A czy TY oddałeś krew? [dawcy znalezieni]

Wiadomość z 5 lutego 2008r., prawdziwa i aktualna w chwili pisania tego posta:

Po raz kolejny jest potrzebna krew dla chorego na białaczkę studenta naszego wydziału. [FTIMS, PŁ – dop. ikari]
WRS wraz z wydziałem FTIMS proszą o pomoc w zbiórce krwi. Poniżej załączam apel rodziców Bartka oraz numer kontaktowy, pod którym należy szukać dalszych informacji:

Pilnie potrzebna jest krew grupy 0 Rh-
dla ratowania życia Bartosza Żbikowskiego
Sytuacja jest bardzo dramatyczna, bardzo prosimy o pomoc

Rodzice

Prosimy o kontakt tel X XXX XXX XXX

Z mojej strony po pierwsze: to jest informacja PEWNA, a nie jeden z durnowatych łańcuszków, które krążyły po kraju. Wysłałem pod podany numer pytanie SMSem, pani Małgorzata, mama Bartka, natychmiast oddzwoniła – teraz mam wyrzuty sumienia, bo to pierwsza w nocy była, a ja nie chciałem budzić (stąd SMS). Może i tak nie mogła spać, nie zdziwiłbym się… Zatem nie męczcie biednych ludzi telefonami bez potrzeby – ręczę za prawdziwość informacji. Po drugie: ten apel skierowany jest przede wszystkim do mieszkańców Łodzi i okolic – ważne bowiem jest, by krew była oddana w Łodzi.

Bank Krwi
0 42 617 77 86
91-738, Łódź, Sporna 36/50
(za Panoramą Firm)

Jest to bowiem jakoś związane z płytkami krwi odpowiedzialnymi za jej krzepnięcie – ja się kompletnie na medycynie nie znam, ale niedobór płytek krwi może być związany z wrodzoną białaczką. Tyle wiem z Wiki (naprawdę głupio było mi dopytywać się o tej porze)

Po trzecie: Pamiętajmy, by czasem oddać krew, jeżeli tylko możemy (chyba, że wiesz, że z powodu własnego zdrowia lub branych niedawno leków nie możesz oddać) – nigdy nie wiadomo, kiedy będzie komuś potrzebna. W każdym mieście, krew każdej grupy. Pomijam już fakt, że np. w Łodzi regularni krwiodawcy mogą jeździć MPK bezpłatnie. Niech takie apele nie będą potrzebne, by przypominać i uświadamiać o problemie!

Po czwarte. Była taka bajka, którą słyszałem w dzieciństwie. O hodowcy, który kilka razy dla żartów krzyczał „Pomocy! Wilk zjada moje owce!” i zlatywała się cała wieś, by mu pomóc. Kiedy w końcu przyleciał prawdziwy wilk – nikt mu nie uwierzył i zignorowano jego wołania.
Przykro mi, że są na świecie idioci bawiący się w takie samo wołanie, a później nikt nie chce uwierzyć, że pomoc jest naprawdę potrzebna. Bo wiele takich próśb i fałszywych łańcuszków (np. na gg) już widzieliśmy.

Po piąte: Mamy nadzieję na mały wywiad w tej sprawie w Studenckim Radiu Żak (thx 2 norka :)) – jeśli dopadnę materiał mogę go zamieścić (lub informacje w nim zawarte) jako uzupełnienie.

Update: „Żbik od 4miesięcy jest uziemiony – powinniście o tym pamietać. Z dobrych wieści zabezpieczono już troszkę plytek dla niego i jest z nim lepiej – czy zaczął produkować własne – jeszcze nie, kolejne badanie w poniedziałek – ustaly inne dolegliwosci”

Update 14.02.2008:
Rodzice Bartka serdecznie dziękują za okazaną pomoc informując iż znaleźli się dawcy krwi

Update z końca czerwca:
Według krążących w środowisku politechnicznym informacji, Bartek zmarł…

Kolejna jesień.

