Prokrastynacja

Tutaj miał powstać wpis o prokrastynacji. Bardzo dawno. Ale odkładałem go na chwilkę później, przecież nie musi być już w tej chwili. Prawda? Zawsze jest coś ważniejszego, a i nad treścią wypadałoby pomyśleć, a w tej chwili się przeciez nie da…

… bo w sumie się nie da – odkąd postanowiłem usiąść na spokojnie do czegokolwiek, w domu nagle zrobiło się głośno jakby pracowała tu ekipa remontowa (której, niestety, jednak nie ma), a wszyscy się na siebie wzajemnie wydzierają tworząc atmosferę, którą znam pod pojęciem rodzinnej. Ale chrzanić to, że się nie da, trzeba, wyraz, powalczyć! No.

„Procrastination” to także była jedna z moich uczelnianych prezentacji minionego semestru, na język angielski oczywiście. Zacznijmy od pilotażowego wideo będącego zarówno inspiracją, jak i wprowadzeniem do tematu:


[zapach kawy jednak rozprasza]

Prezentację zacząłem oczywiście od słów „oto prezentacja na temat powstawania tej prezentacji” i jak już wiecie, to samo tyczy się posta. Prokrastynacja, czyli po prostu odkładanie na później, dotyczy nas wszystkich, a mnie w szczególności, w destrukcyjnie silnym stopniu.

Problem.

Prokrastynacja to odkładanie na później, w szczególności jako zjawisko regularnie się powtarzające.

W psychologii prokrastynacja lub zwlekanie oznacza patologiczną tendencję do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia. Bywa nazywana „syndromem studenta”.

Termin pochodzi od łacińskiego słowa „procrastinatio” – odroczenie, zwłoka, odkładanie na jutro lub „procrastino” – odroczyć, zwlekać, odkładać na jutro.(Wikipedia)

Samo słowo wcale nie jest nowe! Pierwsze udokumentowane użycie miało miejsce w „Kronice” Edwarda Halla już w 1542 roku. I zjawisko to jest prawdziwym problemem. „Tak właściwie jest to schorzenie umysłowe powodujące znaczną psychologiczną ułomność i dysfunkcję.” Jest także powiązane z tzw. syndromem studenta. [Pragnę wyjaśnić iż, bazując na angielskiej Wikipedii i kilku źródłach z których korzystałem przygotowując prezentację, traktujemy te zjawiska jako dwa osobne]. I wcale nie żartuję z nazwą, to faktycznie używany termin. Odnosi się on do tego, że wielu ludzi w pełni poświęca się danemu zadaniu dopiero w ostatniej możliwej chwili przed ostatecznym terminem (deadlinem). Najgorsze jest to, że – na przykładzie studentów – kiedy ostatecznie dostaną za dany projekt dobrą ocenę, są podświadomie zapewniani, że postępowali dobrze (odkładając pracę). Będą tak dalej postępować przy kolejnych projektach, tak naprawdę marnując zarówno swój czas, jak i możliwości. Zawsze powtarzasz sobie, że gdybyś miał więcej czasu, Twoja praca byłaby wykonana o wiele lepiej. Lecz jeśli faktycznie dostaniesz ten dodatkowy czas, pojawiają się inne czasochłonne i żądające uwagi zajęcia, często ciężkie do przewidzenia, i po raz kolejny zaczynasz pracę w ostatniej chwili.

Syndrom Studenta to określenie używane od 1997r. Badania z 1992r. pokazały, że 52% studentów przyznało, że potrzebują pomocy w związku z odwlekaniem, oceniając tę potrzebę od umiarkowanej do silnej.

Wieszasz sobie kartkę nad łóżkiem i odczytujesz codziennie rano na głos: „Zacznę się uczyć JUTRO„. [W języku monowym, używanym przez dwie osoby na świecie, na prokrastynację od kilku lat istniało określenie „jutryzm” wywodzące się z powyższej metody.]

