Linuks – tym razem w obrazkach

Ponieważ po poprzednim wpisie dowiedziałem się, że czytać to się tego nikomu nie chce, a obrazków za mało, tym razem skupmy się na kwestiach wizualnych ;)

Jaki jest linuks, każdy widzi. System operacyjny z powłoką graficzną zwykle ma pulpit. Jako że proste kompozycje są passe, spójrzmy na pulpit pod nieco innym kątem…

pulpit

Na górze „kostki” (pulpity są cztery) mamy logo dystrybucji. W tle obraz „Carina 1″, poniżej gustowne odbicie. Oczywiście na co dzień kostki właściwie się nie widuje – tyle tylko, co podczas krótkiej animacji przełączania pulpitu (która jest miła dla oka, płynność daje złudzenie pracowania na współczesnym sprzęcie, a animacja jako taka pomaga intuicyjnie orientować się, z którym pulpitem aktualnie pracujemy). Czytaj: screen totalnie dla bajeru i przykucia uwagi ;-).

Druga rzecz, o której wspominałem, już nie tylko efekciarska, ale faktycznie wygodna i przydatna, to odpowiednik macowego expose, tu zwany po prostu scale, czyli „rozjechanie” okienek na pulpicie:

compiz: funkcja scale (expose)

Z większości pozostałych funkcji i bajerów compiza (menedżer okien) właściwie niewiele się korzysta, albo korzystam tak nieświadomie, że nie jestem w stanie o nich teraz pomyśleć. No, ewentualnie czasem wykorzystuje się np. zoom (wprowadzony teraz także w Windows 7), by zbliżyć część ekranu.

A tło okienka terminala (w tym komunikatora – konsolowy ekg2) jest częściowo przezroczyste – mała rzecz, a cieszy :)

Dalej przyjrzyjmy się samym elementom pulpitu. Ja akurat korzystam z Gnome, dziś wręcz usunąłem z dysku KDE 4.2 w ramach rozpaczliwego poszukiwania wolnej przestrzeni dyskowej… Kde 4.2 jest wizualnie śliczne i dość minimalistyczne w porównaniu z tym, co zrobiłem ze swojego gnoma. A cóż na nim widizmy? Poza śliczną tapetą :) jest przecież dość znajomo. Pasek zadań, niemal jak w Windows, Google Sidebar – też niemal jak w Windows (nie wszystkie gadżety są cross-platform, zwłaszcza jeśli ktoś nie pisał w poprawnym JavaScript, a w składni JScript (mniej rygorystyczna)). Sidebar daje wygodny podgląd gmaila, miał tam też być RSS z najnowszymi postami grupowego forum, ale nie chciał zadziałać. Zresztą, nawet własnego feeda Atom z RSSami z mojego Readera nie raczy odczytać. Szkoda. A na pulpicie mamy ikonki. Ikonki mam macowe, przyznaję bez bicia, akurat ten zestaw mi się spodobał, co dość dziwne, biorąc pod uwagę, że wygląd Mac OS nigdy mi się nie podobał ;-). Niektóre ikonki są jeszcze bardziej znajome – Demo Derive 6 czy też measure, to po prostu programy Windowsowe zainstalowane dzięki CrossOver Office (jednego dnia było darmowe). Samo COO chodzi raz lepiej, raz gorzej. Office 2007 w nim działa (czasem spowalnia, zwłaszcza na wzorach i wykresach, ale daje radę). Inne rzeczy różnie :). Zaś ikonka „Office” to… OpenOffice. Pakiet nieprzyjemny, ale użyteczny.

Panele

Ale miały być ilustracje :). To, co mam w miejscu przycisku „Start” z Windows to nowe menu Gnome’a:

Menu Gnome'a

Menu Gnome'a

Podobieństwo do panelu Start z XP/Visty chyba zamierzone. Wyszukiwarka niestety działa tak, że po naciśnięciu enter dopiero rozpoczyna się wyszukiwanie – jako nowy proces w nowym oknie. To w KDE4 mamy (zupełnie inaczej wyglądające, ale już nie pokażę ;)) panel, w którym „wyszukuje się” natychmiast, spośród wszystkiego, co jest w systemie (a’la Vista) – tu więc punkt dla KDE.

klasyczne menu gnomeNa górze z kolei mam pasek samych gadżetów i umilaczy życia. Może z wyjątkiem pierwszego elementu – klasycznego menu Gnome’a ;) Tu z kolei widzimy oczywistą analogię do klasycznego menu programów z Windows. Funkcja także ta sama, z tym, że programy w kategorie grupują się same.

