myślę, że nie można jednak nie doceniać takiego krótkoterminowego planowania. bo życie składa się właśnie z takich krótkich momentów, małych kroków, które każdego dnia robimy. jeśli upadniemy i zawalimy w małej sprawie – jakim cudem mogłoby nam się udać w większej?
po prostu zapominamy czasem, że te drobiazgi w sumie składają się na coś większego. nie potrafimy na to spojrzeć z dalszej perspektywy i wciąż wydaje nam się, że nic nie mamy, nic nie robimy.
może faktycznie czasem warto po prostu usiąść i nie myśleć. a potem docenić siebie. i tyle.
chcę, by Play oddało mi moje 3000 SMSów do wszystkich sieci miesięcznie – obniżyli tę liczbę do 1000.
Yay, trochę matematyki! 1000/30 = 33.(3) SMS/dzień. Jeden wysłany SMS ~= jeden odebrany SMS. Czas napisania/odczytania statystycznego SMSa ~= 60 sekund. To daje godzinę z hakiem dziennie. Razy 3 (względem 3 tys.), to już grubo ponad 3 godziny. Dziennie. Mówisz, że nie masz czasu?
Pragnienia? Głębia serca? Refleksje? Dobór naturalny i instynkt samozachowawczy. To, że potrafimy o tym mówić wielkimi słowami, nie czyni z nas niczego więcej ponad gadające małpy.
A co do wpisu – jeśli to jest nieprzemyślany wpis, to mam wrażenie, że takiego, który można by określić tym mianem jeszcze nie widziałem. W skrócie, żeby się nie rozpisywać, bo mnie też jakoś nic się nie chce (bardziej niż zwykle, choć myślałem, że to już niemożliwe) – masz rację.
A jeszcze kilka lat temu zapewne miałeś mnóstwo czasu na przemyślenia, prawda? Nie wiedzieć czemu, im człowiek starszy tym jego dzień staje się coraz krótszy. Wyczekujemy na emeryturę? :)
Świetny wpis! Dobrze, że tak długo dojrzewał – widać w nim głębię. Powiem szczerze, iż sam zwykle nad tym się zastanawiam i muszę chyba wrócić znów do lektury książki Dale Carnegie’go – „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, którą bym i Tobie polecił. Jest ona warta każdych pieniędzy, a autor jest niezwykle ludzki :).
„Regularnie takie myśli do mnie wracają i nigdy jeszcze do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedłem – jedynie tyle, że pora przyznać się uczciwie przed samym sobą i całym światem: nie wiem, czego chcę [w życiu].”
Może nie pamiętasz, ale powtarzasz to co najmniej od kilku lat. Nic się przez ten czas nie zmieniło, więc może pora się przyzwyczaić? W końcu po co wiedzieć czego się chcę? Żeby do tego dążyć? Doskonale wiesz, że planować się nie da. Można próbować, jest to wskazane. Ale prędzej czy później (w moim przypadku zawsze prędzej) coś się spierdoli. Małe kroczki są dobre. Tak mi się wydaje. Ale co ja tam wiem, mi nic w życiu nie wyszło. Za to Tobie, moim zdaniem, idzie całkiem nieźle.
Inna sprawa, gdy chodzi o ludzi. Wypada wiedzieć, czego się od nich chce i jak ich postrzega. I trzeba im o tym mówić. Na bieżąco. Nie wiem, czy pisząc tę notkę choć przez chwilę przeszedł Ci przez myśl sierpień, ale dla mnie to idealny przykład tego, że nie wiesz, czego chcesz.
„Żyjemy zbyt szybko, by mieć czas żyć. Zbyt szybko, by znaleźć czas dla siebie lub na rzeczy ważne.”
