Ou, ou Ikari, ileż w Tobie złości. Nie wiem czemu, ale nie spotkałem dzisiejszego dnia osoby, która miałaby dobry dzień. Wszyscy narzekają, przeklinają i mają zły humor (nie wyłączając rzecz jasna mnie). Jutro powinno być lepiej. Nie będzie nikogo na ścieżce rowerowej i będę miał wolne ;p.
Mnie też wkurzają tacy debile, którzy nagle muszą zjechać na ścieżkę rowerową, nie patrząc w prawe lusterko. Jeszcze gorsi są piesi, którzy z kolei olewają obecność rowerzystów i jak się domyslasz, o wypadek nietrudno. Wtedy krzycze: PRZEPRASZAM, to schodzą szybko na bok. Są tacy, co w ogóle nie reagują (nie mówię tu o starszych osobach, im mozna wybaczyc), wówczas krzyczę, że chodnik jest obok, a otrzymuję odp.: Spadaj na drzewo.
Och, nie takie znowu tyle złości… ;)
Trzy razy bluźniłem, ale i trzy razy wymieniłem uśmiech (o jednym nie wspomniałem, drobnostka taka :P)… I uważam te chwile za coś bardzo pozytywnego :)
Samochód czy idiota na ścieżce to jedno. Ja mam ścieżkę rowerową blisko duuużego trawnika i alejki od bloku – i pełno kundli pospuszczanych ze smyczy (pozdrawiam debila, który wypuszcza wilczura bez łańcucha i kagańca). Wiesz, taki pieszy nie oszczeka, nie trzeba przed nim też spierdalać… ;)
@AdvMDev – ja mam wręcz przeciwne odczucia ;-)
Psy na ścieżce/chodniku/czymkolwiek zachowują się zwykle dużo BARDZIEJ przewidywalnie i logicznie, niż ich właściciele (ok, bo rzadko mnie gonią).
Gdy jadę, pies idzie tak jak szedł albo odsuwa się dalej. Pieszy natomaist rzuca się pod koła chcąc nagle odskoczyć, tylko wybiera zły kierunek, albo ratować… psa/dziecko, któremu nic nie grozi, bo zachowuje się spokojnie i pod koła nie wpadnie.
Dżyzas, czy pisząc: „zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków” miałeś na myśli, że nie trzymałeś kierownicy?
Powinieneś dostać mandat za stwarzanie zagrożenia w ruchu. Najlepiej tak z 5000 zł, to by Cię nauczyło dbać o bezpieczeństwo. Jak Ci wyskoczy dziecko to nie będziesz miał jak zareagować.
Jeśli są tam jakieś dzieci pozakopywane w trawie, to może i mogło ;-)
Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)
„Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)”
Jasne. Pusty odcinek drogi, to mogę sobie przekroczyć prędkość o 50 km/h, amirajt? Soł: jeśli chcesz, żeby rowerzystów traktować poważnie – zachowuj się poważnie. Również: przeczytaj sobie to
Burzysz mi mocno ideę budowania sielankowej atmosfery w tamtym fragmencie wpisu takim opisem ;-)
Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.
„Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.”
No więc jako uczestnik ruchu powinieneś mieć na względzie bezpieczeństwo swoje i innych. Być może świetną metodą „wychowawczą” będzie jak wyrżniesz na jakimś przypadkowym kamieniu, choć oczywiście byłoby super, gdybyś na codzień myślał o tym, że nagłe i niespodziewane zdarzenia czasem mogą się przytrafić każdemu z nas. Lepiej wtedy mieć możliwość reakcji.
Mam, zwłaszcza innych.
I zwykle to sam dla siebie jestem największym zagrożeniem, tego też jestem świadom ;) (jak ten mój piękny lot nad kierownicą na łokieć…)
A co do linkowanego posta – autor przytacza bardzo wiele bardzo słusznych zjawisk i w wielu punktach się z nim zgadzam. W innych zaś mocno przesadza lub wręcz przegina i zgodzić się nie mogę. Przede wszystkim jednak razi mnie sposób, w jaki tekst jest napisany. Tak, to pewnie wygląda podobnie jak i ten tutaj wpis, powstawało też zapewne w podobnych warunkach… Niemniej jednak – w ten sposób według mnie do nikogo nie trafi, tzn. nastawienia niczyjego nie zmieni. Chyba, że chciał trafić poprzez kontrowersyjność i rozpętywanie wokół postu burzy – komentwarzy miał “jak mrówków” i otwarcie przyznaję, że ich nie czytałem. Niemniej jednak myślę, że nie tędy droga.
A ja… ja chcę cieszyć się tymi drobnymi uśmiechami, zauważaniem rowerzysty na ścieżce, zauważaniem pieszego przez rowerzystę i ogólnie, wszystkim małym chwilom, które uświadamiają, że ludzie nie chcą wzajemnie się pozabijać i powyzywać, a jednak widzą w innych ludzi – takich jak i oni…
I nieprawdą jest – znów z linkowanego bloga – jakoby “rowerzysta wiedział najlepiej” i “zawsze to nie on był winny”. Nie, właśnie problem w tym polega, że tak ma każdy. Pieszy będzie święta krowa, rowerzysta pan chodnika, kierowca samochodu to już w ogóle ma wszystkich gdzieś – tak dalej i dalej. Taka nasza mentalność niestety.
Głęboko wierzę, że mniejszości, a po prostu bardziej daje się odczuć i zapamiętać.
Zostaw komentarz
Proszę być grzecznym i mówić na temat :). Twój e-mail nie zostanie opublikowany.
Ou, ou Ikari, ileż w Tobie złości. Nie wiem czemu, ale nie spotkałem dzisiejszego dnia osoby, która miałaby dobry dzień. Wszyscy narzekają, przeklinają i mają zły humor (nie wyłączając rzecz jasna mnie). Jutro powinno być lepiej. Nie będzie nikogo na ścieżce rowerowej i będę miał wolne ;p.
