Garść newsów z mojego światka

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ostatnimi czasy piszę tu niewiele, a wena towarzysząca temu pisaniu niekoniecznie bywa najwyższego poziomu. Równie dobrze zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nikt tego nie zauważa ;-) Dość wygodna zresztą jest myśl, że gdy napiszę, to Wasze czytniki RSS po prostu tickną jeden raz więcej, bez natarczywości.

Chciałem zapewnić, iż wciąż gdzieś tam jestem i mam się dobrze. Na uczelni poznaję tajniki OpenGLa (i JOGLa), w Sieci uzależniam się od Blipa, a poza nią — od roweru.
Mimo iż ICeQ – o którym zresztą od zawsze starałem się tutaj akurat specjalnie nie wspominać, rozdzielając wtedy te sfery życia -nie jest obecnie nigdzie w okolicy szczytu moich priorytetów, ukazały się ostatnio nowe wersje, gdyby był ktoś zainteresowany. Przede wszystkim wprowadzające poprawki (i nieznacznie rozszerzające funkcjonalność), gdyż doczekaliśmy się w końcu obiecywanego od kilku lat „nowego PolChatu”, obsługującego obecność we wielu pokojach na raz. Przy okazji pragnę przypomnieć, iż ja już się na PolChacie nie udzielam, a i administratorem od dawna nie jestem (było to mało przyjemne połączenie presji „od dołu” i bezsilności wobec serwisu (w tym głównie serwera) i „góry”). ICeQ wprawdzie także pochłonął trochę czasu i pieniędzy zostawiając mocno ujemny bilans, ale przynajmniej pozostawił poczucie zrobienia (osiągnięcia?) czegoś. To nie jest dobrze napisany program, dziś napisałbym go zupełnie inaczej, a w kodzie do którego ciągle coś na bieżąco „przyrastało” coraz ciężej się orientować — ale jest i z punktu widzenia użytkownika nie jest chyba najgorszy.
Tak przy okazji – PolChat chciałby, by ICeQ wyświetlał ich reklamy. W zamian oczywiście satysfakcja. Nie należy wykluczać możliwości, że PolChat „odetnie” dostęp do czatów z programu, który dla nich reklam nie wyświetla.
Mam koncepcję na jego następcę, ale koncepcja jest duża i Javowa ;)

Zainstalowałem także Windows 7 (jest powszechnie dostępny, w tym na MSDN AA). System w pierwszym odczuciu wydaje się „Vistą z nowym paskiem zadań”. Sam pasek jest fajny, muszę przyznać. Słysząc o nim, a nawet oglądając pierwsze wideo demonstrujące jego planowane działanie, myślałem 1. „o fuj, macowe”, 2. „o fuj, brzydkie i niewygodne”. Właściwie myliłem się. Działa naprawdę fajnie, korzysta się z niego bardzo wygodnie (chociaż korzystałoby się wygodniej, gdyby był wyśrodkowany…), podglądy okien i podświetlenia ikon to po prostu poezja :). Zżera tylko czasem nieco więcej zasobów niż w wymarzonej sytuacji (tajemnicze systemowe procesy czasem zjadają zbyt dużo CPU), ale ogólnie pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Nie męczy użytkownika AŻ TYLOMA pytaniami o zgodę, co Vista, może nawet zacznę lubić ich (Visty i 7) interfejs (Aero). Nie, nigdy nie byłem przeciwnikiem używania do tego 3D i animacji. Po prostu jego szarość i nijakość nigdy mi się nie podobały. I wciąż brakuje mi „expose” (jadę myszką w róg ekranu, a okna rozsuwają się i skalują, by było widać je wszystkie).
Na drugim dysku oczywiście wciąż siedzi Linux. Szczreze mówiąc, chciałbym go przeinstalować na edycję x64, ale nie mam odwagi. Dla przypomnienia: OpenSUSE 11.1. „Bawił się” ktoś w taką migrację może?