Ludziom, którzy cierpią niesprawiedliwie, nie wystarczy sama sprawiedliwość. Chcą, żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. To odczują jako sprawiedliwość.
– z bota, ale jakze prawdziwe. Bez związku z notką.

PolChat

Na PolChacie zawsze jest dużo pracy. Ostatnio z okazji uzyskania statusu „pełnoprawnego” administratora naprawdę dużo. Jest wiele do zrobienia i na niektóre rzeczy nie można już dłużej przymykać oka.
Tyle, ile można zrobić by było lepiej, należy zrobić. Niech idioci nie myślą, że są bezkarni, niech ludzie nie myślą, że czat umiera, niech się coś dzieje i idzie do przodu.
Szkoda tylko, że sprawa nowych obrazków z mojej ulubionej serii prawdopodobnie rozbije się o prawa autorskie do nich – a były naprawdę miłe, niewielkie (nie lubię jak rozwalają układ tekstu), bardzo bardzo przyjemne dla oka, dobrze wykonane i nierzadko w pięknym stylu (treść, mimika emotek, zabawne detale). Oczywiście nie wszystkie, bo cała kolekcja jest ogromna, ale wybrane – te, które mogłyby troszkę wzbogacić wypowiedzi, nadać im koloru, humoru, ekspresji, czegokolwiek. Wiele osób znalazłoby wśród nich coś dla siebie (najbardziej ‚dedykowane’ były tam kapitan i piraci, dla naszych żeglarzy i maniaków szantowych)… Szkoda, kurde. Może jak się uprę to je sam przerysuję _-_…

Vexxarr! :D

Wiecznie zapominałem Was powiadomić o tym cudownym komiksie internetowym (przebrnijcie przez pierwsze kilkanaście odcinków, w końcu tak wciągnie, że nie opuścicie już żadnego) – Vexxarr.
Wspaniałe postacie, wspaniały humor, wspaniały komiks.

Studia

Jakoś to leci, przynajmniej póki nie ma zaliczeń. Czasem tylko ciężko się skupić, albo żal d* ściska, bo wykładowca nie rozumie tego, co ma nam przekazać i nie potrafi odpowiedzieć na pytania studentów.

I zawsze, kiedy jest, co robić, nie pozostaje zbyt wiele czasu, by o wszystkim myśleć. I jest lepiej… bezmyślnie=beztrosko…

Osobiste, nie czytać

(notka służy wyłącznie wylaniu z siebie takich tam pierdół, żeby nie dusić wiecznie w sobie)

Proszę Państwa, oto nielubiany przeze mnie (w sensie stosowania) ekshibicjonizm blogowy (ogg audio).

Od wielu dni zastanawiam się, jak tu poowijać w bawełnę, żeby jednak coś osobistego napisać, ale z drugiej strony zrobić to w taki sposób, by nikt się niczego broń Boże nie domyślił. Fajnie, nie? Bo przecież tu ktoś czyta, a nie chcę, żeby za dużo o mnie wiedział, tu ktoś zajrzy przypadkiem i nie daj Boże sie czegoś domyślił, tu kogoś będzie dotyczyć bezpośrednio (a to bardzo złe zło), tu sprawi komuś przykrość, a tu… a tu komuś ufam, a i tak nie umiem nic powiedzieć. Bo ja tak mam. I chyba mam ochotę zamknąć się do reszty, chociaż i tak przestaje być przed kim (o ironio!) [edit późniejszy: zresztą czasem stwierdzałem, że jeśli komuś mógłbym powiedzieć, to ten ktoś nie chce już tego słyszeć, ew. właśnie tego kogoś by to dotyczyło, więc lepiej nie.]
Więc (heh) oto wielka chwila. Teraz to ikari na chwilę zdejmie maskę.
Kiedy zadajesz sobie pytanie… tak, sobie samemu/samej… nie, nie ważne, czy na głos… Kiedy je zadajesz, po jakim czasie sobie odpowiadasz? Nie, nie liczą się pytania retoryczne. Ach… ach tak… A ja… Ja żeby znać odpowiedź potrzebuję roku. Albo ponad roku. Tyle czasu wystarczy, by doskonale poznać odpowiedzi na wszystko to, co męczyło i wydawało się takie trudne i niejasne. Mija rok i już doskonale wiesz, jak było i co należało zrobić. Rok. O wiele, k*a, za późno.
Nie daje mi to spokoju. Nie chce wyjść z głowy. Nie daje spać (dosłownie, od dwóch godzin nie mogę zasnąć). Przede wszystkim nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Nie mogę się pogodzić z tym, że miałem wątpliwości, z tym, że nie wiedziałem co mówić, z tym, że nie wiedziałem, co robić, z tym, czego nie powiedziałem, z tym, co powiedziałem nieszczerze, bo czułem się w tym wszystkim zagubiony i pod presją (…z tym, czego nie umiałem poprawnie zinterpretować…) odruchowo chciałem uciekać, z tym, co zrobiłem, z tym, co było dalej, z tym, co było jeszcze dalej, z tym, co jest teraz i cholernie mocno z tym, czego teraz nie ma.
Closer. Dużo dużo małych rzeczy.

