ikari » blog » Zespół Aspergera – mroczny sekret IT? » komentarze

25 komentarzy póki co

RSS dla komentarzy tego wpisu
TrackBack URL dla tego wpisu to: http://blog.ikari.pl/2009/06/17/zespol-aspergera-mroczny-sekret-it/trackback/

  1. alex 19 czerwca 2009 01:10

    hmmm….Mózg aspergerowca skupiony jest raczej wokół rzeczy, a nie ludzi….hmmmmmmmm……

  2. OmegaWeapon 19 czerwca 2009 02:01

    Jestem aspikiem mam 25 lat…
    Moge opowiedzieć jak to wyglada z mojego punktu widzenia.
    Nie jestem jakoś wybitnie uzdolniony, nie umiem matematyki, mam problemy z rozwiazaniem najprostszych zadan, nie znam ortografii o czym sie przekonacie… tak naprawde nie wiem w czym jestem dobry.
    Przez ogól jestem określany jako nieśmiały, grzeczny, miły, wrażliwy… biedny, wystraszony.
    Nigdy nie byłem częścią jakiejś grupy, w szkole czy na koloniach jak wiadomo zawsze tworzą sie „grupy” tych fajniejszych, tych mniej i inne.
    Ale żeby nie odbiegać od tematu artykułu to będe sie trzymał części zawodowej mojego życia.
    Jak byłem malutki zobaczyłem w komisie C64 za 100zł namowilem mame zeby mi kupila.. to wtedy wszystko sie zaczeło, na początku tylko gry… aż w koncu odkrylem komende LIST i to że moge ingerować w treść kodu. C64 zakupiłem razem z dokumentacja (C, asslemblerem na c64) zacząłem to czytac, co zabawniejsze w tym – wszystko było po angielsku (przez to że grałem w gry ktore były EN nauczyłem sie czytać i rozumieć EN ale nie umiem mowic i wymawiac) mysle że szybko udalo mi sie zrozumieć z czego składa sie cały ten potok listingu (nie wiem jak szybko, nie pamietam :) ) Zacząlem pisac wlasne gry… od najprostszych (wrozka – to byl pierwszy program) z czasem wszystko stawalo sie bardziej skomplikowane az emocje opadly, gdy ja czulem wielka satysfakcje z tego co udalo mi sie stworzyc okazywalo sie ze tego nikt tak naprawde nie rozumie, że to działą, widać i słychać. Namawiałem brata siostre zeby sprobowali zagrac ale ich to nie bawiło (gry).
    Czas mijał, pojawił sie PC uczenie sie go… później internet i kolejny fenomen „pokaż źródło” (prawie jak komenda LIST :) ) no i utonołem… samouczki, uczenie sie co do czego sluzy i dlaczego tak sie dzieje. Pierwsze projekty (skromne) to wszystko sie rozwijało… ale komputer to nie tylko www, grafika programy mozna zmieniac rysowac edytować. Po dokonaniu „rozpoznania” potrafilem juz edytowac grafike na potrzeby www, znałem komendy jak wierszyki, potrafilem wyobrazac sobie co sie stanie „gdy”… itd itd. Czas zleciał szybko trzeba było iść do pracy.
    Zaczolem szukac, znalazłem oferte w internecie firma szuka kogos do administracji swoją stroną, odwiedzam ich strone.. stwierdzam że jest uboga i uwazam ze potrafie lepiej. Koresponduje, umawiam sie na spotkanie, jade 300 km do Warszawy. (nigdy sam nie jechalem pociagiem, nie znałem warszawy, drukuje mapy samochodowe tak aby byly na nich widoczne nazwy ulic, rysuje i planuje plan podruzy.. Boje sie :) jednak w ostatniej chwili brat mowi ze pojedzie ze mna, ale mapy i tak okazaly sie pomocne). Po wejsciu do siedziby firmy ujawnia sie ta „nieśmiałość” widze duzo mlodych ludzi (chcał bym być w ich grupie, wyobraźnia działa… nie moglem nacieszyć oczu jak biegaja, rozmawiaja inni pracują przy komputerach) w takich miejscach siła mojego glosu spada drastycznie, staje sie cichy, nie panuje nad tym pomimo tego że jestem świadomy i nie chce żeby tak sie działo, co gorsza jestem świadomy tego jakie wrażenie robi to na innych (powiedzmy że nie korzystne i czuje zażenowanie sam sobą). W Recepcji przedstawiam sie i mówie że przyszedłem na rozmowe kwalifikacyjną, w tym momencie czuje wzrok wszystkich do okoła i oczywiscie mine pani recepcjonistki która wyglądała jak by wzywałą jezusa (o jezu). Wykonuje telefon, zchodzi do mnie „ktos” zaprasza do odzielnego pokoju, i rozpoczyna sie potok pytan. Problem tworzy sie gdy koncza sie pytania o wiek i personalia :) a zaczynaja „jak widziałby pan przyszłość w naszej firmie?” hm ? nie wiem, nie mam zielonego pojecia… dla mnie takie pytania są bez sensu, są ogóle i odpowiedź na nie nie istnieje. Ale z HFA jest tak że potrafimy sie „dostosować”, wiem że nie moge odpowiedzić tak jak bym chciał… musze sie dostosować… coś tam wymysliłem tak naprawde nie wierząc w to co mowie bo o była apstrakcja. Ale nie tylko czarne scenariusze sie wydarzyly.. dałem rade na pytania o serwery linuxy i cmsy ;) (mowie w skrocie bo i tak rozwodze sie juz za dlugo :D )… Mi wydawało sie że było dobrze, ze pokazałem iż nie trafilem przypadkowo z ogloszenia wiem co bede robil umiem i to przekazałem. Jednak nie, dostałem odmowe. Zrzucam wine na swoje zachowanie, wyszedłem raczej na upośledzonego ktory cos tam sie naczytał, niż na kogos kto cos potrafi (przed snem caly czas sobie wyobrażałem że chociaz zaproszą mnie na tydzien, na probe i ze