Niedoczas

pouczyłbyś się zamiast siedzieć przy komputerze; nie czytaj teraz, idziemychodź porozmawiaj z ciocią/panią/ze mnąco robisz? a skończyłeś już task XX-123?idziemy na zakupy, zostaw tonie siedź tyle przy komputerze

Nie sposób już w pedzie codziennego życia znaleźć czas na doskonalenie się w ramach informatycznego hobby. Na poczytanie pouczającego artykułu o przejściu z JavaScriptu na CoffeeScript, na czytanie o tym, jak porządnie programować obiektowo w JS. Nie nauczysz się ani CofeeScriptu, ani Scali, ani Springa, ani korzystania z Laravel, ani Cherrypy, Hibernate ani SQLAlchemy.
Nie. ma. czasu.
Później, zostaw, jutro, nie teraz, zajmij się tym w wolnej chwili.

Wolne chwile nie nadchodzą. Najpierw było to odkładanie na „po maturze”, potem zaczęły się studia i wszystko należało odłożyć na „po tym projekcie”, „po kolokwium”, wreszcie: „po studiach”. Po studiach praca jest pełnoetatowa i chociaż nie zabiera się jej do domu (całe szczęście), to w domu też trzeba zrobić mnóstwo rzeczy i… no właśnie, kiedy zrobię coś swojego? Może po pracy, na zawsze po, na emeryturze…

Zarządzanie czasem

Jestem w tym absolutnie do niczego.

Spychanie swoich spraw (blog, programowanie „for fun”, stworzenie własnej strony domowej, kontakty z innymi istotami ludzkimi, etc.) na stanowisko „po obowiązkach [i drugiej połówce]” oznacza w praktyce strącanie ich w otchłań bez dna. No kto by pomyślał?

Nie programuję po nocach (bo szewc bez butów chodzi; poza tym po 22 mam nagłe ataki senności, wcześniej się nie da, a rano się wstaje), nie jeżdżę  na rowerze (nadal stoi w Łodzi, tu w Krakowie występuje problem pt „gdzie go trzymać?”), prawie nie słucham muzyki (nie wiem, dlaczego). Nie rzucim książki – lubię dojazdy do pracy komunikacją miejską, bo można sobie spokojnie poczytać, godzinę dziennie, jak dziecku ;-)

Standardowa książka Dukaja nie jest wprawdzie idealną do noszenia zawsze przy sobie, z racji gabarytów, ale skoro jeżdżę już z tym wielkim plecakiem… ;)

 

Prawdopodobnie powinienem zaktualizować „jak rozmawiać z ikarim” do znacznie krótszej postaci: nie rozmawiać. Kontakt w czasie rzeczywistym powoli wkładam między bajki. Możliwe że i maile mi umykają, chociaż raz na jakiś czas próbuję robić ich przegląd. I’m sorry.

Mam zatem problem z czasem. Z czasem i z koncentracją, zwłaszcza, gdy ktoś do mnie mówi. To zaś ma miejsce zawsze, gdy zbieram myśli lub założę słuchawki i włączę muzykę. Murphy, ty sukinsynu.

Bardzo chciałem popełnić tu kilka, konkretnych nawet, wpisów… Ale nie mogę sobie przypomnieć, o czym. Alzheimer postępuje? Ten wpis jest natomiast tak cudownie chaotyczny jak te sprzed kilku lat, tak bardzo o niczym, tak bardzo by pokazać, że wciąż żyję. Czy to bardzo źle?

W ramach rekompensaty, ilustrowana historia o prostym psie.

Treść

Z perspektywy czasu widzę doskonale, że nigdy nie dbałem o to by w ogóle coś tu przekazać ani o to, jak to robię. Tak po prostu.
Nie miewam nic do przekazania, ot.

Jak zginę z PKP…

Obudziłem się o tej 2 czy 3 w nocy i stwierdzam co następuje:
1. pociąg się nie porusza
…Wstaję, patrzę za okno …
2. o kurwa, Łódź-Widzew
3. Jeśli STOIMY na WIDZEWIE od jakiegoś czasu, to mam około 10 sekund na wyjście.
Staram się zachować resztki godności w oczach współpasażera i nie wyglądać na panicznie wybiegającego, zbieram rzeczy (książka, plecak i 4 torby), idę do drzwi, próbuję otworzyć – nie mogę. Drzwi do kolejnego wagonu – nie mogę (zablokowane, nie mam pojęcia czemu). Olśnienie: może próbowałem wysiąść ze złej strony pociągu; otwieram drzwi po drugiej – w tym momencie pociąg rusza :D.
Wysiadam :D.
„Gonię” (idąc) pociąg jeszcze 2 kroki i zatrzymuję na drzwiach rękę żeby je zamknąć(pociąg już jechał, więc wystarczyło trzymać rękę nieruchomo :P).
Nawet mnie nikt nie opierdolił, że wysiadam podczas jazdy :P (konduktor był w następnych drzwiach i – zdawałoby się – pilnował chyba właśnie by nikt nie zrobił tego, co zrobiłem)

Sarah MacLachlan – Angel

Tłumaczenie, analiza i intepretacja ;-)

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Oryg. angielski Moje tłumaczenie
Spend all your time waiting
For that second chance
For a break that would make it okay
There’s always one reason
To feel not good enough
And it’s hard at the end of the day
I need some distraction
Oh beautiful release
Memory seeps from my veins
Let me be empty
And weightless and maybe
I’ll find some peace tonight

