Rowerzysta

Dziś jechałem do pracy i z powrotem rowerem (18km w jedną stronę, drugi koniec Łodzi, trudno, świetnie).
Tradycyjna bolączka rowerzysty to kierowca samochodu zajeżdżający mu ścieżkę rowerową z takiego czy innego powodu (najczęściej próbujący się po prostu jak najszybciej wp*lić na skrzyżowanie).
Tacy panowie wywołali dziś trzy moje donośne „kurrrwa mać!”, zatrzymując się zwykle zupełnie bez zapowiedzi całkowicie w poprzek ścieżki, a jeden to wręcz z rozpędem wjechał na ścieżkę z chodnika (no k…).
JEDEN Pan gdy próbował wjechać na Włókniarzy z uliczki, ROZEJRZAŁ SIĘ (żaden poprzedni tego nie zrobił – wszystkich miałem ochotę uświadomić walnięciem pięścią w karoserię), zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków… Pan cofnął. Przepuścił uprzejmie. Podziękowałem, skinąłem głową. On również. Od razu milej.
Dalej pani tuż przed wejściem mi na drogę dla rowerów zauważyła, że jadę, zatrzymała się, podziękowałem uśmiechem – odpowiedziała tym samym. Inni by patrzyli tylko na koniec własnego nosa, a wpadając na rower, który od dawna jechał na ścieżce, na którą wchodzą bezmyślnie, tylko by mieli pretensje do wszystkich dookoła.
Czy to naprawdę takie trudne, być miłym?
Ja, gdy jadę chodnikiem, też nie pcham się i nie uważam się pępkiem świata, uprzywilejowanym zawsze i wszędzie. Na wąskim odcinku mogę nawet zwolnić do tempa kobiety z wózkiem, czy starowinki przede mną. Przejdzie dalej, będzie miejsce, wyminę. Nie ma problemu. Ale jak jadę drogą dla rowerów, to proszę mi się nie WPIERDALAĆ, do tego jeszcze mając pretensje DO MNIE, że nią jadę.
Czy ja Wam, kurwa, drodzy kierowcy, zatrzymuję rower w poprzek jezdni, którą jedziecie?

Podobne wpisy:

14 komentarzy póki co

  1. Michał Cichocki 22 lipca 2009 22:26

    Ou, ou Ikari, ileż w Tobie złości. Nie wiem czemu, ale nie spotkałem dzisiejszego dnia osoby, która miałaby dobry dzień. Wszyscy narzekają, przeklinają i mają zły humor (nie wyłączając rzecz jasna mnie). Jutro powinno być lepiej. Nie będzie nikogo na ścieżce rowerowej i będę miał wolne ;p.

  2. bobiko 23 lipca 2009 00:09

    Mnie też wkurzają tacy debile, którzy nagle muszą zjechać na ścieżkę rowerową, nie patrząc w prawe lusterko. Jeszcze gorsi są piesi, którzy z kolei olewają obecność rowerzystów i jak się domyslasz, o wypadek nietrudno. Wtedy krzycze: PRZEPRASZAM, to schodzą szybko na bok. Są tacy, co w ogóle nie reagują (nie mówię tu o starszych osobach, im mozna wybaczyc), wówczas krzyczę, że chodnik jest obok, a otrzymuję odp.: Spadaj na drzewo.

    Trzeba wychować nasze społeczeństwo :)

  3. ikari 23 lipca 2009 10:51

    Och, nie takie znowu tyle złości… ;)
    Trzy razy bluźniłem, ale i trzy razy wymieniłem uśmiech (o jednym nie wspomniałem, drobnostka taka :P)… I uważam te chwile za coś bardzo pozytywnego :)

  4. AdvMDev 2 sierpnia 2009 00:42

    Samochód czy idiota na ścieżce to jedno. Ja mam ścieżkę rowerową blisko duuużego trawnika i alejki od bloku – i pełno kundli pospuszczanych ze smyczy (pozdrawiam debila, który wypuszcza wilczura bez łańcucha i kagańca). Wiesz, taki pieszy nie oszczeka, nie trzeba przed nim też spierdalać… ;)

  5. ikari 2 sierpnia 2009 13:23

    @AdvMDev – ja mam wręcz przeciwne odczucia ;-)
    Psy na ścieżce/chodniku/czymkolwiek zachowują się zwykle dużo BARDZIEJ przewidywalnie i logicznie, niż ich właściciele (ok, bo rzadko mnie gonią).
    Gdy jadę, pies idzie tak jak szedł albo odsuwa się dalej. Pieszy natomaist rzuca się pod koła chcąc nagle odskoczyć, tylko wybiera zły kierunek, albo ratować… psa/dziecko, któremu nic nie grozi, bo zachowuje się spokojnie i pod koła nie wpadnie.