udowodnie to co powiedzialem). z Zabitymi ambicjami szukałem pracy dalej, jednak juz nie tak wysoko i nie w swerze zainteresowan. Znalazłem ogłoszenie „pomocnik”, pojechałem do firmy. Okazało sie że naprawde potrzebują pomocnika, bo po mimo tego że pojechałem bez jedzenia, w normalnym ubraniu to odrazu zaczolem pracowac na hali :) (byłem głodny i brudny wracalem do domu). Jak wygladało to oczami aspika ? Musiałem podawać ręke kilkunastu ludziom których nie znam (codziennie) Często mieć mokre ręce od smaru lub wody (dla innych to błahostka, mnie drażni, wycierałem po kryjomu ręce w szmatke którą miałem w kiszeni) Hałas, metaliczne ostre dźwieki (maszyny) światlo (sztuczne jarzeniowki – Gasiłem światło jesli to bylo mozliwe co wzbudzało zdziwienie i śmiech… często mi je ponownie zapalano i tak w koło) Zapach (mialem odruchy wymiotne, unikalem jak ognia maszyn ktore wydzielały zapach, inni pracowali przy nich normalnie) miesiąc dostosowywania sie, to potrafie najlepiej dostosować sie do zasad ktore panuja akurat w danym miejscu aby sie nie wyrozniac, to chroni od bycia smiesznym no i zauważalnym. Tak sobie pracowalem, szef szybko zauważył że musze otrzymywać bezpośrednie polecenia (idź i zrób to – a nie np: idź tam bo jest coś do zrobienia – bo wracałem z pytaniami, a jemu ręce opadały :) ) Aż pewnego dnia okazało sie że mam zapał do pewnej czynności której inni nienawidzili (dla nich kara), Do liczenia elementów ktore wyrzucała maszyna. Tego były tysiące, niektóre trzeba było liczyć po 100 i pakować, inne po 3000-5000 i na magazyn. Utworzyłem sobie system na prostych zasadach/schematach (to z lewej to z prawej od tego zacząć, to musi być tu, to tam) dzieki temu dziennie potrafilem przeliczyć dziesiątki tysiecy elementow roznej wielkosci w krotkim czasie… system czasem upadał gdy potrzeba było na daną chwile czegoś innego niż ja zaplanowałem, musiałem zmieniać kolejność, efekt: stawalo sie to powolne. przepracowalem rok firma zaczela mniej produkowac a wiecej sprowadzać, liczenia było mniej, mniej pracy.. zaczely sie zwolnienia. Na pozegnanie szef powiedział że musi mnie zwolnic, jestem samotny młody i krotko pracuje, poprostu nie moze przedluzyc mi umowy kosztem kogos innego kto potrzebuje pracy bardziej… (Ja mu uwierzyłem ;) ) Zagwarantowal mi referencje jesli bede potrzebowal :D . Dosc szybko znalazłem inną prace, która byla bardziej czysta cichsza i spokojniejsza, a co najwazniejsze powtarzalna strasznie :D „Pakowanie” wszystkiego co akurat było na produkcji, liczenie i pakowanie i tak przez 3 lata :) Zwolnienie nadeszlo w tym roku w lutym ja plus 30 osob, te same powody, mlody samotny.. inni maja rodziny ja nie. Podkreslam te fakty aby pokazac ze nie zostalem wyrzucony za brak efektywnosci, czy praktycznie zerowy kontakt z innymi „kolegami/kolezankami”, byłem w tym dobry, nie chwaląc sie :P
    Teraz nie pracuje nigdzie ale juz cos znalazłem, praca jako grafik w dekoratorni. Jestem juz po pierwszej rozmowie z osobą które rekrutuje (przed wczoraj) a dzis był telefon ze przechodze dalej i jutro jade na spotkanie juz z kierownikiem działu.
    I znow mam te same oczekiwania które towarzyszyły mi w warszawie, ze nie tylko ze mna porozmawiaja ale rowniez pozwola sie wykazac. Zakładam że to bedzie jakies nowe zajecie i pewnie nie bede tego umial (nowe programy inne potrzeby, nie koniecznie musza sie pokrywać z tym co umiem).
    hm Aspiki HFA Muszą sie dostosowywać, uczą sie tego od dziecka. Dla mnie witanie sie jest bez sensu… wystarczy że wymieniam spojzenie… przeciez go widze… mam nerwy gdy ktos mówi mi „smacznego” przez zacisniete zeby odpowiadam dziekuje lub tym samym (bo tak trzeba), a jedzenie wcale nie staje sie smaczniejsze :\, pytanie „co u ciebie” tak samo – nie logiczne, nie wiem co mam odpowiedzieć … co u mnie ? nie wiem, trzeba coś odpowiedzieć bo inaczej jesteś „dziwnym” wiec na prędko proboje sobie cos przypomniec „a gotowalem wczoraj” i zapada milczenie, po co cala fatyga ? nie ma tematu nie ma rozmowy, wymuszac ?.
    Kupuje coś w sklepie Mówie „to” jesli pada pytania o kolor smak lub firme, to ja odpadam, zazwyczaj przytakuje na pierwszą wypowiedzianą propozycje, czasem konczy sie tak ze wcale tego nie chcialem, to mi nie pasuje, lub myslalem o czym innym.
    Kontakt z ludźmi ? tak z tymi ktorzy nie wysiadają na nerwice po pierwszej wymianie zdania, z tymi ktorzy stają na głowie żeby podtrzymać temat, i w koncu z tymi ktorzy zadaja konkretne pytania… bo ja moge godzine rozważać sens istnienia popielniczki.
    Jestem świadomy że to zabawne, wlasnie najgorsza jest ta swiadomość… ale dzieki niej to wszystko pozostaje w mojej glowie… nikt o tym nie wie, a pisze to tutaj bo jestem anonimowy :)
    Gdybyscie zapytali kogos kto mnie zna czy to co tu jest napisane pokrywa sie ze mną… odpowiedź była by: nie to nie on.

