print(Genesis);
Myślę, że wszelki dodatkowy komentarz jest zbędny :)
Thx 2 Webster (Wojtek), wierny “czytelnik” Kontrabandu.
Myślę, że wszelki dodatkowy komentarz jest zbędny :)
Thx 2 Webster (Wojtek), wierny “czytelnik” Kontrabandu.
To już drugie tłumaczenie artykułu, który uznałem za ciekawy, tym razem jest to artykuł pani Tracy Mayor z amerykańskiego Computerworld pt „Asperger’s and IT: Dark secret or open secret?”, za pełną zgodą i aprobatą autorki, za co serdecznie jej dziękuję :) Artykuł oryginalny jest z kwietnia 2008 i niewiele krócej czekał na swoją wielką chwilę u mnie, w szufladzie, tym razem dosłownej – wydrukowałem go, by móc go tu zamieścić.
Autorka pragnie także nadmienić, iż przytaczana historia i powiązana z nią tematyka była tematem programu „Here and Now” w amerykańskim radiu publicznym. „Ryno” to pseudonim byłego administratora systemów po 50-tce, określającego siebie samego jako „wypalonego i żyjącego jak niepełnosprawny” w wiejskich rejonach Australii.
Zespół Aspergera był częścią IT tak długo, jak tylko istniało samo IT. Czemuwięc nie idzie nam lepiej z aspergerowcami pośród nas?
Wprost kochał techniczne aspekty bycia administratorem systemów i był w nich świetny. Ale relacje interpersonalne wiążące się z tą pracą, jak życzliwe poklepywanie w plecy przez przypadkowych użytkowników, czy prezentacje biznesowe, były dla Ryno dosłownie nie do zniesienia.
- Mogę sprawić, że Twoje systemy będą wydajne, a przerwy w ich pracy krótsze — mówi — ale nie potrafię sprawić, by Twoi użytkownicy byli szczęśliwi.
Bob, programista aplikacji bazodanowych pracujący w branży technologicznej od 26 lat, ma przede wszystkim zdolności matematyczne i logiczne. Posiada też – jak sam to określa – „dziwną pamięć”: jeśli nie może przypomnieć sobie odpowiedzi na pytanie, może przypomnieć sobie precyzyjnie, niczym w cyfrowym obrazie, gdzie ostatnio widział tę odpowiedź, z dokładnością do konkretnej strony, akapitu i zdania.
Bob ma także pewne swoje dziwne zachowania: może dojść do tego, że nie potrafi wypowiedzieć ani słowa, gdy jest zdenerwowany, a także interpretuje wszystko dosłownie – nigdy nie czyta między wierszami.
- Mojego szefa na pewno denerwuje, gdy źle odczytuję jego ironię – opowiada – ale przynajmniej wie, że nie robię tego celowo.
„Jeremy” doskonale potrafi przejrzeć problem inżynieryjny na wskroś, wgłąb niemalże do poziomu samego kodu. Jest świetny w rozpracowywnaniu szczegółów jeden po drugim z innymi intensywnie skupionymi ludźmi, często dyrektorami firm, dla których pracuje. By chronić swoją anonimowość, pragnął nie wspominać, w jakiej dziedzinie programowania się specjalizuje, ale wystarczy powiedzieć, że jest dobrze znaną osobą, do której można się zwrócić w tej branży.
Jeremy nie jest jednak dobry w znoszeniu głupków w miejscu pracy, czy też w użeraniu się z niekończącą się biurokracją nowoczesnej firmy. Jeśli ktoś nie ma racji – jeśli jego pomysł wprost nie może wypalić – mówi mu to, po prostu stwierdzając fakt. Odkrył, że ta bezpośredniość wywołuje wszystkie formy zdenerwowania w miejscu pracy.
Wszyscy ci profesjonaliści z branży informatycznej są autystyczni. Bob i Ryno mają Zespół Aspergera (eng. AS); Jeremy ma autyzm wysokofunkcjonujący (HFA).
Ten post miał się tu pojawić już dwa lata temu, właśnie pod tytułem „Heyah vs. Play”. Ale ta wojna trwała nadal, a jam jest prokrastynator ;-) Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »
- Kiepsko widzę po ciemku – powiedział Kierowca, jadąc nocą samochodem po ulicach metropolii, pół serio, a pół żartem, by nastraszyć Pasażera.