  6. eli.wurman 10 sierpnia 2009 00:26

    Dżyzas, czy pisząc: „zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków” miałeś na myśli, że nie trzymałeś kierownicy?

  7. ikari 10 sierpnia 2009 07:08

    No, e, mój rower, ze mną, powyżej jakichś 22-25km/h jest już bardzo stabilny i kierownica powoli robi się zbędna ;-)

  8. eli.wurman 10 sierpnia 2009 18:49

    Powinieneś dostać mandat za stwarzanie zagrożenia w ruchu. Najlepiej tak z 5000 zł, to by Cię nauczyło dbać o bezpieczeństwo. Jak Ci wyskoczy dziecko to nie będziesz miał jak zareagować.

  9. ikari 10 sierpnia 2009 19:42

    Jeśli są tam jakieś dzieci pozakopywane w trawie, to może i mogło ;-)
    Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)

  10. eli.wurman 10 sierpnia 2009 20:42

    „Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)”

    Jasne. Pusty odcinek drogi, to mogę sobie przekroczyć prędkość o 50 km/h, amirajt? Soł: jeśli chcesz, żeby rowerzystów traktować poważnie – zachowuj się poważnie. Również: przeczytaj sobie to

  11. ikari 10 sierpnia 2009 21:03

    Burzysz mi mocno ideę budowania sielankowej atmosfery w tamtym fragmencie wpisu takim opisem ;-)
    Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.

  12. eli.wurman 10 sierpnia 2009 22:35

    „Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.”

    No więc jako uczestnik ruchu powinieneś mieć na względzie bezpieczeństwo swoje i innych. Być może świetną metodą „wychowawczą” będzie jak wyrżniesz na jakimś przypadkowym kamieniu, choć oczywiście byłoby super, gdybyś na codzień myślał o tym, że nagłe i niespodziewane zdarzenia czasem mogą się przytrafić każdemu z nas. Lepiej wtedy mieć możliwość reakcji.

  13. ikari 10 sierpnia 2009 23:11

    Mam, zwłaszcza innych.
    I zwykle to sam dla siebie jestem największym zagrożeniem, tego też jestem świadom ;) (jak ten mój piękny lot nad kierownicą na łokieć…)

    A co do linkowanego posta – autor przytacza bardzo wiele bardzo słusznych zjawisk i w wielu punktach się z nim zgadzam. W innych zaś mocno przesadza lub wręcz przegina i zgodzić się nie mogę. Przede wszystkim jednak razi mnie sposób, w jaki tekst jest napisany. Tak, to pewnie wygląda podobnie jak i ten tutaj wpis, powstawało też zapewne w podobnych warunkach… Niemniej jednak – w ten sposób według mnie do nikogo nie trafi, tzn. nastawienia niczyjego nie zmieni. Chyba, że chciał trafić poprzez kontrowersyjność i rozpętywanie wokół postu burzy – komentwarzy miał “jak mrówków” i otwarcie przyznaję, że ich nie czytałem. Niemniej jednak myślę, że nie tędy droga.

    A ja… ja chcę cieszyć się tymi drobnymi uśmiechami, zauważaniem rowerzysty na ścieżce, zauważaniem pieszego przez rowerzystę i ogólnie, wszystkim małym chwilom, które uświadamiają, że ludzie nie chcą wzajemnie się pozabijać i powyzywać, a jednak widzą w innych ludzi – takich jak i oni…

  14. ikari 10 sierpnia 2009 23:14

    I nieprawdą jest – znów z linkowanego bloga – jakoby “rowerzysta wiedział najlepiej” i “zawsze to nie on był winny”. Nie, właśnie problem w tym polega, że tak ma każdy. Pieszy będzie święta krowa, rowerzysta pan chodnika, kierowca samochodu to już w ogóle ma wszystkich gdzieś – tak dalej i dalej. Taka nasza mentalność niestety.
    Głęboko wierzę, że mniejszości, a po prostu bardziej daje się odczuć i zapamiętać.

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>