To nie tak, że ten adres już nie istnieje.

Ja po prostu jestem mistrzem prokrastynacji. Potrafię od ponad roku powtarzać sobie, jakie zmiany wprowadzę, gdy będę miał wolną chwilę. Tylko gdzie ta wolna chwila, jeśli nawet czytać książek (a to ważne w życiu!) nie ma kiedy?
Tu minęło już 11 lat. Nowe wpisy miałyby być już nie pisane z nieustającą myślą, kto to czyta, bez autocenzury, bez dopasowywania języka do odbiorcy. Wprowadziłbym podział na blog osobisty, choć przecież niewiele osobistego w życiu wyznaję, oraz „profesjonalny”, czyli po prostu okołoprogramistyczny, pracowy, javascriptowy… no i, stety lub nie, raczej po angielsku.

Tak czy owak żyję i mam się dobrze. Wzloty i upadki należy traktować stoicko.

 

Lód – cytat

Chcę się z Wami podzielić tym wspaniałym fragmentem…

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Moim życiem rządzi zasada wstydu.

Poznaje się świat, poznaje język opisu świata, ale nie poznaje się siebie. Większość ludzi – prawie wszyscy, jak sądzę – do śmierci nie nauczy się języka, w którym mogliby siebie opisać.

Kiedy mówię o kimś, że jest tchórzem, to znaczy, że uważam, iż zachowuje się tchórzliwie – nie znaczy to nic więcej, ponieważ oczywiście nie zajrzę mu w głąb duszy i nie dowiem się, czy jest tchórzem. Tego języka nie mogę jednak użyć do opisu samego siebie: w zakresie mojego doświadczenia pozostaję jedyną osobą, dla której słowa, czyny, zaniechania stanowią zaledwie blade i w gruncie rzeczy przypadkowe odbicie tego, co kryje się pod nimi, co stanowi ich przyczynę i źródło. Istnienia owego źródła doświadczam bezpośrednio, podczas gdy części mych zachowań nie jestem w ogóle świadom, a wszystkie odbieram w sposób niepełny, skrzywiony. Sami zawsze ostatni się dowiadujemy, jakiego idjotę zrobiliśmy z siebie w towarzystwie. Lepiej znamy intencje naszych czynów niż owe czyny.  Lepiej wiemy, co chcieliśmy powiedzieć, niż co naprawdę powiedzieliśmy. Wiemy, kim chcemy być – nie wiemy, kim jesteśmy.

Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną.

Byłby to język do jednoosobowego użytku, język niewypowiadalny, niezapisywalny. Każdy musi go sam stworzyć. Większość ludzi – prawie wszyscy, jestem przekonany – do śmierci się na to nie zdobywa. Co najwyżej powtarzają w duchu cudze opisy własnej osoby, wyrażone w owym języku pochodnym – w języku drugiego rodzaju – albo wyobrażają sobie, co by w nim o sobie powiedzieli, gdyby dane im było spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Żeby cokolwiek o sobie rzec, muszą sami dla siebie uczynić się obcymi.
Więcej »

Rzeczy proste :) Notka udająca dobry nastrój

O żabce

Ważna informacja na dziś: jeśli żaba zaczyna szeleścić, to najwyższa pora, żeby ją zmoczyć.
Zapamiętaj. To ważne. Nawet bardzo.
Pewnie sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale kiedyś sobie przypomnisz moje słowa, tak, tak..
Żaby są dobre. W gruncie rzeczy.
Nie należy się przejmować. Ale trochę można, tak dla pozoru.
W końcu nigdy nic nie wiadomo jak to z tymi żabami.
Kiedyś była taka bajka… Ciągnęła się i ciągnęła… Nie wiem, chyba pełnometrażowa była… Właściwie to nie o żabie, o lisie. Ale lis nie był wredny jak to z lisami bywa zazwyczaj w bajkach, na dodatek tych ciągnących się… Ale mniejsza z lisem, o żabie mówiłam. Właściwie to nic specjalnego, ale… chodziła na tylnych łapkach (to żaby mają łapki?), miała parasolkę i zielony odświętny garnitur… Bo to był pan żaba. O, i kapelusz miał. No, to tyle.
Już zapomniałam o co mi chodziło..

