Hmm.. Ja już dawno zrezygnowałem z last.fm, denerwował mnie nieco wciskający się do traya klient, poza tym uważam to za przeżytek, przecież ja wiem co mam, czego słucham, nie potrzebuje do tego cyferek i statystyk. Chwalić się tym? Myślę że osoby postronne to mało interesuje a znajomym wolę opowiedzieć o mojej ulubionej muzyce, zainteresować ich ją a nie przedstawić szereg numerków ;)
Co do tej otwartości umysłu… W moim przypadku gatunek muzyki zależy od nastroju, czasem lubię pobujać się przy techno a czasem pomyśleć przy Kaczmarskim. Ale tak jak mówiłem, nie potrzebuje do tego żadnych wykresów ;) W życiu spróbowałem już chyba większości gatunków i to co mi się spodobało wraca do mojego playera a to co nie, no cóż, poleciało w otchłań kosza :)
Pozdrawiam
Wykresy to jedno. Znacznie ciekawszą funkcjonalnością oferowaną przez Last.fm są stacje radiowe – artyści podobni do XXX, muzyka mi polecana (no, tutaj trochę się skrzywiłem, Last.fm nie do końca trafiał w mój gust ;P), radio sąsiadów (czyli de facto podobna do własnej), moje ulubione utwory (w tym mam i takie, których bez Last.fm bym nie poznał)…
Bardzo dużo można dzięki Last.fm po prostu odkryć :) (Przypomina mi się tu, jak odkryłem Banana Boat po wpisaniu tagu „szanty”… szkoda, że odkryłem ich dzień PO ich koncercie w moim mieście ;))). Czyli siła last.fm drzemie dla mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować :)
Hm. Tego to chyba właśnie Ty mnie nauczyłeś, tak zwanego „otwartego umysłu”. W zasadzie znam niewielu ludzi, którzy deklarują podzielność gustu muzycznego. Ale ci, których znam, rzeczywiście szukają czegoś dla siebie, nie w określonym gatunku, a w konkretnym tytule. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że żadne programy i statystyki tego tak naprawdę nie zmierzą.
A tak spoza tematu, to Delerium wydało coś nowego że niby? Bo ja bym chciała wiedzieć…
(cholernie głęboka myśl przy dźwiękach tym razem melancholijnych. ^^)
„O czym dla Ciebie świadczy sięganie przez kogoś po mnóstwo gatunków muzycznych?”
O takim, a nie innym sposobie słuchania muzyki ;). O szukaniu konkretnych treści, niekoniecznie w ulubionym stylu muzycznym.
Sam słucham głównie metalu – dla mnie jest najbardziej energicznym i kopiącym dupsko gatunkiem. Nie gardzę jednak muzyką klasyczną, ambientem, rockiem, alternatywą. Czego nie dam rady słuchać? Smęcenia, płaczu, nieszczęśliwych miłości, zdrady itd. – pop, disco polo odpadają więc w przedbiegach. W muzyce szukam głównie siły, nie lubię się dobijać i użalać nad swoim losem.
z last.fm nie korzystam od roku a i okres przez ktory mialem tam konto nie zamykal sie chyba w 3 pelnych miesiacach… glownie denerwowala mnie „szybkosc” z jaka sie informacje o utworach ladowaly na ich serwery (wygladalo to tak jakby siedzialy w jakims zapchanym cachu), oraz to ze serwis zostal przejety przez cbs. inna ciekawa sprawa przez ktora zrezygnowalem z last.fm bylo zablokowanie malego bannerka oraz natychmiastowa reakcja serwisu w postaci komunikatu mowiacego o niemoznosci przeslania informacji o utworach…
A tak spoza tematu, to Delerium wydało coś nowego że niby? Bo ja bym chciała wiedzieć…
Chodziło mi o to, że od „Faces, Forms & Illusions” do „Karmy” mniej więcej ich styl BARDZO się różnił od tego, który obserwujemy od „Chimery” po „Fauxliage” (i jeśli jeszcze tego nie masz, to możesz uznać, że wydali coś nowego, to z 2007 ;-) )
Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że żadne programy i statystyki tego tak naprawdę nie zmierzą.