Prokrastynacja to NIE JEST „nicnierobienie”

Główna różnica między prokrastynacją a nie robieniem niczego polega na tym, że prokrastynując staramy się właściwie robić wszystko inne niż główne zajęcie prowadzące do naszego celu. Dobry przykład takiego zachowania mieliśmy na filmie. Wolimy się bowiem skupić na zadaniach prostszych, łatwiejszych lub przynoszących natychmiastowy efekt. Zazwyczaj jednak mimo wszystko w końcu osiągamy zamierzony cel – ponieważ po prostu musimy. Często robimy to więc w wielkim pośpiechu i „sprężeniu”. Czasem psychologiczną przyczyną naszego zwlekania jest właśnie uzależnienie od tego pośpiechu i zwarcia, które jest nam niezbędne by skończyć na czas. Często także polega to na tym, iż odkładamy zadania, które wydają się zbyt trudne lub zbyt złożone i wierzymy, że później będziemy mieli lepsze warunki by w pełni oddać się im, poświęcając cały swój czas i uwagę. „W tej chwili nie mogę się skoncetrować, ale kiedy załatwię te drobne sprawy i będę w domu sam, będę doskonale przygotowany”. Oczywiście prawie zawsze okazuje się, że później jest jeszcze gorzej.

Czemu odkładamy na później?

Oto kilka innych powodów (alternatywna teoria ;)) z innego źródła, którym – o ile pamiętam – była prezentacja pewnego pana nazywającego siebie samego „światowym ekspretem od prokrastynacji, serio”. Kiedyś tak bardzo opóźnił prace nad projektem w pracy, że musiał skłamać szefowi, że potrzebuje dodatkowego tygodnia, bo jego żona leży w szpitalu i musi się nią opiekować. Oczywiście wcale nie miał żony, a wszystko wydało się, gdy szef zadzwonił ze szczerą troską by spytać o jej stan, a odebrała jego dziewczyna. Później tenże pan musiał tłumaczyć się z tej trudnej sytuacji zarówno swojemu szefowi, jak i dziewczynie. Jak stwierdził – skończyło się to pół-źle, pół-szczęśliwie. Jak obstawiacie? Otóż było odwrotnie niż większość z Was pomyślała – stracił bowiem pracę, a dziewczyna wybaczyła mu i… została jego żoną.
Niemniej jednak jako uzasadnienie prokrastynacji ten pan (tak, wstyd, nawet nazwiska nie pamiętam) podaje lęk. A konkretnie kilka rodzajów lęku:

  • Lęk przed porażką – Jeżeli nie uda nam się osiągnąć celu, nieświadomie robimy z prokrastynacji… wymówkę! Nie było dość czasu! Często zdarza się to w szkolnictwie, gdzie każde zadanie zostanie na koniec ocenione. Myślenie o ocenie potrafi być wystarczająco stresujace, by uczeń odkładał wykonanie zadania, obawiając się, że zrobi to niewystarczająco dobrze.
  • Lęk przed sukcesem – jakkolwiek zaskakująco w pierwszej chwili to brzmi. Obawiamy się reakcji innych ludzi na nasz sukces. Nie chcemy się za bardzo wyróżniać i odstawać, ani stwarzać podstaw, by inni myśleli, że patrzymy na nich z góry. Obawiamy się zazdrości, którą wywoła nasz sukces.
  • Lęk przed utratą kontroli – zawsze gdy coś robimy, chcemy mieć wszystko pod kontrolą. Jednak jeśli zostanie nam przypisane zadanie do wykonania, konkretne miejsce i czas, terminy, środki, sposoby, etc. – możemy odczuwać całkowity brak panowania nad tym, co robimy (gdyż zupełnie nie zależy to od nas). Rozpoczynanie pracy później to właściwie jedyny sposób, w jaki możemy na nią wpłynąć. Więc zwlekamy.
  • Lęk przed izolacją – może być tak, że przywykliśmy do pracy w grupie, gdzie kto inny podejmował najważniejsze dezycje. Potrzebujemy kogoś, kto by nami pokierował i przejął na siebie ciężar podejmowania decyzji. Nie czujemy się na siłach by podołać wykonaniu zadania całkowicie samemu, by ponieść całą odpowiedzialność. Boimy się negatywnych stron samodzielności, więc odkładamy samodzielne wykonanie zadania na troszkę później…
  • Lęk przed intymnością – działa w drugą stronę. Możemy obawiać się, że inni nie będą wystarczająco ważną częścią naszego życia, ale z drugiej strony boimy się, że gdy staną się zbyt bliscy, poznają wszystkie nasze wady i odrzucą nas. Może to dotyczyć pracy w grupie, ale prokrastynacja nie musi wcale dotyczyć życia zawodowego – przykłądem tutaj był bowiem chłopak wiecznie spóźniający się na randki – z jednej strony chce on bowiem być z dziewczyną blisko, a z drugiej coś go powstrzymuje przed tymi zbliżającymi momentami otwarcia się przed sobą.

