Jedenaście pazurów – o antologii bez spoilerów

Jedenaście pazurów - okładka Jako miłośnik kotów (ci co wiedzą, jak bardzo, to wiedzą), zapragnąłem tej książki, gdy tylko ją zobaczyłem. Wiadomo, kocie opowiadania muszą być dobre – z takiego przynajmniej wychodziłem założenia (zachęcony zresztą jakąś inną tematyczną antologią, którą czytałem wieki temu).

Koty są niesamowite i fascynujące. Wybitni indywidualiści, każdy z nieco odmiennym charakterem i zwyczajami, nigdy zaś nie wiadomo, kto w relacji człowiek-kot należy do kogo. Zwinne, szybkie, drapieżne, a zarazem mruczące, słodkie, potulne i leniwie wygrzewające się w słoneczku.

Wiele zatem można oczekiwać po zbiorku opowiadań, w których motyw kota ma dominować. Jak zaś ten tomik spełnia te oczekiwania miłośnika kotów?

Opakowanie

Przed zakupem niestety oceniam książki po okładce. Ta akurat jest odpowiednio kocia ;). Zawiera też kilka znajomych nazwisk – bo autorzy rodzimi, to i napić się i pogadać z niektórymi się kiedyś zdarzyło. Ciekawie jest najpierw kogoś poznać, a potem go poczytać, ale to akurat ciężka do powtórzenia i osobista motywacja :). Wracając do okładki – znajdziemy na niej sporo cytatów z tego, co o kotach mówili autorzy opowiadań. Czytając zbiorek (nie mam w zwyczaju omijać wstępów ani posłowi) odkrywamy, jak krzywdząco wyrwane z kontekstów są niektóre z tych opinii – niczym wypowiedzi polityków montowane w codziennej prasie – zdanie podpisane nazwiskiem Marcina Przybyłka brzmi wobec kotów nieco wrogo i negatywnie, podczas gdy pełne jego brzmienie ma całkiem inny kontekst i wydźwięk.

Zawartość

Zbiorek rozpoczyna pół-żartobliwy, pół-serio wstęp napisany przez Andrzeja Sapkowskiego, zatytułowany „Arcydzieło„.  To słowo chyba najlepiej opisuje kota.

1. Jaga Rydzewska, „Kot Szrekingera”

W moim odczuciu prawdopodobnie najlepsze opowiadanie w całym zbiorze. Zawiera kilka elementów, które niesamowicie lubię – urzekającą dziecięcą prostolinijność i uroczy sposób myślenia, pełen swobodnych skojarzeń, a zarazem elementy naukowe, z nawiązaniami do fizyki kwantowej i wielu tajemniczych i fascynujących zjawisk, które nasza nauka dopiero poznaje. W dziecięcym widzeniu świata zawarte jest mnóstwo humoru, jak i tej niezwykłej naturalności, z jaką dzieci traktują wszelkie zjawiska otaczającego je świata – także te, które dorosłym wydają się niemożliwe i absurdalne. Dziecko w opowiadaniu, poza problemami rodzinnymi, posiada zaś pewne szczególne zdolności, dostrzega między innymi rzeczy niewidoczne dla innych, sięgające nieco poza czysto materialny świat…

- Bo mój tata jest drań i wstrętny sukinsyn. Tak powiedziała mamusia, tylko nigdy-przenigdy nie wolno tego było powtarzać przy babci, bo babcia to mama taty. Tata nas rzucił. Ja długo chorowałam, jak byłam mała, i tata myślał, że to mi już zostanie na całe życie i on się będzie musiał męczyć z chorym dzieckiem. I jak mamusia jeździła ze mną po szpitalach, to on sobie znalazł Tą Sukę i pojechał z nią do Warszawy. Potem do mnie dzwonił. Czasami. Przysyłał mi prezenty na urodziny, ale nigdy nie te, co chciałam, i prawie w ogóle nie przyjeżdżał, nawet na Wigilię. Pewnie dlatego, że myśmy mieli kota, i tata nie mógł wziąć Tej Suki do nas, bo by nam kota zagryzła.

Pani Policjantce za stołem zrobiło się coś dziwnego z twarzą. Jakby chciała kichnąć.

Matka ucząca dziecko podstaw fizyki kwantowej (niemal-tytułowy Kot Schrödingera, chociażby) zamienia opowiadanie o dziecięcej magii w prawdziwe, twarde science fiction. Opowiadanie wciąga, bawi, a może i uczy :)

2. Łukasz Orbitowski, „Koszmar w Providence”

Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł, opowiadanie utrzymane jest w konwencji horroru, w którym świat wokół bohatera przeobraża się w przerażający i groźny sposób, co ma tajemniczy związek z przygarniętym przez niego futrzakiem…

Łukasz Orbitowski zdaje się (choć nie czytałem zbyt wielu jego dzieł ;)) świetnie czuć się w takich ciężkich klimatach, gdzie dominuje poczucie zagrożenia i osaczenia przez niezrozumiałe zjawiska i wrogie istoty. Nie bawiąc się tu w jego psychoanalityka szukającego ku temu powodów, należy przyznać, że wychodzi mu to znakomicie. Czytelnik solidaryzuje się z bohaterem w jego lękach i pragnieniu oswobodzenia, gotów w napięciu śledzić jego poczynania.