Tu powiem to, co powtarzam wszystkim. To my sami decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie. Pewnie, jesteśmy ograniczani, przez system chociażby. Ale ostateczna decyzja należy do nas. Widziałeś film „Clerks”? Bardzo mi bliski z wielu powodów. Zawsze mi przypomina, że jeżeli nienawidzę czegoś w moim życiu, to mogę choćby próbować to zmienić. Jeżeli tkwię w chujowej pracy, to mój wybór (w tym przypadku – boję się wymienienia jej na bardziej chujową, no i oczywiście jak zwykle naiwnie wierzę, że „będzie lepiej” – i jestem wyzywana od pesymistek). I to my ustalamy swoją listę priorytetów. Jestem przedstawicielką zagrożonego już gatunku (łącznie ze sobą znam dwie takie osoby), które wyznają zasadę, że człowiek jest najważniejszy… Nie praca, nie szkoła, człowiek… Kiedyś napisałeś mi w liście, że najpierw odpisujesz, potem odrabiasz lekcje, jeżeli zaś starczy Ci jeszcze czasu – śpisz. Coś takiego. Utkwiło mi w pamięci… W każdym razie żadna skrajność nie jest dobra, bo skończysz jak ja. Nie, to Ci już nie grozi. Ale mimo wszystko – sam wybrałeś uczelnie. Sam podjąłeś decyzję, że chcesz pracować (nie wiem, czy wciąż, strzelam), od Ciebie zależy stopień w jakim się przykładasz. Jeżeli braknie Ci czasu dla siebie, to może warto z czegoś zrezygnować. Ja tak zrobiłam. Choć dla Ciebie to pewnie oznacza właśnie rezygnację z ludzi…
Zastanawia mnie, czy nie dostrzegasz jak bardzo jesteśmy do siebie podobni… Może nie potrafię tego okazać. Z tego, co ostatnio widzę, ludzie prawie zawsze interpretują moje słowa i zachowanie w jakiś zupełnie nowy, niezrozumiały dla mnie sposób. Więc to pewnie moja wina. Nie znam mądrych wyrazów, nie potrafię pisać tak, jak Ty (a to ja miałam być pisarką, huh…). A może z pośród szerokiego (niegdyś?) grona znajomych mogłeś powybierać sobie takich, którzy odpowiadali Ci bardziej. Nie wiem.
Odnośnie Playa. Poczułam się równie oszukana, gdy po doładowaniu dostałam powiadomienie o ilości przysługujących mi darmowych smsów. Ale w sumie na tym stanęło, bo ja się mieszczę… Jednak czytając takie słowa na Twoim blogu nie sposób nie pomyśleć „to gdzie giną te wszyyystkie smsy, które do mnie wysyłasz”.
myślę, że nie można jednak nie doceniać takiego krótkoterminowego planowania. bo życie składa się właśnie z takich krótkich momentów, małych kroków, które każdego dnia robimy. jeśli upadniemy i zawalimy w małej sprawie – jakim cudem mogłoby nam się udać w większej?
po prostu zapominamy czasem, że te drobiazgi w sumie składają się na coś większego. nie potrafimy na to spojrzeć z dalszej perspektywy i wciąż wydaje nam się, że nic nie mamy, nic nie robimy.
może faktycznie czasem warto po prostu usiąść i nie myśleć. a potem docenić siebie. i tyle.
Yay, trochę matematyki! 1000/30 = 33.(3) SMS/dzień. Jeden wysłany SMS ~= jeden odebrany SMS. Czas napisania/odczytania statystycznego SMSa ~= 60 sekund. To daje godzinę z hakiem dziennie. Razy 3 (względem 3 tys.), to już grubo ponad 3 godziny. Dziennie. Mówisz, że nie masz czasu?
Pragnienia? Głębia serca? Refleksje? Dobór naturalny i instynkt samozachowawczy. To, że potrafimy o tym mówić wielkimi słowami, nie czyni z nas niczego więcej ponad gadające małpy.
O, ikari jednak żyje! :)
A co do wpisu – jeśli to jest nieprzemyślany wpis, to mam wrażenie, że takiego, który można by określić tym mianem jeszcze nie widziałem. W skrócie, żeby się nie rozpisywać, bo mnie też jakoś nic się nie chce (bardziej niż zwykle, choć myślałem, że to już niemożliwe) – masz rację.
A jeszcze kilka lat temu zapewne miałeś mnóstwo czasu na przemyślenia, prawda? Nie wiedzieć czemu, im człowiek starszy tym jego dzień staje się coraz krótszy. Wyczekujemy na emeryturę? :)
Świetny wpis! Dobrze, że tak długo dojrzewał – widać w nim głębię. Powiem szczerze, iż sam zwykle nad tym się zastanawiam i muszę chyba wrócić znów do lektury książki Dale Carnegie’go – „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, którą bym i Tobie polecił. Jest ona warta każdych pieniędzy, a autor jest niezwykle ludzki :).
