Pidżyn (Pidgin)

Przez długi czas myślałem, że nazwa komunikatora Pidgin (w niektórych systemach tłumaczona na polski — jak sądziłem, głupio — jako Pidżyn) pochodzi od angielskiego słowa pidgeon, czyli gołąb. Wyjaśnia to, za przeproszeniem, ptaszka jako ikonkę i generalnie całościowo trzyma się kupy.

Otóż nie. Słowo to pochodzi od angielskiego słowa… business.

Języki pidżynowe, czytamy na Wikipedii, (pidginpidżyn) – języki pomocnicze o uproszczonej morfologii i składni, a także o ograniczonym słownictwie powstały na bazie dwóch (lub więcej) języków. Nazwa pidżin pochodzi od chińskiej wymowy angielskiego słowa „business” („biznes”)[1].

Kto by pomyślał?

Jedenaście pazurów – o antologii bez spoilerów

Jedenaście pazurów - okładka Jako miłośnik kotów (ci co wiedzą, jak bardzo, to wiedzą), zapragnąłem tej książki, gdy tylko ją zobaczyłem. Wiadomo, kocie opowiadania muszą być dobre – z takiego przynajmniej wychodziłem założenia (zachęcony zresztą jakąś inną tematyczną antologią, którą czytałem wieki temu).

Koty są niesamowite i fascynujące. Wybitni indywidualiści, każdy z nieco odmiennym charakterem i zwyczajami, nigdy zaś nie wiadomo, kto w relacji człowiek-kot należy do kogo. Zwinne, szybkie, drapieżne, a zarazem mruczące, słodkie, potulne i leniwie wygrzewające się w słoneczku.

Wiele zatem można oczekiwać po zbiorku opowiadań, w których motyw kota ma dominować. Jak zaś ten tomik spełnia te oczekiwania miłośnika kotów? Więcej »

TL;DR wg Dukaja

„Kiedyś potrafiłem zagłębić się w lekturze na długie godziny – dzisiaj walczę, by skupić się na kilku stronach. Czuję niemal fizycznie, jak coś wyrywa mnie z lektury: mój umysł przeskakuje z tekstu do innego strumienia informacji, nawet gdy nie ma żadnego innego strumienia informacji”

— J. Dukaj „Google zgwałciło nam mózgi”

Trafiłem na ten cytat wkrótce po tym, jak dokładnie o tym pisałem.

TL;DR

czyli Too Long; Didn’t Read. To dopiero jest syndrom XXI wieku. Przywykliśmy do szybkiej informacji, skondensowanej, spakowanej, najlepiej w formie łatwo przyswajalnej informacyjnej papki, której wchłonięcie nie wymaga od nas wielkiego wysiłku. Jeśli informacja jest trudna, bylibyśmy najbardziej zadowoleni, gdyby była podawana bezpośrednio do mózgu. Zaraz… czy nie podobnie mówili nasi rodzice o telewizji? Mówi się o niej także o tym, że pożera czas i mózg ;-)

TV eats your brain

Obecnie rolę tę przejął Internet. Jest bardziej popularny, bo interaktywny – sami wybieramy sobie treść, którą będziemy się karmić, nikt nie układa dla nas odgórnie programu, a jeżeli wziąć za takowy harmonogram wstawiania czy kategorie treści w serwisie internetowym, to kanałów do wyboru mamy miliony, większość za darmo. Wciąż jednak wolimy filmik, albo chociaż podcast (chociaż treści w formacie audio w Polsce nie biją chyba rekordów popularności, niemniej jednak w stanach są dość powszechne). Gdy widzimy tekst – nie daj boże długi – uciekamy. Odkładamy na później, do głębokiej szuflady „do przeczytania”, albo, co gorsza, rezygnujemy całkowicie. Nawet kiedy natrafimy na potencjalnie ciekawy materiał wideo, chętniej odtworzymy go, jeśli ma półtorej do pięciu minut, niż 25 albo godzinę, prawda? (Sam przez kilka dni odkładałem ciekawy materiał o poszukiwaniu planet podobnych do Ziemi)

Bo nasze mózgi to leniwe bestie :) Lubią to, co łatwo do nich przychodzi, zaspokaja głód rozrywki czy wiedzy, a nie wymaga przy tym zbyt wiele wysiłku. Co gorsza, im bardziej je rozpieszczamy, tym bardziej utrwala się taka preferencja i trudniej nam wybrać coś w „cięższej” formie (np. książkę zamiast filmu, artykuł zamiast programu TV, choćby był o tym samym). Przeglądając Sieć wolimy obrazki od tekstów, komiksy z niewielką ilością dialogów, etc. – przykłady można by mnożyć.

