Mindflow

Bolesna świadomość niemożności dążącego do nieskończoności (ew. JUTRA) odkładania napisania kolejnej sensownej i treściwej, a najlepiej także poczytnej notki iBlogowej skłania mnie do refleksji nad systematyką organizacji standardowego życia młodzieńczej jednostki elementarnej społeczeństwa stanowionej przez moją skromną osobę.
Drodzy czytelnicy: KURWA MAĆ.

42

Pisząc te słowa (pada śnieg) uciekam od bolesnej rzeczywistości do świata wirutalnego (tak, to jest stylizacja na pieprzenie mediów, nie podzielam tego zdania), rzeczywstości, która czycha na mnie z jutrzejszym sprawdzianem z języka niemieckiego, wyrokiem z języka polskiego (parenaście opowiadań +, jak dzisiaj się dowiedziałem, powieść), sprawdzianem z kółka matematycznego (?!?! no bez jaj…), rozpoczęciem lekcji o godzinie siódmej rano i tym podobnymi atrakcjami życia uczniowskiego, nadal jednak pozostając pod wpływem nieuniknionym dnia dzisiejszego, objawiającym się powszechnym zmęczeniem po szkole i ciągnącą się od czasu dłuższego niechęcią do świata, zycia, wszystkiego (do 42).

Jak nie należy pisać/żyć

Mam nadzieję, że szanowni czytelnicy nie mają mi za złe, że dzisiaj mam do nich stosunek wyjątkowo przerywany. Przerywany siostrą, lekturą, językiem niemieckim a także Koniecznością. Jednakże zarówno wszystkie czynności jako i przerwy zdają się nieuchronnie prowadzić w jednym i tym samym kierunku – do Nietzschego niczego. Innymi słowy wszystko zdaje się dryfować na falach morza chaosu, cudem tylko unikając potężnych wirów ciągnących świat w dół. Wkurza mnie, że tak jest wiecznie, że nawet jeśli bym spróbował, to w tym domu organizacja życia przy zachowaniu koegzystencji z matką i siostrą nie należy do rzeczy możliwych.
W moim życiu były 2 (słownie: dwa) tygodnie zorganizowane i to do tego stopnia, że dzień zdawał mi się być połowę dłuższy, życie lepsze, a mimo konkretnych godzin – swoboda większa. To były dwa tygodnie mieszkania z ojcem, kiedy matka z siostrą wyjechały do sanatorium. Bardzo dawno, a jednak było to coś pięknego. Teraz absolutnie nie do powtórzenia, co nie zmienia faktu, że byłbym wielce kontent, gdyby te 2 osoby opuściły dom na dłużej po raz wtóry. Tak, wcale nie wadzi mi tak siedzenie zupełnie samemu.

Złośliwość rzeczy martwych

Dzień inny: (kolejna notka rodząca się w bólach, bez znieczulenia)
Mój kochany komputer robi wszystko by mnie zirytować. Wszystkie potrzebne mi programy nie działają, nie zainstalują się lub odmawiają pracy z powodu braku lub złej wersji jakichś elementów. Nowa wersja nie daje się zainstalować, ponieważ jest stara zła wersja, a zła wersja nie daje się usunąć ponieważ „nie i już”. Dodatkowo, kiedy już wersje będą się zgadzać (użycie siły i usunięcie 3 innych rzeczy) to docelowy produkt i tak się nie zainstaluje. I sam nie wie, dlaczego, ale wyśle uprzejmie kolejny raport do twórców, z którego nic dla mnie nie wyniknie (nie, raczej nie zdarza się by te moje błędy poprawiano ==). Ponadto dysk jest pełny, pamięci mało (zaledwie 1 GB, jakże szybko to mu się kończy…), procesor za wolny do normalnego startu paru programów. Stabilność? Konnekt nie lubi się z explorerem, explorer z kodekami, WMP z MP3, (KGB z FBI…), explorer od czasu do czasu musi sobie paść – albo „dla zdrowia, bo dawno nie padł”, albo właśnie dlatego, że nie był restartowany (nie zapisał ustawień) od ostatniej zmiany układu ikon na czymkolwiek. Nero natomiast czeka cierpliwie pół godziny aż zbiorę wszystkie pliki na płytę ze wszystkich zakamarków wszystkich dysków, by ceremonialnie i z hukiem pąść w chwili, gdy każę mu to nagrać.
Człowiek potrzebuje snu. Dużo. Położenie się spać o 23 i wstanie o 6 rano boli. Tzn… Ze wstaniem może i pół biedy, ale być przytomnym i spostrzegawczym przez kolejne ileś godzin to już prawdziwy wyczyn.

Globalna wymiana myśli (telepatia?)