Absolutnie mnie urzekło (to eufemizm) ^^… A Ciebie? ;) Znów zachwycam się rzeczami prostymi… =)

Jude Law for one evening?

I'm 74% Jude Law!A Ty? Do kogo ze znanych ludzi jesteś podobny/podobna? ;D
Kliknij w obrazek obok aby się przekonać ;)

A dla innego zdjęcia mam nawet 80% Jude’a Law i 80% Johnny’ego Depp’a ;)

Kolejne pierdółki

Pierwszym komputerem Harmera też był Amstrad CPC6128 ;) Bardzo fajnie jest dowiedzieć się czegoś takiego, wiecie? ;) To jedna z tych rzeczy, o których zapominałem wspomnieć we wszystkich niedawnych notkach z tagiem ‚programowanie’ ;)

1 GB RAM to czasem za mało. Ale kiedy to za mało po raz piąty w ciągu tygodnia to chyba jednak jest to naprawdę za mało ;) Marzę wciąż o systemie, który niezależnie od ilości zainstalowanych i uruchomionych programów i programików będzie chodził jednakowo szybko, jak po instalacji… ;) A skoro już o gigabajtach – miejsca na dysku zawsze za mało.

Najważniejsze, co mogę powiedzieć o sesji to to, że mam ją już za sobą i jedyne, czego brakuje to wiecznie obiecywany, przekładany i nieosiągalny wpis do indeksu z Algorytmów i Struktur Danych… To jeden z dwóch przedmiotów, gdzie liczyłem na/mogłem mieć ocenę o pół stopnia wyższą niż będę miał. Ech… Bo z matematyki 1 duże ładne „4” było już na mojej pracy, kiedy pani M. stwierdziła, że w sumie to za wysoko ją oceniła :(… Mogła obniżyć ocenę nie-na-moich-oczach, mniej by bolało. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Czarny lakier z zaskoczenia skończył się po pomalowaniu 1/3 drugiej kolumny. Chwilowo będzie raziła swoim paskudztwem dopóki nie zaopatrzę się w nową puszkę. Wypadałoby też zatrzeć ślady zniszczenia podłogi… ;P (coś pociemniała)

Cihy na swoim blogu, a w zasadzie w małej cząstce notki, pisał o pewnym groszu. Uff, balem się już, że tylko ja czasem (w sumie często) zastanawiam się nad takimi rzeczami, związanymi z dowolnym przedmiotem, wydarzeniem… Prawdę mówiąc, czytałem kiedyś o ludziach, którzy wymieniają się numerami banknotów, które przeszły przez ich ręce – i w ten sposób wspólnie ustalają i poznają chociaż część ich historii. Nie ma się jednak co oszukiwać, stanowią tak niewielki procent obracających tymi pieniędzmi, że nie sądzę by zbyt często zdarzało im się faktycznie trafić na ten sam banknot. Większości ludzi takie rzeczy nawet nie obchodzą, a co dopiero udzielać się w takich społecznościach ;)… A może jednak szkoda?

„I skończyło się rumakowanie…”

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, śpiewała kiedyś Kayah. Ja natomiast jeden dzień byłem… gronowładnym (dla niezorientowanych: tytuł „nadawany” po wykupieniu płatnej subskrypcji rozszerzonych usług na grono.net). Najprawdopodobniej wskutek jakiegoś błędu serwisu – a o samym fakcie dowiedziałem się od kolegi z grupy. W profilu Grono pokazywało mi „Gronowładny opłacony do 10/11/2007 16:37″ (czy coś koło tego, na pewno listopad 2007), jednak już następnego dnia czar prysł. Buu, może powinienem ich oskarżyć o wprowadzanie użytkownika w błąd? ;P

Btw. Czy częstotliwość notek przy ich większym podziale tematycznym (chociaż z tą jedną byłoby ciężko) nie jest za duża? ;P

Dreamland

Sennie.