Piję za dużo kawy.
Subskrybuję last.fm za 7 złotych, by słuchać za dużo muzyki.
Rozwaliłem dętkę roweru na potłuczonej butelce, którą jakiś kretyn rzucił w trawę.
Oraz zauważam, że Firefox na 64-bitowych Windowsach pada niemal za każdym razem, gdy zamknę GMaila. Ciekawe…

I oglądam na żywo kociaki :-)

„Naczelny programista PolChatu” rzecze…

Programowanie.

Miałem tu coś napisać, nawet kilka razy sobie przypominałem, co. Ale tradycji staje się za dość i w chwili siadania do notki jakoś mi to umyka. Zresztą co ja mogę pisać o programowaniu? W ostatnim roku może nawet większość skończonego i działającego kodu jaki napisałem to programy na zaliczenie -_-. Poznałem trochę język ADA, na pewno mi się to przyda, prawda?…
Trochę szkoda, że opuściłem zajęcia Grupy.NET… A teraz nie wrócę, „bo za dużo w plecy” :P To u mnie typowe ;)

Implementacja .NETa w Mono wciąż jest… niesatysfakcjonująca. Nawet konsola nie do końca działa ;P To takie małe przemyślenie po uruchomieniu kawałka kodu z nadzieją, że Mono otworzy mu drzwi na świat Linuksa. Nie dziś, nie jutro.

Zresztą wszelkie kodowanie ostatnio odbywa się głównie… w mojej głowie ;) Cały czas myślę, jak osiągnąć ten jeden, złoty kod, który stanie się podstawą do napisania czegokolwiek na wszystko ;) Od początku przemyślany (z tym właśnie mam problemy), czyli architektura top-bottom (na nic mi się ta wiedza na egzaminie z algorytmów nie zdała).
Jeszcze nie czytałem, ale odłożyłem na stosik „do przeczytania” ten genialny artykuł o projektowaniu oprogramowania.

Czasem problemem jest motywacja. „A po co mi to?”, „A co będę z tego miał”, „A czy to warte mojego czasu” (tak, główna różnica to ta, że 5 lat temu tak na to nie patrzyłem, po prostu mi się chciało, choćbym nie wiem, jak głupie i mozolne cele sobie stawiał).
Kiedy czytam artykuły takie jak ten ten to pytanie zaczyna brzmieć „co ja tu w ogóle robię?!”… Bo matka kazała? Póki co nie jestem zadowolony ze swojego życia…

Btw. (Taka luźna myśl się przypałętała) Być może ktoś z Was zadawał sobie pytanie „czemu linki na blogu ikariego otwierają się w tej samej karcie” – warto nadmienić, że atrybut target (określający ramkę docelową) tagu <a> w nowszych specyfikacjach już… nie istnieje. Po prostu to użytkownik ma decydować, gdzie otworzy sobie stronę (klikając np. środkowym przyciskiem lub z shiftem). Fakt faktem, może po kliknięciu już do mnie nie wracasz? ;)

PolChat

Temat, kurde, rzeka. Ilekroć zbierałem się, żeby tę część notki machnąć, to w kontakcie z jej przedmiotem po prostu ręce mi opadały. A wiszącymi tak bez sensu trudno się pisze (tekst w kursywie dedykuję mojemu wykładowcy Matematyki Dyskretnej ;)).

