O, przecinku! Czyli polski w internecie

W każdej czcionce (poza fantazyjnymi krojami komputerowymi) znajduje się taki jeden niepozorny znaczek. Niby to kropeczka, a jednak kreseczka, jakaś taka mała, niepozorna i umykająca uwadze. Przycisk na klawiaturze (tudzież maszynie do pisania :)) zdawałby się pewnie pusty, gdyby nie znajdowało się nad nim jakieś ‚<‚ albo ‚ś‚ (dobrze pamiętam polski układ maszynistki*?). Tu i ówdzie, przede wszystkim w oficjalnie publikowanych tekstach, znaczek ten przecina strumień tekstu tak, aby czytający potknął się o niego i na chwilę zwolnił tempo. To przecinek.

Przecinek jest bardzo niedoceniany w świecie dzisiejszego internetu. Wystarczy spojrzeć na fora internetowe, gdzie – jakże demokratycznie – każdy może wypowiedzieć się na dowolny temat lub zadać nurtujące go pytanie. Spójrzmy na przykład takiego pytania: Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Odwyk, czyli Nałogi

Kilka (zwyczajowo powinno być 5) moich nałogów:

  • Kawaaa! Ostatnio potwierdziłem, drogą eksperymentów – nie jestem uzależniony od kofeiny, tylko od kawy, od jej smaku i aromatu, od tej krótkiej przyjemności jej pochłaniania (za szybko piję ;P). Każda kawa jest dobra i kochana (z wyjątkiem cappuccino by Tesco) i warta spróbowania. Niestety, kawa jest moczopędna (łatwo przyszło, łatwo poszło – ale zdrowiej dla nerek, przepłuczą się), wypłukuje magnez z organizmu (that`s easy – jedz czekoladę ;D) i… nie gasi pragnienia. Zły pomysł na podstawowy napój na dłuższą metę.
  • Globalna komunikacja. Od niej właśnie ostatnio miałem intensywny odwyk (praktycznie tydzień bez połączenia z Internetem, a na telefonie możliwość komunikacji wyłącznie z Heyah. Czyli praktycznie z jedną osobą ;>). „Globalna”, ponieważ do większości osób nie mogę po prostu iść i się z nimi widzieć – są za daleko, witamy w świecie Internetu, gdzie nawiązywanie znajomości z ludźmi spoza miasta nigdy nie było łatwiejsze. Jest to osobny punkt, gdyż inna sprawa to sam…
  • Komputer. No od dziecka ciągnie mnie w stronę informatyki, co też ułatwiło znacznie decyzję o wyboru profilu klasy w liceum oraz kierunku na studiach. Jak to w pewnym filmie (komedii!) ktoś ładnie ujął, tutaj jedyną granicą możliwości jest Twoja wyobraźnia, a komputer zawsze zrobi to, co mu każesz (pod warunkiem, oczywiście, że mu to bardzo skrupulatnie wytłumaczysz). Szukanie nieścisłości we własnym rozumowaniu i błędów w programach (ewentualnie genialnych rozwiązań) też potrafi być ekscytującym przeżyciem ;P
  • Rower – jedyny sport, który naprawdę lubię to jazda na rowerze. Zwiedzanie „nowych” zakątków miasta, docieranie coraz dalej lub… coraz szybciej, albo sama przyjemność jazdy jako takiej – warte odrobiny wysiłku i obolałego tyłka (mam zdecydowanie zbyt twarde siodełko).
  • Muzyka. Od zawsze była gdzieś blisko. Czasem do posłuchania w tle, jednym uchem (zbyt łatwo mi to przychodzi niestety, czasem też wtedy, kiedy nie chcę ;)), czasem do chłonięcia, czasem by kompletnie oderwać się od rzeczywistości. Prawie zawsze włączona, na przekór nieznośnej ciszy i mimo wyjącego wentylatora CPU. Można rzec, że jestem bezguściem – nie mam ulubionego zespołu, ani nawet gatunku – wszystko najczęściej zależy od konkretnego utworu, którego postrzeganie także mogę mieć trwale wypaczone okolicznościami, w jakich go poznałem i/lub słuchałem… Od popu, trance`u po gothic metal, rock. Ze wszystkim, czego nie umiem sklasyfikować (nie jestem ani zwolennikiem, ani zdolny do odpowiedniego szufladkowania) włącznie. Od radia (najczęściej RMF FM – fajna ekipa i… najmocniejszy sygnał (bez anteny, kablówki i skali na odbiorniku)) po iluśtam-gigabajtową kolekcję mp3 (powinienem się przyznawać? ;)).

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Koniec. Znowu.

No dobra, niech wam będzie.

The blogosphere is ending. No more blogs. Blog apocalypse. The internet is still working, the world is fine. But you can’t write anymore. Write your last post. Make it a good one. What is the reason you blog? What is the last gem of knowledge you want to leave? What do you want to be remembered for? Who are you? What is the meaning of life? Haha…well not exactly but you get the point. Pour your heart into it.