In the arms of an angel
Fly away from here
From this dark cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort there

So tired of the straight line
And everywhere you turn
There’s vultures and thieves at your back
And the storm keeps on twisting
You keep on building the lie
That you make up for all that you lack
It don’t make no difference
Escaping one last time
It’s easier to believe in this sweet madness oh
This glorious sadness that brings me to my knees

In the arms of an angel
Fly away from here
From this dark cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort there
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort here

Przez cały czas czekasz
Na wymarzoną drugą szansę
Na przerwę, która sprawi, że wszystko będzie dobrze
Zawsze znajdujesz powód
By nie czuć się dość dobrą
I tak ciężko jest pod koniec dnia…
Potrzebuję czegoś, co odwróci uwagę
Da piękne poczucie uwolnienia…
Wspomnienia sączą mi się z żył
Pozwól mi czuć pustkę
I lekkość i może
Odnajdę dziś w nocy trochę spokoju…

W ramionach Anioła
Uciec daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju
I tej bezgraniczności, której się obawiasz
Jesteś wyciągnięta z wraku
Twojej własnej cichej mrzonki,
Jesteś teraz w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz trochę ukojenia

Tak zmęczona linią prostą
I gdziekolwiek się odwrócisz
Za Twoimi plecami są sępy i złodzieje
A burza wciąż się wzmaga
Budujesz dalej to kłamstwo
Którym chcesz zastąpić wszystko, czego Ci brak
Nie robi to różnicy.
Ucieknij jeszcze jeden, ostatni raz
Łatwiej jest wierzyć w to słodkie szaleństwo
Ten wspaniały smutek, który powala mnie na kolana

W ramionach Anioła
Ucieknij daleko stąd
Z tego ciemnego chłodnego pokoju
I bezkresu, którego się boisz
Wyciągnięta z wraku
Swojej cichej mrzonki
Jesteś w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz troche ukojenia
Jesteś w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz ukojenie…

Ten utwór usłyszałem cztery lata temu. Lecz, jak niektórzy wiedzą, w moim wypadku słyszeć nie znaczy znać. Tak naprawdę znać. Czuć i rozumieć. Słyszałem słowa, pojedyncze i oderwane, może zwroty, ale nie tekst.

Dziś wciąż słucham tego nagrania, które mi, Olu, nagrałaś i podarowałaś cztery lata temu i które tylko Tobie jednej się nie podobało. To wykonanie jest o niebo lepsze od oryginału, delikatniejsze, odpowiedniejsze.

Dziś daję Wam swoją wersję tłumaczenia…

Analiza i intepretacja? Podmiot liryczny mówi zarówno „ja” i „Ty” w tekście, jednak moim zdaniem tak naprawdę wciąż mówi o tej samej osobie. Zapewnienia o objęciach Anioła i tym, co być powinno po prostu brzmią dużo pewniej, gdy wymawiane są w drugiej osobie, kierowane do kogoś.

Kobieta. Niezmiennie wierzy w to, co pieczołowicie układała w swojej głowie, niezależnie od tego, jak ma się to do rzeczywistości. Kobieta, która nie szuka w nim wad, szuka miłości w jego spojrzeniu i wciąż ma nadzieję ją zobaczyć. Winę za wszystko bierze na siebie – bo nie jest dość dobra. Tak jej się tylko wydaje, ale ciężko jest sprawić, by czuła inaczej… Wciąż czeka, lecz doskonale wie, że tak naprawdę pragnie się od tego wszystkiego oderwać… Poczuć pustkę, nie myśleć, nie czuć – a może po prostu przerwa wszystko by naprawiła? Może wystarczy tylko trochę odpocząć?

W drugiej zwrotce tylko podkreśla to poczucie osaczenia, bezsilności w tej sytuacji…  Wszędzie wokół tylko sępy, otaczają nas ludzie żerujący na cudzym nieszczęściu. Nie ma do kogo się zwrócić, w sercu wszystko już się gotuje i rozdzierają je błyskawice i grzmoty burzy niepokoju. Lecz wciąż, wbrew wszystkiemu, wierzy dalej. Buduje w swojej głowie wytłumaczenia, małe kłamstwa wypełniające wszystkie luki, maskujące braki, niedoskonałości. Posypuje konia księcia mąką, by udawał białego rumaka… „Nie robi to różnicy” – mimo wszystko wie, że to nie tędy droga… Powinna uciec od wszystkiego jeszcze jeden, już ostatni raz… Chociaż to cholernie trudne… Łatwiej jest wciąż wierzyć w słodką iluzję…
Wynikowa sytuacja jest obezwładniająco przygnębiająca…

I wreszcie refren. Jesteś w ramionach Anioła. Nie bój się już… Potrzeba jej było przecież właśnie tego, Anioła, który ją porwie i zabierze od tego wszystkiego, w którego ramionach poczuje się wreszcie bezpiecznie, spokojnie i pewnie. Anioła, który wyrwie ją z roztrzaskanego wraku jej niespełnionych marzeń, uwolni od tego ciężaru, od pieczołowicie budowanej i łatanej iluzji i pokaże, że szczęście i spokój duszy istnieją naprawdę. Słowem – optymistycznie – pojawia się wreszcie ktoś, kto przynosi upragnione ukojenie… Problemy bledną…

Nie martw się już, jesteś w ramionach Anioła… :)