Happy End

Po wielu ciężkich perypetiach odzyskałem wszystkie dane. Zarówno partycję znikniętą w sierpniu, jak i zawartość umierającej pięćsetki (WD MyBook Pro ES 500GB).

W piątek próbne uruchomienie dysku. Piszczy, piszczy, ale startuje.
W sobotę przychodzi paczka z innym dyskiem, wystarczającym na odzysk wszystkiego, SATA2.
W przelotki IDE → SATA (czy odwrotnie – nie ufam oznaczeniom, patrzę na szczegółowy opis) się już nie bawimy, zdecydowanie. Mam jedną „wartą” parenaście złotych, ale powodowała tak dziwne zachowanie chociażby samej kontrolki aktywności dysku (pół-świecenie), że podziękowałem. Losowo wybrany inny jej nabywca z Allegro też twierdził, że nie działa. Doinwestowałem więc w mój wiekowy komputer dokupując kontroler SATA/eSATA.

Podejście 1
Zrzucamy obraz dysku pod linuksem, żeby dysk wykonywał jak najmniej ruchów głowicami, skoro prawdopodobnie (i miejmy nadzieję, że tylko) ma problem natury błędy pozycjonowania: cp /dev/sdb1 /windows/E/sdb1.bin
Oczywiście tam, gdzie dysk ma lepszy dzień, USB musi mieć gorszy. Bo należy wspomnieć, że mój 7-letni komputer ma czasem schizy z USB – gubi urządzenia, tym chętniej im więcej ich jest lub im więcej danych transmitują. Ciągły strumień danych z dysku jest doskonałą okazją by ten dysk ‚zniknąć’. Tak oto, raz po 5, raz po 7, raz po 50GB, system przestawał widzieć urządzenie USB, dysk zaś radośnie kręcił kółkiem na obudowie tak, jakby nigdy nikt mu nie powiedział, że bieżąca operacja się zakończyła (tyle, że niepowodzeniem).
Kombinujemy, przepinamy zworki w kontrolerze tak, by drugi port SATA wyprowadzić na zewnątrz (ma 2 porty wewn. i 1 zewn., ale może obsługiwać tylko dwa na raz).
Efekt uboczny: coś gdzieś ruszyłem i komputer przestał się uruchamiać (Bez BIOSu, bez „beep”). Doskonała okazja by wykonać planowane od dawna odplątanie i reorganizację kabli. I kart rozszerzeń (zająłem już wszystkie sloty PCI!). Działa.
W końcu dane zrzuciłem pod Windows i to jako pliki – dysk chwilowo nie przejawia żadnych „przeraźliwie piszczących” zachowań podczas pracy. Zrzuciłem – warto tu dodać – poprawnie.
Delete partition and destroy data. Teraz liczymy na to, że dysk uda mi się jeszcze odesłać do sprzedawcy (tu są kolejne problemy… miałem podwójnego pecha, cóż).

We wtorek przybył do mnie mój ukochany, z dawna czekany, Barracuda z Siriusa (w połowie lutego dostałem informację, że Seagate przyjął mój uszkodzony egzemplarz do wymiany). W Seagate’owym pudełku Seashell. Wow! 10cm mięciutkiej gąbki z każdej strony:

Jeszcze go nie podpinałem.

Zewnętrzna 500tka jest natomiast obecnie podpięta przez eSATA i prawie nie wykazuje dziwnego zachowania. Co jakiś czas restartuje się (wyłącza i włącza) podczas pracy (!) i to tak, że system nawet tego nie zauważa (poza tym, że gdy dysk się wyłączy, łapie sekundową „zwiechę”)…

Podobne wpisy:

4 komentarze jak dotąd

  1. Paweł (dRaiser) 8 marca 2009 23:56

    Grats, że poszło :)

  2. waltharius 11 marca 2009 11:54

    Czemu cp a nie dd? Miałbyś ładny obraz do podmontowania :)

  3. ikari 11 marca 2009 17:01

    A tak to nie ? ;P cp z urządzenia też tworzy identyczny obraz.

  4. mrówka 11 kwietnia 2009 23:21

    To ja może znów napiszę tylko „wesołych świąt”? ;-)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>