Więcej szumu niż zwykle – a o co?

Właśnie czytałem sobie resztki (bo ciężko inaczej to nazwać) Ewangelii Judasza, w angielskiej wersji (polski przekład nie jest jeszcze dostępny, ale podobno ma być jutro w Wyborczej).
I wiecie, co? Najmniej mnie w tym wszystkim obchodzi, czy zdradził, czy nie zdradził (a o to chyba rozchodzi się najgłośniej)… Zresztą, powodów, dla których miałby go zdradzić też nigdy jakoś szczególnie nie potrafiłem zrozumieć… No ale mniejsza z tym. Mnie zainteresowały zupełnie inne fragmenty tego dzieła. Judasz odbywa tam wiele rozmów z Jezusem, w których Jezus zdradza mu „tajemnice królestwa niebieskiego”. Są one wprawdzie dla mnie średnio jasne z powodu angielskiego przekładu i brakujących fragmentów, ale wybitnie warte uwagi, dla każdego, kto lubi czytać o genezie ‚istot najwyższych’ albo – jak ja – nie dzieli bogów na ‚dobrych’ i ‚złych’ (ja rozumiem, że wszyscy potrzebujemy systemu wartości (zauważ, że niemal każda wielka religia stara się nam wpoić podobny!)), chciałby poznać „ich wszystkich” i wszystko, co z nimi związane… ;) Choć z tego tekstu tak wiele się wyciągnąć nie da, to jednak muszę go przytoczyć:

Dla kontekstów paru ;) :
“And a luminous cloud appeared there. He said, ‘Let an angel come into being as my attendant.’
“A great angel, the enlightened divine Self-Generated, emerged from the cloud. Because of him, four other angels came into being from another cloud, and they became attendants for the angelic Self-Generated. The Self-Generated said, [48] ‘Let […] come into being […],’ and it came into being […]. And he [created] the first luminary to reign over him. He said, ‘Let angels come into being to serve [him],’ and myriads without number came into being.
(…)

THE COSMOS, CHAOS, AND THE UNDERWORLD
“The multitude of those immortals is called the cosmos — that is, perdition — by the Father and the seventy-two luminaries who are with the Self-Generated and his seventytwo aeons. In him the first human appeared with his incorruptible powers. And the aeon that appeared with his generation, the aeon in whom are the cloud of knowledge and the angel, is called [51] El. […] aeon […] after that […] said, ‘Let twelve angels come into being [to] rule over chaos and the [underworld].’ And look, from the cloud there appeared an [angel] whose face flashed with fire and whose appearance was defiled with blood. His name was Nebro, which means ‘rebel’; others call him Yaldabaoth. Another angel, Saklas, also came from the cloud. So Nebro created six angels — as well as Saklas — to be assistants, and these produced twelve angels in the heavens, with each one receiving a portion in the heavens.

THE RULERS AND ANGELS
“The twelve rulers spoke with the twelve angels: ‘Let each of you [52] […] and let them […] generation [—one line lost—] angels’:
The first is [S]eth, who is called Christ.
The [second] is Harmathoth, who is […].
The [third] is Galila.
The fourth is Yobel.
The fifth [is] Adonaios.
These are the five who ruled over the underworld, and first of all over chaos.

I teraz tak: Kimże jest Seth w większości religii, w których to imię się pojawia? Czy nie wydaje Ci się, że to zawsze był „ten zły bóg”? Zresztą, to, że zawsze mi się tak kojarzyło – o niczym nie świadczy. Nieraz kojarzyły mi sę bzdury (zaprawdę nieznane są drogi impulsów na neuronach…) – toteż postanowiłem sprawdzić.

Set
Set, Seth (greckie), Sutekh
(! XD), Setech (egipskie) to w mitologii egipskiej bóg zła, pan burz, pustyń i obcych ziem.
(…)
Niektórzy widzą nawet pozaziemską istotę. Wcześniej występował być może jako bóg wojny i mogło być to bóstwo starsze niż religia egipska. W religii egipskiej zdegradowany do roli złego demona.
(…)
Ostatecznie przedstawiany był jako główny zły i utożsamiany z wężem Apopem.
(…)
Współcześnie czczony w tzw. Świątyni Setha (Świątynia Seta) niewielkiej sekcie, odłam satanistów, powstałej na skutek rozłamu z tzw. Kościele szatana.