Once again: „siła last.fm drzemie wg mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować” i odkryć :)
@Cimlik: Co do energiczności danych gatunków – wiesz, rytmiczny basowy podmuch dający „potężny” podkłąd do tego, co gra nad nim (jak dla mnie najlepiej brzmiącego elektronicznie :P) też czasem dodaje niezłego kopa :)
@Kaworu: A ja tam takich historii nigdy nie miałem, natomiast bez AdBlocka żyć nie potrafię – strony stały się zbyt nieprzyjemne przez ogromne inwazyjne reklamy… Co do prędkości – obecnie działa zastanawiająco zwinnie ;) Musieli przejść poważne upgrade’y od tego czasu.
ikari: dlatego też dodałem „dla mnie” :). Są gusta i guściki, dlatego nie widzę sensu skreślania osoby ze względu na gust muzyczny… Mam natomiast święte (czy też nieświęte) prawo twierdzenia, że dany gatunek mi się nie podoba.
Mam taką samą cyferkę na tym obrazku, 129. :P
OMI, hm, sama mam to na Last.fm, ale szczerze, czy to w jakiś sposob zmienia mój gust muzyczny, specjalnie, żeby tworzyć statystyki? Nie. Czy wiem na jakiej podstawie tworzone są te statystyki? Nie. Ile jest w tym prawdy? Nie wiem. Aczkolwiek uważam siebie samą za osobę otwartą, nie znoszę „szufladek”, za to po prostu kocham muzykę. Dobrą, według mojej własnej opinii. Owszem, koncentruję się na kilkunastu gatunkach, ale zdarza mi się wyjść poza to. Bo bez sensu jest wielbić tylko jedno. :P Skoro tych „dobrych” można znaleźć wiele.
czy to w jakiś sposob zmienia mój gust muzyczny, specjalnie, żeby tworzyć statystyki?
Hę?! Nie w tę stronę :) My tu tylko się zastanawiamy – tak jak Ty, tam dalej – czy to w jakikolwiek sposób miarodajny wskaźnik :) Zwłaszcza, że moim zdaniem do samych statystyk last.fm, na których bazuje, należy podchodzić z pewnym dystansem – czasem czegoś brakuje, bo tagi albo coś tam, czasem jest, chociaż tak naprawdę tego nie słuchaliśmy.
Zresztą faktycznego gustu nie da się zmierzyć, a co dopiero ocenić ;P
Ale jak sama zauważasz, wysokie OMI często idzie w parze z faktycznym otwartym podejściem do muzyki, gotowym na nowość, świeżość i bez żadnego oceniania z góry – to wszystko coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że projekt OMI się autorom.. udał :)
Abstrahujac – plugin do najnowszych komentarzy ma zbyt zachlannego RegExp’a wycinania cytatow z poczatku komentarza – kiedys wyswietlal na poczatku cytat, teraz – pierwsze slowa za OSTATNIM cytatem, jesli komentarz zaczyna sie od cytatu (jak w nr 9194) :P
Hello! I have automatically detected that, most probably, you are not from Poland. (…) For more info, take a look at the „Speaking English?” link in the navigation panel on the right sidebar. Thanks in advance!
You seem to be from: China
teraz tak przeglądałam profile znajomych na last.fm i zdziwilam sie ze znajoma ma index 149… okazało się, że w pierwszej dziesiątce ma m. in.: indie, rock, indie rock, british, alt, alternative, alternative rock. XD
Jak mi ten komentarz znowu odesle do spamu to będę płakać. ._.
Witam ikari. Tak sobie przeczytałem początek tego wpisu (później przeczytam reszte) i wydaje mi się, że „ramy i inne zasady” choćby te muzyczne są przydatne, ale nie konieczne. Myślę, że nie należy skreślać teorii Bacha tylko dlatego, że opiewają go ludzie po Akademi Muzycznej. Mozzart olewał teorie, ale to wcale nie czyni go lepszym od Bacha. Ja juz o tym pisałem na moim blogu we wpisie:”Dokądkolwiek tylko mogę…”. Każdy ma prawo stworzyć coś nowego (swojego, oryginalnego) niezależnie od tego czy używa gam czy elektroniki albo nawet dodekafoni.
Swoją drogą nie jestem taki pewien, czy „szufladki” i „teoria” to aby na pewno to samo zjawisko. Zwłaszcza w muzyce [szufladka –>] klasycznej.
