOSLAWII), ale wyglada ok.

  17. maldon k. 8 czerwca 2008 00:54

    teraz tak przeglądałam profile znajomych na last.fm i zdziwilam sie ze znajoma ma index 149… okazało się, że w pierwszej dziesiątce ma m. in.: indie, rock, indie rock, british, alt, alternative, alternative rock. XD

    Jak mi ten komentarz znowu odesle do spamu to będę płakać. ._.

  18. Finito 25 lipca 2008 16:28

    Witam ikari. Tak sobie przeczytałem początek tego wpisu (później przeczytam reszte) i wydaje mi się, że „ramy i inne zasady” choćby te muzyczne są przydatne, ale nie konieczne. Myślę, że nie należy skreślać teorii Bacha tylko dlatego, że opiewają go ludzie po Akademi Muzycznej. Mozzart olewał teorie, ale to wcale nie czyni go lepszym od Bacha. Ja juz o tym pisałem na moim blogu we wpisie:”Dokądkolwiek tylko mogę…”. Każdy ma prawo stworzyć coś nowego (swojego, oryginalnego) niezależnie od tego czy używa gam czy elektroniki albo nawet dodekafoni.

  19. ikari 25 lipca 2008 21:40

    Na wrażenia z pozostałej części także czekam ;-)

    Swoją drogą nie jestem taki pewien, czy „szufladki” i „teoria” to aby na pewno to samo zjawisko. Zwłaszcza w muzyce [szufladka –>] klasycznej.
    Zasadniczo czuję po prostu żadnej wewnętrznej potrzeby, by każdy utwór trzeba było jakoś nazywać ze względu na to, jak brzmi. Nie, on istnieje po to by brzmieć, by go słuchać, nie po to, by… sam nie wiem. Przylepiać mu z góry etykietkę „rap” i stwierdzać „to jest rap, nie lubię tego, nie będę słuchał tego utworu, bo i tak już wiem, że go nie lubię”? ;P

    Zasady i kanony wydają się czymś troszkę innym, a ich znajomość pewnie jakoś pomaga w komponowaniu i graniu na instrumentach. Ale oczywiście – w żadnym wypadku nie powinny stwarzać sztywnych ram i ograniczać kreatywności :)

  20. Finito 25 lipca 2008 22:19

    Wiesz, jeśli chodzi o szufladki, to coś mi się skojarzyło. Chodzi o to, że są dwa rodzaje grupy: 1 – grupa wzajemnej adoracji w której ludzie zgadzają się ze sobą tylko po to by się nie wyłamać i 2- grupa np 10 indywidualistów zupełnie różnych od siebie. Teoretycznie Ci indywidualiści mogliby się pobić na poglądy, a jednak tego nie robią. Właśnie dlatego wydaje mi się, że nie warto ładować utworów klasycznych, rockowych, folkowych i innych do jednego worka. Niech sobie będą różne szuflady, czemu nie? Chodzi o to jednak by nie tworzyć tzw. „białej rasy”, głoszącej że tylko klasyki lub tylko rocka należy słuchać. Swiat jest piękniejszy,gdy jest kolorowy. Inność nie jest niczym złym i nazwanie jej też nie.
    Poza tym „mapa muzyki” jest tym samym co „mapa warszawy czy krakowa”. Pomyśl sobie, przecież Kraków różni się od Warszawy. Co by więc było gdyby te miasta nie miały nazw.;-)

  21. ikari 25 lipca 2008 22:48

    O to to, właśnie.

    Nazwy owszem, fajnie, że są. Byle tylko nie usiłować nazywać przesadnie, na siłę, przedkładając nazywanie ponad słuchanie. I tyle :) Drażnił mnie zawsze sam fanatyzm szufladkowania i ocenianie po okładce/etykietce, totalnie bez próby faktycznego odsłuchania czegoś.
    Miasta mają nazwy, ale pomiędzy nimi jest tyle pięknych lasów i łąk, i kogo to obchodzi, czy to Pcim Dolny czy Górny, skoro jest tam tak pięknie? ;)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>