(src: Wikipedia)

Tu zaś Seth jest zwany Chrystusem. Cokolwiek autor oryginalnego tekstu miał naprawdę na myśli (dowiemy się kiedyś…?) – zbieżność jest bardzo ciekawa. Tylko proszę nie piszcie mi w komentarzach, że sugeruję, że Chrystus jest „złym” bogiem, czy czymkolwiek w tym rodzaju. Zresztą ja nie wierzę w bogów „doskonale złych”, jeśli jacyś byli to może mieli po prostu inne, mniejszościowe poglądy ;). Ale nie o to, nie o to ;) (Specjalnie dla Meg zaznaczam wyraźnie, iż zwrot „nie o to” pochodzi z KabaretuKtóregoNazwyNiePamiętam) Ja niczego nie sugeruję, a jeśli miałbym, to co najwyżej tyle, że nie wszystko jest czarne lub białe.
Moją uwagę zwrócił też anioł Nebro, „co znaczy buntownik”, którego twarz spowijały płomienie, a oblicze splamione było krwią. Jego inne imię to Yaldabaoth. Niektórzy gnostycy utożsamiają to imię z Jahwe (a niektórzy z Szatanem). Saklas zaś (drugi twórca kolejnych sześciu aniołów) pojawia się dalej jako ten, który stworzył człowieka:
Then Saklas said to his angels, ‘Let us create a human being after the likeness and after the image.’ They fashioned Adam and his wife Eve, who is called, in the cloud, Zoe.

Generalnie ciekawie mi się takie rzeczy czyta i mam wrażenie, że staję się coraz barzdiej zainteresowany wszelkimi tekstami gnostyckimi. Bo bo wyrabiania własnych opinii zawsze dobrze jest wysłuchać „obu stron”, prawda? ;)


Z innych beczek:
Dla tych wszystkich, którzy w kwietniu trafili na tego bloga szukając w Google haseł „długość pochwy” (ho ho, jestem na pierwszej stronie wyników xD) lub „długość penisa” polecam pouczający odnośnik :P
Ciekawe hasła na dziś to także „akt łaski” – sformułowanie wg mnie dość często używane, ciekawe, co miał na myśli autor zapytania ;) – a także „jestem za aborcją” … tak, ale tylko, gdy patrzę na niektórych :PSpóźnione „wesołych świąt” wszystkim.
Ja tam świąt nie znosze – wszelkich. Najgorsze jest to, że za każdym razem najpierw wyobrażam je sobie jako odrobinę odpoczynku i wolnego czasu, a później boleśnie sobie przypominam, że oznacza to, że będę musiał wytrzymywać pod jednym dachem z rodziną, a co najgorsze – z siostrą – większość przeklętego dnia. To znacznie utrudnia skupienie się na czymkolwiek. A chciałem sobie trochę w C# pokodować…

Więcej treści nie pamiętam, serdecznie za to żałuję.
A jutro – strzeż się Częstochowo!

Notkę chciałbym zakończyć przepięknym optymistycznym zdjęciem:


(Thanks to ImageShack for Free Image Hosting)

coffing-coffyang

Pamiętacie nieśmiertelny test osobowości wg Hipokratesa? Elwathi znalazła [jedną z iluś] wersję online :)
Gdyby ktoś chciał sprawdzić swoje wyniki: tutaj jest test
A mój wynik tym razem to:

Towarzyski sangwinik – 4
Energiczny choleryk – 9
Perfekcyjny melancholik – 8
Spokojny flegmatyk –
19

Spokojny flegmatyk – Spokojny flegmatyk to pesymista i obserwator. Nastawiony na relacje z ludźmi. Jest spokojny, chłodny, opanowany, zrównoważony i cierpliwy, cichy a przy tym dowcipny. Powściągliwy w wyrażaniu emocji, które skrywa głęboko. Życzliwy, uprzejmy, potrafi poświęcić dużo czasu sprawie czy człowiekowi. W kontaktach z ludźmi uprzejmy, pogodny, lubi obserwować ludzi. Potrafi współczuć i otaczać troską. Potrafi pośredniczyć w rozwiązywaniu problemów, potrafi znajdować proste wyjścia. Preferuje pracę nie wymagającą pośpiechu i tempa, nastawioną na kontakty z ludźmi, pomaganie i rozwiązywanie problemów, nie wymagającą podejmowania szybkich decyzji, przemieszczania się. Jest solidny uprzejmy i pogodny, potrafi słuchać. Powinien podejmować zadania wymagające dokładności, skrupulatności i drobiazgowych analiz, rozwiązywania psychologicznych i naukowych problemów. Dobrze, gdy oczekuje się od niego pracy nastawionej na kontakt z drugim człowiekiem. Przykładowe zawody: socjolog, psycholog kliniczny, pracownik naukowy, pisarz, kustosz w muzeum, bibliotekarz, krytyk literacki
Zawody niewskazane: akwizytor, manager, pilot wycieczek turystycznych, sprzedawca, handlowiec, policjant, dyrektor przedsiębiorstwa, kurator sądowy, wychowawca w zakładzie karnym, itp.