Mój ostatni post? No właśnie, cała zabawa polega na tym, że gdyby ten blog miał zniknąć, niezależnie od tego, czy blogosfera by się kończyła czy nie – to po prostu by znikł. Nie mówię już nawet o tym, że ostatniego postu nikt by nie zdążył przeczytać (w końcu znikłyby blogi, więc po co? :P), najmniejszego sensu nie widziałbym w pisaniu po to, żeby to od razu stracić. Zresztą do samego znikania bloga też miałem kilka nieudolnych podejść w przypływach… gorszego nastroju – i nigdy nic tego nie zapowiadało.

Nie wiem, czemu bloguję, ani nie wiem do kogo. Ledwo pamiętam co mogło mną kierować na początku, a później to już chyba niejako z rozpędu poszło. Na pewno było w tym zwykłe wygodnictwo – zamiast opowiadać jedną historię dziesięciu osobom z rzędu, przy każdej kolejnej mniej szczegółowo i z mniejszą chęcią (za to większym znudzeniem), można napisać ją na blogu i liczyć na to, że sami się zapoznają.
Czasem można też sobie popisać ot tak, zupełnie do nikogo, wylać z siebie część dziwnych myśli, których normalnie pewnie ani nikomu nie chciałoby się słuchać, ani w zasadzie na co dzień nie przychodzą, bo tak naprawdę pojawiają się tym częściej im dalej jest się od kontaktu z ludźmi i światem. Takie wpisy czasem zdarzało mi się popełniać i były to jedyne, z których mogę tu czasem być dumny :P Nawet jeśli nie wzbudzały czyjegokolwiek szczególnego zainteresowania. Czasem pisało się też właśnie po to, by niby coś z siebie wyrzucić, ale broń boże przed jakimś konkretnym odbiorcą…

Czym chciałbym się na koniec podzielić? Nie mam pojęcia. Na pewno chciałbym wszystkim podziękować za to, że jednak byli i czytali, ot tak, z własnego zainteresowania (chociaż nie wiem, co tu jest interesującego :P). Żadnej specjalnej wiedzy, bez której świat się nie obejdzie jednak nie posiadam. Pożegnałbym się tylko, byle krótko.

Za co chciałbym być pamiętany? Znów nie wiem i nie widzę powodu :P Może za te kilka ciekawszych postów z przemyśleniami ;)

Kim jestem? Kiedyś próbowałem odpowiedzieć na to pytanie, zanim jeszcze takowe wypociny znajdowały swoje miejsce na blogu. Później zresztą nawet miałem wyciągnąć je z „szuflady”, tamten post jednak też jakoś do szuflady sam wrócił…

Kogo bym zaprosił do zabawy? Nikogo, blogosfera nie istnieje.

Neutralność Internetu

Na czym polega? Ninja Wam wyjaśni ;D

Padł internet

Tak traumatycznym przeżyciem aż chce się podzielić na blagu, a potem się sobie uświadamia, że przecież padł internet. Z drugiej strony rzadko piszę o takich drobnostkach w samodzielnych postach, bo nie mogłem dotąd, jak np. Lanooz, wydzielić osobnej kategorii niewyświetlanej wśród innych postów. Tzn. mogłem, ale kosztowałoby mnie to za dużo fatygi ;). I tak sobie pomyślałem, że Lan szybko mnie przegoni, w końcu ma praktycznie tyle samo (a w zasadzie już więcej, bo ja mam dziurawą numerację) wpisów, chociaż pisze je dopiero od… no właśnie, padł mi internet.
Pomyślałem więc sobie, że w tym czasie sprawdzę przed angielskim, jakie są te trzy rodzaje myślników i kiedy sie je stosuje… w internecie, który padł.
Wyślę SMSa, którego miałem nie zdążyłem wysłać przed WFem (który odwołano)? Padł internet… A komórka pusta i dawno po terminie ważności konta [na połączenia wychodzące].
Spytam Muriona, czy u niego też sygnał kablówki poleciał na łeb na szyję? Nie, po padł internet…

Jezu, jak bez ręki.
Tym oto sposobem siedzę tu i piszę w Notepadzie2 już trzeci z kolei marcowy wpis z serii „do szuflady” – niedokończony i nieopublikowany. Tym razem dlatego, że padł internet.
Ta dramatyczna sytuacja ciągnie się już od 15 minut i nie pamiętam, kiedy ostatnio miała miejsce druga tak długotrwała awaria tego wynalazku. Śladowe resztki sygnału w telewizji skłaniają mnie natomiast do teorii, że może Toya nawet nie wie, bo to nie u nich wystąpił problem, tylko ktoś np. wiertarką w mój kabelek trafił?
Poszedłbym w tym czasie do fryzjera, ale… nie, nie chodzi o internet, fryzjerka jest sama i ma kolejkę klientek, a jej koleżanki będą o 12, czyli kiedy ja będę już na angielskim ;P

A w ogóle to padł internet (i podlinkowałbym wpis, gdzie Jaras miał podobne zagęszczenie słowa „pepsi” w poście, ale… no, zgadnij)
Jednak nienawidzę poniedziałków. Zwłaszcza tych zaczetych krwotokiem.

PS. Zadzwoniłbym do kablówki wyjaśnić sprawę, gdybym sprawdził numer telefonu… w internecie.
PS2. Lanooz pisze [tego bloga] od czerwca 2006 – i też pierwszy jej wpis ma numerek 3 ;)
PS3. Post o zmianach już wkrótce, wstrzymajcie się z opiniami ;P