Myśli losowe

Dobrze jest wiedzieć, czego się chce. I to wcale nie jest takie banalne, jak brzmi.

Krótkoterminowo myśli się łatwiej. Czego chcę teraz? Ciszy, spokoju. Niech nic nie rozprasza. Chciałbym, by mój pokój był dźwiękoszczelny, by było w nim cicho nawet, gdy tuż za jego drzwiami jest tradycyjny w tym domu niewyobrażalny hałas. Pomijam już niejednokrotnie hałasujące niemiłosiernie sprzęty kuchenno-przemysłowe (jak ktoś chce zamówić ciasto to proszę do mojej mamy). Mama i siostra zdają się wręcz uzależnione od hałasu – gdy tylko wchodzą do mieszkania, pierwsze co robią to włączają telewizor – mimo iż nie będą nic oglądać ani nawet go słuchać – a poziom głośności jest niezmiennie wysoki (lub bardzo wysoki – nigdy poniżej połowy skali). Ot, żeby coś hałasowało. Wtedy, oczywiście, jakiekolwiek próby komunikacji to co najmniej podniesiony głos, lecz zwykle krzyk. Ale oczywiście krzyk to jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi do głowy – bo czemu ktoś miałby ściszyć, czy nie daj Boże wyłączyć te atakujące uszy reklamy?! Chcę też pieniędzy (czasem trzeba to przed sobą otwarcie przyznać). Szczęścia nie dają, ale dają łóżko, po którym nie bolą plecy, dałyby dużemu chłopcu nowe zabawki (HTC Touch Pro 2, sensowny amplituner 5.1, takie tam od dawna upatrzone sprzęty; oczywiście priorytety tych zakupów w mojej głowie są nieadekwatne do ich cen), wygłuszenie pokoju też byłoby z nimi łatwiejsze. O kapitalnym remoncie mieszkania (niezbędnym) nie wspominając. A najlepiej to do tego nowym mieszkaniu. To niech sobie rodzina remontuje, a ja stąd uciekam, jak najdalej. A skoro już mam mieć telefon z QWERTY to chcę, by Play oddało mi moje 3000 SMSów do wszystkich sieci miesięcznie – obniżyli tę liczbę do 1000.

Ale przecież nie o to chodzi. Cała sztuka polega na tym, by wiedzieć czego się chce tak naprawdę, co definiuje nasze szczęście, co da nam spełnienie, czego chcemy na dłuższą metę. I tu nigdy nie wiem, czego chcę. A jeśli wiem, to pewnie mi się tylko wydaje, że wiem. Albo w którymś momencie wyda mi się, że jednak może nie tak na pewno i wtedy coś zrobię nie tak i to stracę. Jak podejmować w życiu zawsze właściwe decyzje? Skąd wiedzieć, czego naprawdę w głębi serca potrzebujemy  i wobec tego pragniemy?

Regularnie takie myśli do mnie wracają i nigdy jeszcze do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedłem – jedynie tyle, że pora przyznać się uczciwie przed samym sobą i całym światem: nie wiem, czego chcę [w życiu].
Kiedyś mi się wydawało, że jestem zaplanowany (bo to tak fajnie brzmi). Nie. Może i byłem, ale już nie. Fakt, planuję o tyle, że zawsze rozważam setkę czarnych scenariuszy (jeśli na 2/3 z nich masz plan – droga wolna). Dziś zdaję sobie sprawę, że jeśli myślę, to małymi kroczkami, nie dalekosiężnie (daleka przyszłość to jedynie domena optymistycznych wizualizacji).

Uciekam od myślenia? Jako czynność zbyt trudną, odkładam na później? Pytanie „czego ja właściwie, kurde, chcę?” nieodłącznie kojarzy mi się z trudną sztuką planowania. No nie mówię, że od razu mam sobie wytyczyć kurs, punkty kontrolne i plan na życie, ale… ale zarówno planowanie, jak i szukanie odpowiedzi na to pytanie, wymagają pewnego zastanowienia. Spojrzeć na siebie obiektywnie to zaś trudne zadanie. Nie tylko należałoby najpierw wyjść z siebie, by móc się zobaczyć z innej perspektywy, ale także czasem najzwyczajniej w świecie nie chcemy tego, bojąc się zobaczyć coś niewygodnego.
A może po prostu nie mamy już  czasu myśleć? Bo zawsze dom, praca, rodzina, szkoła czy uczelnia są ważniejsze. W efekcie niby człowiek myśli cały czas, a jednak w praktyce nie znajduje na to czasu, całodzienne myślenie bowiem ogranicza się do najbliższych minut i formułowania bieżących problemów oraz znajdywania ich rozwiązań. Żyjemy zbyt szybko, by mieć czas żyć. Zbyt szybko, by znaleźć czas dla siebie lub na rzeczy ważne. Byle wszystko na teraz było dobrze, a potem jakoś to będzie, prawda? Zresztą, jak pogodzić te wszystkie sprzeczne pragnienia…?

Ten wpis też jest taki beznadziejny właśnie dlatego – nie ma czasu/sił pomyśleć. I tak sobie leży i dojrzewa od września, co kilka tygodni zyskując zdanie albo kilka. Jakie uczucia wywoła u czytelników? Jakie refleksie, a może żadnych? Czy Ty wiesz, czego chcesz, jak osiągnąć szczęście?

Podobne wpisy:

9 komentarzy póki co

  1. Jenny 17 listopada 2009 02:07

    myślę, że nie można jednak nie doceniać takiego krótkoterminowego planowania. bo życie składa się właśnie z takich krótkich momentów, małych kroków, które każdego dnia robimy. jeśli upadniemy i zawalimy w małej sprawie – jakim cudem mogłoby nam się udać w większej?

    po prostu zapominamy czasem, że te drobiazgi w sumie składają się na coś większego. nie potrafimy na to spojrzeć z dalszej perspektywy i wciąż wydaje nam się, że nic nie mamy, nic nie robimy.
    może faktycznie czasem warto po prostu usiąść i nie myśleć. a potem docenić siebie. i tyle.

  2. mkl 17 listopada 2009 09:20

    chcę, by Play oddało mi moje 3000 SMSów do wszystkich sieci miesięcznie – obniżyli tę liczbę do 1000.

    Yay, trochę matematyki! 1000/30 = 33.(3) SMS/dzień. Jeden wysłany SMS ~= jeden odebrany SMS. Czas napisania/odczytania statystycznego SMSa ~= 60 sekund. To daje godzinę z hakiem dziennie. Razy 3 (względem 3 tys.), to już grubo ponad 3 godziny. Dziennie. Mówisz, że nie masz czasu?

    Pragnienia? Głębia serca? Refleksje? Dobór naturalny i instynkt samozachowawczy. To, że potrafimy o tym mówić wielkimi słowami, nie czyni z nas niczego więcej ponad gadające małpy.

  3. sproject 17 listopada 2009 17:55

    O, ikari jednak żyje! :)

    A co do wpisu – jeśli to jest nieprzemyślany wpis, to mam wrażenie, że takiego, który można by określić tym mianem jeszcze nie widziałem. W skrócie, żeby się nie rozpisywać, bo mnie też jakoś nic się nie chce (bardziej niż zwykle, choć myślałem, że to już niemożliwe) – masz rację.

  4. Michał Cichocki 17 listopada 2009 22:29

    A jeszcze kilka lat temu zapewne miałeś mnóstwo czasu na przemyślenia, prawda? Nie wiedzieć czemu, im człowiek starszy tym jego dzień staje się coraz krótszy. Wyczekujemy na emeryturę? :)

  5. heavygunner 18 listopada 2009 15:45

    Świetny wpis! Dobrze, że tak długo dojrzewał – widać w nim głębię. Powiem szczerze, iż sam zwykle nad tym się zastanawiam i muszę chyba wrócić znów do lektury książki Dale Carnegie’go – „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, którą bym i Tobie polecił. Jest ona warta każdych pieniędzy, a autor jest niezwykle ludzki :).

  6. meg 8 grudnia 2009 15:34

    „Regularnie takie myśli do mnie wracają i nigdy jeszcze do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedłem – jedynie tyle, że pora przyznać się uczciwie przed samym sobą i całym światem: nie wiem, czego chcę [w życiu].”