Kolejne fazy prokrastynacji

Postępowanie prokrastynatora można podzielić na następujące etapy:

  1. Chęć zrobienia czegoś
  2. Decyzja o zrobieniu tego
  3. Odkładanie czynności bez poważnego powodu
  4. Uświadomienie sobie niekorzyści, jakie pociąga za sobą odkładanie
  5. Kontynuacja odkładania
  6. Szukanie wymówek bądź odejście od problemu
  7. Odkładanie
  8. Wykonanie zadania w czas, bardzo się przy tym stresując… lub ukończenie go za późno… bądź też nie zrobienie go wcale
  9. Postanowienie o niepostępowaniu w ten sposób w przyszłości
  10. Niedługo po tym sytuacja się powtarza…

(PL Wikipedia)

Myślę, że znamy ten wzorzec ze swojego życia, czyż nie? ;)

Charakterystyka problemu

  • Brak pewności siebie. Prokrastynator może zmagać się z niewielkim poczuciem własnej wartości. Może pragnąć utrzymać wysoki poziom wydajności mimo iż czuje się nieodpowiedni lub niezdolny do jego osiągnięcia.
  • Jestem taaaki zajęty. Prokrastynacja może służyć zwróceniu uwagi innych na to, jak bardzo jesteśmy zajęci. „Oczywiście nie mogę zrobić tego a tego, ponieważ moje sprawy są tak skomplikowane i wymagające… Dlatego się spóźniłem, etc.”. Prokrastynator może nawet spędzać znaczącą część czasu próbując uzasadnić swoje podejście – czasu, który mógłby poświęcić pracy.
  • Upór. Prokrastynacja bywa wyrazem uporu lub dumy: „Nie myśl, że możesz mną dyrygować. Zrobię to, kiedy będę gotów i będę miał ochotę”
  • Manipulacja. Prokrastynacja może zostać użyta w celu kontroli lub manipulacji zachowaniem innych. „Nie mogą zacząć beze mnie”. Powiedzmy wprost: celowe opóźnienia doprowadzają innych do szału.
  • Radzenie sobie z presją. Prokrastynację bardzo trudno wyleczyć, gdyż zachowanie polegające na opóźnianiu konfrontacji staje się sposobem na radzenie sobie z codziennym stresem i presją. Gdy tylko sobie poradzisz, inni zaczną pokładać w Tobie kolejne oczekiwania i żądania. Łatwiej jest mieć wymówkę, przekładać na później.
  • Sfrustrowana ofiara. Prokrastynator często czuje się  jak ofiara: nie może zrozumieć swojego zachowania ani czemu nie potrafi wykonać swoich zadań jak inni. Cała  sprawa jest frustrującą tajemnicą. Przyczyny tego zachowania są przed nim ukryte.
  • Perfekcjonizm. Prokrastynacja bardzo silnie się z nim wiąże. Chcemy bowiem wykonywać swoje zadania zawsze idealnie i doskonale, nie popełniać błędów i nie robić niczego pochopnie ani „na odczep się”. Dlatego w nieskończoność czekamy na lepszy moment, by zabrać się za coś porządnie.

