Podobieństwa

Depressed and lost Shinji Ikari Więcej »

Lód – cytat

Chcę się z Wami podzielić tym wspaniałym fragmentem…

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Jacek Dukaj, "Lód": okładka

Moim życiem rządzi zasada wstydu.

Poznaje się świat, poznaje język opisu świata, ale nie poznaje się siebie. Większość ludzi – prawie wszyscy, jak sądzę – do śmierci nie nauczy się języka, w którym mogliby siebie opisać.

Kiedy mówię o kimś, że jest tchórzem, to znaczy, że uważam, iż zachowuje się tchórzliwie – nie znaczy to nic więcej, ponieważ oczywiście nie zajrzę mu w głąb duszy i nie dowiem się, czy jest tchórzem. Tego języka nie mogę jednak użyć do opisu samego siebie: w zakresie mojego doświadczenia pozostaję jedyną osobą, dla której słowa, czyny, zaniechania stanowią zaledwie blade i w gruncie rzeczy przypadkowe odbicie tego, co kryje się pod nimi, co stanowi ich przyczynę i źródło. Istnienia owego źródła doświadczam bezpośrednio, podczas gdy części mych zachowań nie jestem w ogóle świadom, a wszystkie odbieram w sposób niepełny, skrzywiony. Sami zawsze ostatni się dowiadujemy, jakiego idjotę zrobiliśmy z siebie w towarzystwie. Lepiej znamy intencje naszych czynów niż owe czyny.  Lepiej wiemy, co chcieliśmy powiedzieć, niż co naprawdę powiedzieliśmy. Wiemy, kim chcemy być – nie wiemy, kim jesteśmy.

Język do opisu naszych zachowań istnieje, ponieważ tej rzeczywistości doświadcza wielu ludzi i mogą między sobą omówić czyjąś ostentacyjną uprzejmość lub czyjeś faux pas. Język do opisu mnie samego nie istnieje, ponieważ tej rzeczywistości nie doświadcza nikt poza mną.

Byłby to język do jednoosobowego użytku, język niewypowiadalny, niezapisywalny. Każdy musi go sam stworzyć. Większość ludzi – prawie wszyscy, jestem przekonany – do śmierci się na to nie zdobywa. Co najwyżej powtarzają w duchu cudze opisy własnej osoby, wyrażone w owym języku pochodnym – w języku drugiego rodzaju – albo wyobrażają sobie, co by w nim o sobie powiedzieli, gdyby dane im było spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Żeby cokolwiek o sobie rzec, muszą sami dla siebie uczynić się obcymi.
Więcej »

Na blogu, o blogu.

Po krótkim wstępie o kolejnych zmianach na tym blogu będzie bardziej ogólnie.

Potyczek z kodem ciąg dalszy. Wszystko działa?

Poprawiłem filtrowanie tagów pod kątem IE6 które nieźle mnie zaskoczyło swoją kreatywną interpretacją kodu (wszystko się „wylewało” i ignorowało CSS). Krótko mówiąc – z nieznanych mi przyczyn problem znikł po przeklejeniu styli z CSS bezpośrednio do pól style (selektory CSS były poprawne, we wszystkich innych testowanych przeglądarkach działało). A ie6 to w końcu większość odwiedzających, chociaż…
…użerając się z skryptami Moo.fx dla „utworu na dziś” (Tak! Od dziś blog ostatecznie jest o ~170kB kodu JS lżejszy!) odkryłem też, że metoda InsertAdjacentHTML której użyłem do wstawiania kodu statystyk stat24.pl … nie została nigdy zaimplementowana w Mozilli. Statystyki ze strony głównej mogłem więc mieć przez bardzo długi okres czasu przekłamane.