[wersja „uważam_na_słowa”] PolChat umiera zabijany nietrafnymi pomysłami swoich właścicieli. Niby sam utrzymuje się wyłącznie z reklam (a konkretnie stanowi finansowy balast), bo licencje na czat komercyjny sprzedaje zupełnie inna firma, która nie ma prawa ingerować w PolChat (portal?) jako taki, czyli, do cholery, to, od czego wszystko się zaczęło (dziś wprawdzie nawet autor podobno nie chce o tym słyszeć). A jednak! Celem wciśnięcia głupich komercyjnych licencji jak największej liczbie klientów, firma LiveChat celowo uszczupliła funkcjonalność serwera PolChatu. To potwierdzona informacja – to oni zabrali nam rozmowy moderowane.
Zastanówmy się nad konsekwencjami. Na Polczacie jednocześnie można znaleźć zazwyczaj około 2 500 ~ 3 000 czatujących w „godzinach szczytu”. W tej samej chwili na czaterii jest 22 700 osób. Tak, niemal dziesięciokrotnie więcej! Onet wprawdzie nie podaje jawnie sumy liczby osób, jednak liczby podane przy pokojach na stronie głównej same w sobie sumują się do 9 700 osób i to bez pokoi erotycznych! Co też robi PolChat by zachęcić wobec tego ludzi do siebie? USUWA FUNKCJE, z których wielu użytkowników chciało korzystać, a niejeden pokój opierał na nich swoje podstawowe „atrakcje”. Obiecuje gruszki na wierzbie (nowy serwer, czyli rozmowy na kilku pokojach na raz) przez 2 lata, nie wprowadzając ich, mimo, że wszystkie inne serwisy tego typu oferują je od kilku lat. Posiada ekipę programistów i webmasterów (oficjalnie), którzy jednak niejednokrotnie palcem nie kiwną na poważne błędy w działaniu serwisu i czekają, aż zrobi to za nich ktoś inny (np. admin-serveroperator). Nie będziemy mogli zachęcić użytkowników przez spotkania ze znanymi ludźmi (na polchacie bywali: Mariusz Pudzianowski (i to regularnie), zespół Ich Troje (wielokrotnie), Alicja Janosz (co najmniej 2 razy), Iza Bełcik, Glaca ze Sweet Noise i bracia Mroczkowie – oraz wielu innych, ale tych widziałem na własne oczy), bo po prostu wypieprzyli nam opcję rozmowy moderowanej. Zabili najlepszą możliwość promocji serwisu.
Właściciel miał wizję PolChatu jako serwisu społecznościowego. Przykro mi, ale społeczność od PolChatu do tego czasu odejdzie. Cofamy się w rozwoju.
Chyba pora zacząć wreszcie pisać programy zupełnie z tym czatem nie powiązane, albo przynajmniej niezależne. Nie będę wsiadać na pokład Titanica widząc, że płynie wprost na góry lodowe.

No, a tak poza tym, to działa tam już opcja aktywacji nicka – po prostu wkleiłem kod z serwisu wklejki (jak sama nazwa wskazuje ;P), bo po raz kolejny nie byłem wstanie znaleźć błędu w tamtym kodzie. Ale nowy działa. Tysiące nicków nieaktywnych z takiego czy innego powodu też zostały odgórnie aktywowane.
PS. Joomla to za duży system na tak proste strony (główna funkcjonalność to przecież sam czat, chociaż ktoś chyba o tym zapomina)

Czas zabija.

Przemyślenia, czy coś

Dobra… Mówienie wcale nie jest takie dobre. Mnie od tego lepiej nie będzie, a innym jak najbardziej może być trudniej. Prawdę chyba jednak trzeba podawać tylko malutkimi dawkami, jeżeli to w ogóle jest konieczne. Wytwórnia płytowa ma przepełnioną skrzynkę e-mail – chyba do realizacji moich pop*dolonych pomysłów musiałbym napisać pocztą listowną do USA. Nie wykluczam takiej możliwości. Ale nie poddam się, póki nie otrzymam odpowiedzi „tak” lub „nie” od samego zainteresowanego ;) Wtedy może dopiero zdradzę tajemnicę, o co tak naprawdę chodzi.