Zasadniczo czuję po prostu żadnej wewnętrznej potrzeby, by każdy utwór trzeba było jakoś nazywać ze względu na to, jak brzmi. Nie, on istnieje po to by brzmieć, by go słuchać, nie po to, by… sam nie wiem. Przylepiać mu z góry etykietkę „rap” i stwierdzać „to jest rap, nie lubię tego, nie będę słuchał tego utworu, bo i tak już wiem, że go nie lubię”? ;P
Zasady i kanony wydają się czymś troszkę innym, a ich znajomość pewnie jakoś pomaga w komponowaniu i graniu na instrumentach. Ale oczywiście – w żadnym wypadku nie powinny stwarzać sztywnych ram i ograniczać kreatywności :)
Wiesz, jeśli chodzi o szufladki, to coś mi się skojarzyło. Chodzi o to, że są dwa rodzaje grupy: 1 – grupa wzajemnej adoracji w której ludzie zgadzają się ze sobą tylko po to by się nie wyłamać i 2- grupa np 10 indywidualistów zupełnie różnych od siebie. Teoretycznie Ci indywidualiści mogliby się pobić na poglądy, a jednak tego nie robią. Właśnie dlatego wydaje mi się, że nie warto ładować utworów klasycznych, rockowych, folkowych i innych do jednego worka. Niech sobie będą różne szuflady, czemu nie? Chodzi o to jednak by nie tworzyć tzw. „białej rasy”, głoszącej że tylko klasyki lub tylko rocka należy słuchać. Swiat jest piękniejszy,gdy jest kolorowy. Inność nie jest niczym złym i nazwanie jej też nie.
Poza tym „mapa muzyki” jest tym samym co „mapa warszawy czy krakowa”. Pomyśl sobie, przecież Kraków różni się od Warszawy. Co by więc było gdyby te miasta nie miały nazw.;-)
Nazwy owszem, fajnie, że są. Byle tylko nie usiłować nazywać przesadnie, na siłę, przedkładając nazywanie ponad słuchanie. I tyle :) Drażnił mnie zawsze sam fanatyzm szufladkowania i ocenianie po okładce/etykietce, totalnie bez próby faktycznego odsłuchania czegoś.
Miasta mają nazwy, ale pomiędzy nimi jest tyle pięknych lasów i łąk, i kogo to obchodzi, czy to Pcim Dolny czy Górny, skoro jest tam tak pięknie? ;)
Zostaw komentarz
Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój e-mail nie zostanie opublikowany.
Hmm.. Ja już dawno zrezygnowałem z last.fm, denerwował mnie nieco wciskający się do traya klient, poza tym uważam to za przeżytek, przecież ja wiem co mam, czego słucham, nie potrzebuje do tego cyferek i statystyk. Chwalić się tym? Myślę że osoby postronne to mało interesuje a znajomym wolę opowiedzieć o mojej ulubionej muzyce, zainteresować ich ją a nie przedstawić szereg numerków ;)
Co do tej otwartości umysłu… W moim przypadku gatunek muzyki zależy od nastroju, czasem lubię pobujać się przy techno a czasem pomyśleć przy Kaczmarskim. Ale tak jak mówiłem, nie potrzebuje do tego żadnych wykresów ;) W życiu spróbowałem już chyba większości gatunków i to co mi się spodobało wraca do mojego playera a to co nie, no cóż, poleciało w otchłań kosza :)
Pozdrawiam
Wykresy to jedno. Znacznie ciekawszą funkcjonalnością oferowaną przez Last.fm są stacje radiowe – artyści podobni do XXX, muzyka mi polecana (no, tutaj trochę się skrzywiłem, Last.fm nie do końca trafiał w mój gust ;P), radio sąsiadów (czyli de facto podobna do własnej), moje ulubione utwory (w tym mam i takie, których bez Last.fm bym nie poznał)…
Bardzo dużo można dzięki Last.fm po prostu odkryć :) (Przypomina mi się tu, jak odkryłem Banana Boat po wpisaniu tagu „szanty”… szkoda, że odkryłem ich dzień PO ich koncercie w moim mieście ;))). Czyli siła last.fm drzemie dla mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować :)
Hm. Tego to chyba właśnie Ty mnie nauczyłeś, tak zwanego „otwartego umysłu”. W zasadzie znam niewielu ludzi, którzy deklarują podzielność gustu muzycznego. Ale ci, których znam, rzeczywiście szukają czegoś dla siebie, nie w określonym gatunku, a w konkretnym tytule. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że żadne programy i statystyki tego tak naprawdę nie zmierzą.
A tak spoza tematu, to Delerium wydało coś nowego że niby? Bo ja bym chciała wiedzieć…
(cholernie głęboka myśl przy dźwiękach tym razem melancholijnych. ^^)
„O czym dla Ciebie świadczy sięganie przez kogoś po mnóstwo gatunków muzycznych?”
