Ładna dziś pogoda

Wpis o niczym.

Wiosna jest. Kwiatki na Politechnice zakwitły, choć pewnie już ich dawno nie ma, bo pięknieją tylko na kilka dni w roku. Zachody słońca są malownicze nawet w miejskiej dżungli ;)

From Łódź/Różne

Rower wyciągnięty. Zrobione 200km, oddany do przeglądu, wrócił ze sprawnymi hamulcami i sprawniejszą przerzutką. Koło przednie trochę bardziej proste, ale – i tu niespodzianka – widelec krzywy. Korba dokręcona, chociaż zapomniałem nadmienić.

W tym roku rowerowanie będzie bardziej monitorowane, jak nie zapomnę :)
button stats bikestats.pl

Zabiłem komputer. Ukradłem komputer. Linux przeżył zmianę sprzętu o generację w górę, Windowsa trzeba było przeinstalować (instalacja naprawcza – przy okazji okazało się, że moja super-wypaśna-dostosowana instalacja XP SP3… nie ma takiej opcji, jak naprawcza). A trzeba go także było uruchomić, żeby powrócić do zalegającego zlecenia. Maile wysmarowane w połowie, kilka spraw wciąż leży i czeka (np. MyBook do zwrotu – znów padł, good for me, oby nie działał nadal, gdy go wypakują ;))

Rower zasłużył na miano górskiego — zdobyłem Rudzką Górę. Zjazd okazał się conajmniej równie trudny jak wdrapanie się na szczyt ;) (nie zjeżdżałem akurat stokiem ze zdjęcia, a pewnie byłoby najłatwiej)

Słońce nad Łodzią chyli się ku zachodowi

Słońce nad Łodzią chyli się ku zachodowi


Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Happy End

Po wielu ciężkich perypetiach odzyskałem wszystkie dane. Zarówno partycję znikniętą w sierpniu, jak i zawartość umierającej pięćsetki (WD MyBook Pro ES 500GB).

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Prokrastynacja

Tutaj miał powstać wpis o prokrastynacji. Bardzo dawno. Ale odkładałem go na chwilkę później, przecież nie musi być już w tej chwili. Prawda? Zawsze jest coś ważniejszego, a i nad treścią wypadałoby pomyśleć, a w tej chwili się przeciez nie da…

… bo w sumie się nie da – odkąd postanowiłem usiąść na spokojnie do czegokolwiek, w domu nagle zrobiło się głośno jakby pracowała tu ekipa remontowa (której, niestety, jednak nie ma), a wszyscy się na siebie wzajemnie wydzierają tworząc atmosferę, którą znam pod pojęciem rodzinnej. Ale chrzanić to, że się nie da, trzeba, wyraz, powalczyć! No.

„Procrastination” to także była jedna z moich uczelnianych prezentacji minionego semestru, na język angielski oczywiście. Zacznijmy od pilotażowego wideo będącego zarówno inspiracją, jak i wprowadzeniem do tematu:

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Że GDZIE, do cholery, był Matt?!

Pamiętacie Matta? No mam nadzieję.

Nareszcie, po dłuższej przerwie, ukazało się jego nowe wideo! Jak się okazuje, Matt był w Polsce. Nie było mnie tam. Jako jego fan, czuję się potwornie rozgoryczony :( Jest z tego nawet kawał relacji.

Abuuu, ja chcę poznać Matta, ja chcę tańczyć obok niego na wideo ;_;

Oto nagranie Matta z 2008 (imponujące):


Where the Hell is Matt? (2008) from Matthew Harding on Vimeo.

Rower statystykom mówi „nie”!

Już był w ogródku, już witał się z gąską…

Mój licznik rowerowy bardzo nie lubi pełnych setek w polu „przebieg”. Poprzednio zresetował mi się przy 200km bo go puknąłem, teraz po raz kolejny.

Już wyświetlał 298km (czyli przejechałem w tym sezonie już 500km, wow :)), gdy zaintrygowało mnie pewne naprężenie w matrycy ekraniku LCD. Nie zobaczyłbym go, gdyby nie okulary polaryzacyjne… Ale zobaczyłem. I przyszło mi do głowy przycisnąć ekranik i zobaczyć, czy się coś zmieni. Zmieniło się – licznik się zresetował.

Okazuje się, że mój licznik wystarczy ścisnąć po bokach, przekręcić albo stuknąć palcem, by wszystkie wartości i ustawienia poszły się kochać. I porządne dokręcenie zamknięcia od baterii po poprzednim resecie nie pomogło – widocznie nie styka/zwiera coś innego.

PS. „Potencjalnie ostatnie zdjęcie w życiu”, czyli „43km/h rowerem po chodniku, z telefonem komórkowym w dłoni, robiąc tytułowe zdjęcie”:
Potencjalnie Ostatnie Zdjęcie W Życiu