Narzekania

Nadchodzą kolokwia… Kurde no, irytuje mnie to, że tak naprawdę bardzo ciężko mi się skupić na nauce. Nawet chwilę przed kartkówką (której cudem nie było) myślałem wcale nie o matmie… Grrr, nie wiem, czy doładowywać puste konto na tym telefonie, bo nie dostałem jeszcze odpowiedzi z Heyah, co z moim numerem.. Hyh, odkładałem sobie kasę na PowiedzTylkoKiedy, przyszła matka, przeszukała pokój i „pożyczyła na chwilę”. Tu wpadła siora, straciłem wątek i padł mi Notepad.

***

Spie***j, jeśli Ci życie miłe!

Kuźwa. Ilekroć masz podły humor przez dostatecznie długo, do tego wszystko Cię rozprasza i drażni, nadchodzi taki moment, kiedy naprawdę denerwuje Cię nawet cudzy dobry humor. Właśnie przechodzę przez ten moment. Więc z góry wybaczcie. Ale daaaam se raaadę, bo przecież…

When the horizon darkens most
We all need to believe there is hope
Przynajmniej zdecydowanie mogę już odrzucić niegdysiejsze wątpliwości, czy w ogóle mam ludzkie uczucia. Och mam, te mocno egoistyczne też. Nasilają się.

PS. PolChat

Dzisiaj padł serwer, nie wiem, czemu, ale wiem, że potem dla odmiany nie chciał się uruchomić ani RoomServer, ani NickServer. Po ich rekompilacji okazało się, że baza nicków została zmasakrowana. Przywrócono backup z godziny 4:30 nad ranem.

Kolejna jesień.

Ludziom, którzy cierpią niesprawiedliwie, nie wystarczy sama sprawiedliwość. Chcą, żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. To odczują jako sprawiedliwość.
– z bota, ale jakze prawdziwe. Bez związku z notką.

PolChat

Na PolChacie zawsze jest dużo pracy. Ostatnio z okazji uzyskania statusu „pełnoprawnego” administratora naprawdę dużo. Jest wiele do zrobienia i na niektóre rzeczy nie można już dłużej przymykać oka.
Tyle, ile można zrobić by było lepiej, należy zrobić. Niech idioci nie myślą, że są bezkarni, niech ludzie nie myślą, że czat umiera, niech się coś dzieje i idzie do przodu.
Szkoda tylko, że sprawa nowych obrazków z mojej ulubionej serii prawdopodobnie rozbije się o prawa autorskie do nich – a były naprawdę miłe, niewielkie (nie lubię jak rozwalają układ tekstu), bardzo bardzo przyjemne dla oka, dobrze wykonane i nierzadko w pięknym stylu (treść, mimika emotek, zabawne detale). Oczywiście nie wszystkie, bo cała kolekcja jest ogromna, ale wybrane – te, które mogłyby troszkę wzbogacić wypowiedzi, nadać im koloru, humoru, ekspresji, czegokolwiek. Wiele osób znalazłoby wśród nich coś dla siebie (najbardziej ‚dedykowane’ były tam kapitan i piraci, dla naszych żeglarzy i maniaków szantowych)… Szkoda, kurde. Może jak się uprę to je sam przerysuję _-_…

Vexxarr! :D

Wiecznie zapominałem Was powiadomić o tym cudownym komiksie internetowym (przebrnijcie przez pierwsze kilkanaście odcinków, w końcu tak wciągnie, że nie opuścicie już żadnego) – Vexxarr.
Wspaniałe postacie, wspaniały humor, wspaniały komiks.

Studia

Jakoś to leci, przynajmniej póki nie ma zaliczeń. Czasem tylko ciężko się skupić, albo żal d* ściska, bo wykładowca nie rozumie tego, co ma nam przekazać i nie potrafi odpowiedzieć na pytania studentów.

I zawsze, kiedy jest, co robić, nie pozostaje zbyt wiele czasu, by o wszystkim myśleć. I jest lepiej… bezmyślnie=beztrosko…

Osobiste, nie czytać

(notka służy wyłącznie wylaniu z siebie takich tam pierdół, żeby nie dusić wiecznie w sobie)

Proszę Państwa, oto nielubiany przeze mnie (w sensie stosowania) ekshibicjonizm blogowy (ogg audio).

