Małe wydawnictwo

Oficjalnie roszczę sobie prawa do publikowania wszystkiego tego, co znajdę lub mi podeślecie, a ja uznam za warte publikacji… Dobrze…? Takie moja mała oficynka wydawnicza, jednoosobowa redakcja fantomowego aperiodyka…

Czy własną korespondencję można (mam prawo) wliczać w zbiór tekstów kandydujących…? Czy mogę zamieszczać także szczególne fragmenty archiwum gg, skrzynki mailowej, listów papierowych…? [polski postsecret też bym chętnie stworzył…]
Czy też zostanę znienawidzony za publikację prywatnej korespondencji nawet jeśli  nie ujawnię tożsamości rozmówcy…?

Tu pewnie zostanę zjechany za sam pomysł.

Lód – cytat

Chcę się z Wami podzielić tym wspaniałym fragmentem…

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Moim życiem rządzi zasada wstydu.

Poznaje się świat, poznaje język opisu świata, ale nie poznaje się siebie. Większość ludzi – prawie wszyscy, jak sądzę – do śmierci nie nauczy się języka, w którym mogliby siebie opisać.

Kiedy mówię o kimś, że jest tchórzem, to znaczy, że uważam, iż zachowuje się tchórzliwie – nie znaczy to nic więcej, ponieważ oczywiście nie zajrzę mu w głąb duszy i nie dowiem się, czy jest tchórzem. Tego języka nie mogę jednak użyć do opisu samego siebie: w zakresie mojego doświadczenia pozostaję jedyną osobą, dla której słowa, czyny, zaniechania stanowią zaledwie blade i w gruncie rzeczy przypadkowe odbicie tego, co kryje się pod nimi, co stanowi ich przyczynę i źródło. Istnienia owego źródła doświadczam bezpośrednio, podczas gdy części mych zachowań nie jestem w ogóle świadom, a wszystkie odbieram w sposób niepełny, skrzywiony. Sami zawsze ostatni się dowiadujemy, jakiego idjotę zrobiliśmy z siebie w towarzystwie. Lepiej znamy intencje naszych czynów niż owe czyny.  Lepiej wiemy, co chcieliśmy powiedzieć, niż co naprawdę powiedzieliśmy. Wiemy, kim chcemy być – nie wiemy, kim jesteśmy.

Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną.

Byłby to język do jednoosobowego użytku, język niewypowiadalny, niezapisywalny. Każdy musi go sam stworzyć. Większość ludzi – prawie wszyscy, jestem przekonany – do śmierci się na to nie zdobywa. Co najwyżej powtarzają w duchu cudze opisy własnej osoby, wyrażone w owym języku pochodnym – w języku drugiego rodzaju – albo wyobrażają sobie, co by w nim o sobie powiedzieli, gdyby dane im było spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Żeby cokolwiek o sobie rzec, muszą sami dla siebie uczynić się obcymi.
Więcej »

Part II

Jest wiele rodzajów podróży.
Jeden z nich to podróż szczególna… podróż, która nigdy się nie kończy. Jakkolwiek to bajecznie brzmi, jest taka podróż, która nigdy nas nie będzie nudzić, zawsze będzie nas zaskakiwać, będzie pełna przygód, wrażeń i doświadczeń. Istnieje nie w książce, nie w bajce ani opowiadaniu babci… jest to podróż prawdziwa, istniejąca w naszym świecie, a odbyć ją może każdy z nas… jeśli tylko ma na to odwagę…
Każdy człowiek marzy o takiej podróży, prawda? Każdy chce przeżywać coś nowego, silne emocje, nowe wspomnienia i spojrzenia na życie. Niewielu jednak to realizuje, bo wszystkim wydaje się, że na podróże trzeba mieć pieniądze… Ta jest darmowa… jednak, jak każda pełna przygód i nowości, nie jest bezpieczna. To, co w niej spotkamy może nas naprawdę przerazić…