  3. acid_eater 19 czerwca 2009 03:22

    @OmegaWeapon:
    o kurde, mam bardzo, bardzo podobnie. nie chodzi nawet o aspergera jako takiego, bo od pewnego czasu dowiedziałem się, że go mam (w testach AQ wychodzi mi zawsze ponad 40 punktow), ale o konkretnie, bardzo podobne spojrzenie na te same rzeczy.

  4. ikari 19 czerwca 2009 10:25

    OmegaWeapon, wielkie dzięki za ten komentarz.

    Szczerze mówiąc, sprawił, że jeszcze bardziej podejrzewam u siebie AS ;-)
    „Początki” brzmią tak znajomo… Miałem Amstrada CPC 6128. Mając lat kilka, spróbowałem kiedyś – jak to głupie dzieci zwykle próbują – ponaciskać dużo dużo losowych klawiszy na klawiaturze, enter, i zobaczyć co się stanie.
    Po kilku próbach zauważyłem, że jak dobrze „przejechać ręką po klawiaturze”, to zmienia się np. tryb graficzny lub tło znaków. Po kilku kolejnych wiedziałem już, że linijka musi zaczynać się od ?” (odpowiednik PRINT „), a dalej zawierać różne znaki kontrolne uzyskane z trzymaniem przycisku CONTROL…
    Później (wciąż miałem lat kilka) ktoś pokazał mi, co to ten BASIC (instrukcję od Amstrada trzymano ode mnie z daleka :P).
    Proste rzeczy, typu podaj jedną liczbę, podaj drugą i jakaś odpowiedź. To wystarczyło, by rozbudzić zainteresowanie. To wystarczyło, bym pare miesięcy później pisał w BASICu programy bardziej złożone, niż potrafiłby z podręcznikiem w ręku ten ktoś, kto mi go pokazał… :) (on po prostu coś tam umiał, ale nigdy się tym nie pasjonował)
    Poza tym nasze programy i nasze gry zawsze w naszych oczach są lepsze, prawda? Bo to my wiemy, ile to było nauki, wyzwań, sztuczek i ile dało satysfakcji. Inni nigdy nie spoglądali na to, co zrobiłem z większym zainteresowaniem – i nigdy tego od nich nie oczekiwałem.
    Ale mi to zostało, kurczowo trzymam się informatyki i w tym zamierzam pracować – pasji nie porzucę :)

    Niemniej jednak, irytują mnie bardzo podobne rzeczy. Nawet przy obieraniu ziemniaków po prostu MUSZĘ co kilka chwil umyć ręce, bo do granic możliwości drażnią mnie wszelkie brudki i obierki, które mi się do nich przykleją.
    Świetlówki jednocześnie irytują, gdy tylko wydają jakieś dźwięki lub migoczą, ale… są też moją ulubioną formą oświetlenia. Dają przyjemne, białe lub chłodne światło – nie to okropne, żółte, żarówkowe… Chociaż zwykle i tak siedzę po ciemku i gaszę, gdy tylko ktoś mi je włączy.