3. Mirosława Sędzikowska, „Nietak”

Opowiadanie – można rzec właściwie bez spoilera – już na początku zapowiada motyw klątwy obcokrajowca rzuconej na jednego z bohaterów (paczka znajomych żyjących w wielokulturowym zlepku w jakimś bodajże Londynie) i takowy klimat jest podtrzymywany. Ogólne wrażenie estetyczne było, w zasadzie z niejasnego dla mnie powodu, nieco „żulczykowe”, czyli w świecie przedstawionym jest brudno, biednie i wulgarnie. Osobiście – mnie nie zachwyciło, a teraz – miesiąc po przeczytaniu – nie jestem w stanie za wiele o nim powiedzieć.

4. Piotr Patykiewicz, „Kociarka”

Z tym jest przeciwnie, jest na tyle charakterystyczne, że skutecznie zapada w pamięć. Tytułowa kociarka to archetypiczna starucha – straszna i groźna, a zarazem mądra i posiadająca wiedzę nieznaną pozostałym. Jak to bywa w opowiadaniach z czarownicą-staruchą, do samego końca nie możemy mieć pewności, czy należy się jej szacunek, czy też trzeba się jej wyłącznie bać…

Dobry tekst, nie dłuży się, chociaż nie jest najkrótszy (w znaczeniu dosłownym: w porównaniu z pozostałymi :)), napięcie podręcznikowo narasta i czyta się go z zaciekawieniem, mimo, że niektóre sceny są naprawdę niepokojące. Pojawiają się także stare wierzenia dotyczące czarnych kotów – i do dziś się zastanawiam, czy autor zdołał odszukać i przytoczyć ich prawdziwą genezę, czy też sobie to wymyślił…?

5. Paweł Ciećwierz – „Dobranocka”

No cóż – interesująca historia o… nekromancie. Motyw kota zaczepiony nieco na siłę (znaczy, bez niego tekst by się specjalnie nie zmienił). Krótka, ale dość pouczająca w kwestii relacji damsko-męskich.

- Kochanie, dlaczego to zrobiłaś? Czy ktoś cię skrzywdził? Ktoś ci coś powiedział? Dlaczego?

Chiara rozwarła fioletowe usta i spojrzała na niego zachodzącymi bielmem oczyma.

– Bo cię, kurwa, nienawidzę – odpowiedziała po prostu. Poczułem się jak w domu.

Bardzo podobało mi się to opowiadanie, konfrontujące różne spojrzenia na te same sprawy z dozą fantastycznej opowieści i nadprzyrodzonych sił u podstaw.

6. Marcin Wełnicki, „Nocą czarną jak kot”

Opowiastka dość bajkowa, motyw koci zasadniczo pierwszoplanowy, gdyż bohaterowie są kotami (przynajmniej niektórzy), mocno antropomorfizowanymi. Problem w tym, że ja nie lubię bajek, zwłaszcza gdy ich głównym celem jest wyłącznie bawić. Autor przyznaje się, że kota nigdy nie miał i nie planuje. Wprawdzie ze wstępu wynikałoby, że koty poznał na tyle, by całkiem rozumieć ich charakter; w tekście tego jednak nie czuję. Koty są bardziej jak Brygada RR (pamiętacie?), niż typowo kocie. W efekcie mamy małych ludzkich bohaterów w kocich futerkach. Czyli tak sobie.

7. Witold Jabłoński, „Kotik”

Historia pewnego specyficznego młodzieńca, któremu przywrócono wolność po długim – wydawałoby się traumatycznym – trzymaniu w domowej piwnicy. Jego marzeniem jest udział w telewizyjnym show wybierającym najlepszych tancerzy… (tu silę się na grozę) Z czasem jednak w miasteczku zaczynają dziać się niepokojące rzeczy…

Akcja rozwija się i stara się wykonywać pewne zwroty, czy chociaż slalom, dla mnie jednak nieco zbyt przewidywalnie. Autor jest człowiekiem sympatycznym, ale jego prozę przyswajam jak dotąd dość opornie.

8. Artur Baniewicz, „Szczyt Piramidy”

Wyobraźmy sobie świat, w którym rządzą inteligentne gady, a ludzie są im całkowicie podporządkowani – jako ich zwierzęta, ich własność i służba, z racji dobrze chwytnych dłoni. Jedno się wszak nie zmienia – ulubionymi (a jakże!) zwierzątkami swoich panów są koty.

Ciekawa koncepcja, wprawdzie znów wydaje mi się nieco „bajkowa” poprzez model robienia ludzi z nieludzi, ale zrealizowana w całkiem niebajkowy, poważny i wciągający sposób. Dobre opowiadanie, potrafi zainteresować czytelnika, który sam do końca nie wie, po której ze stron chciałby się w nim opowiedzieć.