No właśnie. Strona główna „schudła”. Uporządkowałem jej kod, troszkę ujednoliciłem, doszlifowałem i zoptymalizowałem (powinien być znacząco mniejszy). Pojawiło się też kilka pierwszych linków zewnętrznych (z czystego lenistwa zwlekałem ;) Chociaż nie, jest też jeden powód: Kiedy podzielę blogi na „czytam, znam i nie czytam”, to nieczytani się oburzą. Kiedy podzielę na „znajomi” i „ciekawe/polecam”, to znajomi poczują się nieciekawi/niepolecani. Kiedy zaś na „znam” i „nie znam”, będzie to wyglądać groteskowo i w żaden sposób nie wyróżnię tych, na które w ogóle… zaglądam… Tak wymieniać można bez końca. Może wprowadzić podział na „sam podlinkowałem” i „zapłacili mi”? ;D)

Podgląd komenta magicznie zadziałał pod IE.

Blogu, ach, blogu, czemuż Ty jesteś blogiem…
Lub: A na początku było Słowo…

No właśnie. Drogi czytelniku, jak Ty rozumiesz słowo „blog”? Jak często używasz (choćby w myślach) pojęcia „blogosfera„? Czym dla Ciebie jest blog i czy fakt, że takie właśnie słowo pojawiło się w adresie tej strony zobowiązuje ją do czegokolwiek konkretnego?

A słowo pojawiło się, bo jest to moja strona, na której zaskakująco długo już publikuję wszelkie swoje przemyślenia i to, czym chciałbym się z kimś (wszystkimi/kimś przypadkowym/kimkolwiek – zależnie od sytuacji, jednak chyba rzadko kimś jednym, konkretnym) podzielić. Nigdy, przynajmniej z założenia, nie miał to być ‚blogasek‚ (link by Cihy, thx :)), na którym – zgodnie z realizowanym przez niektórych ludzi stereotypem – wylewałbym najgłębsze żale i rozgrzebywał najbrudniejsze i najbardziej bolesne sprawy i rany. Zdecydowanie nigdy tego ani nie lubiłem, ani nie umiałem. Potrafię to oczywiście zrozumieć, ale to nie znaczy, że sam mam iść w tym kierunku. Nawet jeśli kiedyś takie treści istniały to nigdy nie udostępniałem ich publicznie.

Chciałem tu nawet błysnąć erudycją i wysnuć tezę, że słowo blog może oznaczać w istocie logos binarius, czyli słowo binarne… Co brzmi zdecydowanie mądrze i miałoby może sens, gdyby nie fakt, że logos pochodzi z języka greckiego, a binarius z łaciny. I całą mądrość szlag trafia ;) (słowo po łacinie to verbum, a binarny po grecku – didymos). W każdym razie tym właśnie jest ta strona – zbiorem cyfrowych słów. Blog tworzą te słowa, przemyślenia i poglądy, to, co chciałbym Wam pokazać oraz Wasze komentarze. Zauważmy, że możliwość komentowania od zawsze blogom towarzyszy, według niektórych nawet właśnie ona odróżnia je od zwykłych [osobistych] stron internetowych. Bo oto statyczna treść publikowana przeze mnie spotyka się z Waszymi własnymi przemyśleniami, uwagami, rodzi się dyskusja, a komentarze stanowią [w teorii] doskonałe uzupełnienie tekstu, do którego są przypisane. Prawdę mówiąc dlatego czasem brakowało mi komentarzy, kiedy liczyłem na jakieś reakcje i własne przemyślenia, a nikt się z nimi nie dzielił, albo robił to na gg, mając niekiedy trafne uwagi. Wychodzę bowiem z założenia, że wszelkie przemyślenia związane z notkami, które nie dotyczą tylko autora i odbiorcy, lecz mają ogólniejszy charakter – powinny znaleźć się w komentarzach. Te drugie zaś – wręcz przeciwnie. Bo przecież dobrego bloga tworzą nie tylko notki, ale i ludzie - i w tych „ludziach” widzę całą społeczność jego czytelników. Mniej lub bardziej liczną, byle istniejącą.

