Ślubuję Ci pośpiech i spóźnienie.

Budzik, znowu o parę godzin za wcześnie, otwarcie oczu i już mi się nie chce, jeszcze ten deszcz, jeszcze poleżę, jeszcze moment… Potem otwarcie szafy, pospiesznie jakieś ubrania, kawa pita, dla odmiany, w pośpiechu, torebka, płaszcz, klucze. Zgrzyt ich w zamku, zgrzyt zębami, wciąż o kilka minut do tyłu, ale w sercu jeszcze tli się nadzieja – może nie dzisiaj…? I jeszcze standardowy powrót do drzwi, czy zamknięte, znowu zamknięte, ale szarpnięcie klamki obowiązkowe. Zawodowo uprawiany pośpiech, a przecież obiecywałam sobie, te siedem, osiem minut, przecież już deficytu snu nie odrobię, a spóźnienie mogłam pokonać, zadać cios tymi minutami, decydujący, triumfalny. Cyfry na wyświetlaczu śmieją się bezlitośnie.
Biegnę, pomiędzy nadzieją a zwątpieniem, wypatruję znaków – zielone – wygrałaś, czerwone – awantura sumienia o wykonanie kreski [strata czasu – 60 sekund na oko.]
Hobbystycznie uprawiany bieg przez przejście, meta… fizycznie… osiągnięta. Tłumy ludzi na przystanku zerkają na mnie złowrogo: „zdążyła…!” Staję się potencjalnym wrogiem w walce o przestrzeń autobusu, hipotetycznym złodziejem powietrza. Wchodzimy, pojedynek o siedzenia, o lepsze miejsce, a może nawet bez powodu, dla zasady. Zajmuję swoje miejsce. Jedną ręką trzymam się krzesła, drugą – myśli, że jeszcze tylko parę chwil i sobie stąd wyjdę….
Parę chwil… autobus rzęzi, rzęzi… i utyka, zbiorowy jęk zbiorowej rozpaczy – imponujący sznur samochodów i autobusów, my w jego uroczym ogonie. Nasza wspólna podróż się przedłuża, jej kres niknie gdzieś na linii horyzontu… w chmurze spalin i szmerze silników…
Trzeba to przetrwać. Nerwowo otwieram torebkę, przeszukuję otchłań bałaganu w poszukiwaniu deski ratunku… słuchawka niemal uśmiecha się pod palcami, wyciągam odtwarzacz, wysyłam przebiegły uśmiech współpasażerom. Z miną ‘przechytrzyłam was’ wkładam do uszu słuchawki, wduszam przycisk. Nic. Cisza. Muzyka nie płynie… rozładowana bateria. Pośpiesznie chowam odtwarzacz wraz ze świeżym jeszcze a już przeterminowanym uśmiechem. Nie mam więc wyboru, staję się widzem w tym wieloaktowym przedstawieniu. Oglądam, odsłuchuję, chociaż nie kupowałam biletu.
…Nie kupiłam, nie było w tamtym sklepie, no wiesz, nie będę ganiała za tym teraz, może po zajęciach, zresztą jak się nie uda to… ale po co ty chcesz tam jechać?…
No i on mi mówi, że ja mu nie mówiłam o tym. Wiedziałam, że tak będzie.
Magda nie odbiera, nie wiesz co się z nią dzieje?
Pogadamy jak wrócę… Kocham Cię. Pa.
Rozmowy – ich szczątkowość. Telefoniczne, prowadzone w autobusach, tramwajach, metrze. Podczas podróży do pracy, szkoły, na uczelnie. W obecności tłumu obcych i  nieobecności tych, do których powinniśmy mówić. Komunikaty, krótkie i pozbawione większego sensu na przemian z wyznaniami miłosnymi. Wyznaniami, które przeplatane urywkami rozmów współpasażerów, wykrzykiwane pośpiesznie i nieuważnie.
I nagle myśl, że robię tak samo. Pośpiech, którego jestem uczestnikiem. Dokąd się śpieszę? Co przez ten pośpiech tracę? Dzwonię do rodziny i przyjaciół poinformować o istotnej kwestii korków, albo spóźnienia, o tak ważnej irytacji spowodowanej brakiem możliwości kupienia czegoś. Wysyłam sms przebiegając przez światło, nie gubiąc liter, ale tracąc sens. Sens bycia razem. Bez nerwowego spoglądania na zegarek. Nie patrzę im w oczy i nie delektuję się smakiem kawy i  ich obecności.
Patrzę na tych podrożnych. Widzę ich poranki, tak podobne do mojego. I nie chcę tak. Spoglądam na panią doniczką w ręku i mówię, że uwielbiam orchidee. Ignoruję sprawę korków i spóźnienia. Uśmiecham się. Wysiadam. Wolnym krokiem idę do kasy. Kupuję bilet. Pojadę zapytać czy czuli już zapach kwiatów kwitnących jabłoni i czy pamiętają jak… Będę słuchać, ale nie odtwarzacza, będę czuć, ale nie gniew na zmotoryzowanych i motorniczych. Wyłączę telefon.
Chociaż na jeden dzień.

— E.N.

Podobne wpisy:

5 komentarzy póki co

  1. Marchew 22 czerwca 2010 06:50

    Boziu, jakie to śliczne…

  2. Lan 21 sierpnia 2010 02:33

    Lubi to :)

  3. MissySleepy 12 października 2010 12:56

    Bardzo bardzo!

  4. Egon 20 października 2010 04:55

    Niezle. Rozsylam dalej. ;)

  5. Kamea 29 listopada 2010 13:52

    juz nie mam tych porankow przepelnionych pośpiechem, mieszkam na prowincji:)))

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>