O takim, a nie innym sposobie słuchania muzyki ;). O szukaniu konkretnych treści, niekoniecznie w ulubionym stylu muzycznym.
Sam słucham głównie metalu – dla mnie jest najbardziej energicznym i kopiącym dupsko gatunkiem. Nie gardzę jednak muzyką klasyczną, ambientem, rockiem, alternatywą. Czego nie dam rady słuchać? Smęcenia, płaczu, nieszczęśliwych miłości, zdrady itd. – pop, disco polo odpadają więc w przedbiegach. W muzyce szukam głównie siły, nie lubię się dobijać i użalać nad swoim losem.
z last.fm nie korzystam od roku a i okres przez ktory mialem tam konto nie zamykal sie chyba w 3 pelnych miesiacach… glownie denerwowala mnie „szybkosc” z jaka sie informacje o utworach ladowaly na ich serwery (wygladalo to tak jakby siedzialy w jakims zapchanym cachu), oraz to ze serwis zostal przejety przez cbs. inna ciekawa sprawa przez ktora zrezygnowalem z last.fm bylo zablokowanie malego bannerka oraz natychmiastowa reakcja serwisu w postaci komunikatu mowiacego o niemoznosci przeslania informacji o utworach…
Chodziło mi o to, że od „Faces, Forms & Illusions” do „Karmy” mniej więcej ich styl BARDZO się różnił od tego, który obserwujemy od „Chimery” po „Fauxliage” (i jeśli jeszcze tego nie masz, to możesz uznać, że wydali coś nowego, to z 2007 ;-) )
Once again: „siła last.fm drzemie wg mnie nie w statystykach, a w tym, co na ich podstawie można zrobić i na nich zbudować” i odkryć :)
@Cimlik: Co do energiczności danych gatunków – wiesz, rytmiczny basowy podmuch dający „potężny” podkłąd do tego, co gra nad nim (jak dla mnie najlepiej brzmiącego elektronicznie :P) też czasem dodaje niezłego kopa :)
@Kaworu: A ja tam takich historii nigdy nie miałem, natomiast bez AdBlocka żyć nie potrafię – strony stały się zbyt nieprzyjemne przez ogromne inwazyjne reklamy… Co do prędkości – obecnie działa zastanawiająco zwinnie ;) Musieli przejść poważne upgrade’y od tego czasu.
ikari: dlatego też dodałem „dla mnie” :). Są gusta i guściki, dlatego nie widzę sensu skreślania osoby ze względu na gust muzyczny… Mam natomiast święte (czy też nieświęte) prawo twierdzenia, że dany gatunek mi się nie podoba.
Jak najbardziej ;-)
Mam taką samą cyferkę na tym obrazku, 129. :P
OMI, hm, sama mam to na Last.fm, ale szczerze, czy to w jakiś sposob zmienia mój gust muzyczny, specjalnie, żeby tworzyć statystyki? Nie. Czy wiem na jakiej podstawie tworzone są te statystyki? Nie. Ile jest w tym prawdy? Nie wiem. Aczkolwiek uważam siebie samą za osobę otwartą, nie znoszę „szufladek”, za to po prostu kocham muzykę. Dobrą, według mojej własnej opinii. Owszem, koncentruję się na kilkunastu gatunkach, ale zdarza mi się wyjść poza to. Bo bez sensu jest wielbić tylko jedno. :P Skoro tych „dobrych” można znaleźć wiele.
O, przepraszam, teraz wyszło 139, a nie 129 jak niegdyś ;)
Hę?! Nie w tę stronę :) My tu tylko się zastanawiamy – tak jak Ty, tam dalej – czy to w jakikolwiek sposób miarodajny wskaźnik :) Zwłaszcza, że moim zdaniem do samych statystyk last.fm, na których bazuje, należy podchodzić z pewnym dystansem – czasem czegoś brakuje, bo tagi albo coś tam, czasem jest, chociaż tak naprawdę tego nie słuchaliśmy.