Odkrycie dnia wczorajszego z pewnością trwale zmieniło mój światopogląd. Otóż istnieje równanie, którego Derive nie potrafi rozwiązać O_O.

Oto ono:
255 * sin(x)8 * cos(x)8 = 1

Druga ciekawostka matematyczna:
π = 3.1415926536 … => 3x(14+15+92+65+36) = 3 x 222 = 666

Studniówka. Owszem, odbyła się. Cóż więcej mogę pisać – nigdy nie byłem szczególnym miłośnikiem imprez, więc ten fakt nie robił na mnie żadnego wrażenia :P. Była kawa i mnóstwo żarcia (którego większość została…). Była także okropnie nieznośnie przegięta w swoim brzmieniu muzyka (geez… ==”) oraz główny minus imprezy – debilny dres o inteligencji mojej skarpety, którego nienawidzę, jak na niego patrzę jestem za aborcją, eutanazją i nagrodami Darwina. Gdyby nie jego obecność i fakt, że kretyn się wp*lał na miejsca przy naszym stoliku, mimo iż nie jest z naszej klasy (sraj Panie na jego grób i spełnij jego słowa „w dupie mam nogę od stołu„!) to może impreza byłaby ogólnie udana i może nie miałbym zj*nego humoru od samego jej początku. Chcecie kilka zdjęć?

monostwo z kawą <zeby>
Monostwo i kawusia.
Oczywiście po lewej ikari,
po prawej MKL
Marian i Przem - mówi za siebie
Nie płacz, kiedy odjadę
Nie mogłem się powstrzymać
od publikacji tego zdjęcia XD
XD
>XD
Fear the murionek‚s evil powah!
Omen
Czy jest na sali egzorcysta?!
(w razie czego był ksiądz…)
*_*
Last but not least – the α and the Ω. Początek i koniec. Światło i mrok. ikari i Jezus.
Yin i yang. Ład, harmonia i  porzadek świata. Cukier i kawa.
PS. Na zdjęciu widać rękę Mistrza.

Hm, ile razy narzekałem już, że wariuje mi myszka? Że większość do każdej ilości kliknięć, którą faktycznie wykonam dodaje sobie 1-2 kolejne? ;P Wiecie, jak to wkurza? ^^ Jak często prowadzi do poważnych nieporozumień w trójkącie użytkownik-komputer-drugi użytkownik?

Ludzi zamykają za teksty niepoprawne politycznie. Usuwają ludzi „szkodzących władzy”. Ludzie, kur*a, co się dzieje?! Kaczyzm chyba nie bez powodu brzmi jak faszyzm. Wygląda na to, że kończą się dni wolności słowa, jak się gwałtownie sytuacja nie zmieni to za parę lat będziemy mieli drugie Chiny, gdzie nawet google cenzuruje internet ^^. Nie no, super, aż dotąd nie miałem szczerej ochoty opuszczać kraju (bo po co? Abstrahując od tego, że w USA za jeżdżenie na śmieciarce zarabiasz $4000 miesięcznie – nie wydawało mi się u nas tak źle, by trzeba było uciekać) – teraz już mam. Nie chcę żyć w takim państwie.
Wizję apokalipsy pogłębiają prawdopodobne włamy na PolChat i PolFan. Bossko.

Dobranoc.

Coffee…

Free Image Hosting at www.ImageShack.us We adults need coffee. It’s the key to our ignition!

Zdecydowanie definitywnie potrzebuję kawy. Dużo dużo kawy, tak, by jeszcze w ogóle na mnie działała (o to coraz trudniej). Nie pogardzę też odrobiną czegokolwiek, co da kopa i zmobilizuje i powie mi, żeby się wziąć za naukę. Naukę matematyki, fizyki i C#. Ach, i angielskiego – nieodwołalnie wisi nad nami od poniedziałku. Komentarze na temat publicznej służby zdrowia i czegoś tam (nie pamiętam) mile widziane.