Czemu się zmieniać?

To powinno być oczywiste, niemniej jednak postawmy sprawę jasno, motywująco:

  • Czyste sumienie i spokojny umysł.
    Praca została dobrze wykonana, jesteśmy w porządku.
  • Poczucie siły i celu.
    Jesteśmy zdolni osiągać wyznaczone cele i mamy jakiś ogólniejszy cel w życiu. A już na pewno jestesmy gotowi go mieć i do niego dążyć.
  • Zdrowe poczucie panowania nad własnym zyciem.
    Mówi samo za siebie. Wszystko jest pod kontrolą.
  • Lepsza samoocena i samoorganizacja.
    Potrafię to zrobić. Patrz, ile już zrobiłem.
  • Lepsza wydajność pracy [tu w znaczeniu zawodowym] ~ wyższa pensja?

Radzenie sobie

Czyli jak wygrać z prokrastynacją w siedmiu prostych* krokach. Bo wygrać można.
* haha, zaśmiał się ikari, pisząc te słowa.

  1. Zrób plan tego, co masz zrobić. „Zrobić plan” nie jest punktem planu.
    Mając plan jedyne, co musisz robić, to się go trzymać.
  2. Właściwe podejście – rzuć w kąt dotychczasowe problemy i wątpliwości. POTRAFISZ to zrobić. Wiec zrób i odkryj, że to tak po prostu.
  3. Wyznacz sobie ostateczny i nieprzekraczalny termin. Nieprzesuwalny. Powinien być sensowny, przemyślany, osiągalny i uwzgledniać wszystkie możliwe okoliczności takie, jak zadania zaplanowane wcześniej.
  4. Metoda małych kroczków. To naprawdę działa. Rozbij czynność na małe etapy, które łatwo Ci osiągnąć. Obserwuj własne postępy i krok po kroku dojdź do celu.
  5. Pozytywne kotwice przestrzenne.
    Kotwice przestrzenne to pojęcie z psychologii i NLP, oznaczające po prostu to, że dane miejsca silnie kojarzymy z danymi czynnościami. Przykładowo nie powinniśmy zabierać się do pracy w swojej sypialni, ponieważ miejsce to kojarzy się nam podświadomie ze snem i nas rozleniwia. Jeszcze gorzej, jeśli podświadomość skojarzy łóżko z pracą – dobra droga do problemów ze snem. Pracuj zatem w miejscu, które kojarzy Ci się pozytywnie.
  6. Określ i zbierz wszystkie potrzebne materiały.
    Zanim zaczniesz, miej wszystko przygotowane – książki, które będą Ci potrzebne, materiały, etc. Oszczędzi Ci to konieczności przerywania pracy by je zdobyć i z nich skorzystać. Pomoże Ci to się skupić na zadaniu.
  7. Ustal dla siebie jakąś nagrodę za wykonanie zadania przed terminem końcowym. Będzie to pozytywna kotwica dla podświadomości na następny raz.

Na zakończenie jeszcze jedno. Myślę, że walcząc z projektem, w pracy czy na uczelni, wszyscy czujemy się jak na wojnie. Jeteśmy żołnierzami, a deadline – lub sam projekt – jest wrogiem. Dlatego pragnę zakończyć cytatem ze „Sztuki Wojny” Sun Tzu… [English .wma audio]:

知彼知己,百戰不殆;不知彼而知己,一勝一負;不知彼,不知己,每戰必敗
Know your enemy and know yourself, find naught in fear for 100 battles. Know yourself but not your enemy, find level of loss and victory. Know thy enemy but not yourself, wallow in defeat every time.

Post oparty na mojej prezentacji,
cudem uchowanych notatkach i
częściowo z głowy, czyli z niczego.