Wynika to z tego, że podświadomość lubi natychmiastową nagrodę, dlatego jeśli coś nie przyniesie efektu od razu, odkładamy to na później.

Ostatnio naszą wytrwałość najbardziej osłabia walka z pokusami, na jakie jesteśmy nieustannie narażeni, uważa prof. Kathleen Vohs z University of Minnesota. Aby się oprzeć wszystkim docierającym do nas przekazom marketingowym, które zachęcają nas do kupowania gadżetów, samochodów czy słodyczy, musimy mocno eksploatować naszą silną wolę.
Kosztuje to mnóstwo energii, wynika z doświadczeń Holly Miller z University of Kentucky. Nawet badane przez nią psy, które przez 10 minut wykonywały komendę „siad”, traciły ochotę, by dobrać się do smakowitych kąsków ukrytych w zabawce. Wystarczyło jednak podać im trochę cukru, który jest źródłem energii dla mózgu, by zwierzęta nabrały wytrwałości w otwieraniu zabawki. Dr Miller nie ma wątpliwości, że ludzie reagują podobnie – utrzymanie samodyscypliny na co dzień pochłania tyle glukozy, że w końcu wpadamy w energetyczny kryzys. I jeśli wtedy jest coś do zrobienia, mówimy jak Scarlett O’ Hara, bohaterka „Przeminęło z wiatrem” – pomyślę o tym jutro. Opór przed czynnościami wymagającymi wysiłku wynika także z innej właściwości mózgu – pragnienia natychmiastowej gratyfikacji. Nasz narząd myślenia jest tak zaprogramowany, by ze wszystkiego, co robimy, bezzwłocznie czerpać przyjemność albo korzyść. Wskazuje na to eksperyment prof. George’a Loewensteina z Carnegie Mellon University. Proponował on ochotnikom obejrzenie błahej komedii lub skłaniającego do refleksji dramatu. Prawie wszyscy wybierali komedię, zapewniając, że arcydzieło kinowe z przyjemnością obejrzą potem.
Skąd my to znamy. Prawie każdy ma w domu zbiór filmów albo książek, do których obejrzenia zbiera się czasem od paru lat. Psychologowie pocieszają – nie oznacza to wcale, że jesteśmy płytcy albo głupi. Naprawdę chcemy oglądać Bergmana, podobnie jak porządnie przygotować się do egzaminu czy odłożyć pieniądze na emeryturę, tyle tylko że pragnący natychmiastowej gratyfikacji mózg wyłącza długoterminowe myślenie. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy w perspektywie mamy zysk.

src: Newsweek

Jak więc z tym walczyć? Trzymać listy „do przeczytania” i czytać, nie omijać ciekawych treści. Czytać jedną pozycję dziennie chociaż, a najlepiej ustalić sobie górny limit pojemności takiej listy – jeżeli czeka zbyt wiele rzeczy, przeczytajmy ze dwie rzeczy zanim dodamy coś nowego. Czytać książki. Zwolnić tempo życia i tracić mniej czasu na rzeczy „zajmujące tylko chwilę” (Jeszcze tylko zajrzę na Facebooka, Blipa, Twittera, GMaila, jeszcze raz Facebooka…). Zrobić plan i trzymać się go. Praca według planu pomaga zaoszczędzić mnóstwo czasu.
Nie żebym sam sobie dawał z tym radę ;)

Treść

Z perspektywy czasu widzę doskonale, że nigdy nie dbałem o to by w ogóle coś tu przekazać ani o to, jak to robię. Tak po prostu.
Nie miewam nic do przekazania, ot.