Jestem pełen podziwu i szacunku dla ludzi, którzy mają w sobie tyle energii do życia i działania, są pełni nie tylko pomysłów ale i mobilizacji by je realizować, mają siłę i chęć działać, a nie dość całego pieprzonego świata i wszystkiego, czego ten świat od nich chce…
Pełen podziwu i szacunku…
Podziwu… szacunku…
… i miłości

Tak, to pochyłe to był cytat z Umbilical Brothers, którzy zostawili trwałe skrzywienie na mojej psychice. Jest to niepowtarzalny kabaret, a cytat pochodzi z ich półtoragodzinnego występu na żywo w operze w Sydney (są z Australii). A zdjęcie z kawą jest zdjęciem plakatu wiszącego na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi (od przejezdnej strony) zrobione moim telefonem (więc wybaczcie jakość).

Anyway plany to ja owszem, mam. Do co najmniej trzech stron, trzech programów, dwóch języków programowania… Ale mimo to wierzę, że w końcu się za nie pozabieram, bo przecież zawsze ostatecznie nadchodziła taka chwila ;). Brak deadline’u może nie jest zbyt mobilizujący, ale i tak jeśli ludzie i instytucje wokół przestaną wiecznie czegoś żądać to zawsze znajdzie się czas ;P. I trwam w tej wierze niezłomnie :P… Codziennie rano na głos mogę sobie powtarzać „jutro zacznę się uczyć!” – i codziennie wierzę w to jednakowo silnie ;P I to właśnie jest piękne XD
Szkoda tylko, że czasem kiedy już naprawdę chcemy się za coś zabrać to zawsze znajdzie się coś, co skutecznie to utrudnia ^^. Wczoraj wieczorem [brb =="] [re =="] chciałem się zabrać za naukę do dzisiejszego sprawdzianu z niemieckiego i już naprawdę się za to zabierałem i próbowałem powtórzyć to, co spisałem sobie do powtórzenia, ale jak tu się do córy koryntu nędzy skupić, jeśli za drzwiami masz jedną wielką kłótnię, wrzask, wyzwiska, awantury, szarpania, płacz itp itd? (podpowiem, że tak jest 90% dnia, kiedy siostra jest w domu). Zagłuszyć muzyką też już ich nie mogłem, bo wyłączyłem kompa żeby mieć pieprzony święty spokój od gg (które potrafi być bardzo time-consuming). Stwierdziłem, że πr to i pouczę się rano, bo w takich warunkach nie można. Rano oczywiście miałem problem, żeby wstać odpowiednio wcześnie, ale fakt faktem trochę się próbowałem uczyć. Jak się okazuję jakbym zakuł tę kartkę słowo w słowo na pamięć to umiałbym wszystko. Niemieckiego nie trzeba rozumieć.

Swoją drogą szkoła jest fantastycznie popieprzonym wynalazkiem. Każdemu z nauczycieli się zawsze wydaje, że – tak jak on – przychodzimy tylko na jego przedmiot, resztę dnia mamy wolną i zostaje nam mnóstwo czasu na robienie prac domowych z jego jedynego przedmiotu. Gdybym był sumiennym, uczciwym i przykładającym się uczniem, to chyba zatraciłbym resztki własnej osobowości, bo poza szkołą bym tylko jadł i spał :P

Btw. pamiętacie wzmiankę o cenności (?) informacji i wszelkich sposobach jej magazynowania? Chyba zaginęły mi gdzieś zdjęcia Asashi i Bra… Koszmarna świadomość. W ogóle z wiecznego braku miejsca na wszystkich dyskach wiecznie przerzucam dane z jednego na drugi i doprowadziłem już do takiego stanu, że znalezienie czegokolwiek jest w pół drogi do niemożliwości. I need more space. Dyskiem 500GB bym nie pogardził, a 250GB zdaje się minimum XD. Koszmarne ;P