Dlatego właśnie podobają mi się rzeczy takie jak MyBlogLog. Nawet mimo tego, że nigdy nie byłem zagorzałym fanem „społecznościowych” serwisów (nie utożsamiać bycia zwolennikiem z posiadaniem kont :)), jak Grono, Orkut, MySpace, MsnSpaces czy Friendster (można wymieniać w nieskonczoność). Na MyBlogLog trafiłem zupełnym przypadkiem, w jakimś stanie półświadomość rejestrując się i wypełniając profil, żeby „później zajrzeć i lepiej się zorientować”. Kilka otwartych podstron wisiało moim zwyczajem w przeglądarce i „nabierało mocy urzędowej” (;)), aż z kolejnymi oglądnięciami, czy raczej – skupieniem wreszcie na kilka chwil mojej uwagi i kolejnymi kliknięciami w konkretniejsze linki – strona powoli przestawała wydawać mi się kolejnym kiczem zarejestruj_się_bóg_wie_po_co (mam brzydką tendencję do rejestrowania się żeby… mieć_konto_i_zobaczymy_co_dalej – najlepszym przykładem niech będzie moje konto na UselessAccount ;)) i zacząłem odkrywać jej zalety.
Kulminacyjnym momentem było dodanie widgetu, który pokazuje ostatnio odwiedzających bloga gości (wyłącznie spośród użytkowników MyBlogLoga oczywiście). Niesamowitym było dla mnie to, ile ludzi mi zupełnie obcych, albo ledwie „migniętych” przewija się przez moją stronę. Niby wiedziałem ze statystyk, że mam tyle a tyle odsłon dziennie, ale jednak to nie to samo. Teraz puste cyferki stają się żywymi ludźmi. Ludźmi z pseudonimem, twarzą i własnymi miejscami w Sieci. Element statystyczny zamienia się w osobowość, która czasem magnetycznie przyciąga wołając „możesz wiedzieć o mnie, co chcesz! poznaj mnie, odwiedź mnie!”. Mogę poznać moich gości, zobaczyć, o czym sami piszą lub chociaż zobaczyć ich twarze i wiedzieć, kto i kiedy mnie odwiedził, a nie patrzeć w bezduszny licznik mówiąc tylko „5 osób” i kropka. I poznaję, odkrywam, dostrzegam tę pajęczynę powiązań między stronami, stronami, społeczność, która je tworzy… i samo znaczenie słowa społeczność.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić Lanooz, Cihego, Anowi4, Cimlika, p.Urbanowicza, DOIY… i innych :)
No i co do jednej z najnowszych modyfikacji: avatary (uwaga: jeśli podajemy adres www, zostanie użyty avatar z MyBlogLog. Jeśli zaś tylko e-mail – powinien wyświetlić się gravatar. Tak przynajmniej było w opisie skryptu z MyBlogLoga, który przerabiałem ;)) Jak miło jest widzieć twarz komentującego, naprawdę daje to poczucie obcowania z prawdziwymi ludźmi, a nie danymi statystycznymi, zbliża i zacieśnia więzy i Sieć ;).
I ciekawie zmontowany filmik:


O… znalezione na koniec :)

Terminu „blogosfera” po raz pierwszy użył (w formie żartu) Brad L. Graham, 10 września 1999 [1]. Określenie to jest wiązane ze słowem „logosphere„, który od gr. „logos” (słowo) oznacza „świat słów„, „świat dyskusji„. Jego powszechne użycie datuje się od 2002.

Dobrze oddaje to, o co mi chodzi :)
Zapraszam do dyskusji i kolejnych odwiedzin mojej cyfrowej przestrzeni.

UPDATE: Blogosfera

Parafrazując powiedzenie – „jedno video jest warte więcej niż milion słów” – oto właśnie blogosfera:



Jest to dostępny publicznie wygaszacz ekranu „Twingly”.

coffing-coffyang

Pamiętacie nieśmiertelny test osobowości wg Hipokratesa? Elwathi znalazła [jedną z iluś] wersję online :)
Gdyby ktoś chciał sprawdzić swoje wyniki: tutaj jest test
A mój wynik tym razem to:

Towarzyski sangwinik – 4
Energiczny choleryk – 9
Perfekcyjny melancholik – 8
Spokojny flegmatyk –
19