Jest to podróż wgłąb siebie…
Jedyne czego potrzeba, by ją rozpocząć to czas i samotność… Chwila ciszy… Kiedy można pozostać z samym sobą… Chcąc coś odkryć – gdzie wtedy sięgniesz, nie mając nic poza sobą? Spojrzysz wgłąb siebie… swojej duszy… swoich wspomnień…
Wgłąb duszy… Myślisz nad tym, jaki jesteś, kim jesteś… Dlaczego taki jesteś? Sucha, psychologiczna analiza swojego życia… być może dzieciństwa… kiedy duchowa glina, z której jesteśmy ulepieni była jeszcze świeża i miękka… Jakże łatwo jest zepsuć dzieło niechcący je deformując, gdy jest jeszcze miękkie lub bez patrzenia w przyszłość próbować od razu ulepić takie, jakim ma być końcowo… wszystko się pozsuwa, porozłazi, spłynie i zniekształci… i nic z tego nie wyjdzie… Tak samo wrażliwi jesteśmy w dzieciństwie. Opisywane słowami brzmi to jak „kolejna psychologiczna bzdura”, paplanina, „oklepane teksty pana psychiatry”… nie wydaje się przedstawiać wartości… ale zastanówmy się… Przecież każdy z nas, jeżeli chce, potrafi znaleźć jakieś zdarzenie z dzieciństwa, które być może jest naprawdę błahe, a jednak jego skutki… zostały na całe życie. Mogło się przecież zdarzyć coś, co nas zachęciło lub zniechęciło do konkretnej czynności, zajęcia, dziedziny… czy nie pozostało nam to do chwili obecnej? Czy nie zostanie do końca życia…? (Nie musi). Zawsze znajdzie się ciąg przyczynowo-skutkowy. Prosty system… akcja->reakcja… to prawda, cały wszechświat się na tym opiera… cały… sens…
Wgłąb wspomnień… czy kiedy znajdziemy wydarzenie lub decyzję w swoim życiu, które miało jakieś znaczenie… Nie, nie potrafimy nie myśleć o tym, nie tworzyć w naszym umyśle dziesiątek alternatywnych rzeczywistości (cóż za potęga twórcza drzemie w ludziach…), w których coś potoczyło się inaczej. Wyobrażamy sobie „co by było, gdyby”… Są dziesiątki, setki możliwości… Tak wiele razy zastanawiamy się, czy byłoby lepiej czy gorzej… marzymy o alternatywnych możliwościach… Ale czy to nie płakanie nad rozlaną kawą? (;_;) Nie możemy tego zmienić. Wybór dokonał się już dawno, a my musimy podlec łańcuchowi reakcji… Nigdy nie znaczy to jednak, że podobnego wyboru nie możemy dokonać ponownie. Jednak chwila… jeśli teraz dokonamy akcji..? Tak, pociągnie to za sobą długi łańcuch reakcji… Trzeba o tym pomyśleć… Ale to dla odmiany płakanie nad rozlaniem jeszcze nie zakupionej kawy… Ludzkie życie jest chyba zbyt krótkie, żeby się zastanawiać – zarówno nad tym co było, nad tym co teraz mogłoby być, jak i nad tym co będzie. Czasem wychodzi na to, że najlepiej jest po prostu brnąć przez życie żyjąc chwilą, nie myśląc o niczym i niczego nie żałując… oddać się przyjemnościom (?) życia. Ale to w naszym świecie też nie jest możliwe… bo jest system, bo są wartości i ludzie…
Tworząc inne światy… Miałeś kiedyś sen, w którym Twoje miasto wygląda zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości? W miejscu obecnego centrum znajdujesz dziką polanę lub polną drogę.. lub wręcz odwrotnie – tereny które zawsze wydawały Ci się puste i nieciekawe, tu przypominają Las Vegas lub dowolny inny odległy zakątek świata… Czy ten świat jest lepszy, czy gorszy..? Myślałeś nad tym, prawda? Czy żyłoby się w nim dobrze..? Czy byłbyś szczęśliwy..? Czy nadal miałbyś tych samych znajomych? (Nie.) Co takiego musiałoby się stać w przeszłości, by świat obecnie tak wyglądał? To może się wydawać śmieszne, ale wystarczyłaby najdrobniejsza możliwa zmiana (oj od lat wracałem w myślach do tego tematu) – wyobraźmy sobie, że ktoś, kto miał duży wpływ na historię danego miejsca, pewnego decydującego dnia obudził się 10 minut za późno, zestresował, potknął się idąc do pracy… Zmienił mu się humor, sposób myślenia, podjęte decyzje. Jedna zmiana „tak” na „nie” mogłaby obalić cywilizacje – gdyby tylko istniał punkt odniesienia. Jak bowiem udowodnić, a co dopiero pokazać, że „gdyby” to byłoby inaczej? Jak pokazać nagranie z TAMTEGO świata, skoro żyjemy w TYM… Przytłaczający jest fakt, że nie mamy z czym porównać sytuacji, nigdy nie możemy na pewno stwierdzić, czy rzeczy potoczyłyby się lepiej czy gorzej i to nie tylko dlatego, że patrzymy częściej subiektywnie, niż obiektywnie, ale dlatego, że nie mamy na co patrzeć… W wyobraźni sami nie stworzymy świata doskonale dopracowanego, nie przewidzimy wszystkich możliwości…
Kiedy indziej wcale nie myślisz o świecie całkowicie innym, nie obchodzi Cię czy Polska byłaby na mapie (i gdzie) ani czy za oknem nadal byłyby te same ulice i czyim nazwiskiem byłyby nazwane… Zastanawiasz się nad swoim własnym, prywatnym, intymnym, osobistym życiem… Nad wszystkimi tymi chwilami, które się w nim liczyły, nad chwilami i osobami które były lub nie… Co by było gdybyś kogoś znał lepiej, albo nie znał wcale, jak wyglądałoby życie Twoje i tej osoby… Czy ten ktoś wolałby Cię znać? Czy może gdybyście się nie spotkali, jego życie byłoby lepsze? Tak często wydaje się, że najlepiej dla innych by było, jakby nas nie było… Ale… Znowu naprawdę nie mamy punktu odniesienia. Nie możesz tego wiedzieć.