Od wielu dni zastanawiam się, jak tu poowijać w bawełnę, żeby jednak coś osobistego napisać, ale z drugiej strony zrobić to w taki sposób, by nikt się niczego broń Boże nie domyślił. Fajnie, nie? Bo przecież tu ktoś czyta, a nie chcę, żeby za dużo o mnie wiedział, tu ktoś zajrzy przypadkiem i nie daj Boże sie czegoś domyślił, tu kogoś będzie dotyczyć bezpośrednio (a to bardzo złe zło), tu sprawi komuś przykrość, a tu… a tu komuś ufam, a i tak nie umiem nic powiedzieć. Bo ja tak mam. I chyba mam ochotę zamknąć się do reszty, chociaż i tak przestaje być przed kim (o ironio!) [edit późniejszy: zresztą czasem stwierdzałem, że jeśli komuś mógłbym powiedzieć, to ten ktoś nie chce już tego słyszeć, ew. właśnie tego kogoś by to dotyczyło, więc lepiej nie.]
Więc (heh) oto wielka chwila. Teraz to ikari na chwilę zdejmie maskę.
Kiedy zadajesz sobie pytanie… tak, sobie samemu/samej… nie, nie ważne, czy na głos… Kiedy je zadajesz, po jakim czasie sobie odpowiadasz? Nie, nie liczą się pytania retoryczne. Ach… ach tak… A ja… Ja żeby znać odpowiedź potrzebuję roku. Albo ponad roku. Tyle czasu wystarczy, by doskonale poznać odpowiedzi na wszystko to, co męczyło i wydawało się takie trudne i niejasne. Mija rok i już doskonale wiesz, jak było i co należało zrobić. Rok. O wiele, k*a, za późno.
Nie daje mi to spokoju. Nie chce wyjść z głowy. Nie daje spać (dosłownie, od dwóch godzin nie mogę zasnąć). Przede wszystkim nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Nie mogę się pogodzić z tym, że miałem wątpliwości, z tym, że nie wiedziałem co mówić, z tym, że nie wiedziałem, co robić, z tym, czego nie powiedziałem, z tym, co powiedziałem nieszczerze, bo czułem się w tym wszystkim zagubiony i pod presją (…z tym, czego nie umiałem poprawnie zinterpretować…) odruchowo chciałem uciekać, z tym, co zrobiłem, z tym, co było dalej, z tym, co było jeszcze dalej, z tym, co jest teraz i cholernie mocno z tym, czego teraz nie ma.
Closer. Dużo dużo małych rzeczy.

Can’t take my mind of you…
I can’t take my mind of you… ♪ (x3.5)
(a tych wersów nigdy nie usłyszałem:)
Did I say that I loved you?
Did I say that I want to
Leave it all behind?

Scena po ‚próbnej separacji’ (!). Tak, ta, przy której standardowy widz się uśmiecha, wręcz śmieje. Scena przecież radosna i promienna i w ogóle. I, k*a, zajebiście bolesna.
Scena pierwsza. Potrącenie przez samochód, poznanie się.
Scena któraśtam. Bardzo dużo bardzo – khem – śmiałych pytań (i odpowiedzi). Nigdy nie odważę się ich zadać. Co nie znaczy, że mnie nie torturują… Ale to bez znaczenia… Jeśli.
Dziś już wiem, czego chcę.
What I want is what I can’t have
(Tatu – Craving)

Kiedy konfontuję tę myśl z tym, co jest… hm.. źle mi (tak, te słowa w tym miejscu to dla mnie szczyt „wywnętrzniania się” -_-).