Spokojny flegmatyk – Spokojny flegmatyk to pesymista i obserwator. Nastawiony na relacje z ludźmi. Jest spokojny, chłodny, opanowany, zrównoważony i cierpliwy, cichy a przy tym dowcipny. Powściągliwy w wyrażaniu emocji, które skrywa głęboko. Życzliwy, uprzejmy, potrafi poświęcić dużo czasu sprawie czy człowiekowi. W kontaktach z ludźmi uprzejmy, pogodny, lubi obserwować ludzi. Potrafi współczuć i otaczać troską. Potrafi pośredniczyć w rozwiązywaniu problemów, potrafi znajdować proste wyjścia. Preferuje pracę nie wymagającą pośpiechu i tempa, nastawioną na kontakty z ludźmi, pomaganie i rozwiązywanie problemów, nie wymagającą podejmowania szybkich decyzji, przemieszczania się. Jest solidny uprzejmy i pogodny, potrafi słuchać. Powinien podejmować zadania wymagające dokładności, skrupulatności i drobiazgowych analiz, rozwiązywania psychologicznych i naukowych problemów. Dobrze, gdy oczekuje się od niego pracy nastawionej na kontakt z drugim człowiekiem. Przykładowe zawody: socjolog, psycholog kliniczny, pracownik naukowy, pisarz, kustosz w muzeum, bibliotekarz, krytyk literacki
Zawody niewskazane: akwizytor, manager, pilot wycieczek turystycznych, sprzedawca, handlowiec, policjant, dyrektor przedsiębiorstwa, kurator sądowy, wychowawca w zakładzie karnym, itp.

Odkrycie dnia wczorajszego z pewnością trwale zmieniło mój światopogląd. Otóż istnieje równanie, którego Derive nie potrafi rozwiązać O_O.

Oto ono:
255 * sin(x)8 * cos(x)8 = 1

Druga ciekawostka matematyczna:
π = 3.1415926536 … => 3x(14+15+92+65+36) = 3 x 222 = 666

Studniówka. Owszem, odbyła się. Cóż więcej mogę pisać – nigdy nie byłem szczególnym miłośnikiem imprez, więc ten fakt nie robił na mnie żadnego wrażenia :P. Była kawa i mnóstwo żarcia (którego większość została…). Była także okropnie nieznośnie przegięta w swoim brzmieniu muzyka (geez… ==”) oraz główny minus imprezy – debilny dres o inteligencji mojej skarpety, którego nienawidzę, jak na niego patrzę jestem za aborcją, eutanazją i nagrodami Darwina. Gdyby nie jego obecność i fakt, że kretyn się wp*lał na miejsca przy naszym stoliku, mimo iż nie jest z naszej klasy (sraj Panie na jego grób i spełnij jego słowa „w dupie mam nogę od stołu„!) to może impreza byłaby ogólnie udana i może nie miałbym zj*nego humoru od samego jej początku. Chcecie kilka zdjęć?

monostwo z kawą <zeby>
Monostwo i kawusia.
Oczywiście po lewej ikari,
po prawej MKL
Marian i Przem - mówi za siebie
Nie płacz, kiedy odjadę
Nie mogłem się powstrzymać
od publikacji tego zdjęcia XD
XD
>XD
Fear the murionek‚s evil powah!
Omen
Czy jest na sali egzorcysta?!
(w razie czego był ksiądz…)
*_*
Last but not least – the α and the Ω. Początek i koniec. Światło i mrok. ikari i Jezus.
Yin i yang. Ład, harmonia i  porzadek świata. Cukier i kawa.
PS. Na zdjęciu widać rękę Mistrza.

Hm, ile razy narzekałem już, że wariuje mi myszka? Że większość do każdej ilości kliknięć, którą faktycznie wykonam dodaje sobie 1-2 kolejne? ;P Wiecie, jak to wkurza? ^^ Jak często prowadzi do poważnych nieporozumień w trójkącie użytkownik-komputer-drugi użytkownik?