Zresztą faktycznego gustu nie da się zmierzyć, a co dopiero ocenić ;P
Ale jak sama zauważasz, wysokie OMI często idzie w parze z faktycznym otwartym podejściem do muzyki, gotowym na nowość, świeżość i bez żadnego oceniania z góry – to wszystko coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że projekt OMI się autorom.. udał :)
Abstrahujac – plugin do najnowszych komentarzy ma zbyt zachlannego RegExp’a wycinania cytatow z poczatku komentarza – kiedys wyswietlal na poczatku cytat, teraz – pierwsze slowa za OSTATNIM cytatem, jesli komentarz zaczyna sie od cytatu (jak w nr 9194) :P
eee… xD
Tobie przynajmniej wyswietla istniejace panstwo >.>
Zaktualizowałem bazę podziału IP na świat na wersję z 1 maja 2008, dajcie znać ;P
Em, to sie co prawda nijak nie mialo, bo wyskoczylo „nagle” (chociaz, moze widzewskie proxy faktycznie stoi w JUGOSLAWII), ale wyglada ok.
teraz tak przeglądałam profile znajomych na last.fm i zdziwilam sie ze znajoma ma index 149… okazało się, że w pierwszej dziesiątce ma m. in.: indie, rock, indie rock, british, alt, alternative, alternative rock. XD
Jak mi ten komentarz znowu odesle do spamu to będę płakać. ._.
Witam ikari. Tak sobie przeczytałem początek tego wpisu (później przeczytam reszte) i wydaje mi się, że „ramy i inne zasady” choćby te muzyczne są przydatne, ale nie konieczne. Myślę, że nie należy skreślać teorii Bacha tylko dlatego, że opiewają go ludzie po Akademi Muzycznej. Mozzart olewał teorie, ale to wcale nie czyni go lepszym od Bacha. Ja juz o tym pisałem na moim blogu we wpisie:”Dokądkolwiek tylko mogę…”. Każdy ma prawo stworzyć coś nowego (swojego, oryginalnego) niezależnie od tego czy używa gam czy elektroniki albo nawet dodekafoni.
Na wrażenia z pozostałej części także czekam ;-)
Swoją drogą nie jestem taki pewien, czy „szufladki” i „teoria” to aby na pewno to samo zjawisko. Zwłaszcza w muzyce [szufladka –>] klasycznej.
Zasadniczo czuję po prostu żadnej wewnętrznej potrzeby, by każdy utwór trzeba było jakoś nazywać ze względu na to, jak brzmi. Nie, on istnieje po to by brzmieć, by go słuchać, nie po to, by… sam nie wiem. Przylepiać mu z góry etykietkę „rap” i stwierdzać „to jest rap, nie lubię tego, nie będę słuchał tego utworu, bo i tak już wiem, że go nie lubię”? ;P
Zasady i kanony wydają się czymś troszkę innym, a ich znajomość pewnie jakoś pomaga w komponowaniu i graniu na instrumentach. Ale oczywiście – w żadnym wypadku nie powinny stwarzać sztywnych ram i ograniczać kreatywności :)
Wiesz, jeśli chodzi o szufladki, to coś mi się skojarzyło. Chodzi o to, że są dwa rodzaje grupy: 1 – grupa wzajemnej adoracji w której ludzie zgadzają się ze sobą tylko po to by się nie wyłamać i 2- grupa np 10 indywidualistów zupełnie różnych od siebie. Teoretycznie Ci indywidualiści mogliby się pobić na poglądy, a jednak tego nie robią. Właśnie dlatego wydaje mi się, że nie warto ładować utworów klasycznych, rockowych, folkowych i innych do jednego worka. Niech sobie będą różne szuflady, czemu nie? Chodzi o to jednak by nie tworzyć tzw. „białej rasy”, głoszącej że tylko klasyki lub tylko rocka należy słuchać. Swiat jest piękniejszy,gdy jest kolorowy. Inność nie jest niczym złym i nazwanie jej też nie.
Poza tym „mapa muzyki” jest tym samym co „mapa warszawy czy krakowa”. Pomyśl sobie, przecież Kraków różni się od Warszawy. Co by więc było gdyby te miasta nie miały nazw.;-)
O to to, właśnie.
Nazwy owszem, fajnie, że są. Byle tylko nie usiłować nazywać przesadnie, na siłę, przedkładając nazywanie ponad słuchanie. I tyle :) Drażnił mnie zawsze sam fanatyzm szufladkowania i ocenianie po okładce/etykietce, totalnie bez próby faktycznego odsłuchania czegoś.
Miasta mają nazwy, ale pomiędzy nimi jest tyle pięknych lasów i łąk, i kogo to obchodzi, czy to Pcim Dolny czy Górny, skoro jest tam tak pięknie? ;)