Mnie też wkurzają tacy debile, którzy nagle muszą zjechać na ścieżkę rowerową, nie patrząc w prawe lusterko. Jeszcze gorsi są piesi, którzy z kolei olewają obecność rowerzystów i jak się domyslasz, o wypadek nietrudno. Wtedy krzycze: PRZEPRASZAM, to schodzą szybko na bok. Są tacy, co w ogóle nie reagują (nie mówię tu o starszych osobach, im mozna wybaczyc), wówczas krzyczę, że chodnik jest obok, a otrzymuję odp.: Spadaj na drzewo.
Trzeba wychować nasze społeczeństwo :)
Och, nie takie znowu tyle złości… ;)
Trzy razy bluźniłem, ale i trzy razy wymieniłem uśmiech (o jednym nie wspomniałem, drobnostka taka :P)… I uważam te chwile za coś bardzo pozytywnego :)
Samochód czy idiota na ścieżce to jedno. Ja mam ścieżkę rowerową blisko duuużego trawnika i alejki od bloku – i pełno kundli pospuszczanych ze smyczy (pozdrawiam debila, który wypuszcza wilczura bez łańcucha i kagańca). Wiesz, taki pieszy nie oszczeka, nie trzeba przed nim też spierdalać… ;)
@AdvMDev – ja mam wręcz przeciwne odczucia ;-)
Psy na ścieżce/chodniku/czymkolwiek zachowują się zwykle dużo BARDZIEJ przewidywalnie i logicznie, niż ich właściciele (ok, bo rzadko mnie gonią).
Gdy jadę, pies idzie tak jak szedł albo odsuwa się dalej. Pieszy natomaist rzuca się pod koła chcąc nagle odskoczyć, tylko wybiera zły kierunek, albo ratować… psa/dziecko, któremu nic nie grozi, bo zachowuje się spokojnie i pod koła nie wpadnie.
Dżyzas, czy pisząc: „zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków” miałeś na myśli, że nie trzymałeś kierownicy?
No, e, mój rower, ze mną, powyżej jakichś 22-25km/h jest już bardzo stabilny i kierownica powoli robi się zbędna ;-)
Powinieneś dostać mandat za stwarzanie zagrożenia w ruchu. Najlepiej tak z 5000 zł, to by Cię nauczyło dbać o bezpieczeństwo. Jak Ci wyskoczy dziecko to nie będziesz miał jak zareagować.
Jeśli są tam jakieś dzieci pozakopywane w trawie, to może i mogło ;-)
Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)
„Pusty odcinek właściwie bez niczego – zabudowań, ludzi, ścieżek, bocznych uliczek, chodnika, czegokolwiek. Przemysłowy stalowy płot, płot, płot ;)”
Jasne. Pusty odcinek drogi, to mogę sobie przekroczyć prędkość o 50 km/h, amirajt? Soł: jeśli chcesz, żeby rowerzystów traktować poważnie – zachowuj się poważnie. Również: przeczytaj sobie to
Burzysz mi mocno ideę budowania sielankowej atmosfery w tamtym fragmencie wpisu takim opisem ;-)
Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.
„Oczywiście nikomu nie bronię brać mnie za debila, jeśli ma ku temu uzasadnione podstawy, a tu takie – owszem – są.”
No więc jako uczestnik ruchu powinieneś mieć na względzie bezpieczeństwo swoje i innych. Być może świetną metodą „wychowawczą” będzie jak wyrżniesz na jakimś przypadkowym kamieniu, choć oczywiście byłoby super, gdybyś na codzień myślał o tym, że nagłe i niespodziewane zdarzenia czasem mogą się przytrafić każdemu z nas. Lepiej wtedy mieć możliwość reakcji.
Mam, zwłaszcza innych.
I zwykle to sam dla siebie jestem największym zagrożeniem, tego też jestem świadom ;) (jak ten mój piękny lot nad kierownicą na łokieć…)
A co do linkowanego posta – autor przytacza bardzo wiele bardzo słusznych zjawisk i w wielu punktach się z nim zgadzam. W innych zaś mocno przesadza lub wręcz przegina i zgodzić się nie mogę. Przede wszystkim jednak razi mnie sposób, w jaki tekst jest napisany. Tak, to pewnie wygląda podobnie jak i ten tutaj wpis, powstawało też zapewne w podobnych warunkach… Niemniej jednak – w ten sposób według mnie do nikogo nie trafi, tzn. nastawienia niczyjego nie zmieni. Chyba, że chciał trafić poprzez kontrowersyjność i rozpętywanie wokół postu burzy – komentwarzy miał “jak mrówków” i otwarcie przyznaję, że ich nie czytałem. Niemniej jednak myślę, że nie tędy droga.
A ja… ja chcę cieszyć się tymi drobnymi uśmiechami, zauważaniem rowerzysty na ścieżce, zauważaniem pieszego przez rowerzystę i ogólnie, wszystkim małym chwilom, które uświadamiają, że ludzie nie chcą wzajemnie się pozabijać i powyzywać, a jednak widzą w innych ludzi – takich jak i oni…
I nieprawdą jest – znów z linkowanego bloga – jakoby “rowerzysta wiedział najlepiej” i “zawsze to nie on był winny”. Nie, właśnie problem w tym polega, że tak ma każdy. Pieszy będzie święta krowa, rowerzysta pan chodnika, kierowca samochodu to już w ogóle ma wszystkich gdzieś – tak dalej i dalej. Taka nasza mentalność niestety.
Głęboko wierzę, że mniejszości, a po prostu bardziej daje się odczuć i zapamiętać.