Kiedyś patrzyłem na życie przez pryzmat „tu i teraz”. To głupie, naiwne i szczeniackie. Albo patrzyłem na to, co jest, albo za
(away, siostra)… co to ja pisałem… :|… ach.
Albo za siebie. Nie powtarzajcie tego błędu. Trzeba patrzeć w przyszłość. Wiem, czego chcę od mojej przyszłości (chociaż… już jej nie widać) i to pod tym kątem wszystko musi się dziać „teraz”.
Away, siostra. *15 minut później* Ech, nie wiem, czy jest sens pisać, kiedy dosłownie co chwilę i tak mi ktoś przerywa i zapominam totalnie, co miałem napisać.
Wiec… *usiluje sobie przypomniec* Generalnie szkoda, ze być może jest już za późno, tym bardziej, że chyba tylko ja patrzę teraz w …
away, siostra.
w… w tę czarną otchłań która została po mojej przyszłości. Chyba jednak game over, przegrałem w tym życiu.
Niemniej jednak ze szczególnych planów nie zrezygnuję, a przynajmniej popchnę je jeszcze do przodu, choć sam nie wiem, po co…

Jakby co, to ostatnio często pieprzę głupoty, jestem rozkojarzony, czasem mylę sen z rzeczywistością i targają mną uczucia silniejsze niż kiedykolwiek, więc nie próbujcie ze mną wytrzymać.
A rodzina tym razem popełniła chyba błąd zostawiając mnie samego w domu na weekend. Ale dun worry, nic się nie stało. Tylko zachowuję się czasem już tak, że sam siebie nie potrafię rozumieć. Dobrze, że nikt na to nie musi patrzeć.
Jutro kolokwium. Nie potrafię się skupić na nauce ani zrozumieć tego, co wydawałoby się najprostsze i oczywiste. Zresztą, nawet gdybym nie zaliczył, to co? To może wpłynąć na rok, góra 5 lat mojego życia. Tylko 5 lat. A są błędy, które może wpływają na wieczność (oby nie i obym dotrwał do chwili, kiedy okaże się, że jednak nie…)

Jeszcze jedno. Podziwiam Latinę za to, jak łatwo (z pozoru?) potrafiła odejść z PolChatu. Ja też chyba ostatnio robię sobie urlop. Z samym sobą sobie nie radzę, a co dopiero z tym bajzlem. Nie teraz.

Dziś znowu bałem się odezwać. Wczoraj dla odmiany chyba powiedziałem zbyt wiele. Ech, w każdej minucie myślę co innego.

I gdyby nie telefony (do matki, której nie było), to znowu spaliłbym garnek z mlekiem.

Wybory? Nie będę komentował. Bo cóż znaczy kilka lat wobec wieczności. (od dawna połowa pytań, które sobie zadaję albo zaczyna się od „cóż znaczy”, albo kończy na „wobec wieczności”. Jezu, jak mi się „punkt widokowy na życie” zmienił.)

Edit: Ach, jeszcze jedno. Brakuje mi ciepła – bardzo dosłownie i fizycznie – dziś trzy razy brałem gorącą kąpiel, a często przez pół dnia włażę pod kołdrę. Chyba temperatura nadal mi od tamtej pory nie spadła, spadł mi za to termometr i już go nie ma.
Away, matka.
„Częste mycie skraca życie”, he he. Ciocia (siostra ojca – kto by pomyślał, że on w ogóle miał rodzeństwo…) ponoć zmarła po gorącej kąpieli, bo miałą coś z sercem.
Nie, to nie koniec notki. Ale co chwile ktos cos chce i… zapomnialem, ze mialem pisac dalej.