(Niedziela 01.10.2006 23:01)
czy „:(” to nadmiar opisowego ekshibicjonizmu?
Ola: (Niedziela 01.10.2006 23:02)
nie

Miałem tu kiedyś napisać, że „Bliżej” i „Efekt Motyla [może być 2]” podawane razem to zestaw początkującego samobójcy. Ale to zależy, ile osobistych powiązań widz znajdzie w tych filmach. Nigdy nie odpowiedziałem na to pytanie (ad.”Bliżej”), prawda…?

Może to depresja jesienna (wywołana znacznie zmniejszoną ilością energii słonecznej, jaka do mnie dociera (pora roku i naprawienie rolety)), może efekt po tych filmach, a może po prostu po tym dostaniu po ryju i kradzieży telefonu tymczasowo straciłem zdolność do „zbierania się”.
Bo tak bajdełejując, to – jak Mon zauważył – bez telefonu, jak bez ręki. Bez ręki, budzika, latarki, notesu, kontaktu ze znajomymi, chociażby możliwością odbioru wiadomości, czy przypomnienia o swoim istnieniu…
Bez zdjęcia „jak wyglądam po innej fryzjerce”, bez sygnału, który wyrazi więcej, niż 1000 słów, bez wysłania tapetki z witchem, bez tematu pracy magisterskiej byłej nauczycielki chemii, bez EMSowego zęby.wbmp, bez trasy „Ironic” (!) w Nate Adams FMX, bez PINu, który był Twoją datą urodzin, bez sygnału o treści „pamiętam o Tobie” ani „widziałem Cię dziś w autobusie”, bez wykupowania kawy za SMS, bez SMSowania na wykładach Kurpa, bez seriala do XP, bez części siebie. A kiedy piszę, nie wiesz, kim jestem. A po chwili i tak ekran spowija mrok już na zawsze. I telefon dla niewidomych sadystycznie przypomina, że przyszedł nieczytany SMS… Czy to od Ciebie?
A może po prostu tęsknię.

Wszystko zostało już powiedziane, EOT.

♪ Time goes by… ♪

おはよう ございます!
Dzień dobry Państwu! ;)

Dawno już nie musieli mnie państwo czytać, pomyślałem więc, że się odezwę.Tym razem już z nowej klawiatury, zakupionej oczywiście za własnoręcznie zdobyte fundusze <satysfakcja> :)

Dużo mniej czytałem ostatnio mądrych artykułów (PS. wie ktoś może, czemu naciśnięcię alt+a (ą) wiesza mi explorera i parę innych programów?), ale jeden szczególnie przypadł mi do gustu. Dotyczy on „kultury pisania e-maili„, czyli czegoś, co bezskutecznie dotąd starałem się niektórym ludziom wpoić, a co znacznie ułatwiłoby obu stronom życie.
W skrócie mówiąc: jeśli masz do mnie jakąkolwiek *sprawę*, napisz e-mail. Zajmę się tym bardziej tak, jak powinienem, a mniej na pół gwizdka, w odpowiednim czasie, bez tracenia godzin na rozmowy typu:

ktoś: jestes?
ja, parę godzin później: jestem.
ktoś, parę godzin później: teraz jestem, a Ty?

W ten sposób nigdy niczego nie osiągniemy, ale cóż. To zazwyczaj nie ja mam w tym interes, więc to nie mi powinno to przeszkadzać.

Właśnie chciałem napisać, jak strasznie wk… irytuje mnie to, że co trochę mi ktoś (najczęściej siostra) przerywa cokolwiek czym się zajmę, ale niestety nie mogłem, bo siostra mi ze 2 razy przerwała. GRRR!
W związku z tego typu incydentami oznajmiam, że jestem bardzo bardzo agresywny ostatnimi czasy.

Był jeszcze jeden artykuł, ale nie umiem go znaleźć -_-. W każdym razie jego autor twierdził, by nigdy nie siadać do pracy, kiedy nie mamy pewności, że nikt nam nie przeszkodzi – bo dużo wydajniej się pracuje w bloku 1 x 60 minut, niż 8 x 15.
W takim razie powinienem nigdy niczego nie zaczynać. No, chyba, że rodzina wyjechała z domu.