[1] – Prezentacja w wersji Google Docs – okrojona, dobra jeśli nie masz PowerPoint 2007
[2] – Prezentacja w wersji oryginalnej (najlepszej jaką odzyskałem po utracie danych) – procrastination
[3] – Hasło na wiki angielskiej
[4] – Hasło na wiki polskiej (inaczej opisane)
[5] – Syndrom studenta
[6] – Zaginione wystąpienie, jak uniknąć prokrastynacji

Podobne wpisy:

38 komentarzy póki co

  1. eskey 12 września 2008 00:09

    Wpis wygląda interesująco, ale przeczytam go później ;)

  2. Zamber 12 września 2008 00:10

    Napiszę ten komentarz… jutro…

  3. ikari 12 września 2008 02:30

    A ja nie wiem czemu blog zaczał mi się z głównej sam przekierowywać na ten wpis. Ale jutro zobaczę.

  4. KosciaK 12 września 2008 23:20

    Niezła notka. Nie wiedziałem, że walka z prokrastynacją jest tak prosta! Jednak najpierw poszukam jakiegoś dobrego programu do tworzenia planów, no i oczyszczę profil Firefoxa by jego powolne działanie mi nie przeszkadzało. No i oczywiście jeszcze muszę poprawić działanie filtrów w programie pocztowym, bo nie ma nic bardziej wkurzającego niż źle podzielone maile, zwłaszcza gdy będę bardzo zajęty pracą…

  5. alex 22 września 2008 13:21

    Właśnie siedzę przy kompie, bo powinnam się zabrać za sprzątanie, które i tak jest wymówką od siedzenia w cadzie ze względu na uczelniane praktyki…dlatego po raz 15ty w ciągu 10 minut sprawdzam maila…Zgadzam się z Tobą w 99.99%. Czymże jest 0.01%? „Bo wygrać można.” ;) Wkleisz moje zdjęcie z ubraniami ułożonymi w porządku kolorystycznym w czasie sesji poprawkowej? ;)
    No to idę sprzątać….
    Zaraz..czy przypadkiem nie powinnam sprawdzić maila?

  6. mrówka 25 września 2008 11:25

    Nie sądziłam że tak pozornie niewinny problem 1. ma swoją paskudną nazwę, którą wymienia się nawet w książkach 2. jest aż tak wielkiej sprawy.
    Dobrze pamiętam że jako nastolatka miałam wielkie skłonności do robienia wszystkiego tego czego nie powinnam. Teraz też zdarza się (sporadycznie, tylko podczas sesji ;) ). Ale który student tego nie ma? Ogólnie zdecydowanie przeszło… zmieniło się w przerażający mnie pedantyzm do robienia czegoś- zabieram się i kończę z najdrobniejszą uwagą! To chyba też powinno się ‚leczyć’? ;)

  7. ewe 31 października 2008 01:09

    hmm… prokrastynacja? dzis pierwszy raz zetknęłam się z tym pojęciem – chociaż już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, ze mam poważny problem z odkładaniem rzeczy na póżniej :/
    chociaż jestem w miarę zdolna;) m.in.chyba wszystkie prace na uczelni oddawałam na ost. chwilę – kolejny wyproszony termin, pisane jeszcze w nocy przed… i tak w każdej dziedzinie życia:/ tylko stres:(
    Fajny tekst, Super filmik! DZIĘKI!!!
    Muszę w końcu coś z tym zrobić- bo teraz piszę (mam zamiar napisać;) pracę magisterską -oby jak najszybciej! ;)

  8. ikari 31 października 2008 11:00

    Jak widać, niestety znajomość problemu wcale nie przybliżyła mnie do jego rozwiązania. Kilka wpisów od tamtej pory ciąglę przekłądam na później, jeden nawet zacząłem pisać, to mi go Opera skasowała… (przywracanie sesji w Operze przywróciło wersję z 10 słowami, a WordPress zrobił autosave…) – i jakoś tak… Ale wszystkim innym oczywiście życzę owocnej walki z nawykiem ;P

  9. ewe 1 listopada 2008 01:40

    dasz radę! myślę, że może Ci się przydać kilka fajnych rad m.in. ze stronki: http://blog.ikari.pl/2008/09/11/prokrastynacja/#comment-9601 ;) pzdr.