Ludzi zamykają za teksty niepoprawne politycznie. Usuwają ludzi „szkodzących władzy”. Ludzie, kur*a, co się dzieje?! Kaczyzm chyba nie bez powodu brzmi jak faszyzm. Wygląda na to, że kończą się dni wolności słowa, jak się gwałtownie sytuacja nie zmieni to za parę lat będziemy mieli drugie Chiny, gdzie nawet google cenzuruje internet ^^. Nie no, super, aż dotąd nie miałem szczerej ochoty opuszczać kraju (bo po co? Abstrahując od tego, że w USA za jeżdżenie na śmieciarce zarabiasz $4000 miesięcznie – nie wydawało mi się u nas tak źle, by trzeba było uciekać) – teraz już mam. Nie chcę żyć w takim państwie.
Wizję apokalipsy pogłębiają prawdopodobne włamy na PolChat i PolFan. Bossko.

Dobranoc.

Still there? ;)

Notka w systemie ratalnym, part 2

Zgaga, ludzie, siostra, pogoda i własny umysł przeszkadzają mi się skupić :P

Pisałem ostatnio, że – mniej więcej – każdemu mówi się to, co on właśnie powinien widzieć, co „jest mu przeznaczone wiedzieć” ;P Każdy usłyszy co innego, a te same słowa nie trafiają do każdej osoby po kolei, identyczne zaś rozmowy na gg nie są prowadzone z każdym z listy ani w grupowej konferencji. Co z tego wynika? Ano to, że ludzie budują w sobie obraz drugiej osoby poprzez interakcje z tą osobą, rozmowy, spędzany czas, kontakt. Nie wiemy nic o kimś, z kim się nigdy nie spotkaliśmy (tak, nie wiemy tak naprawdę nic, a zdanie innych, czy mass-media też przekażą tylko swój subiektywny i zapewne naginany do własnych potrzeb obraz). Jeśli zaś interakcja jednej osoby z pozostałymi jest w każdym przypadku inna – każdy buduje inny obraz. Jest tylu ikarich, ile ludzi go zna, lub o nim słyszało. Każdy inny, nie ma dwóch takich samych tak, jak nie ma dwóch takich samych obserwatorów z jednakowym bagażem „doświadczeń”. Wiele osób teraz zapyta „Który z nich jest prawdziwy?”. Czemu ludzie w ogóle zadają takie pytania? ;P KAŻDY lub żaden! Jestem sumą tych wszystkich obrazów, a nie poszczególnym lub odrębnym. Jestem ja w umyśle Twoim, ja w umyśle jej, jego, a także ja w swoim własnym. Jeżeli jakikolwiek obraz możemy nazwać „prawdziwym” – będzie to właśnie suma wszystkich pojedyńczych obrazów.
Jeżeli jakiś człowiek żył sobie gdziekolwiek, całe życie nie widział na oczy żadnego innego człowieka (z wzajemnością) i z nikim się nie skontaktował – to tak, jakby go nie było, prawda? Nikt go nie znał, nikt się o nim nie dowie. Nie było go. On też nic o sobie nie wiedział, nie mając z czym czegokolwiek porównać ani do czego się odnieść. A to, co wiedział – zabrał ze sobą na tamten świat.
A ja, choć swięcie przekoany, że już to na tym blogu pisałem, nie potrafię tego odnaleźć. Znalazłem za to to ;)