    Też nie cierpię, gdy „trzeba” coś mówić/robić, bo tak „wypada” i „się robi”, a ogólne pytania to zaś największe zło tego świata ;)
    „Co u Ciebie?” – zwykle odpowiedzieć umiem tylko „nic” albo „jak zawsze”. No bo co? No właśnie, że jadłem obiad? Że byłem w sklepie? Że obejrzałem filmik na youtube? Nie wiem, co rozmówca w ogóle ode mnie chce, a każda potencjalna odpowiedź prawdopodobnie wcale go nie obchodzi.
    Z tymi sklepami… Też tak czasem mam. Też zdarzało mi się, że wybierałem którąkolwiek opcję w ciemno, byle tylko jak najszybciej skończyć z nieprzewidzianymi pytaniami, a potem byłem niezadowolony z zakupu. Ale mówiłem sobie „trudno” – i tyle.

    Stawanie na głowie, żeby podtrzymać temat? Tylko po co? To też mnie przerasta i nie widzę w tym celu. Co złego, do cholery, jest w milczeniu, jeśli nie ma o czym rozmawiać? Naprawdę. I zwykle nie mam pojęcia co odpowiedzieć, gdy pytanie nie jest konkretne. Czemu w ogóle mam zgadywać, o co chodzi rozmówcy? Jeśli sam nie wie, o co pyta, to po co pyta? ;P

    Czuję się taki zrozumiany :-)… Bo artykuł przecież też zamieściłem tu nie bez powodu.
    Raz jeszcze dzięki i zapraszam ponownie – i wiedz, że nie ma „zbyt długich” komentarzy. Bardzo miło było mi go przeczytać i chętnie zobaczę więcej.

    PS. Masz oficjalnie zdiagnozowanego AS?
    Z ciekawości pytam. Ja myślę, że jestem jednocześnie na tyle „normalny” i kontaktowy, że jeszcze nie nie popadam w takie skrajności i diagnozy bym nie dostał… chociaż cholera wie :)

  5. Witold 19 czerwca 2009 22:35

    Ja również odkrywam w sobie cechy zespołu. Wydaję pismo Edukacja i Dialog, w którym od kilku miesięcy piszemy o zespole Aspergra. Polecam teksty Agnieszki Rynkiewicz, która prowadzi na portalu również swój blog http://www.eid.edu.pl
    Jeden z jej artykułów można znaleźć na stronie http://www.eid.edu.pl/archiwum/2009,261/luty,274/psychologia_uczenia,284/mocne_strony_autyzmu_zespol_aspergera,2156.html

    Wkrótce nakładem wydawnictwa Harmonia ukaże się książka A. Rynkiewicz. Zespół Aspergera. Inny umysł, inny mózg. Zapowiada się wielka rewolucja w edukacji…

  6. Witold 19 czerwca 2009 22:42

    Miałem wrażenie, że mówię na temat. Jestem grzeczny, kieruję pismem, które od kilku miesięcy promuje wiedzę na temat Zespołu Aspergera. Chciałem jednocześnie polecić dobre na ten temat artykuły, które publikujemy na portalu Edukacja i Dialog. To jeden z najważniejszych tematów w dzisiejszej edukacji.

  7. ikari 19 czerwca 2009 23:45

    Miałem wrażenie, że mówię na temat. Jestem grzeczny

    Te nietypowe słowa sprawiły, że zajrzałem do „347 spam comments”.
    Faktycznie, jeden niewinny.

    Pragnę poinformować, iż zadziałał automatyczny mechanizm Akismet, prewencyjnie filtrując komentarz z powodu… „aż dwóch linków”. Podniosę próg, bo to, co wypieprzają prawdziwi spamerzy znacznie przewyższa 2 linki na komentarz. Ewentualnie Akismet nauczył się tego typu sformułowań jako czysto reklamowe, a co za tym idzie – spamowe. W każdym razie odfiltrowało się samo, nie było w tym mojej złej woli.

    Komentarz już odblokowany i dziękuję zań :)

    Artykuł jest naprawdę fajny – przybliża tematykę Aspergera, tym razem od strony bardziej „życiowej” niż „mój”. Myślę, że samo zagadnienie jest bardzo ciekawe i warto je przybliżać szerszej publice – tym bardziej, że jak wiadomo, tego typu przypadłość trudniej zauważyć, a zatem trudniej ludziom ją zrozumieć i się z nią „pogodzić”, tj. nauczyć się z takimi ludźmi współpracować (że im samym także jest trudno — nie ulega wątpliwości).