POLChat

Aby załagodzić nastroje (tamta notka była pisana jeszcze w popowrotnym szoku) powiem, że wszystko byłoby raczej na dobrej drodze, niż złej (rozwoju, a nie rewolucji), gdyby w ogóle było na jakiejś drodze. Ale jest po staremu – jeśli coś ma się wydarzyć, to wymaga mnóstwa czasu.

Są ludzie, są pomysły, więc myślę, że wszystko będzie naprawdę dobrze, jeśli będzie przeprowadzone rozsądnie i starannie. Priorytetową sprawą ma być poprawienie obecnych błędów i od około tygodnia zanosi się na to, że pojawi się ku temu sposobność.

A ICeQ się rozwija i nawiązuje przyjazne stosunki z jego onetowym odpowiednikiem – Taboretem2 ;) Więcej na ten temat na www.ikari.pl oczywiście.

A jak: Anime, Azja, Autotematyzm (tj. osobiste)

Tak, oglądam anime! Raz na kilka lat zdarzy mi się włączyć sobie coś, co wymaga więcej czasu niż film fabularny ;). Zacząłem oglądać leżące od dłuższego czasu (2 lata…?) Tsubasa Chronicle (made by CLAMP) i muszę przyznać, że chce się oglądać dalej. Ba, jako że miałem tylko odcinki 1-13 postanowiłem osobiście sciągnąć 14-26, co jak dla mnie jest sporym aktem oddania… limitu transferu :P. Podoba mi się, jak japończycy potrafią połączyć w jednym dziele coś dla dziecka (akcja bez dłuższych przestojów, elementy baśniowe i fantastyczne), dla rodziny i dla starszego odbiorcy (wszelkie podteksty, przesłania, głębsze znaczenia zawarte tak naprawdę w większości anime, jeśli się im przyjrzeć – od morałów i wniosków, które dzieci powinny wyciągnąć do takich, których nie zrozumieją.)
(przyznam w sekrecie, że opisuję wrażenia, które już nie pamiętam, czym konkretnie były wywołane xP)

Z drugiej strony absolutnie dziecinnieję i podobają mi się gry typu Kong Kong Online (a przynajmniej dopóki nie zagra w nie moja siostra) – przyciągając mnie właśnie swoją… cukierkowością.
Poza tym silnie mi o kimś przypominają…
Żeby zagrać w tę grę musiałem zainstalować koreański układ klawiatury _^_, innych nie widzi!

♪ Time goes by… ♪
Tsubasa* Chronicle (ツバサ・クロニクル). Sezon pierwszy, 26 odcinków za mną.
Genres

Fantasy, Love-Romance

Year Published 2005 (?!, dałbym głowę, że płytę nagrałem 2 lata temu!). Księżniczka Sakura, obdarzona tajemniczym darem, traci wszystkie wspomnienia, które pod postacią pełnych silnej magicznej mocy piór trafiają po jednym do równoległych światów. Jej „najlepszy przyjaciel” (co najmniej) za wszelką cenę chce wszystkie zdobyć, jednak w zamian za możliwość podróżowania przez światy oddaje to, co było dla niego najcenniejsze – więź z księżniczką (konkretnie zostaje całkowicie wymazany z jej pamięci, także z tych odzyskiwanych wspomnień).
* tsubasa (ツバサ) – jap. skrzydła

I co to ma ze mną wspólnego? Ja nie potrzebuję pojawienia się skrzydeł, by stracić piórka własnej pamięci… Z natury nic nie pamiętam… a wielu rzeczy w ogóle nie wiem… i nigdy nie dociekałem…
Ostatnio znów za dużo myślę. Czasem po nocach, a w półśnie zdarzyło mi się zapisać kilka myśli w komórce i tylko dzięki temu nie utraciłem ich na zawsze… Są jednak wręcz …niepokojące?