Can’t take my mind of you…
I can’t take my mind of you… ♪ (x3.5)
(a tych wersów nigdy nie usłyszałem:)
Did I say that I loved you?
Did I say that I want to
Leave it all behind?

Scena po ‚próbnej separacji’ (!). Tak, ta, przy której standardowy widz się uśmiecha, wręcz śmieje. Scena przecież radosna i promienna i w ogóle. I, k*a, zajebiście bolesna.
Scena pierwsza. Potrącenie przez samochód, poznanie się.
Scena któraśtam. Bardzo dużo bardzo – khem – śmiałych pytań (i odpowiedzi). Nigdy nie odważę się ich zadać. Co nie znaczy, że mnie nie torturują… Ale to bez znaczenia… Jeśli.
Dziś już wiem, czego chcę.
What I want is what I can’t have
(Tatu – Craving)

Kiedy konfontuję tę myśl z tym, co jest… hm.. źle mi (tak, te słowa w tym miejscu to dla mnie szczyt „wywnętrzniania się” -_-).

(Niedziela 01.10.2006 23:01)
czy „:(” to nadmiar opisowego ekshibicjonizmu?
Ola: (Niedziela 01.10.2006 23:02)
nie

Miałem tu kiedyś napisać, że „Bliżej” i „Efekt Motyla [może być 2]” podawane razem to zestaw początkującego samobójcy. Ale to zależy, ile osobistych powiązań widz znajdzie w tych filmach. Nigdy nie odpowiedziałem na to pytanie (ad.”Bliżej”), prawda…?

Może to depresja jesienna (wywołana znacznie zmniejszoną ilością energii słonecznej, jaka do mnie dociera (pora roku i naprawienie rolety)), może efekt po tych filmach, a może po prostu po tym dostaniu po ryju i kradzieży telefonu tymczasowo straciłem zdolność do „zbierania się”.
Bo tak bajdełejując, to – jak Mon zauważył – bez telefonu, jak bez ręki. Bez ręki, budzika, latarki, notesu, kontaktu ze znajomymi, chociażby możliwością odbioru wiadomości, czy przypomnienia o swoim istnieniu…
Bez zdjęcia „jak wyglądam po innej fryzjerce”, bez sygnału, który wyrazi więcej, niż 1000 słów, bez wysłania tapetki z witchem, bez tematu pracy magisterskiej byłej nauczycielki chemii, bez EMSowego zęby.wbmp, bez trasy „Ironic” (!) w Nate Adams FMX, bez PINu, który był Twoją datą urodzin, bez sygnału o treści „pamiętam o Tobie” ani „widziałem Cię dziś w autobusie”, bez wykupowania kawy za SMS, bez SMSowania na wykładach Kurpa, bez seriala do XP, bez części siebie. A kiedy piszę, nie wiesz, kim jestem. A po chwili i tak ekran spowija mrok już na zawsze. I telefon dla niewidomych sadystycznie przypomina, że przyszedł nieczytany SMS… Czy to od Ciebie?
A może po prostu tęsknię.

Wszystko zostało już powiedziane, EOT.