    To jak to jest z tymi diagnozami? Zwłaszcza w Polsce…

  8. Witold 21 czerwca 2009 08:10

    Skontaktowałem się z autorką książki o Aspergerze. Zamieściła komentarz na portalu EiD i fragment swojej książki, w której pisze również o fenomenie i tendencji związanej z zespołem Aspergera w branży IT. Mnie to samemu pozwoliło zrozumieć osoby, z którymi współpracuję w ramach portalu. Polecam:
    http://www.eid.edu.pl/blog/wpis,zuchwaly_szczesliwy_i_do_tego_ze_spektrum_autyzmu,121.html

  9. Czepiec 6 sierpnia 2009 18:14

    Dobry artykuł. Ja ze względnego zsocjalizowania empirycznie doszedłem do wymienionych tu praktyk. Bo do szczęścia użytkowników nie trzeba żadnych technlogii. Trzeba ich tylko zarazić jakąś emocją – poświęcać im dużo uwagi bez sensu albo wmówić, że uczestniczą w postępie. Jak rozwiązujesz problemy informatyczne, to za bardzo się przywiązujesz do odkrywania, jak jest naprawdę, a nie do kłamania użytkownikom.

    Ja nie podejmuję ironii i społecznych gierek „kogo by tu żartobliwie poobrażać”, bo po drobnych żartach zawsze wychodzi, że to podwładny czegoś nie wykonuje, a nie że przełożony się obija i nie umie precyzyjnie zdefiniować zadania. Jak przyjmujesz tylko dosłowne zlecenia, które da się wykonać, to pracodawca coś ci sensownego powie zamiast butnego komunikatu o byciu lepszym człowiekiem z większą władzą.

    Ha, no właśnie, najopłacalniejszą postawą w firmie jest chwalenie wszystkich wyżej postawionych pracowników, a nie konstruktywna krytyka. Każdy nosi w sobie przeświadczenie, że jego praca ma sens i raczej zasługuje na awans niż zwolnienie. Chwaląc kogoś publicznie punktujemy na rewanż. Natomiast uczciwie krytykując z myślą o dobrobycie firmy, zdobywamy wrogów.

  10. Lambda 12 sierpnia 2009 09:25

    @OmegaWeapon

    Nie przejmuj się i szukaj wymarzonej pracy. Masz chęci, których brakuje wielu osobom – na pewno ktoś zwróci na to uwagę :) Trzymam kciuki !

  11. ktostam 11 lutego 2010 14:09

    Temple Grandin nie zaumuje się ośrodkami opieki dla zwierząt, tylko projektuje sytemy transportu bydła i ich uboju.

  12. ikari 11 lutego 2010 16:16

    Ja tu tylko tłumaczę, to artykuł pani Mayor ;-)

  13. Adam Wrzesiński 26 października 2010 14:56

    Cześć Ikari!. Jestem częścią forum powstałego przez Aspergerowców o tym syndromie.

    Fantastyczna sprawa,że poruszyłeś temat
    i to jeszcze nie zachowując anonimowości.

    Podziwiam twoją pasję,choć ten cały język informatyczny jest lekko mówiąc niezrozumiały.
    ( co za nie długo może się zmieni:-)))))

  14. ikari 27 października 2010 13:53

    Temat jest ciekawy, a do anonimowości nie widzę powodów. Sam aspergera raczej nie mam, a już na pewno nikt go u mnie faktycznie nie szukał (więc i nie stwierdził). To klasyczny przypadek syndromu, o którym wystarczy przeczytać by stwierdzić u siebie 90% objawów… a przynajmniej tak mi się wydaje… Chociaż kto wie, może jestem niezdiagnozowany? ;-)

    Artykuł tak naprawdę jest jedynie tłumaczeniem, jak zaznaczyłem… A informatyczny język – cóż, podobno to właśnie w tej branży aspergerowców jest dużo i doskonale się odnajdują. Sam przecież się utożsamiam, gdy czytam o tym syndromie, a i informatykiem jestem… coś więc jest na rzeczy ;)

    Prawdę mówiąc adres forum mógłbyś podać. Dla mnie, dla innych – z ciekawości :)
    (chyba że komentarz z linkiem utonął w spam-filtrze?)

  15. Adam Wrzesiński 17 listopada 2010 18:49
  16. astro 15 lipca 2011 14:50

    Witam, Artykuł już nie nowy, ale pewnie nadal ludzie go czytają. Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy opisać swoją historię, trochę się zwierzyć, może ktoś zobaczy jakąś cząstkę siebie w mojej historii i mu to pomoże.

    Półtora roku temu czytałem w sieci artykuł o „nerd’ach”, geek’ach”, o zbzikowanych informatykach, było też tam wspomniane o Zespole Aspergera. Zainteresowałem się tym i po przeczytaniu paru artykułów na ten temat dostałem olśnienia!!, to było niesamowite, pomyślałem „to jestem ja!!”, jak nigdy, poczułem, że wiele rzeczy, o które się obwiniałem nie są moją winą, że są wytłumaczalne, kamień spadł mi z serca.

    Zawsze bylem samotnikiem, w dzieciństwie nie interesowały mnie kontakty z rówieśnikami, nie rozumiałem ich, wolałem spędzać czas na zabawie w klocki lego, budować, układać, kombinować, nie lubiałem żadnych sportów, grać czy biegać, lubiałem siedzieć w domu. Zawsze bylem bardzo nieśmiały, ale dopiero jak poszedłem do szkoły to się bardziej ujawniło. W dzieciństwie interesowałem się dinozaurami, fascynowały mnie, czytałem książki na ich temat.