  10. OzRox 3 listopada 2008 20:28

    Szkoda, że dopiero dzisiaj zetknąłem się z tym pojęciem… lepiej późno niż wcale :) . Także mam wielki problem z odwlekaniem wszystkiego, dlatego proponuję zabawę. Od dzisiaj tj. poniedziałku 3 listopada do piątku 7 listopada obowiązuje zakaz odkładania jakichkolwiek czynności (istotnych oczywiście). W piątek napiszę się czy wytrzymałem, chyba, że odpadnę wcześniej… na razie nie dopuszczam do siebie takiej możliwości. Jeśli tylko masz ochotę zapraszam, zawsze łatwiej jest się zmobilizować jeśli rywalizuje się z kimś i przede wszystkim z samym sobą. IMO najwyższa pora skończyć z tą ułomnością :) .

  11. ikari 4 listopada 2008 13:02

    Wystarczy odpowiedni natłok rzeczy na uczelnię by zrozumieć, że MUSISZ wziąć się dużo wcześniej żeby w ogóle mieć szansę się wyrobić.

  12. […] Z resztą czemu się dziwić? Pierwszy raz rozwinięty temat prokrastynacji dopadłam na ikari blog. I pewnie też z w.w. dowiecie się o wiele więcej, niżeli ode mnie – tej, która myślała, że […]

  13. […] Dowiedziałem się o tym z wpisu MrówkiB, z którego zajrzałem na Wikipedię, a potem jeszcze na blog ikariego. Powtarzam się, ale nie ma nic gorszego, niż powiedzieć leniowi, że jego przypadłość ma […]

  14. […] w sobie energię do sprzątania, zmywania, naprawiania… znajome zachowanie? Ikari popełnił bardzo rozbudowany wpis traktujący o takiej nagłej chęci robienia wszystkiego, prócz tego, co mamy zrobić. Gratuluję […]

  15. Pssychika.net 27 lutego 2009 08:30

    Bardzo ciekawy wpis. Zapraszam do wspolpracy poprzez wymiane linkow.

  16. Asia 27 lutego 2009 11:29

    no ciekawe, ciekawe… tak, z tym planem to wszyscy powtarzają, a u mnie jakoś najczęściej kończy się na entuzjastycznym napisaniu planu i….zgubieniu go gdzieś albo zapominaniu o zaglądaniu. nawyki robią swoje, a zmiana ich to jednak kawał pracy.
    ale wierzę, że da się prokrastynację zwalczyć :)
    pozdrawiam :)
    Asia

  17. ikari 27 lutego 2009 19:11

    Niezmiernie cieszy mnie niemalejąca popularność tego wpisu, jeśli nie jego druga młodość :)
    (boję się jednak zostać trochę Bloggerem Jednego Wpisu. To co, pisać od miesięcy odkładany (sic!) wpis o Aspergerze w IT?)

    U mnie natomiast zrobić plan często pozostaje niestety… w planach. Ostatnio jednak mam wrażenie, że wpadłem na trochę wyższe obroty (dzięki paru małym zleceniom :)). Jak to ktoś kiedyś stwierdził w rozmowie o koleżance z grupy, która posiada nieskończone zapasy energii do pracy oraz organizowania siebie i innych – gdy już zaczniesz i weźmiesz na siebie wiele rzeczy, samoorganizacja przychodzi sama. Wpada się w tryb wyższych obrotów, lepszego zorganizowania, poukładania, planowania i osiąga się więcej, jednocześnie dalej motywując się satysfakcją. Czego sobie i Wam życzę.

  18. febe 2 kwietnia 2009 12:30

    ok, nareszcie mam chorobę na którą NA PEWNO cierpię!!!
    Teraz więc mogę się z nią zmagać…Zacznę od napisania magisterki – w końcu deadline tak blisko!(kolejny deadline)
    Ale przecież nie teraz, taka śliczna pogoda, szkoda siedzieć w domu…a ten dom to, swoja droga, też potrzebuje sprzątania. No i nie mam biurka, a to jest problem, jak pisać bez biurka…
    Ktoś się pisze na założenie Anonimowych Prokrastynatorów :/ ?

