Zarządzanie czasem

Jestem w tym absolutnie do niczego.

Spychanie swoich spraw (blog, programowanie „for fun”, stworzenie własnej strony domowej, kontakty z innymi istotami ludzkimi, etc.) na stanowisko „po obowiązkach [i drugiej połówce]” oznacza w praktyce strącanie ich w otchłań bez dna. No kto by pomyślał?

Nie programuję po nocach (bo szewc bez butów chodzi; poza tym po 22 mam nagłe ataki senności, wcześniej się nie da, a rano się wstaje), nie jeżdżę  na rowerze (nadal stoi w Łodzi, tu w Krakowie występuje problem pt „gdzie go trzymać?”), prawie nie słucham muzyki (nie wiem, dlaczego). Nie rzucim książki – lubię dojazdy do pracy komunikacją miejską, bo można sobie spokojnie poczytać, godzinę dziennie, jak dziecku ;-)

Standardowa książka Dukaja nie jest wprawdzie idealną do noszenia zawsze przy sobie, z racji gabarytów, ale skoro jeżdżę już z tym wielkim plecakiem… ;)

 

Prawdopodobnie powinienem zaktualizować „jak rozmawiać z ikarim” do znacznie krótszej postaci: nie rozmawiać. Kontakt w czasie rzeczywistym powoli wkładam między bajki. Możliwe że i maile mi umykają, chociaż raz na jakiś czas próbuję robić ich przegląd. I’m sorry.

Mam zatem problem z czasem. Z czasem i z koncentracją, zwłaszcza, gdy ktoś do mnie mówi. To zaś ma miejsce zawsze, gdy zbieram myśli lub założę słuchawki i włączę muzykę. Murphy, ty sukinsynu.

Bardzo chciałem popełnić tu kilka, konkretnych nawet, wpisów… Ale nie mogę sobie przypomnieć, o czym. Alzheimer postępuje? Ten wpis jest natomiast tak cudownie chaotyczny jak te sprzed kilku lat, tak bardzo o niczym, tak bardzo by pokazać, że wciąż żyję. Czy to bardzo źle?

W ramach rekompensaty, ilustrowana historia o prostym psie.

Jak rozmawiać, reminder

Ekg2 też czasem się wiesza (albo ja coś głupiego naciskam niechcący, zdarza się coraz częściej, parę razy nawet wydawało mi się, że już wiem, co). I chociaż pisałem o tym już w “jak rozmawiać z ikarim”, napiszę raz jeszcze.
W ważnych sprawach PISZ E-MAIL.
Wiem, że napisało do mnie kilka obcych osób w jakichś kwestiach okołoickowych z prośbą o pomoc. Chciałbym nawet pomóc, ale nie wiem kiedy to było, nie wiem, kto do mnie pisał, nie wiem, o czym – nie mam, co wpisać w parametry wyszukiwania w archiwum SQLite.
Piszcie maile.

Rowerzysta

Dziś jechałem do pracy i z powrotem rowerem (18km w jedną stronę, drugi koniec Łodzi, trudno, świetnie).
Tradycyjna bolączka rowerzysty to kierowca samochodu zajeżdżający mu ścieżkę rowerową z takiego czy innego powodu (najczęściej próbujący się po prostu jak najszybciej wp*lić na skrzyżowanie).
Tacy panowie wywołali dziś trzy moje donośne „kurrrwa mać!”, zatrzymując się zwykle zupełnie bez zapowiedzi całkowicie w poprzek ścieżki, a jeden to wręcz z rozpędem wjechał na ścieżkę z chodnika (no k…).
JEDEN Pan gdy próbował wjechać na Włókniarzy z uliczki, ROZEJRZAŁ SIĘ (żaden poprzedni tego nie zrobił – wszystkich miałem ochotę uświadomić walnięciem pięścią w karoserię), zobaczył mnie – jak nonszalancko jadę drogą dla rowerów prosto na jego bok, około 30 kilometrów na godzinę, z rękoma beztrosko zwisającymi mi wzdłuż boków… Pan cofnął. Przepuścił uprzejmie. Podziękowałem, skinąłem głową. On również. Od razu milej.
Dalej pani tuż przed wejściem mi na drogę dla rowerów zauważyła, że jadę, zatrzymała się, podziękowałem uśmiechem – odpowiedziała tym samym. Inni by patrzyli tylko na koniec własnego nosa, a wpadając na rower, który od dawna jechał na ścieżce, na którą wchodzą bezmyślnie, tylko by mieli pretensje do wszystkich dookoła.
Czy to naprawdę takie trudne, być miłym?
Ja, gdy jadę chodnikiem, też nie pcham się i nie uważam się pępkiem świata, uprzywilejowanym zawsze i wszędzie. Na wąskim odcinku mogę nawet zwolnić do tempa kobiety z wózkiem, czy starowinki przede mną. Przejdzie dalej, będzie miejsce, wyminę. Nie ma problemu. Ale jak jadę drogą dla rowerów, to proszę mi się nie WPIERDALAĆ, do tego jeszcze mając pretensje DO MNIE, że nią jadę.
Czy ja Wam, kurwa, drodzy kierowcy, zatrzymuję rower w poprzek jezdni, którą jedziecie?

Happy End

Po wielu ciężkich perypetiach odzyskałem wszystkie dane. Zarówno partycję znikniętą w sierpniu, jak i zawartość umierającej pięćsetki (WD MyBook Pro ES 500GB).

Więcej »

Fatum – c.d.

Problemem z sirius.pl zainteresowała się nawet Gazeta w artykule „Tajemnicze zniknięcie jednego z największych sklepów internetowych„. Ja tymczasem dostałem e-mail, że firma jest w trakcie reorganizacji i w sprawie gwarancji mam poczekać do piątku tego tygodnia… Zobaczymy ile w tym prawdy i co z tego wyjdzie.

Natomiast dysk zewnętrzny kolejnej próby uruchomienia też nie przeszedł. To co mu może być, i ile za to woła OnTrack?