Skad jest tem mis, [ktory wisi na scianie przede mna? Jak moge nie pamietac? Przeciez powiesilem go jako pamiatke… i nie pamietam, o  czym/kim mial mi przypominać]…? Kogo zawsze smieszyla porcelanowa mikolajowa? [jak Sakura – widzę scenę, ale przy szafce nikt nie stoi…] Gdzie moje wspomnienia…?

Ile rodzenstwa mial ojciec? [Opowiadal przeciez niejeden raz historie z dzieciństwa, gdzie zawsze mówił, ile miał rodzeństwa…] czy wszyscy nie zyja? [Tak…] Kiedy umarli wujek i babcia…? [Kompletnie nie wiem, ile lat temu to mogło być (1999?)… Czy w tym samym roku, czy w różnych…? To było właśnie ostatnie rodzeństwo ojca (a widziałem go może raz w życiu) i ostatnia moja babcia… Też jedyna osoba z tamtego pokolenia, jaką poznałem…]

Ktoś chciał, bym wszystko o sobie opowiedział… Ale jakże mam to uczynić, skoro tak wiele sam nie wiem?…
Kolejne skrawki myśli zaklęte w nigdy niewysłane SMSy robią się coraz bardziej enigmatyczne…

Kiedy patrysz po ciemku w jeden punkt, napis i kartka znikaja… Czy tak jest ze wszystkim?

Cóż mogłem mieć na myśli…? Czy może… że patrząc… w życiu… stale w jeden i ten sam punkt… w czasie lub przestrzeni… wszystko, włącznie z nim, przestaje już istnieć…? <sam już nie potrafi siebie zrozumieć…>
Ostatni zapis wydaje się mieć konkretnego adresata.

Tak, czytałem. Ale chciałem to usłyszeć/przeczytać od Ciebie.

コングラチュレーションズ… („Engrish”)

E jak E-mail

Z korespodencji użytkowników z administracją (nie mną :P) PolChatu:

> Witam serdecznie !
>
> Jestem właścicielem domeny zd-wola.pl
> Kilka lat temu założyłem na swojej stronie chata Polchat. Niestety
> utraciłem kontrole nad chatem ponieważ zagubiłem dane rejestracyjne swój
> nick i hasło.
> Zarejestrowałem się pod nowym nickiem jako : paluch201 ale niestety nie
> mogę odzyskać kontroli nad chatem – nazwa pokoju: BPI zd-wola. Jakie mam
> możliwości?
>
> Pozdrawiam
>
> Tomasz Bąk
> BPI zd-wola.pl

Alez witam rownie serdecznie.

Z naszych informacji wynika, ze ow pokoj zostal zalozony przez czleka
poczciwego legitumujacego sie nic’kiem „mwichan”.
Tenze Obywawatel logowal sie dzis.

M.

> chcem zmienić nika i nie wiem jak
> proszę o pomoc natychmiastową
> z góry dziękuje

Zatem natychmiast odpowiadamy – istnieje taki wynalazek (mi sie podoba),
jak rejestracja nowego uzytkownika.
Ta oto dogodnosc, jest widoczna z poziomu strony glownej www.polchat.pl

M.

> bardzo byłbym wdzięczny gdybyście opracowali taką wersje polchata
> (niekomercyjnego) który posiadałby dźwięk gdy ktoś odpowie/poda kolejną
> wiadomość na chacie

Czat ma to do siebie, ze jest jak telewizor – mija sie z celem ogladanie
mistrzostw swiata w np. pilce noznej, jezeli widz chce byc powiadamiany o
nowej bramce w postaci konkretnego dzwieku.

> proszę o zablokowanie oojego Ip po wszystkie czasy, chce isę uwolniść od
> nałogu.

To jest az tak zle ? ;)
M.


Edit

PS.