  19. ikari 2 kwietnia 2009 17:12

    Ktoś się pisze na założenie Anonimowych Prokrastynatorów :/ ?

    A kto pojawi się na spotkaniach? ;) Wszyscy odłożą przybycie na kolejny termin…

  20. dannie 9 kwietnia 2009 19:21

    febe- nie wiem jak blisko jest termin twojej magisterki, ale watpie, ze jest ktos wiekszym prokrastynatorem ode mnie. Mam tydzien na napisanie mojej pracy licencjackiej ( 8,000 slow). Do tego po angielsku.
    O terminie wiem juz od 8 miesiecy.. cale szczescie,ze metodologie juz zrobilam, mam wszystkie materialy itp. ale za kazdym razem kiedy zabieram sie do pisania znajduje mase innych czynnosci, ktorch oczywiscie nie musze robic.
    to potrafi starsznie zycie skomplikowac.

  21. ikari 10 kwietnia 2009 11:38

    Dannie i Febe.. Trzymam kciuki! ;)

  22. ewku 20 kwietnia 2009 21:55

    o maaaaaamo… toć to mnie meczy od tak dawna, a nie mialam bladego pojecia o czyms podobnym… Myslalam ze jestem takim leniem patentowanym, chociaz tak szczerze to wiecej energii mi uciekalo na walczenie z tym zeby sie w koncu zabrac za to co powinnam. O jak mi lzej ze jestescie wy ;) dzieki za bloga ;D moze jakos damy rade z tym wygrac, chociaz w moich ustach to brzmi raczej groteskowo… ;) pomijając fakt ze teoretycznie powinnam juz oddawac licencjat, ale oczywiscie tematu jeszcze nie mam;P trzymajcie sie ;*

  23. tex 28 kwietnia 2009 11:23

    Dobry tekst. Dokładnie odzwierciedla tę przypadłość. Miałem wrażenie że czytam o sobie :). Nie wiem jak z tym walczyć bo mam chyba wszystkie te lęki o których piszesz, brak celu (ciągle myślę co by tu w życiu robić a jestem już po 30-stce), perfekcjonizm który nie pozwala związać się na stałe z dziewczyną.
    Najważniejsze to mieć cel i przekonanie że to jest to! Wtedy dostaje się skrzydeł! Ja ciągle czekam sam nie wiem na co….

    Pozdrawiam :)

  24. prrrszalony 23 maja 2009 13:05

    świetny wpis! :)
    Dzięki wielkie za niego :)

  25. tomek 29 czerwca 2009 15:43

    Kurczę, to przecież o mnie !! :) Jako trzeźwiejący od ok. roku alkoholik pozwolę sobie Was ostrzec, że alkohol doskonale wpisuje się w profil prokrastynacji:(

  26. ikari 1 lipca 2009 17:08

    @tomek:
    Czyt. pijesz, żeby czasem nie robić czegoś pożytecznego?

  27. tomek 3 lipca 2009 10:37

    @ikari – coś w tym stylu. Łatwiej było się napić niż stresować niemożnością podjęcia jakiejkolwiek decyzji.

  28. […] „lenistwa z trudną nazwą”, jakie czytałem (a czytałem ostatnio sporo ;)). Wpis jest tutaj i niech on będzie miłą lekturą, w wolnym czasie ;). Tutaj zbieram tylko najciekawsze linki, […]

  29. febe 28 lipca 2009 16:13

    heh pierwszy raz weszłam na te komentarze od kilku miesięcy (choć stronę odwiedzam regularnie:) Śpieszę więc donieść, że w końcu uzyskałam wyższe wykształcenie – jakieś 72 h mega intensywnej pracy (prawie pod rząd) i magisterka oddana 25 h po „ostatecznym możliwym terminie”, przyjęta i obroniona na 5 :) ale co się nastresowałam (a najbardziej tym przekładaniem) to moje…życzę powodzenia innym prokrastynatorom (najlepiej zaś nie fundujcie sobie takiego maratonu;) !