One more thing: ktokolwiek z bywalców bloga ikariego kiedykolwiek programował w Delphi, zwłaszcza 7, a najlepiej 2005(6?) ten dobrze wie, ile czekamy na załadowanie podpowiedzi CodeInsight podczas pisania kodu (Jak to powiedział pewien respektowany programista „Masz zamiar tracić cały czas na czekanie na CodeInsight!? Musisz znać wszystko na pamięć!”). Microsoft Visual Studio 2005 w tym miejscu zajebardzo sobie punktuje, bo podpowiedzi pojawiają się w tak zwany notime. A każdemu z nas niesamowicei przyjemnie pracuje się z oprogramowaniem, które reaguje w trybie natychmiastowym – i jest to miłe dla oka ;)

PS. PolChat 3.0 nadchodzi! Nadchodzi wprawdzie już prawie rok, od pół roku jest „prawie gotowy”, a od 9 listopada 2005 („pewna” data premiery) ma trochę spóźnienia, jednak teraz jest jeszcze bardziej „na dniach” niż kiedykolwiek! Drżyjcie użytkownicy starego ICQa, przestarzałych flooderów i innych śmieci ! :P

antykawoholizm?

ikari: (16:40)
i BÓG
dal mi znak
zebym nie pil kawy
ba
dal duzo znakow
tzn
1. braklo kasy ;P
kupilem ekonomiczna za 1zl
ide korytarzem
wpada na mnie dziewczyna
od razu przeprasza, idzie dalej
luz, nie wylalo sie
chwile pozniej
cos pluska o boki kubka… XD
WYLALO SIE!
jednak…
pluska o podloge…
rekaw mokry
plecak czyjs mokry…
gosciowa za mna
(16:42)
„przepraszam, o boze, przepraszam!” XD
ide dalej
pije
stoje w klasie
do kubka wpada mucha _______^_________

Part II

Jest wiele rodzajów podróży.
Jeden z nich to podróż szczególna… podróż, która nigdy się nie kończy. Jakkolwiek to bajecznie brzmi, jest taka podróż, która nigdy nas nie będzie nudzić, zawsze będzie nas zaskakiwać, będzie pełna przygód, wrażeń i doświadczeń. Istnieje nie w książce, nie w bajce ani opowiadaniu babci… jest to podróż prawdziwa, istniejąca w naszym świecie, a odbyć ją może każdy z nas… jeśli tylko ma na to odwagę…
Każdy człowiek marzy o takiej podróży, prawda? Każdy chce przeżywać coś nowego, silne emocje, nowe wspomnienia i spojrzenia na życie. Niewielu jednak to realizuje, bo wszystkim wydaje się, że na podróże trzeba mieć pieniądze… Ta jest darmowa… jednak, jak każda pełna przygód i nowości, nie jest bezpieczna. To, co w niej spotkamy może nas naprawdę przerazić…