Co do poruszonego wątku z ciągłym powstawaniem równoległych światów z alternatywną wersją wydarzeń – wiąże się to nierozerwalnie z wielowymiarowym wszechświatem. Ale po kolei. Postaram się wyjaśnić moją teorię tak, jak kiedyś próbowałem łopatologicznie pokazać to ludziom ;) Gdybym umiał, zrobiłbym animację we flashu *mam jakieś wyobrażenie*… ale nie umiem ;P
Otóż (nie zaczyna się zdania od ‚Więc’ ;)) zacznijmy od podstaw. Wyobraźmy sobie przestrzeń jednowymiarową, czyli taką, gdzie istnieje tylko jeden wymiar – długość. Taką przestrzeń poznajemy już jako uczniowie szkoły podstawowej i jest nią… oś liczbowa. Mamy bowiem tylko jedną oś, a położenie w takiej przestrzeni określasz tylko jedną liczbą. Wszystko inne może leżeć tylko po lewej lub po prawej od danego punktu. Gdyby ludzie byli 1-wymiarowi to wyglądaliby jak paskudne długie nitki i nigdy nie mogliby się mijać ani wyprzedzać ;D To jak z samochodem mającym tylko 1 pas ruchu – żeby wyprzedzić, musiałby się znaleźć obok swojej „osi”, a to niemożliwe.
Ale wyobraźmy sobie, że mamy nie dwie takie, osie, nie trzy, czy dziesięć, ale nieskończenie wiele – ułożonych idealnie obok siebie, bez przerw i ściśle przylegających. Taką sytuację… też znamy. Jest to płaski układ współrzędnych. Aby w nim opisać położenie punktu, potrzebujemy już dwóch liczb – pierwsza to położenie na naszej pierwszej osi, a druga to jakby „numer” tej osi, czyli położenie na osi pionowej. Wszystko jest płaskie niczym bakterie oglądane przez mikroskop (to mnie zawsze intrygowało! Czemu one do cholery są PŁASKIE? Czemu pod mikroskopem wszystko widzimy w przekroju, możemy im zajrzeć do środka, a one mogą się okrążyć, a nie mogą przepłynąć nad sobą? To nierealne, nasz świat jest trójwymiarowy, czemu więc bakterie pod mikroskopem są trzymane na dwuwymiarowej uprzęży płaskiego świata?). Może to być także sytuacja, gdzie jedna oś (zazwyczaj pionowa) przedstawia jakąś wartość, a druga… kolejne chwile czasu. Czyli wykres.
Jeśli mamy takie płaskie przestrzenie… to weźmy ich troszkę więcej. Nieskończenie wiele. Ustawmy tuż obok siebie, tak jak robiliśmy poprzednio. To tak, jakbyśmy płaskie kartki papieru zebrali w ilości kilku tysięcy i uzyskujemy bryłę. Czyli przestrzeń. Dwa wymiary określają – tak jak dotąd – położenie na płaszczyźnie, a trzeci, „której” płaszczyźnie, czyli głębokość. Ale można też inaczej! Jeśli mamy kilka tysięcy kartek, a na każdej co innego… to można by zamiast robić z tego przestrzeń, ułożyć je kolejno, dodając do płaskiej przestrzeni oś czasu. Uzyskujemy… animację! :) Taką klasyczną animację, jak w anime i kreskówkach :)
My zaś, jak wiadomo, żyjemy w takiej przestrzeni trójwymiarowej, gdzie 3 wymiary określają położenie w przestrzeni. Ale nie poprzestańmy na tym! Weźmy po raz kolejny nieskończenie wiele trójwymiarowych przestrzeni. Trochę trudniej sobie wyobrazić, prawda? Klasyczny problem w informatyce ;P 4-wymiarowa tablice – można sobie je wyobrazić jako kilka sześcianów stojących obok siebie… No ale niech te 3-wymiarowe przestrzenie ściśle do siebie przylegają i tworzą coś więcej… Mamy więc 4-wymiarowy świat. I teraz chyba jasnym staje się, że tak naprawdę tym czwartym wymiarem jest czas. W trójwymiarowej przestrzeni wszystkie punkty są przecież nieruchome, czas zawsze trzeba było (choćby dla zachowania informacji o zmianach) dołożyć jako wymiar dodatkowy. Więc nasz świat jest 4-wymiarowy, tak? Mamy przestrzeń, mamy czas (co z tego wynika, powiem później ;P). Ale po raz kolejny – nie dajmy się ograniczać. Dołóżmy jeszcze jeden (pocieszę, że już ostatni) wymiar. Zyskujemy wobec tego nieskończenie wiele… czasoprzestrzeni? Wobec tego mamy nieskończenie wiele możliwości przebiegu czasu, CAŁEGO czasu, wersji historii. Są to właśnie te równoległe wszechświaty, które różnią się od detali po kluczowe momenty historii i ich konsekwencje. Światy, do których być może odnosimy się, zastanawiając, „co by było gdyby”. Światy, które być może są w zasięgu percepcji istoty zwanej bogiem lub „duchów zmarłych”, ostrzegających nas przed tym, co nadchodzi, ZNAJĄCYCH konsekwencje różnych możliwych naszych decyzji.