  30. lavinka 17 sierpnia 2009 11:43

    „Główna różnica między prokrastynacją a nie robieniem niczego polega na tym, że prokrastynując staramy się właściwie robić wszystko inne niż główne zajęcie prowadzące do naszego celu.”

    Tak wygląda moje życie… odkładam jedną rzecz od zeszłego tygodnia bo coś tam coś tam, dziś na ten przykład jet za gorąco i mam dużo pracy. Ale nie pracuję, bo jest za gorąco, poza tym mam coś napisać na blogu. Ale nie piszę nic na blogu, bo muszę przeczyać trochę z czytnika rss. Ale nie za dużo czytam z czytnika, bo piszę komentarz u Cię na blogu. A poza tym jest za gorąco. ;)

  31. kurdeNo! 16 września 2009 02:21

    Jestem soba zniesmaczona, kolejny ostateczny termin mija, ja przechodze zalamanie wrecz, obiecuje sobie poprawe i…znow to jedno wielkie NIC, znow nic nie zrobilam ;( Juz nie wiem jak sobie z tym poradzic, ciezko mi ztym , ze jestem taka slaba!

  32. […] Więcej: Beck, Brett L., Susan R. Koons, and Debra L. Milgrim. Correlates and Consequences of Behavioral Procrastination: The Effects of Academic Procrastination, Self-Consciousness, Self-Esteem and Self-Handicapping. Journal of Social Behavior & Personality 15, no. 5 (December 2, 2000): 3-13. Ikari omawia dogłębnie problem prokrastynacji […]

  33. […] od myślenia? Jako czynność zbyt trudną, odkładam na później? Pytanie „czego ja właściwie, kurde, chcę?” nieodłącznie kojarzy mi się […]

  34. ikari » blog » TL;DR 27 lutego 2011 12:37

    […] Wynika to z tego, że podświadomość lubi natychmiastową nagrodę, dlatego jeśli coś nie przyniesie efektu od razu, odkładamy to na później. […]

  35. TL;DR « Fxpb Blog 1 marca 2011 13:29

    […] lubi natychmiastową nagrodę, dlatego jeśli coś nie przyniesie efektu od razu, odkładamy to na później. Ostatnio naszą wytrwałość najbardziej osłabia walka z pokusami, na jakie jesteśmy […]

  36. kachate 13 września 2011 16:37

    Jakbym czytała o sobie…
    Rzeczywiście plan jest pomocny, jak pisałam inżynierkę przez rok, to w końcu zrobiłam plan, zmieniałam go ze trzy razy w ciągu tygodnia, ale potem już szybko szło pisanie.
    Teraz piszę magisterkę – oczywiście termin oddania kilka razy już przekładany. Plan przed chwilą zrobiłam – więc może pójdzie już trochę szybciej.
    Gdzieś czytałam, że kiedy już jest po deadlinie i nie można go przesunąć, to są wyrzuty sumienia, że przecież mogłam to napisać, miałam tyle czasu, wystarczyło usiąść i się tym zając, jestem wystarczająco zdolna, żeby osiągnąć ten cel. Oczywiście za każdym razem tak mam, nawet teraz gdy piszę magisterkę, powtarzam sobie te słowa – ale jakoś nie pomagają…
    Życzę wszystkim powodzenia w walce z prokrastynacją :)

  37. ikari 13 września 2011 19:07

    Też właśnie piszę magisterkę. Nie mogę właściwie powiedzieć, bym ją prokrastynował, bo zwyczajnie nie było kiedy (ciągle były niestety także inne zobowiązania), ale walczę, zapieprzając na ostatnią chwilę jak dziki osioł po prerii, a po terminie pewnie będę sobie pluł w brodę, że mogłem wcześniej (mimo, że teraz doskonale wiem, że nie mogłem). Za to prawda, mogłem lepiej. Znacznie lepiej. Gdyby tylko było więcej czasu…

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>