Dyfuzja idei. Niewątpliwie zachodzi. Między wszystkimi ludźmi i przez cały czas. Ja naprawdę wierzę w to, że ludzkie umysły są jakoś ze sobą połączone, i nawet jeśli o tym nie wiemy, to każdy z nas ma w jakimś stopniu „zdolności telepatyczne”. Nie, do cholery, nie mówię, że umiesz czytać w myślach! Jest w życiu wiele takich sytuacji – czy nigdy nie masz tak, że chcesz do kogoś zadzwonić lub trzymasz już w dłoni słuchawkę, a ta osoba w tej chwili dzwoni do Ciebie? Jako dziecko myślałem, że matka se jaja robi/popełnia białe kłamstewka (tak to się nazywało?) mówiąc przy co 3 telefonie „właśnie o Tobie myślałam/miałam do Ciebie zadzwonić”. Ale z czasem, na własnym przykładzie, zrozumiałem, że to jednak dzieje się naprawdę. Szczególnie pamiętam ten jeden wyjątkowy przypadek. Rozmawiałem z (św.p.) babcią o pewnej niesamowicie dalekiej rodzinie, którą zarówno do tamtego dnia (lata temu) jak i do dziś widziałem dwa razy w życiu. To była jakaś moja daleka kuzynka, która wyszła później za mąż za jakiegoś bioenergoterapeutę (który był w którymś numerze trochę zbyt „nawiedzonego” pisemka „Gwiazdy mówią” :P) (dopiero pisząc TĘ notkę dotarło do mnie, że najpierw miała kilkuletnie dzieci, a POTEM brała ślub). No i na tym ślubie (cywilny, porządnym ;P) byłem i jakoś właśnie z babcią kwestię ślubu także poruszyliśmy. I nagle dzwoni telefon. Nie tylko to była właśnie ONA, ale jeszcze dla przypomnienia się wspomniała o ślubie (nie musiała…). To był jedyny raz w życiu, jak gadałem z nią przez telefon ;P
Tak więc normalnym jest, że w jednym czasie lub okresie myślimy podobnie z różnymi ludźmi, nawet obcymi i odległymi. Po prostu nasze myśli są częścią jakiejś wspólnej puli. Tak, jak stacja radiowa jest częścią „eteru” ;). Zresztą niewykluczone, że to właśnie tak działa – mózg każdego z nas działa na zasadzie impulsów elektrycznych, więc może generować jakieś pole, może je też wykrywać ;) cholera wie ;P

Dostrzegam błędy w matrixie. Zacznę od czekającego na swoją wielką chwilę wycinka z gg, dowcipnego bądź [do]ustnego:

ikari: (18:42)
eee <przezycia wew. bohatera rodem z poczatku Seksmisji>
nagle w pokoju spada moneta. sama.
jakies… wewnetrzne niestabilnosci w materii?
koniec cichej walki o rownowage? o_O
zachwianie grawitacji?! XD
MKL: (18:43)
XD
ikari: (18:43)
sojeft? XD
poza tym wolalbym jakby spadala gdzies prede mna niz gdzies za plecami >XD
MKL: (18:43)
mon, SPADLA, to TWOJA – i nie filozuj XD
ikari: (18:44)
>XD

Błąd nr 1: Szyny tramwajowe, zwłaszcza te nowo kładzione, oparte są jak wiadomo o betonowe „belki”. Belki te są produkowane w KUTNIE i odlewane w formie z napisem coś tam „KUTNO”. Widziałem jedną belkę, gdzie literka „T” w słowie „KUTNO” jest do góry nogami, odwrotnie niż pozostałe. I jest to jedyna taka belka, pozostałe sa normalnie. Jak może być odwrócona literka, skoro wszystkie belki są odlewane z jednej formy, a nawet gdyby, to czemu tylko jedna?
Błąd nr 2: Przed moimi oczami, na niebie pojawiła się chmurka. Tak, pojawiła się – w ułamku sekundy, kompletna. Jak w grach, które za późno załadowały jeden obiekt, czy teksturę… Coś tu jest nie tak.
Matrix najwyraźniej nam się sypie, pora na format… ;P

Rzeczywiście dopiero teraz w trakcie rozmowy z Kazia przyszła Wiktorowi ta myśl do głowy, że nigdy nie kochał się w nikim jak wariat. Podkochiwał się, miał romanse, jedna heca zmusiła go do tego, żeby wcześniej wyjść z wojska, niż to zamierzał; gdy pracował w starostwie w Budkach, była pani Zakowa, wszystko prawda. Ale jakie to mizerne wobec tego, co mogło było być.” [„Panny z Wilka”, Iwaszkiewicz]
Czytając te słowa po raz pierwszy, wtóry i kolejne nadal nie jestem w stanie sformułować odpowiedniego komentarza, pozostaje mi więc jedynie przyznać głośno rację tej nie artykułowanej i niewypowiedzianej myśli tradycyjnymi słowami „no nie?!„.

Pamiętacie jeszcze wymianę myśli? ;) Dzisiaj śniła mi się Agnieszka z klasy z gimnazjum (nie widziałem jej odkąd skończyłem gimnazjum XD) i po obudzeniu się… odebrałem od niej wiadomość na gg z rana ;) Jak dobrze pójdzie to napisała do mnie właśnie wtedy, kiedy mi się sniła :)