9. Donat Szyller, „Paskudny dzień w mieście”

Coś może trochę dla fanów Kossakowskiej. Poważnie i bez krzywych uśmieszków. Historia dotyczy bowiem raczej mieszkańców zaświatów niż wiąże się w jakiś istotny sposób z czymkolwiek, co kocie (nie licząc myśli z Constantine‚a, że zawsze koty są dwiema łapami po tamtej stronie).

Jest to także historia typu noir, klasyczna detektywistyczna opowieść. A takie czyta się dobrze chyba zawsze. Przemyślana, odpowiednio brudna, brutalna, a głos narratora w głowie czytelnika jest dostatecznie zachrypnięty ;-). „To miała być prosta robota” – bez tego zdania tego typu opowieść się nie obejdzie, pada ono i tutaj. Czy osadzenie historii w piekle było sposobem na przełamanie sztampowości tekstu? Nie wiem, może wolałbym go w wersji na naszym ziemskim padole łez, ale nie był zły :).

10. Marcin Przybyłek, „Aquila Aquila”

Tu znów robi się bardziej science, jednocześnie wcale nie mniej fiction. Gratka dla fanów Warhammera 40k, gdyż całe opowiadanie osadzone jest w tym właśnie świecie. Ja jednak nigdy nie grałem, a i tak mi się bardzo podobało. Związek z kotami jest przede wszystkim genetyczny – bohaterami są bowiem space marines, zmodyfikowani w ten właśnie sposób na podobieństwo kotów; akcja kręci się w szczególności wokół jednego z nich, zwyczajem autora zawierającego coś, co wymawia się „kil” (kill?) w imieniu ;-). Tradycyjnie są futurystyczne technologie, wielkie roboty, elementy magii (w dużej mierze ściśle związanej z przeróżnymi dziedzinami nauki), pojedynki i dużo akcji. Mimo mojej totalnej ignorancji wobec Warhammera 40000, jest to jedno z moich ulubionych opowiadań w zbiorze.

Instynkt. Jako konsyliarz nie powinienem tak tego określać. Tygrysy nie mają żadnego instynktu, tylko poszerzone drogi neuronalne komunikujące wzgórze z korą nową.

Jak tego nie uwielbiać? Takie fragmenty podobają mi się najbardziej, a że Przybyłek ma wykształcenie medyczne, takich smaczków potrafi nieco w teksty powrzucać (mógłby więcej, dobrego nigdy za wiele). Dla mnie to wzmacniacz „science” w „science fiction”, dodaje tekstowi wrażenia realności i namacalności. Jeśli jesteśmy w stanie coś lepiej nazwać, określić, choćby używając fachowych ale istniejących współcześnie (lub wykreowanych wraz z rozwojem świata) terminów opisać – wydaje nam się to prawdziwe i osiągalne.

11. Paweł Kempczyński, „Podłe życie, podła śmierć”

Ostatni pazur z jedenastu, ale – jak to mówią anglicy – last but not least, bowiem gdybym miał wyznaczyć trzech medalistów, także i ten tekst znalazłby się na podium (wyszczególnienia kolejności pierwszych trzech miejsc się nie podejmę).

Tekst zaczyna się jako historia pewnego dziennikarza wysłanego w miejsce, gdzie dzieje się coś niepokojącego, zdaje się być utrzymany nieco w klimacie horroru czy przynajmniej thrillera… Z czasem jednak sprawy nabierają takiego obrotu, że dałem się bardzo mocno i bardzo pozytywnie zaskoczyć. Właściwie to przygotowując czytelnika na zmianę i zaskoczenie może właśnie psuję cały efekt i ideę napisania o tych opowiadaniach bez spoilera, ale nie mógłbym o tym nie napisać. Muszę bowiem przyznać, że im dalej w opowiadanie, tym bardziej mi się podobało. Pewnie, w literaturze często można zbyć utwór tekstem „już było”, ale niezależnie ilu takich przewałkowanych pomysłów próbowalibyście się tu doszukać, dajcie szansę i przeczytajcie w całości. Ostateczna kompilacja wyszła bowiem moim zdaniem znakomicie, a gdy wydaje się, że gorzej już być nie może – napięcie stale rośnie.

O książce jednym krótkim zdaniem.

Coś z całą pewnością dla fanów fantastyki (warunek niemal konieczny), a jeśli przy okazji jesteś także miłośnikiem kotów – tym lepiej; ale spokojnie, nie musisz.

Podobne wpisy:

2 komentarze jak dotąd

  1. Nika 19 marca 2011 16:04

    „Pazurki” siedzą, a może stoją (?) u mnie grzecznie na półce i czekają cierpliwie w kolejce do przeczytania ;) Kupiłam ją ze względu na okładkę i… przez pewnego miłośnika kotów, przez którego zaraziłam się zafascynowaniem cotami ;)
    Pozdrawiam…

  2. Mafef 7 kwietnia 2011 19:19

    Nie będę czytać całości, bo nie chcę się pozbawić funu z czytania, ale nadrobię, nadrobię…

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>