(Siostra mi strasznie przeszkadzała, więc mam wrażenie że wyszedł bełkot i zbyt łopatologicznie do tego podchodzę, choć mogę też napisać skróconą wersję :P Zobaczę, jak długo się to czyta ;P)

Dlaczego z faktu, że mamy cztery wymiary (szerokość, długość, wysokość, czas) miałoby cokolwiek wynikać? Otóż… [nie no, siostra nie daje mi na chwile spokojnie usiąść, chyba sobie odpuszczę ==”]

To może tak dla chwili oderwania ;P

jw_amigowiec: (13:07)
Idzie Jezus, patrzy, a tu mr_jedi robi z amigowcem i ikarim sobie zdjecie XDD

Oryginalne, prawda? ;P

Ciekawe, że w poprzedniej notce spośród wszystkich poruszonych tematów w zasadzie tylko jeden wywołał burzę i wzorową długokomentową dyskusję, jakich mało. Właśnie ten o relacjach międzyludzkich, miłości i przyjaźni. Nasuwa się stwierdzenie, że „wszystkie piosenki są o miłości” (wspaniały przykład generalizacji, której nienawidzę ;P) – niby tak cholernie nieprawdziwe, ale jakoś nie da się zaprzeczyć, że odkąd świat pamięta to jest to temat-rzeka, pojawiający się wszędzie, gdzie tylko uda mu się wcisnąć. Fajnie by było, jakby zastąpiły go np. wizje apokaliptyczne, zagłady i końca świata ;P (Połowa książek opisywałaby koniec świata, mrrr, miodzio ;P).
Dziękuję, Meg, że zauważyłaś, że pisałem także na co najmniej 3 inne tematy :* :)

Mój opis, od 11 listopada do dziś brzmi „Święto Niepodległej Myśli”. Śliczne, wzniosłe hasło, prawda? Po części wynikł ze Święta Niepodległości, po części z ‚wolnych’ poglądów w blogowej notce i komentarzach. Bo myśl powinna być wolna, nieskrępowana, niezależna i niepodległa. Polak ma konstytucyjne prawo do wolności poglądów (co niedługo może się zmienić, prawda, panie Kaczyński?). Nikt nie może Ci zabronić mieć własnego zdania, zgodnego z Twoimi poglądami, uczuciami, systemem wartości i doświadczeniem tego, co masz za sobą. Nikt nie ma prawa narzucić Ci myśli, opinii czy punktu widzenia. Tym opisem chcę zamanifestować to pragnienie wolności, którą – wbrew pozorom – często ktoś próbuje nam ograniczać. A także dam do zrozumienia, że sobą jestem i pozostanę, nikt nie będzie mówić mi co mam robić, jak mówić, czego słuchać i co czytać. To, jak się zmieniam ja i moje poglądy to moja decyzja, [dobro]wolna i niezależna ;).
Przypomina mi się kolejna niezłomna prawda życiowa – ludzie zawsze próbują się wzajemnie zmieniać (najlepiej upodobnić do siebie i narzucić swój światopogląd, bo przecież „ja zawsze mam rację”, nie? :P), lecz ludzi nie da się tak po prostu zmienić. People don’t change.
The most basic fact of all Human conditions is that PEOPLE DON’T CHANGE (1)
People dont change. I tried to change for him and where did it get me? Nowhere. We are who we are… (2)
(więcej poza cytatami nie czytałem, linki są tylko jako podanie źródła :P)

Btw. W dniu wczorajszym osiągnąłem apogeum ludzkiego zmęczenia ;P i nie mam pojęcia czemu. Budząc się o jakiejś ósmej, o 12 byłem już półprzytomny, potem padnięty i czujący zmęczenie całym ciałem, położyłem się spać o 22, wymiękając i nie pisząc TEJ notki, aby wstać dziś po godzinie… 10. ;P To chyba mój rekord.

Do zobaczenia w następnym odcinku. ;)