„Regularnie takie myśli do mnie wracają i nigdy jeszcze do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedłem – jedynie tyle, że pora przyznać się uczciwie przed samym sobą i całym światem: nie wiem, czego chcę [w życiu].”
Może nie pamiętasz, ale powtarzasz to co najmniej od kilku lat. Nic się przez ten czas nie zmieniło, więc może pora się przyzwyczaić? W końcu po co wiedzieć czego się chcę? Żeby do tego dążyć? Doskonale wiesz, że planować się nie da. Można próbować, jest to wskazane. Ale prędzej czy później (w moim przypadku zawsze prędzej) coś się spierdoli. Małe kroczki są dobre. Tak mi się wydaje. Ale co ja tam wiem, mi nic w życiu nie wyszło. Za to Tobie, moim zdaniem, idzie całkiem nieźle.
Inna sprawa, gdy chodzi o ludzi. Wypada wiedzieć, czego się od nich chce i jak ich postrzega. I trzeba im o tym mówić. Na bieżąco. Nie wiem, czy pisząc tę notkę choć przez chwilę przeszedł Ci przez myśl sierpień, ale dla mnie to idealny przykład tego, że nie wiesz, czego chcesz.
„Żyjemy zbyt szybko, by mieć czas żyć. Zbyt szybko, by znaleźć czas dla siebie lub na rzeczy ważne.”
Tu powiem to, co powtarzam wszystkim. To my sami decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie. Pewnie, jesteśmy ograniczani, przez system chociażby. Ale ostateczna decyzja należy do nas. Widziałeś film „Clerks”? Bardzo mi bliski z wielu powodów. Zawsze mi przypomina, że jeżeli nienawidzę czegoś w moim życiu, to mogę choćby próbować to zmienić. Jeżeli tkwię w chujowej pracy, to mój wybór (w tym przypadku – boję się wymienienia jej na bardziej chujową, no i oczywiście jak zwykle naiwnie wierzę, że „będzie lepiej” – i jestem wyzywana od pesymistek). I to my ustalamy swoją listę priorytetów. Jestem przedstawicielką zagrożonego już gatunku (łącznie ze sobą znam dwie takie osoby), które wyznają zasadę, że człowiek jest najważniejszy… Nie praca, nie szkoła, człowiek… Kiedyś napisałeś mi w liście, że najpierw odpisujesz, potem odrabiasz lekcje, jeżeli zaś starczy Ci jeszcze czasu – śpisz. Coś takiego. Utkwiło mi w pamięci… W każdym razie żadna skrajność nie jest dobra, bo skończysz jak ja. Nie, to Ci już nie grozi. Ale mimo wszystko – sam wybrałeś uczelnie. Sam podjąłeś decyzję, że chcesz pracować (nie wiem, czy wciąż, strzelam), od Ciebie zależy stopień w jakim się przykładasz. Jeżeli braknie Ci czasu dla siebie, to może warto z czegoś zrezygnować. Ja tak zrobiłam. Choć dla Ciebie to pewnie oznacza właśnie rezygnację z ludzi…
Zastanawia mnie, czy nie dostrzegasz jak bardzo jesteśmy do siebie podobni… Może nie potrafię tego okazać. Z tego, co ostatnio widzę, ludzie prawie zawsze interpretują moje słowa i zachowanie w jakiś zupełnie nowy, niezrozumiały dla mnie sposób. Więc to pewnie moja wina. Nie znam mądrych wyrazów, nie potrafię pisać tak, jak Ty (a to ja miałam być pisarką, huh…). A może z pośród szerokiego (niegdyś?) grona znajomych mogłeś powybierać sobie takich, którzy odpowiadali Ci bardziej. Nie wiem.
Odnośnie Playa. Poczułam się równie oszukana, gdy po doładowaniu dostałam powiadomienie o ilości przysługujących mi darmowych smsów. Ale w sumie na tym stanęło, bo ja się mieszczę… Jednak czytając takie słowa na Twoim blogu nie sposób nie pomyśleć „to gdzie giną te wszyyystkie smsy, które do mnie wysyłasz”.
Podpisuję się pod ostatnim zdaniem odpowiedzi meg. Rękami nogami i czym popadnie też.
Nie wykorzystuję limitu SMSów i wiem, czego chcę ;-)