Zaraz obok mamy uniwersalną wyszukiwarkę wszystkiego, czyli deskbar applet, dalej zaś aplecik pozwalający zawartość schowka… zaszyfrować lub podpisać za pomocą GnuPG. Ot, tchnięty wiedzą zdobytą na przedmiocie Bezpieczeństwo Systemów Operacyjnych… nic z nim nie robię. Na czarną, paranoidalną godzinę („tylko paranoicy przetrwają”).

Dalej mamy ikonki napędów – otwórz, zamontuj, wysuń, odmontuj… takie typowe działania. Oczywiście ikonki są dynamiczne i pojawiają się/znikają w miarę potrzeby. Dalej, obok guziczka z listą wszystkich okien (ot, inny sposób dobrania się do danej aplikacji) jest coś przydatnego, nazwijmy to „paskami obciążenia systemu”: screenshot1

Pierwszy pokazuje obciążenie CPU w czasie, drugi – obciążenie pamięci fizycznej (zielone to cache), a trzeci – przestrzeni wymiany. Jak widać, niezależnie jakiego systemu używam, odpalić na dłużej Firefoxa i pamięci już nie ma ;-) 1GB to niestety już mało.

Kolejne gadżety zawierają m.in. słowniczek :)  słowniczekPrzydaje się on bardzo, gdy chcemy wyszukać znaczenie jakiegoś angielskiego słowa. Czasem dowiadujemy się także, że to słowo to nazwa miasta i paru detali o tym mieście… ;)

No i obok, między słowniczkiem a blokadą ekranu, widzimy zegar z… aktualną prognozą pogody.

zegar z pogodynkąa po najechaniu na dolną część…pogodynka
Tym samym widget pogodowy z Yahoo Widgets, którego używałem pod Windows, stał się zbędny… Wszystkie te szmery bajery z górnego panelu są zaś częścią środowiska Gnome, konkretnie właśnie Panelu (proces gnome-panel) i są absolutnie dowolnie konfigurowalne.

Multimedia

Gdyby ktoś wątpił, z tym także nie ma problemu. Może być i na pełnym ekranie, a nawet podczas manipulowanie tymże ekranem:

Multimedia & compiz
Film z ostatniego posta oglądany pełnoekranowo
+ obrót kostki

Czy też słuchamy sobie muzyki w trybie 6-kanałowym:

Regulacja głośności wyjścia i znajomy odtwarzacz...

Regulacja głośności wyjścia i znajomy odtwarzacz...

Dobrą cechą menedżera pulse audio (de facto to dzięki niemu w końcu dźwięk wielokanałowy zadziałał mi poprawnie i bez przeciwnych faz między głośnikami przednimi i tylnymi…) jest to, że – jak w Viście zresztą – możemy regulować głośność każdej aplikacji z osobna:

Regulacja strumieni audio

Regulacja strumieni audio

Totalnym geekowym bajerem jest możliwość skonfigurowania odtwarzacza wideo VLC tak, aby wyjściem wideo było „wyjście obrazu sztuki ascii”, czyli… ASCII-art! Tak obejrzałem Constantine’a:

Constantine w ASCII-arcie :) (płynnie!)

Constantine w ASCII-arcie :) (płynnie!)

Co najlepsze, z płynnością takiej animacji nie było problemu… Chociaż muszę przyznać, że pod linuksem mój Athlon XP 2000+ nie jest zbyt multimedialną platformą, kiedy przyjdzie oglądać filmy w „nowoczesnej”, dużej rozdzielczości. Powyżej pewnej rozdzielczości pod niczym nie jest w stanie nadążyć :(

Rzeczy użyteczne

Pod Windows był taki genialny (być może nawet warty pieniędzy, które kosztował…) program, jak WebDrive – montował on zasób typu (S)FTP jako dysk sieciowy i system mógł na nim normalnie pracować. To samo mamy w Gnomie. Wypełniamy okienko:

Połączenie z serwerem w Gnome...

Połączenie z serwerem w Gnome...

i system dodaje naszą lokalizację zdalną do ścieżek dostępnych w każdym okienku: screenshot12Z drugiej zaś strony, system za każdym razem dba o to, aby żadna aplikacja do danego zasobu nie dostała się bez naszej wiedzy i zgody (oh well, tak naprawdę, hasło podajemy tylko raz, potem tylko decydujemy, czy program dostanie zezwolenie, i czy chwilowe, czy stałe (do końca sesji)):

Systemowa prośba o autoryzację

Systemowa prośba o autoryzację

No i najprzyjemniejsza rzecz: to wciąż działa wewnątrz programów, np. gedit:

gedit i sftp

gedit "świadomy" zapisu na sftp

I jeszcze jedna rzecz, którą sobie chwaliłem: centralne zarządzanie oprogramowaniem:

Aktualizacje wszystkich programów. Wszystkich.