Jest to podróż wgłąb siebie…
Jedyne czego potrzeba, by ją rozpocząć to czas i samotność… Chwila ciszy… Kiedy można pozostać z samym sobą… Chcąc coś odkryć – gdzie wtedy sięgniesz, nie mając nic poza sobą? Spojrzysz wgłąb siebie… swojej duszy… swoich wspomnień…
Wgłąb duszy… Myślisz nad tym, jaki jesteś, kim jesteś… Dlaczego taki jesteś? Sucha, psychologiczna analiza swojego życia… być może dzieciństwa… kiedy duchowa glina, z której jesteśmy ulepieni była jeszcze świeża i miękka… Jakże łatwo jest zepsuć dzieło niechcący je deformując, gdy jest jeszcze miękkie lub bez patrzenia w przyszłość próbować od razu ulepić takie, jakim ma być końcowo… wszystko się pozsuwa, porozłazi, spłynie i zniekształci… i nic z tego nie wyjdzie… Tak samo wrażliwi jesteśmy w dzieciństwie. Opisywane słowami brzmi to jak „kolejna psychologiczna bzdura”, paplanina, „oklepane teksty pana psychiatry”… nie wydaje się przedstawiać wartości… ale zastanówmy się… Przecież każdy z nas, jeżeli chce, potrafi znaleźć jakieś zdarzenie z dzieciństwa, które być może jest naprawdę błahe, a jednak jego skutki… zostały na całe życie. Mogło się przecież zdarzyć coś, co nas zachęciło lub zniechęciło do konkretnej czynności, zajęcia, dziedziny… czy nie pozostało nam to do chwili obecnej? Czy nie zostanie do końca życia…? (Nie musi). Zawsze znajdzie się ciąg przyczynowo-skutkowy. Prosty system… akcja->reakcja… to prawda, cały wszechświat się na tym opiera… cały… sens…
Wgłąb wspomnień… czy kiedy znajdziemy wydarzenie lub decyzję w swoim życiu, które miało jakieś znaczenie… Nie, nie potrafimy nie myśleć o tym, nie tworzyć w naszym umyśle dziesiątek alternatywnych rzeczywistości (cóż za potęga twórcza drzemie w ludziach…), w których coś potoczyło się inaczej. Wyobrażamy sobie „co by było, gdyby”… Są dziesiątki, setki możliwości… Tak wiele razy zastanawiamy się, czy byłoby lepiej czy gorzej… marzymy o alternatywnych możliwościach… Ale czy to nie płakanie nad rozlaną kawą? (;_;) Nie możemy tego zmienić. Wybór dokonał się już dawno, a my musimy podlec łańcuchowi reakcji… Nigdy nie znaczy to jednak, że podobnego wyboru nie możemy dokonać ponownie. Jednak chwila… jeśli teraz dokonamy akcji..? Tak, pociągnie to za sobą długi łańcuch reakcji… Trzeba o tym pomyśleć… Ale to dla odmiany płakanie nad rozlaniem jeszcze nie zakupionej kawy… Ludzkie życie jest chyba zbyt krótkie, żeby się zastanawiać – zarówno nad tym co było, nad tym co teraz mogłoby być, jak i nad tym co będzie. Czasem wychodzi na to, że najlepiej jest po prostu brnąć przez życie żyjąc chwilą, nie myśląc o niczym i niczego nie żałując… oddać się przyjemnościom (?) życia. Ale to w naszym świecie też nie jest możliwe… bo jest system, bo są wartości i ludzie…
Tworząc inne światy… Miałeś kiedyś sen, w którym Twoje miasto wygląda zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości? W miejscu obecnego centrum znajdujesz dziką polanę lub polną drogę.. lub wręcz odwrotnie – tereny które zawsze wydawały Ci się puste i nieciekawe, tu przypominają Las Vegas lub dowolny inny odległy zakątek świata… Czy ten świat jest lepszy, czy gorszy..? Myślałeś nad tym, prawda? Czy żyłoby się w nim dobrze..? Czy byłbyś szczęśliwy..? Czy nadal miałbyś tych samych znajomych? (Nie.) Co takiego musiałoby się stać w przeszłości, by świat obecnie tak wyglądał? To może się wydawać śmieszne, ale wystarczyłaby najdrobniejsza możliwa zmiana (oj od lat wracałem w myślach do tego tematu) – wyobraźmy sobie, że ktoś, kto miał duży wpływ na historię danego miejsca, pewnego decydującego dnia obudził się 10 minut za późno, zestresował, potknął się idąc do pracy… Zmienił mu się humor, sposób myślenia, podjęte decyzje. Jedna zmiana „tak” na „nie” mogłaby obalić cywilizacje – gdyby tylko istniał punkt odniesienia. Jak bowiem udowodnić, a co dopiero pokazać, że „gdyby” to byłoby inaczej? Jak pokazać nagranie z TAMTEGO świata, skoro żyjemy w TYM… Przytłaczający jest fakt, że nie mamy z czym porównać sytuacji, nigdy nie możemy na pewno stwierdzić, czy rzeczy potoczyłyby się lepiej czy gorzej i to nie tylko dlatego, że patrzymy częściej subiektywnie, niż obiektywnie, ale dlatego, że nie mamy na co patrzeć… W wyobraźni sami nie stworzymy świata doskonale dopracowanego, nie przewidzimy wszystkich możliwości…
Kiedy indziej wcale nie myślisz o świecie całkowicie innym, nie obchodzi Cię czy Polska byłaby na mapie (i gdzie) ani czy za oknem nadal byłyby te same ulice i czyim nazwiskiem byłyby nazwane… Zastanawiasz się nad swoim własnym, prywatnym, intymnym, osobistym życiem… Nad wszystkimi tymi chwilami, które się w nim liczyły, nad chwilami i osobami które były lub nie… Co by było gdybyś kogoś znał lepiej, albo nie znał wcale, jak wyglądałoby życie Twoje i tej osoby… Czy ten ktoś wolałby Cię znać? Czy może gdybyście się nie spotkali, jego życie byłoby lepsze? Tak często wydaje się, że najlepiej dla innych by było, jakby nas nie było… Ale… Znowu naprawdę nie mamy punktu odniesienia. Nie możesz tego wiedzieć.