    Może nie pamiętasz, ale powtarzasz to co najmniej od kilku lat. Nic się przez ten czas nie zmieniło, więc może pora się przyzwyczaić? W końcu po co wiedzieć czego się chcę? Żeby do tego dążyć? Doskonale wiesz, że planować się nie da. Można próbować, jest to wskazane. Ale prędzej czy później (w moim przypadku zawsze prędzej) coś się spierdoli. Małe kroczki są dobre. Tak mi się wydaje. Ale co ja tam wiem, mi nic w życiu nie wyszło. Za to Tobie, moim zdaniem, idzie całkiem nieźle.

    Inna sprawa, gdy chodzi o ludzi. Wypada wiedzieć, czego się od nich chce i jak ich postrzega. I trzeba im o tym mówić. Na bieżąco. Nie wiem, czy pisząc tę notkę choć przez chwilę przeszedł Ci przez myśl sierpień, ale dla mnie to idealny przykład tego, że nie wiesz, czego chcesz.

    „Żyjemy zbyt szybko, by mieć czas żyć. Zbyt szybko, by znaleźć czas dla siebie lub na rzeczy ważne.”

    Tu powiem to, co powtarzam wszystkim. To my sami decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie. Pewnie, jesteśmy ograniczani, przez system chociażby. Ale ostateczna decyzja należy do nas. Widziałeś film „Clerks”? Bardzo mi bliski z wielu powodów. Zawsze mi przypomina, że jeżeli nienawidzę czegoś w moim życiu, to mogę choćby próbować to zmienić. Jeżeli tkwię w chujowej pracy, to mój wybór (w tym przypadku – boję się wymienienia jej na bardziej chujową, no i oczywiście jak zwykle naiwnie wierzę, że „będzie lepiej” – i jestem wyzywana od pesymistek). I to my ustalamy swoją listę priorytetów. Jestem przedstawicielką zagrożonego już gatunku (łącznie ze sobą znam dwie takie osoby), które wyznają zasadę, że człowiek jest najważniejszy… Nie praca, nie szkoła, człowiek… Kiedyś napisałeś mi w liście, że najpierw odpisujesz, potem odrabiasz lekcje, jeżeli zaś starczy Ci jeszcze czasu – śpisz. Coś takiego. Utkwiło mi w pamięci… W każdym razie żadna skrajność nie jest dobra, bo skończysz jak ja. Nie, to Ci już nie grozi. Ale mimo wszystko – sam wybrałeś uczelnie. Sam podjąłeś decyzję, że chcesz pracować (nie wiem, czy wciąż, strzelam), od Ciebie zależy stopień w jakim się przykładasz. Jeżeli braknie Ci czasu dla siebie, to może warto z czegoś zrezygnować. Ja tak zrobiłam. Choć dla Ciebie to pewnie oznacza właśnie rezygnację z ludzi…

    Zastanawia mnie, czy nie dostrzegasz jak bardzo jesteśmy do siebie podobni… Może nie potrafię tego okazać. Z tego, co ostatnio widzę, ludzie prawie zawsze interpretują moje słowa i zachowanie w jakiś zupełnie nowy, niezrozumiały dla mnie sposób. Więc to pewnie moja wina. Nie znam mądrych wyrazów, nie potrafię pisać tak, jak Ty (a to ja miałam być pisarką, huh…). A może z pośród szerokiego (niegdyś?) grona znajomych mogłeś powybierać sobie takich, którzy odpowiadali Ci bardziej. Nie wiem.

    Odnośnie Playa. Poczułam się równie oszukana, gdy po doładowaniu dostałam powiadomienie o ilości przysługujących mi darmowych smsów. Ale w sumie na tym stanęło, bo ja się mieszczę… Jednak czytając takie słowa na Twoim blogu nie sposób nie pomyśleć „to gdzie giną te wszyyystkie smsy, które do mnie wysyłasz”.

  7. alex 5 marca 2010 03:03

    Podpisuję się pod ostatnim zdaniem odpowiedzi meg. Rękami nogami i czym popadnie też.

  8. ikari 5 marca 2010 14:30

    Nie wykorzystuję limitu SMSów i wiem, czego chcę ;-)

  9. Mart 5 sierpnia 2015 11:50

    Patrzę na drugi akapit i tak się cieszę, ze się to udało. ;)

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>