Czasem mi sie wydaje, ze najlepsze notki powstawałyby właśnie tak jak teraz… w łóżku, z klawiaturą na kolanach. Problem polega tylko na tym, że stąd nijak nie widzę monitora, bo jest za mały i za daleko. A może o to właśnie chodzi? By nic nie świeciło po oczach, bez kolejnego rozpraszającego Twoją uwagę światła, nie pozwalającego się skupić, czy raczej oderwać od tego realnego świata. Zamykam oczy…

Leżenie na łóżku, z klawiaturą na kolanach, pisanie z zamkniętymi oczami, które nawet po otwarciu ujrzałyby tylko deski na suficie – może o to właśnie chodzi? Może to w tym tkwi cały sekret? Bo przecież właśnie kiedy tak lezysz Twoje myśli najbardziej… rozwijają skrzydła, uwalniają się. Nie tylko od rzeczywistości, tego świata, tak realnego i namacalnego, ale także od pewnych ograniczeń i więzów, które je krępują. Myśli tuż przed zaśnięciem, kiedy powoli tracą spajającą je logikę, semnns, znaczenie… A może to tylko pozory. Bo znaczenie zdaje się rosnąć, ich waga wraz z nim… Najważniejsze mysli przychodzą tuż przed snem, kiedy nie mamy już szansy ich zapamiętać.
Podobno najważniejszych elementów snu nigdy się nie pamięta. Czemu?

Każdego dnia kiedy tak leżę, przychodzi dużo myśli. O wszystkim. o mnie, o Tobie, o Niej. Anioł, Szatan, życie, śmierć i matematyka (o tak, oto pierwotne byty i podstawowe wartości!).
Oj, gdyby tylko dało się tak uchwycić ostatni strumień myśli… Niemalże jak próba zarejestrowania ostatnich uczuć umierającego. Może niezbyt trafne porównanie, ale jakże prawdziwe.

Tak, to prawda, nie lubię dzielić się zbyt osobistymi myślami tak publicznie. A tak dużo ich przychodzi. Chciałbym podziękować Aniołom, które wytrzymują ze mną mimo moich snów – ikari, proszę, usuń to zdanie, kiedy się obudzisz ;).

W pisaniu tak naprawde przeszkadza to, ile rzeczy sklada sie na nasze zycie codzienne. Bo gdyby nie siostra, nie rodzina, nie nauka, studia, zajecia – tak, moglbym wreszcie poswiecic czas na wylanie swoich mysli, zali, strachow. Tylko komu? Przeciez nie moglbym tracic czasu na kontakty z ludzmi, rozmowe. Bylbym taki.. wirtualny i .. anonimowy? Hm… To nie byloby takie zle…

Zasypianie czasem jest trudne i przychodzi powoli. O kim mysisz przed zasnieciem? Tak, Ty. O kim?
Czy ta osoba mysli o Tobie, kiedy kladzie sie spac?
A moze w ogole wykreslila Cie ze swojej glowy?
A moze jest ich wiecej. A moze to Ty nie pamietasz juz o kims, kto byc moze mysli teraz o Tobie? Nie mysl, nie przypomnisz sobie. Na tym polega niepamietanie.

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny

Póki co idzie mi dobrze, lepiej niż czasem się spodziewałem ;)

  • Matematyka Dyskretna: 80% ćwiczeń, 70% wykładu => 4
  • Matematyka I: 60% ;) ćwiczeń => egzamin ;<
  • Teoretyczne Podstawy Informatyki: 4.5, 5, Sekta Informatyki Kwantowej => 5 ?
  • Wprowadzenie (taa) do Informatyki: (18 + 29 + 33~38) / 100 => 4.5 chyba
  • Algorytmy i Struktury Danych: jestem dobrej myśli. Ambicje na 5.

Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat…

Hm… Czasem jest tak, że ma się o czym pisać, a się nie pisze. Bo nie teraz, bo jutro, bo nie mam na to siły, bo braknie mi wygodnego oprogramowania (jakoś boję się edytować cokolwiek on-line, nie zapisując co zdanie ;P). Swoją drogą – zjadło mi FrontPage’a, a to bardzo fajne narzędzie od wersji 2003 :)

W tej notce podzielę się z Wami także kilkoma obrazkami ;) Może pora na pierwszy z nich:

znajdź 10 różnic!:
Znajdz 10 różnic!
Ten po lewej to oczywiście mój :)
Czasem też po prostu wypadałoby coś napisać, bo a nuż ktoś liczy na jakieś podsumowanie roku (lepiej nie) z mojej strony, czy coś :P. Ale miło jest, kiedy po 2 miesiącach wiszenia „Utworu na Resztę Roku” ktoś prosi o ten nowy, jeszcze w dniu jego umieszczenia :) Miło, że ktoś nie tylko zauważył, nie tylko wysłuchał, ale i spodobało mu się…

Odszedł rok 2006, jest 2007. Szczerze mówiąc co roku wydaje mi się to iście zabawne, jak w związku z czysto formalną zmianą jednej cyferki setki ludzi oczekują niespodzianek, zmian, obrotu spraw o 180 stopni i tego typu cudów. To tylko data. Czemu nie świętujemy tak samo zmiany każdego dnia ani godziny? (ok, pomijam środowiska świętujące „bo jest piątek” :P)
<tu następuje mala utrata tekstu>
Co więc dla mnie oznacza początek roku? Że dodałem belkę „2007” przy linkach do archiwum bloga ;) Podsumowanie roku wydaje mi się ciężkim zadaniem, jak chyba każdemu choremu na Alzheimera/sklerozę. Trochę się poobserwowałem, wyciągnąłem jakieś wnioski, z których i tak nie skorzystam, bo o nich zapomnę i nie przypomnę sobię dopóki nie będzie za późno, takie tam. Rok, jak każdy inny. No, prawie – napisalem maturę, zmieniłem placówkę oświatową (teraz jestem studentem Politechniki Łódzkiej)… Ale nie czuję, bym zrobił cokolwiek, z czego mógłbym być naprawdę dumny. w ogóle zauważyłem, że od zawsze ilekroć miałem jakieś zainteresowania to słyszałem od matki, że to strata czasu i pieniędzy tyle razy, że odechciewało mi się interesować [czymkolwiek]. Czasem mam wrażenie, że tak łatwo daję się zniechęcić, że wiele rzeczy zaniedbałem i może byłbym w nich dziś dużo lepszy? Już wiele lat temu (omg, jak to brzmi) stwierdzałem, że najlepiej jest nie mieć żadnych zainteresowań, a broń Boże ich rozwijać.

A propos Boga ;) i rzeczy, które od miesięcu miałem na blogu zamieścić, a zawsze zapominałem/przekładałem.
Ciekawy artykuł o… sataniźmie. w ogóle, głupio się przyznać, ale od dziecka śnił mi się Szatan _-_… i właśnie taki symbolizujący wolność, swobodę, rozsądek ponad nakazy. Zawsze jako kolega, przyjaciel wręcz, nigdy wrogi, nigdy zły (w sensie innym niż moralny :P). Przeraża mnie to, jak wiele satanistycznych wątków w takim razie pojawiało się w moich snach przez całe życie, no ale cóż… :P Tylko jego ostatni awatar w naszym świecie był wyraźnie inspirowany „czymś z zewnątrz” – w listopadzie śnił mi się „Wujek Lucek” (tak, od Lucyfer) w takiej postaci, w jakiej był przedstawiony w filmie „Constantine„. Niemniej jednak jako mój własny wujek, składający mi z sobie tylko znanej okazji jakieś życzenia (najpierw po polsku, potem prosto do ucha, w nieznanym mi języku – nie wiem, czy chcę wiedzieć, jakim i co oznaczały). i kazał się nie chwalić TAKIMI powiązaniami rodzinnymi (ale to tylko sen, mogę mówić, prawda? ;P).
Btw! Chyba znalazłem tamten quiz! To chyba to (albo jedno z tych, które miałem szukając go wcześniej, ale wątpię :P):

Which Angel Lays Within You?