    W podstawówce i gimnazjum w zasadzie nie miałem kolegów ani koleżanek. W sumie czegoś mi brakowało ale nie zależało mi na tym aż tak aby coś robić. Przeszedłem wiele drwin, poniżania, wyśmiewania, czasem było ciężko, ból narastał głęboko, ale też potrafiłem sobie to wytłumaczyć, że są to ludzie którzy nie rozumieją samych siebie, i tego co tak naprawdę robią. Tylko czasem coś z kimś pogadałem, mimo że lubiałem wielu ludzi, nie wiedziałem jak z nimi rozmawiać, o czym. Zawsze dziwne wydawały mi się pogawędki „o niczym”, dla mnie było to śmieszne, totalna abstrakcja.

    Długi czas dotrzeć do rówieśników, zrozumieć ich, ale też nie zgadzałem się z wieloma rzeczami które robią, miałem swoje zasady i nie chciałem ich łamać. Nigdy nie spróbowałem papierosów, nie chciałem pić wiele tym podobnych, wydawało mi się to strasznie głupie, bezcelowe. Więc nawiązywanie relacji mi nie wychodziło. Ale obserwowałem ludzi, co robią, po co robią, powoli się uczyłem.

    Kiedy w szkole podstawowej był organizowany jakiś wyjazd klasowy, z reguły niedługo przed miałem złe samopoczucie, nawet wymiotowałem. Ten lęk przed zmianą otoczenia, wtedy często mi towarzyszył. Najlepiej czułem się w swoim mieście, okolicy, którą znam.

    Pod koniec podstawówki zacząłem interesować się astronomią. Po paru latach znałem wszystkie gwiazdozbiory, najjaśniejsze gwiazdy, wiele obiektów, pamiętałem ich numery katalogowe, a rodzice kupili mi teleskop. Pod koniec gimnazjum wygrałem wojewódzki konkurs, organizowany przez wydział astronomii lokalnego uniwersytetu. Dzięki temu zacząłem chodzić na kółko astronomiczne. W liceum prowadziłem już obserwacje w obserwatorium z paroma studentami, którzy nim się opiekowali. Czułem się świetnie, jak ryba w wodzie. Po skończeniu liceum miałem iść na astronomię i zająć się tym teleskopem oraz badaniami. Tyle, że był pewien problem, z matematyki byłem słaby, zawsze miałem trudności z liczbami, łatwiej było mi z geometrią, miałem lepszą wyobraźnię.

    Jeszcze pod koniec gimnazjum zakochałem się w jednej koleżance, ale przez swoją „nieśmiałość”, nieobycie z rówieśnikami kompletnie nie wiedziałem co robić, nie zrobiłem nic, nie potrafiłem. Po jakimś czasie przyszły myśli samobójcze, i wiele pytań, na które nie znajdywałem odpowiedzi. Byłem outsiderem, zawsze poza naturalnym biegiem wydarzeń.

    Ale sukcesy z astronomii, samoświadomość, podtrzymywanie przez rodziców sprawiły, że wyszedłem na prostą, wytłumaczyłem to sobie, że taki jestem, nic tego nie zmieni, ale mogę się realizować w swojej pasji.

    W liceum wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze, z rówieśnikami dogadywałem się już lepiej, z nauką jak zawsze szło mi średnio, dużo stresu, ale też doświadczenia. Zawiązały się relacje, pierwszy raz w życiu poczułem, że mam kolegów i o co „w tym chodzi”, z którymi się dobrze dogaduje, jak się później okazało, są to przyjaciele aż do dzisiaj.

    Po liceum wielu ludzi planowało wyjechać studiować do innych miast. Dla mnie to była psychiczna abstrakcja, czułem, że nie jestem przystosowany żeby próbować życia w obcym miejscu, gdzie wszystko jest nowe. Ale miałem swoje plany, wybrałem się studiować astronomię.

    Niestety, co też brałem pod uwagę, matematyka była za trudna, zbyt wiele stresu, zrezygnowałem po pół roku. Przez kolejne pół roku, nie wiedziałem co mam dalej robić, nie miałem żadnych celów.

    Pasję zatrzymałem w miejscu. Jednak ten czas dał mi do myślenia, miałem też inne pasje. Wcześniej, na początku liceum założyłem stronę internetową o astronomii, była dość popularna, interesowałem się też fotografią i grafiką komputerową, cały czas to rozwijałem.

    Postanowiłem że będę informatykiem, po dwóch latach, zostałem technikiem informatyki. O studiach już nie myślałem. Pasja, uwielbienie dokładności, głębokie poznanie tematu sprawiło, że byłem na tyle dobry, że równolegle, uczyłem się i projektowałem strony internetowe dla różnych firm, dorabiałem sobie.

    Natomiast nie wyobrażałem sobie iść do pracy, spędzać 8 godzin w nieswoim miejscu, z obcymi ludźmi i słuchać czyichś rozkazów, miałem swoje wizje. Ale po jakimś czasie zrobiłem kilku miesięczny staż w dobrej firmie, i na własnej skórze przekonałem się, że forma normalnej pracy mi nie odpowiada.

