Lód – cytat

Chcę się z Wami podzielić tym wspaniałym fragmentem…

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Moim życiem rządzi zasada wstydu.

Poznaje się świat, poznaje język opisu świata, ale nie poznaje się siebie. Większość ludzi – prawie wszyscy, jak sądzę – do śmierci nie nauczy się języka, w którym mogliby siebie opisać.

Kiedy mówię o kimś, że jest tchórzem, to znaczy, że uważam, iż zachowuje się tchórzliwie – nie znaczy to nic więcej, ponieważ oczywiście nie zajrzę mu w głąb duszy i nie dowiem się, czy jest tchórzem. Tego języka nie mogę jednak użyć do opisu samego siebie: w zakresie mojego doświadczenia pozostaję jedyną osobą, dla której słowa, czyny, zaniechania stanowią zaledwie blade i w gruncie rzeczy przypadkowe odbicie tego, co kryje się pod nimi, co stanowi ich przyczynę i źródło. Istnienia owego źródła doświadczam bezpośrednio, podczas gdy części mych zachowań nie jestem w ogóle świadom, a wszystkie odbieram w sposób niepełny, skrzywiony. Sami zawsze ostatni się dowiadujemy, jakiego idjotę zrobiliśmy z siebie w towarzystwie. Lepiej znamy intencje naszych czynów niż owe czyny.  Lepiej wiemy, co chcieliśmy powiedzieć, niż co naprawdę powiedzieliśmy. Wiemy, kim chcemy być – nie wiemy, kim jesteśmy.

Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną.

Byłby to język do jednoosobowego użytku, język niewypowiadalny, niezapisywalny. Każdy musi go sam stworzyć. Większość ludzi – prawie wszyscy, jestem przekonany – do śmierci się na to nie zdobywa. Co najwyżej powtarzają w duchu cudze opisy własnej osoby, wyrażone w owym języku pochodnym – w języku drugiego rodzaju – albo wyobrażają sobie, co by w nim o sobie powiedzieli, gdyby dane im było spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Żeby cokolwiek o sobie rzec, muszą sami dla siebie uczynić się obcymi.
Więcej »

Linuks – tym razem w obrazkach

Ponieważ po poprzednim wpisie dowiedziałem się, że czytać to się tego nikomu nie chce, a obrazków za mało, tym razem skupmy się na kwestiach wizualnych ;)

Jaki jest linuks, każdy widzi. System operacyjny z powłoką graficzną zwykle ma pulpit. Jako że proste kompozycje są passe, spójrzmy na pulpit pod nieco innym kątem…

pulpit

Na górze „kostki” (pulpity są cztery) mamy logo dystrybucji. W tle obraz „Carina 1″, poniżej gustowne odbicie. Oczywiście na co dzień kostki właściwie się nie widuje – tyle tylko, co podczas krótkiej animacji przełączania pulpitu (która jest miła dla oka, płynność daje złudzenie pracowania na współczesnym sprzęcie, a animacja jako taka pomaga intuicyjnie orientować się, z którym pulpitem aktualnie pracujemy). Czytaj: screen totalnie dla bajeru i przykucia uwagi ;-). Więcej »

Niewalentynkowo

Utwór dnia, wideo dnia, przebój dnia.

Kojarzycie „I kissed a girl” Kate Perry? ;> Posłuchajcie tego:

Niech mhrok będzie z Wami!

Koleś jest fantastyczny, taki gotycki Richard Cheese ;D Utwór mu się niesamowicie udał! Podejdźcie do tego z należnym jajem i też się tym zachwyćcie! :) Za link dziękuję melasie. (Update: utwór jest fantastycznie udany, koleś jest jednak okropny ;))

Korzystając z okazji informuję, iż nadchodzi wpis typu „linux w obrazkach”, zgodnie z zadeklarowanym zapotrzebowaniem ;) Natomiast w walentynki, pół godziny po północy będziemy mieli bardzo wyjątkowy unixowy timestamp! ;)

Linux – u mnie działa (do czasu)

zrzutekranu

Na wstępie przyznaję, że motto tytułowe ukradłem (bez dopiska) z opisu gg Tr00peRowi. Jest to także cykl wykładów na AGH :)

Była tu już całkiem długa notka o tym, jak przez utratę danych zmieniłem główny system operacyjny, ale… stracłem ją dzięki połączeniu odzyskiwania sesji w Operze (które odzyskało treść sprzed paru godzin, zamiast ostatnią) oraz auto-save WordPressa (który tym odzyskanym jednym zdaniem nadpisał poprzednie auto-save’y…). Zacznijmy więc jeszcze raz…

The story

Okolo 15 sierpnia wieczorem zahibernowalem Windows XP i polozylem sie spac.
16 sierpnia rano o 6:30 komputer planowo uruchomil sie… O 8 z hakiem uruchomilem sie ja. Spojrzalem na ekran. Systemu już nie było. Wystarczyło jednak zmienić aktywną partycję na inną by pojawiło się boot menu. Boot menu, w którym domyślnym wyborem był linuks, OpenSUSE 11.0.

I tak to się zaczęło. Linuks okazał się wcale nie być taki zły ;-) Oczywiście dziś powoli taka świadomość dociera już nawet do dzieci w podstawówce, a wszystko to za sprawą Ubuntu. Różnie to jednak u mnie bywało – pamiętam czasy, gdy po zainstalowaniu tego systemu miałem tylko konsolę tekstową i… nie wiedziałem, co mogę zrobić. Teraz nawet jak coś padnie, jestem w stanie sobie to naprawić… No i jest Internet :) (Sytuacja sie komplikuje, kiedy to WiFi jest tym, co sprawia problemy z dzialaniem/konfiguracja)

Więcej »