„23”

To, co łączy te wszystkie elementy z poprzedniej notki to (zgodnie i zarazem wbrew pierwszym odpowiedziom) przejmowanie przez ludzi ogólnej opinii o czymś, całkowicie biernie i bez większego zastanowienia nad WŁASNYM zdaniem.
Tusk jest na plakatach, Tusk jest w telewizji (aż strach otworzyć konserwę) – więc głosujemy na Tuska! Bo jest to najbardziej rozpoznawalna postać w tej kampanii (a tuż za nim Kaczyński). Prosty kilkudziesięciomilionowy lud nie ma zielonego pojęcia, KTO TAK NA PRAWDĘ KANDYDUJE, znamy tylko kilku kandydatów, bo mamy ich podanych na srebrnej tacy, pchają się drzwiami i oknami.
A tymczasem w internecie na przykład Janusz Korwin-Mikke ma trzecie miejsce w sondażach. Tak, trzecie (czwarte, jeśli liczyć „na nikogo nie zagłosuję” :P).
Kiedy słyszę ludzi rozmawiających o wyborach prezydenckich – padają tylko dwa nazwiska. A kandydatów mamy, pragnę przypomnieć, 13 (to się stale zmienia XD).

Tym krajem rządzić będzie ten, kto za to najwięcej zapłaci. Najsensowniejszy pomysł nie ma nic do rzeczy, bo i tak nikt nie kiwnie palcem, żeby poczytać i poszukać, co który kandydat ma do zaoferowania. Bo i po co. I tak większość podąży za mordą z ekranu.


Szczescie.
Jeden z głupich celów, do których dąży w życiu każdy człowiek. Żyje tylko dlatego, że cały czas próbuje za nim gonić z nadzieją, że je znajdzie, ewentualnie wydaje mu się, że je osiągnął i chce tę chwilę zatrzymać.
Zastanówmy się w ogóle o czym mówimy.
Szczęście:
1) chwilowy stan ducha, trafniejszym określeniem byłaby tu szczęśliwość, stanowiący ogólne zadowolenie z częściowego lub pełnego zaspokojenia najbardziej bieżących potrzeb fizycznych i/lub emocjonalnych.
2) urojony stan, [zwany także prawdziwym szczęściem] którego nie potrafimy w żaden sposób określić na tyle ściśle, by być całkowicie szczęśliwym w chwili spełnienia wszystkich wymogów naszej własnej definicji. Efekt porządnego zaspokojenia wszystkich podstawowych ludzkich potrzeb ([np.] spokoju, pieniędzy, czasu, ciepła, oparcia i zaufania… [choć oczywiście są ludzie myślący, że wszystko da się zaszufladkować – z ludźmi włącznie – i szufladkujący formalnie ludzkie potrzeby, by potem wykuwać ich listy na pamięć. To nie jest ta lista]). Stan idealny, a więc niemożliwy do osiągnięcia. Ludzie zawsze mają jakieś „ale”.
Szczęścia szukamy też z innymi ludźmi. No oczywiście – „skoro ja jestem taki biedny nieszczęśliwy, to żyjąc z ideałem będę w stanie znaleźć szczęście” [jeśli ktoś już zauważył, gdzie popełniłem podstawową sprzeczność ze samym sobą to znalazł kolejny argument na nieosiągalność prawdziwego szczęścia ;P]. Widzimy kogoś, idealizujemy w sobie jego obraz, chcemy z tym kimś być. Ewentualnie przypisujemy go do siebie, jesteśmy „jego”, a on „nasz” (bo szczęście nasze polega na nieszczęściu wszystkich dookoła :P to się nazywa ‚zazdrość’?). Ale ideały też nie istnieją. Po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że „ideał” to pojęcie bardzo subjektywne. Każdy jest inny i ma inne oczekiwania, dlatego jeśli już to każdy człowiek miałby inny ideał. Ale po drugie, niestety, nasze oczekiwania też są często sprzeczne. Ktoś ma być taki i taki, ALE w takiej sytuacji ma się zachować tak a tak. Ewentualnie „ja bym tego nigdy nie zrobił, ale ideał powinien” ;P Przykłady takich podejść możnaby mnożyć. Możemy próbować określić cechy naszego ideału, ale ich wynik też nie zadowalałby nas w każdej sytuacji. Kogo więc szukamy? Kogoś, kto zawsze zachowałby się tak, jak my byśmy tego chcieli? Zawsze tak, jak sobie to wyobrażamy… To byłby faktycznie wymarzony ideał. Jednak tu też jest kilka „ale” – 1. To nie jest możliwe (chociaż raz słyszałem jak ktoś stwierdził, że ktoś inny zawsze reaguje „tak, albo i lepiej” niż wyimaginowana oczekiwana reakcja, ale wyjątek potwierdza regułę, zresztą to nie byli ludzie sobie bardzo bliscy, a na pewno nie tak, jak bliscy mogliby być, gdyby byli tak, jak by chcieli (XDDD) :P), 2. Każda reakcja „idealnego” partnera byłaby przewidywalna, żeby nie powiedzieć, ze stałoby się to nudne. I krach – ideał pryska. Zastanawialiście się kiedyś, czemu wyobraźnia nie daje nam takiej frajdy, jak sny? Ponieważ wiemy, co sobie wyobrażamy i decydujemy, co sobie wyobrazimy. Myślimy za wszystkie wyobrażone osoby. A w snach wszystko dzieje się samo, są nieprzewidywalne a inne osoby, choć też tylko w naszym umyśle – to są jak prawdziwe, nie wiemy co myślą i co zrobią…
Są osoby, które mimo to wydają się idealne… za mało je znamy :) gdzieś musi być haczyk ;)
Poza tym… Ludzie nigdy nie ograniczają się do jednej znajomości – jeśli jedna osoba nie może nam dać wszystkiego, to bierzemy od każdej po trochu. A mimo to starają się wiązać w pary, dwuosobowe pary, gdzie stanowią niemalże swoją własność. Później niejednokrotnie sami czują się tym ograniczeni (gdybym to mówił, tu powinno być miejsce, gdzie słuchacze protestują XD). Po co? ^^ Punkt dla tego pana, który powiedział, że jedyne czego naprawde trzeba między ludźmi to „żebyś był(a) tam, kiedy będę Cię potrzebował(a)”. That’s all.