Lucifer: Angel of the starlight, you are often confused with being evil in your quiet contemplations… Underneath it all you are actually the most beautiful angel of all, and God likes u more… the others are just jealous. What do they know anyways.
Take this quiz!

To jeszcze może art. o ateiźmie, skoro jesteśmy przy temacie :PZa to dzięki takiemu „zostawaniu przy temacie” szybko i bezboleśnie… gubię plan dalszej wypowiedzi. That’s ikari.

Stresuję się. Wiedząc jak to jest u mnie z braniem się za naukę, czuciem się z czegokolwiek [nie]pewnie, sprawdzalnością tych przeczuć itp itd.. to się stresuję. Dużo zaliczeń na horyzoncie -_- Dla uproszczenia przyjmijmy, że sesja trwa cały styczeń, ok? _O_ w ogóle jakoś wszystko zawsze wychodzi inaczej niż się to sobie wyobraża… Jeśli w ogole dochodzi kiedykolwiek do skutku.

Molekuła na dziśJak się tak zastanowić, to tych obrazków w tej notce ma być całe mnóstwo ;) Kolejny z nich widzimy po lewej stronie – cząsteczka na dziś! Buziak dla tego, kto zgadnie, jakaż to molekuła widnieje po lewej stronie tego akapitu. Don’t worry (a może wręcz przeciwnie), przyzwyczajam się już do buziakowania osobników tej samej płci :P
Ot, taka ciekawostka chemiczno-biologiczno-nazewnicza. Bardzo fajny związek.

Odkrycie

O ile pamiętam, miałem w tej notce także pochwalić się dokonaniem szokującego (dla pewnych ludzi) odkrycia. Pamiętacie program w TVN „Uwaga” o mandze, w którym jakaś kobieta znalazła u swojego (nie pamiętam iluletniego) synka pokaźną kolekcję mang i uznała „Dragon Ball” za chińską pornobajkę? Porównajcie te kilka obrazków:


Wygląda na to, że nasza pani Dorota od dawna ma dobry kontakt z telewizją TVN. Z tym, że teraz zamiast komukolwiek podpadać (poprzednio ludzie mający pojęcie o mandze „niezbyt ją lubili” za przedstawioną, typową dla programu „Uwaga”, fachowość), postanowiła błysnąć na firmanencie telewizyjnych gwiazd.
A jak schudła i odmłodniała! ;)

Tak. To bardzo mało ambitna notka.

Ach, i zapomnijcie co mówiłem o śpiączce. Jendak już nie chcę zasypiać :|. Swoją drogą co innego być czegoś świadomym, a co innego widzieć to, choćby we śnie. Czasem to jednak za wiele.
Jednak wszystko zależy od tego, ile czasu potrzeba, by dobry sen zamienił się w koszmar. Zazwyczaj kiedy budzę się rano, nie pamiętam swoich snów. Powoli zaczyna mi się wydawać, że może to i lepiej. Chociaż jeśli przez sen nie krzyczę, nie płaczę, nie ściskam kołdry, (a zwłaszcza nie dzieją się te rzeczy na tyle intensywnie by mnie obudzić) to zazwyczaj jest to zwykły sen, który może warto byłoby pamiętać rano…

Mam gotowy kolejny Utwór na dziś, kiedy go wrzucić?

Ach, no i skończyły się piękne czasy, kiedy wiek kończył się na „naście”. Bolesna świadomość, czuję się staro :P
Wraz z „naście” skończył mi się sponsoring strony WWW (tak, do tej pory za serwer, na którym od kilku lat stała strona ICQa, a obecnie i blog, 2mon, SIK, azyl31, wklejki… płacił ktoś inny), okres abonamentowy serwera, ważność domeny (prawie)… No to kwestia sposobu wydania wszystkiego przy najbliższej okazji… rozwiązała się sama _-_

Kliknij na pajacyka _-_”…

Na koniec, z serii Obrazki Inne: