TL;DR wg Dukaja

„Kiedyś potrafiłem zagłębić się w lekturze na długie godziny – dzisiaj walczę, by skupić się na kilku stronach. Czuję niemal fizycznie, jak coś wyrywa mnie z lektury: mój umysł przeskakuje z tekstu do innego strumienia informacji, nawet gdy nie ma żadnego innego strumienia informacji”

— J. Dukaj „Google zgwałciło nam mózgi”

Trafiłem na ten cytat wkrótce po tym, jak dokładnie o tym pisałem.

Rowerzysta

Dziś jechałem do pracy i z powrotem rowerem (18km w jedną stronę, drugi koniec Łodzi, trudno, świetnie).
Tradycyjna bolączka rowerzysty to kierowca samochodu zajeżdżający mu ścieżkę rowerową z takiego czy innego powodu (najczęściej próbujący się po prostu jak najszybciej wp*lić na skrzyżowanie).
Tacy panowie wywołali dziś trzy moje donośne „kurrrwa mać!”, zatrzymując się zwykle zupełnie bez zapowiedzi całkowicie w poprzek ścieżki, a jeden to wręcz z rozpędem wjechał na ścieżkę z chodnika (no k…).
JEDEN Pan gdy próbował wjechać na Włókniarzy z uliczki, ROZEJRZAŁ SIĘ (żaden poprzedni tego nie zrobił – wszystkich miałem ochotę uświadomić walnięciem pięścią w karoserię), zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków… Pan cofnął. Przepuścił uprzejmie. Podziękowałem, skinąłem głową. On również. Od razu milej.
Dalej pani tuż przed wejściem mi na drogę dla rowerów zauważyła, że jadę, zatrzymała się, podziękowałem uśmiechem – odpowiedziała tym samym. Inni by patrzyli tylko na koniec własnego nosa, a wpadając na rower, który od dawna jechał na ścieżce, na którą wchodzą bezmyślnie, tylko by mieli pretensje do wszystkich dookoła.
Czy to naprawdę takie trudne, być miłym?
Ja, gdy jadę chodnikiem, też nie pcham się i nie uważam się pępkiem świata, uprzywilejowanym zawsze i wszędzie. Na wąskim odcinku mogę nawet zwolnić do tempa kobiety z wózkiem, czy starowinki przede mną. Przejdzie dalej, będzie miejsce, wyminę. Nie ma problemu. Ale jak jadę drogą dla rowerów, to proszę mi się nie WPIERDALAĆ, do tego jeszcze mając pretensje DO MNIE, że nią jadę.
Czy ja Wam, kurwa, drodzy kierowcy, zatrzymuję rower w poprzek jezdni, którą jedziecie?

Microsoft Office 2010: The Movie i Daybreakers

Dziś trzy świetne trailery.
Dwa filmu nieistniejącego, na trzecim zobaczycie mnie w kinie.

Office 2010: The movie

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

„Deleting him felt good!” ;>

„- Gdzie jest czcionka? WHERE IS THE CZCIONKA?
– Gdzieś między Arial… a Wingdings!!! ”


Oraz coś dla wszystkich moich gości lubiących tematy wampiryzmu. Wiem, że tam jesteście.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Ten wpis powinien wyjątkowo (jak na wpisy z wideo) być zgodny z XHTML…

Zespół Aspergera – mroczny sekret IT?

To już drugie tłumaczenie artykułu, który uznałem za ciekawy, tym razem jest to artykuł pani Tracy Mayor z amerykańskiego Computerworld pt „Asperger’s and IT: Dark secret or open secret?”, za pełną zgodą i aprobatą autorki, za co serdecznie jej dziękuję :) Artykuł oryginalny jest z kwietnia 2008 i niewiele krócej czekał na swoją wielką chwilę u mnie, w szufladzie, tym razem dosłownej – wydrukowałem go, by móc go tu zamieścić.

Autorka pragnie także nadmienić, iż przytaczana historia i powiązana z nią tematyka była tematem programu „Here and Now” w amerykańskim radiu publicznym. „Ryno” to pseudonim byłego administratora systemów po 50-tce, określającego siebie samego jako „wypalonego i żyjącego jak niepełnosprawny” w wiejskich rejonach Australii.

 

Zespół Aspergera był częścią IT tak długo, jak tylko istniało samo IT. Czemuwięc nie idzie nam lepiej z aspergerowcami pośród nas?

Wprost kochał techniczne aspekty bycia administratorem systemów i był w nich świetny. Ale relacje interpersonalne wiążące się z tą pracą, jak życzliwe poklepywanie w plecy przez przypadkowych użytkowników, czy prezentacje biznesowe, były dla Ryno dosłownie nie do zniesienia.
– Mogę sprawić, że Twoje systemy będą wydajne, a przerwy w ich pracy krótsze — mówi — ale nie potrafię sprawić, by Twoi użytkownicy byli szczęśliwi.

Bob, programista aplikacji bazodanowych pracujący w branży technologicznej od 26 lat, ma przede wszystkim zdolności matematyczne i logiczne. Posiada też –  jak sam to określa – „dziwną pamięć”: jeśli nie może przypomnieć sobie odpowiedzi na pytanie, może przypomnieć sobie precyzyjnie, niczym w cyfrowym obrazie, gdzie ostatnio widział tę odpowiedź, z dokładnością do konkretnej strony, akapitu i zdania.

Bob ma także pewne swoje dziwne zachowania: może dojść do tego, że nie potrafi wypowiedzieć ani słowa, gdy jest zdenerwowany, a także interpretuje wszystko dosłownie – nigdy nie czyta między wierszami.
– Mojego szefa na pewno denerwuje, gdy źle odczytuję jego ironię – opowiada – ale przynajmniej wie, że nie robię tego celowo.

„Jeremy” doskonale potrafi przejrzeć problem inżynieryjny na wskroś, wgłąb niemalże do poziomu samego kodu. Jest świetny w rozpracowywnaniu szczegółów jeden po drugim z innymi intensywnie skupionymi ludźmi, często dyrektorami firm, dla których pracuje. By chronić swoją anonimowość, pragnął nie wspominać, w jakiej dziedzinie programowania się specjalizuje, ale wystarczy powiedzieć, że jest dobrze znaną osobą, do której można się zwrócić w tej branży.

Jeremy nie jest jednak dobry w znoszeniu głupków w miejscu pracy, czy też w użeraniu się z niekończącą się biurokracją nowoczesnej firmy. Jeśli ktoś nie ma racji – jeśli jego pomysł wprost nie może wypalić – mówi mu to, po prostu stwierdzając fakt. Odkrył, że ta bezpośredniość wywołuje wszystkie formy zdenerwowania w miejscu pracy.

Wszyscy ci profesjonaliści z branży informatycznej są autystyczni. Bob i Ryno mają Zespół Aspergera (eng. AS); Jeremy ma autyzm wysokofunkcjonujący (HFA).

Więcej »

Garść newsów z mojego światka

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ostatnimi czasy piszę tu niewiele, a wena towarzysząca temu pisaniu niekoniecznie bywa najwyższego poziomu. Równie dobrze zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nikt tego nie zauważa ;-) Dość wygodna zresztą jest myśl, że gdy napiszę, to Wasze czytniki RSS po prostu tickną jeden raz więcej, bez natarczywości.

Chciałem zapewnić, iż wciąż gdzieś tam jestem i mam się dobrze. Na uczelni poznaję tajniki OpenGLa (i JOGLa), w Sieci uzależniam się od Blipa, a poza nią — od roweru.
Mimo iż ICeQ – o którym zresztą od zawsze starałem się tutaj akurat specjalnie nie wspominać, rozdzielając wtedy te sfery życia -nie jest obecnie nigdzie w okolicy szczytu moich priorytetów, ukazały się ostatnio nowe wersje, gdyby był ktoś zainteresowany. Przede wszystkim wprowadzające poprawki (i nieznacznie rozszerzające funkcjonalność), gdyż doczekaliśmy się w końcu obiecywanego od kilku lat „nowego PolChatu”, obsługującego obecność we wielu pokojach na raz. Przy okazji pragnę przypomnieć, iż ja już się na PolChacie nie udzielam, a i administratorem od dawna nie jestem (było to mało przyjemne połączenie presji „od dołu” i bezsilności wobec serwisu (w tym głównie serwera) i „góry”). ICeQ wprawdzie także pochłonął trochę czasu i pieniędzy zostawiając mocno ujemny bilans, ale przynajmniej pozostawił poczucie zrobienia (osiągnięcia?) czegoś. To nie jest dobrze napisany program, dziś napisałbym go zupełnie inaczej, a w kodzie do którego ciągle coś na bieżąco „przyrastało” coraz ciężej się orientować — ale jest i z punktu widzenia użytkownika nie jest chyba najgorszy.
Tak przy okazji – PolChat chciałby, by ICeQ wyświetlał ich reklamy. W zamian oczywiście satysfakcja. Nie należy wykluczać możliwości, że PolChat „odetnie” dostęp do czatów z programu, który dla nich reklam nie wyświetla.
Mam koncepcję na jego następcę, ale koncepcja jest duża i Javowa ;)

Zainstalowałem także Windows 7 (jest powszechnie dostępny, w tym na MSDN AA). System w pierwszym odczuciu wydaje się „Vistą z nowym paskiem zadań”. Sam pasek jest fajny, muszę przyznać. Słysząc o nim, a nawet oglądając pierwsze wideo demonstrujące jego planowane działanie, myślałem 1. „o fuj, macowe”, 2. „o fuj, brzydkie i niewygodne”. Właściwie myliłem się. Działa naprawdę fajnie, korzysta się z niego bardzo wygodnie (chociaż korzystałoby się wygodniej, gdyby był wyśrodkowany…), podglądy okien i podświetlenia ikon to po prostu poezja :). Zżera tylko czasem nieco więcej zasobów niż w wymarzonej sytuacji (tajemnicze systemowe procesy czasem zjadają zbyt dużo CPU), ale ogólnie pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Nie męczy użytkownika AŻ TYLOMA pytaniami o zgodę, co Vista, może nawet zacznę lubić ich (Visty i 7) interfejs (Aero). Nie, nigdy nie byłem przeciwnikiem używania do tego 3D i animacji. Po prostu jego szarość i nijakość nigdy mi się nie podobały. I wciąż brakuje mi „expose” (jadę myszką w róg ekranu, a okna rozsuwają się i skalują, by było widać je wszystkie).
Na drugim dysku oczywiście wciąż siedzi Linux. Szczreze mówiąc, chciałbym go przeinstalować na edycję x64, ale nie mam odwagi. Dla przypomnienia: OpenSUSE 11.1. „Bawił się” ktoś w taką migrację może?

Piję za dużo kawy.
Subskrybuję last.fm za 7 złotych, by słuchać za dużo muzyki.
Rozwaliłem dętkę roweru na potłuczonej butelce, którą jakiś kretyn rzucił w trawę.
Oraz zauważam, że Firefox na 64-bitowych Windowsach pada niemal za każdym razem, gdy zamknę GMaila. Ciekawe…

I oglądam na żywo kociaki :-)