- Ja nie wiem, jak można źle widzieć w ciemności – odparł zupełnie szczerze Pasażer. „Ja nie wiem, jak w ogóle można żyć za dnia”, dodał w myślach. To jedynie społeczeństwo wymuszało na nim ten tryb, codzienny rytm życia. Szkoły, uczelnie, sklepy i urzędy – wszyscy pracują, gdy jest widno i wtedy tylko przyjmują interesantów. Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »
Doskonale zdaję sobie sprawę, że ostatnimi czasy piszę tu niewiele, a wena towarzysząca temu pisaniu niekoniecznie bywa najwyższego poziomu. Równie dobrze zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nikt tego nie zauważa ;-) Dość wygodna zresztą jest myśl, że gdy napiszę, to Wasze czytniki RSS po prostu tickną jeden raz więcej, bez natarczywości.
Chciałem zapewnić, iż wciąż gdzieś tam jestem i mam się dobrze. Na uczelni poznaję tajniki OpenGLa (i JOGLa), w Sieci uzależniam się od Blipa, a poza nią — od roweru.
Mimo iż ICeQ – o którym zresztą od zawsze starałem się tutaj akurat specjalnie nie wspominać, rozdzielając wtedy te sfery życia -nie jest obecnie nigdzie w okolicy szczytu moich priorytetów, ukazały się ostatnio nowe wersje, gdyby był ktoś zainteresowany. Przede wszystkim wprowadzające poprawki (i nieznacznie rozszerzające funkcjonalność), gdyż doczekaliśmy się w końcu obiecywanego od kilku lat „nowego PolChatu”, obsługującego obecność we wielu pokojach na raz. Przy okazji pragnę przypomnieć, iż ja już się na PolChacie nie udzielam, a i administratorem od dawna nie jestem (było to mało przyjemne połączenie presji „od dołu” i bezsilności wobec serwisu (w tym głównie serwera) i „góry”). ICeQ wprawdzie także pochłonął trochę czasu i pieniędzy zostawiając mocno ujemny bilans, ale przynajmniej pozostawił poczucie zrobienia (osiągnięcia?) czegoś. To nie jest dobrze napisany program, dziś napisałbym go zupełnie inaczej, a w kodzie do którego ciągle coś na bieżąco „przyrastało” coraz ciężej się orientować — ale jest i z punktu widzenia użytkownika nie jest chyba najgorszy.
Tak przy okazji – PolChat chciałby, by ICeQ wyświetlał ich reklamy. W zamian oczywiście satysfakcja. Nie należy wykluczać możliwości, że PolChat „odetnie” dostęp do czatów z programu, który dla nich reklam nie wyświetla.
Mam koncepcję na jego następcę, ale koncepcja jest duża i Javowa ;)
Zainstalowałem także Windows 7 (jest powszechnie dostępny, w tym na MSDN AA). System w pierwszym odczuciu wydaje się „Vistą z nowym paskiem zadań”. Sam pasek jest fajny, muszę przyznać. Słysząc o nim, a nawet oglądając pierwsze wideo demonstrujące jego planowane działanie, myślałem 1. „o fuj, macowe”, 2. „o fuj, brzydkie i niewygodne”. Właściwie myliłem się. Działa naprawdę fajnie, korzysta się z niego bardzo wygodnie (chociaż korzystałoby się wygodniej, gdyby był wyśrodkowany…), podglądy okien i podświetlenia ikon to po prostu poezja :). Zżera tylko czasem nieco więcej zasobów niż w wymarzonej sytuacji (tajemnicze systemowe procesy czasem zjadają zbyt dużo CPU), ale ogólnie pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Nie męczy użytkownika AŻ TYLOMA pytaniami o zgodę, co Vista, może nawet zacznę lubić ich (Visty i 7) interfejs (Aero). Nie, nigdy nie byłem przeciwnikiem używania do tego 3D i animacji. Po prostu jego szarość i nijakość nigdy mi się nie podobały. I wciąż brakuje mi „expose” (jadę myszką w róg ekranu, a okna rozsuwają się i skalują, by było widać je wszystkie).
Na drugim dysku oczywiście wciąż siedzi Linux. Szczreze mówiąc, chciałbym go przeinstalować na edycję x64, ale nie mam odwagi. Dla przypomnienia: OpenSUSE 11.1. „Bawił się” ktoś w taką migrację może?
Piję za dużo kawy.
Subskrybuję last.fm za 7 złotych, by słuchać za dużo muzyki.
Rozwaliłem dętkę roweru na potłuczonej butelce, którą jakiś kretyn rzucił w trawę.
Oraz zauważam, że Firefox na 64-bitowych Windowsach pada niemal za każdym razem, gdy zamknę GMaila. Ciekawe…
I oglądam na żywo kociaki :-)