Aktualizacje wszystkich programów. Wszystkich.

Jak widać, nawet to, co nie jest częścią systemu, elegancko można zaktualizować – wszystko z poziomu jednego i tego samego instalatora. Minus – to gówno w 80% przypadków zapisując nową konfigurację w systemie zabije mi bez pytania firefoxa ;P Należy o tym pamiętać…

Na dziś myślę, że wystarczy… :)
PS. Happy Valentine’s Day!

Podobne wpisy:

5 komentarzy póki co

  1. waltharius 14 lutego 2009 14:00

    Ładny ten suseł. Ostatni raz widziałem go w akcji kilka lat temu. Widzę, że się sporo pozmieniało. Może sam w końcu wypróbuję…

  2. ikari 14 lutego 2009 15:27

    Jeszcze nie tak dawno wszystko miałem w czarnej kolorystyce, było jeszcze ładniej ;-) Aczkolwiek potrzebowałem odrobiny odmiany, więc powróciłem na jakiś czas do jasnych barw…

  3. waltharius 14 lutego 2009 20:10

    Skusiłeś mnie i zaczynam ściąganie DVD z openSUSE. Trochę lipa bo ściągnęło się 1,6GB z 4,3 i stwierdziło, że już :/ No zobaczymy.

  4. qbeu 15 lutego 2009 22:08

    OpenSuse ma niestety parę denerwujących niedoróbek, które mnie od niego odrzuciły na rzecz Debiana.
    Taki choćby Banshee, który potrafił zjadać mi procesor jednym kęsem, czy miliard usług, działających non stop i niedających się zidentyfikować i wyłączyć…
    Co nie zmienia faktu, że suseł jest jednym z bardziej efektownych i dopracowanych distro. Jak trochę popracują nad niektórymi rzeczami, to może nawet i doń wrócę :).
    No a kostka robi wrażenie, najbardziej na ludziach z GeForce2 i Celeronem 1,2GHz ^^’

  5. ikari 15 lutego 2009 22:37

    Usługami można zarządzać, a Banshee… nie używam. Chociaż wygląda nienajgorzej, jest napisany w C#, co sprawia iż staje się on ciekawym i właściwie to nigdy u mnie problemów nie sprawiał. Ciężko jednak jest przebić potęgę Amaroka :) (głównie opartą na tym, co on potrafi z danymi zrobić, wyłuskać, jak pięknie wszystko odgadnąć, otagować, przescrobblować, podpowiedzieć, zasugerować, opisać… ;)). A playerów właściwie jest mnogość. mplayer i cała garść nakładek na niego, amarok, banshee, kaffeine, vlc…

    Ja mam GeForce 6200 wprawdzie (wcześniej 4 MX440 i chyba compiz czuł się z tym akurat mniej więcej tak samo ;) – albo wtedy mniej zasobożernych pierdółek mu powymyślano, które później lubiłem sobie włączyć…), Athlona 2000+ na 1.7GHz, czyli tak naprawdę trochę tylko lepiej (na dzisiejsze standardy…). Z drugiej strony, przy 1920×1200 odczuwam już pewne problemy karty i procesora z utrzymaniem płynności niektórych efektów. Wciąż zastanawia mnie, czy gdyby włożyć jakąś potężną kartę AGP… Bo przecież miło jest się cieszyć detalami. Żeby okienka przy ALT+TAB odpływały przezroczystniejąc w tło z tym 60FPS… ;-)

    Jedyne problemy jakie faktycznie mam z OpenSUSE to to, że czasami aktualizatorowi coś odpiernicza albo blokuje się baza pakietów (zwykle trzeba umordować packagekitd), Skype nie działa (działa dosłownie JEDNO zestawienie połączenia, i tylko „na odbiór” – mikrofonu nie słyszy, choćby skały srały. A drugi raz już nie połączy bez umordowania), a początkowo zanim przeszedłem na serwer dźwięku PulseAudio to miałem taki cyrk, że w zestawie 4.0 przednie głośniki grały w przeciwnej fazie względem tylnych… i 4 głośniki oznaczały całkowity brak basu, zamiast wyraźniejszego niż przy dwóch ;)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>