    Dzisiaj mając 24 lata, wiem, że przystosowałem się całkiem dobrze, ale jeszcze wiele przede mną.

    Pasja projektowania stron, grafiki i fotografii nadal kwitnie, a do astronomii pewnie jeszcze wrócę.

    Uwielbiam pisać kod stron, tworzyć obrazy w głowie, które mogę potem przenieść do photoshopa, ale potrzebuje do tego miejsca, które lubię, ciszy / inspirującej muzyki, samotności, i wewnętrznego ognia pasji.

    Potrafię słuchać jednego utworu parę godzin, bo daje mi inspirację, jak teraz podczas pisania tego tekstu – „Adele – Rolling In The Deep”

    Chociaż zawsze towarzyszyła mi jakaś niezdarność ruchowa, sztywne ruchy i nie lubiałem żadnych sportów to parę lat temu skłoniłem się do ćwiczeń, uwielbiam też jeździć na rowerze, ale np. nadal nie lubię tańczyć, nie wiem jak mam się poruszać, po co, co w tym przyjemnego.

    Nadal czasem zastanawiam się nad sensownością mówienia „dzień dobry” itp ludziom, których tak naprawdę nie znam i nie mam z nimi żadnych relacji, oprócz mieszkania w jednym bloku.

    Chodząc ulicą nie lubię spoglądać na ludzi, jakoś po prostu mnie to nie interesuje, często nie rozpoznaję znajomych, z reguły to oni mnie zaczepiają.

    Lubię wypatrywać przez okno długi czas, myśląc o czymś, filozofować, tworzyć obrazy w głowie lub oglądać zdjęcia z wieloma szczegółami, analizować.

    Uwielbiam przyrodę, las, na szczęście mieszkam tuż przy lesie w średnim mieście, nie lubię dużych miast, hałasu i skupisk ludzi, męczą mnie.

    Wyjazdy do innych miast, poznawanie obcych miejsc są już przyjemne.

    Zainteresowałem się też psychologią, relacje z ludźmi są już o wiele łatwiejsze niż kiedyś. Nauczyłem się rozmawiać o niczym i poznawać ludzi. Mam grono bliskich przyjaciół, chociaż nadal nie potrafię tworzyć związków, nigdy nie miałem dziewczyny i gnębi mnie to coraz bardziej.

    Wiem, że ludzie są skomplikowani, rozumieją się intuicyjnie, grają w swoje gry, więc uczę się ich dalej i mam nadzieję, że w końcu i mi się powiedzie i zwiąże się z wartościową dziewczyną.

    Chcę pokazać innym z Zespołem Aspregera, że też mogą się nauczyć.

  17. ikari 16 lipca 2011 22:47

    Dziękuję za to, że wciąż znajdują się kolejne komentarze w tej kwestii, kolejne opinie, głosy, wypowiedzi. Za niesamowite zainteresowanie tematem, które zaskakuje mnie odkąd powstał ten wpis, czyli już od dwóch lat.

    Astro, zastanawiam się, czy na pewno do końca jest sens by się ‚dopasowywać’. To znaczy, oczywiście, sztuka polega na tym, by odnaleźć sobie wygodne miejsce, a nie by naginać się do oczekiwań świata wokół. Tak mi się przynajmiej wydaje :)

    W sumie mamy wiele cech wspólnych, ale i wiele różnic. Tak samo męczą mnie ludzie i tłumy. Do klubu nawet siłą się mnie nie zaciągnie (no, albo właśnie siłą), nawet na rodzinnych obiadkach po godzinie czuję się wyczerpany. Ale miasto nie. Miasto daje poczucie bezpieczeństwa, jakiejś kontroli nad swoją sytuacją – nie zostanę odcięty od wszystkiego, zawsze da się coś zrobić, gdzieś iść, a także – większej anonimowości. Po prostu komfortowo giniesz w tłumie jednakowych, szarych twarzy.

    Poznawanie nowych miejsc – tak. Nowych ludzi? Niekoniecznie. Mimo, że koniec końców nie jest źle, a bywa nawet dobrze – jeżę się na samą myśl dalej tak samo. Z drugiej strony na brak kolegów w szkole nie narzekałem, a moja niechęć do wychodzenia do ludzi jest często głeboko zamaskowana.

    Jeden utwór? Oczywiście, ale to ma pewnie wielu.
    „Fever Ray – Keep the streets empty for me„, na przykład…

  18. PM 31 marca 2012 14:22

    Zapraszam do odwiedzin bloga prowadzonego przez osobe z Zespołem Aspergera.

    swiat-aspi.blogspot.com

  19. Partnerka 3 lipca 2012 22:59

    Ja chciałam tylko dorzucić kilka zdań o związkach męsko-damskich. Jestem z tej 2 strony, mam partnera i synka 3,5 letniego. Oni obaj nie zdiagnozowani AS-y moje. Sami mamy świadomość naszej sytuacji i wzajemnej odmienności. Nasz związek trwa już blisko 10 lat. Materiał na sporą książkę :). Obu kocham niezwykle mocno i doceniam wszystko…z większymi i mniejszymi frustracjami przechodzimy wymiennie na swoje strony świata. Staramy się dopasować na ile potrafimy. Syn objęty jest opieką sensoryczną i logopedyczną. Tata mierzy się ze światem bez fachowej pomocy…terapią jak sądzę jest dla nas nasz związek nasze uczucie. Dużo u nas inaczej niż w powyższych relacjach ale to te 10 lat razem dało wiele zmian. Pamiętajcie, którzy nie macie jeszcze 2 połowy trzeba się starać i w siebie wierzyć czasem jednak przeniknąć do naszego kosmosu i wpuścić do swojego kosmosu…to działa. Mój Partner jest naukowcem ja plastykiem nasz syn kocha środki lokomocji i stare auta PRL-u

  20. Iskra 20 lipca 2012 16:36

    Po przeczytaniu zarówno notki, jak i przejrzeniu komentarzy, mam wrażenie – nie po raz pierwszy w życiu zresztą – że zespół Aspergera stał się w ostatnich latach bardzo „modny”, zwłaszcza w środowisku psychologów amerykańskich. U których – hiperbolizując – zauważyć można tendencję do klasyfikowania właściwie wszystkich zachowań jako zaburzeniowych. Temat podchwycili radośnie wszyscy ludzie mający problem z nawiązywaniem/podtrzymywaniem kontaktów międzyludzkich/nieśmiałością/nerwicami natręctw i tym podobnymi kwestiami – i co drugi uważa się za Aspergerowca. Przyczyny upatruję w tym, że zespół Aspergera postrzegany jest jako coś hm, niemal nobilitującego: jako że jedną z cech dla niego charakterystycznych jest wysoka inteligencja. (A jakoś, o ile poszczególne osobniki mają kompleksy na punkcie urody, to kompleksy na  punkcie inteligencji zdarzają się nad wyraz rzadko – zazwyczaj każdy chętnie odnajduje u siebie tę cechę).
    Przechodząc do meritum, jako że #jestemstaraimamzazłe – na litość, ludziska, nie przesadzajcie. Naprawdę nie każdy, kto ma problem z socjalizacją, ma Aspergera. Nie każdy uzdolniony technicznie, nie każdy dobry matematyk, nie każdy, kto lubi pociągi, nie każdy introwertyk itp. itd. Nieco irytujące jest, kiedy czyta się komentarze ludzi, z których wynika, że tak naprawdę problemu tego nie mają – ale tłumaczą nim swoje takie czy inne niepowodzenia. Podczas gdy – z tego co napisali – wynika, że funkcjonują właściwie bez problemu (w przeciwieństwie, niestety, do prawdziwych Aspergerowców). Takie to… jakieś niesmaczne.

  21. Partnerka 26 sierpnia 2012 21:37

    w odniesieniu do ostatniego wpisu:
    To wszystko może być również prawdą, o przesadę i pójście na skróty w życiu – powołując się na jakikolwiek syndrom – jest łatwo.
    Ja wspomniałam, że moi, syn i partner, nie mają diagnozy i ze my to wiemy, ale to nie znaczy wcale, ze nasza wiedza jest płytka. wizyty z psychologami, psychiatrami i logopedami, rożnymi zespołami ludzi tym się zajmującymi, mieliśmy i mamy stałą opiekę. Jedynie chłopaki nie mają orzeczenia o niepełnosprawności, które stygmatyzuje.

  22. Partnerka 26 sierpnia 2012 21:46

    …nie sa zdiagnozowani oficjalnie na piśmie….

  23. Monika 13 października 2012 07:32

    PROSZE O WSPARCIE! Mam na imie Monika, mam 17 lat, nie mam ZA ale moj brat. Wiem ze nie powinnam tu o tym pisac… ale mama sie ciagle o niego martwi, bo ma prawie 15 lat i zadnych kolegow, nawet jego rowiesnik z pietra wyzej olewa go… :( przykro mi na to patrzec. Nie umiem sobie poradzic z jego zachowaniem, czesto mnie osmiesza przy innych, nikt nie widzi, ze jest chory. SZUKAM JAKIES MILEJ OSOBY Z ZA, KTORA ZE MNA POROZMAWIA NA FACEBOOKU, BARDZO BY MI TO POMOGLO :)
    https://www.facebook.com/monika.gorczynska

  24. meg 8 stycznia 2013 17:20

    mam 25 lat, nie rozumiem kompletnie ludzi, jak o tym opowiadam to nikt mi nie wierzy, wszyscy myślą, że to taka kokieteria, a to po prostu choroba.

  25. […] złe znoszenie zmian (w efekcie: uciekanie od trudności) to też podobno cechy osób z ZA. I’m just […]

Zostaw komentarz

Proszę być grzecznym i mówić na temat :).
Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

XHTML: Możesz używać następujących tagów XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Kliknij tu by zamknąć to okienko (nie pozostawiając komentarza)

0,115 Powered by WordPress