Nasze życia kontroluje Jakiś Facet Na Kanapie

(post jest tłumaczeniem artykułu z New York Times… ENGLISH VERSION HERE)
Edit: Poczytaj także komentarze, tam jest drugie tyle ciekawych uwag :)
Edit 2: I napisz swój. Miała być dyskusja, nie dialog ;) Wciąż czekam! :P

Dopóki nie porozmawiałem z Nickiem Bostromem, filozofem z Uniwersytetu Oxford, nigdy nie przyszło mi do głowy, że Wszechświat mógłby być czyimś hobby. Nie wyobrażałem sobie wszechwiedzącego, wszechmogącego twórcy Nieba i Ziemi jako pewnej zaawansowanej wersji kolesia, który spędza weekendy budując nowy model kolejki albo doglądającego świata gry typu The Sims. Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

O, przecinku! Czyli polski w internecie

W każdej czcionce (poza fantazyjnymi krojami komputerowymi) znajduje się taki jeden niepozorny znaczek. Niby to kropeczka, a jednak kreseczka, jakaś taka mała, niepozorna i umykająca uwadze. Przycisk na klawiaturze (tudzież maszynie do pisania :)) zdawałby się pewnie pusty, gdyby nie znajdowało się nad nim jakieś ‚<‚ albo ‚ś‚ (dobrze pamiętam polski układ maszynistki*?). Tu i ówdzie, przede wszystkim w oficjalnie publikowanych tekstach, znaczek ten przecina strumień tekstu tak, aby czytający potknął się o niego i na chwilę zwolnił tempo. To przecinek.

Przecinek jest bardzo niedoceniany w świecie dzisiejszego internetu. Wystarczy spojrzeć na fora internetowe, gdzie – jakże demokratycznie – każdy może wypowiedzieć się na dowolny temat lub zadać nurtujące go pytanie. Spójrzmy na przykład takiego pytania: Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Seks marketing

Media Markt. Na opakowaniach dyskow:
Za malo twardy?
Powieksz go!

Przy okazji chciałbym spytać o najbardziej… zadowalającą Panie długość penisa, bo czytelnicy w Google pytają (tak, znów przeglądałem hasła wywołań i nie, nie mam amfetaminy na sprzedaż). Chciałbym też czytelnikom wyznać, iż moim zdaniem nie wpływa też na nią nic, na co mielibyśmy wpływ, w końcu mówi się „przyrodzenie”, nie?
Nie oceniaj ludzi po tym, na co nie mają wpływu (książki po okładce). Oceniaj po tym, co wynika z ich świadomego wyboru.

Edit: Dać to jako zboczek, czy jako niezboczek? :)

Drifting in space

ikari, 18 maja 2006:

Każdy człowiek żyje w swoim własnym mikroświecie. Przełączanie między [nimi], przypomina czasem przerzucanie kanałów telewizyjnych. Każdy żyje własnym życiem, w każdym jest coś zupełnie innego i bez związku ze wszystkimi pozostałymi. W każdym razie każdy ma swój mikroświatek… Niczym przenikliwa kula zawieszona w przestrzeni, lub bąbelek połączony w sieć z innymi. Kiedy przenika się on częściowo lub łączy z innym mikroświatkiem drugiej osoby, może zajść akt zrozumiałej dla obu stron, dostarczającej przyjemności intelektualnej i satysfakcji, komunikacji.

Mam jednak dzisiaj bardzo silne wrażenie, że mój bąbelek się oddziela zupełnie i dązy do niemania niczego wspólnego z pozostałymi. Tak, wiem, że to raczej nie jest nic dobrego. No i co?

W dodatku, jak większość latających samotnie w przestrzeni planet, zaczyna wirować X_x. Może to dlatego, że odkąd matka wyrzuciła czajnik, prawie nie piję? ;P

A bubble in space, by ikari

Ze swojego bąbelka, z pozdrowieniami, ikari.

W nadchodzących odcinkach:
- Play vs Heyah
- Vista vs reszta świata
- ikari vs sesja

Koniec. Znowu.

No dobra, niech wam będzie.

The blogosphere is ending. No more blogs. Blog apocalypse. The internet is still working, the world is fine. But you can’t write anymore. Write your last post. Make it a good one. What is the reason you blog? What is the last gem of knowledge you want to leave? What do you want to be remembered for? Who are you? What is the meaning of life? Haha…well not exactly but you get the point. Pour your heart into it.

Mój ostatni post? No właśnie, cała zabawa polega na tym, że gdyby ten blog miał zniknąć, niezależnie od tego, czy blogosfera by się kończyła czy nie – to po prostu by znikł. Nie mówię już nawet o tym, że ostatniego postu nikt by nie zdążył przeczytać (w końcu znikłyby blogi, więc po co? :P), najmniejszego sensu nie widziałbym w pisaniu po to, żeby to od razu stracić. Zresztą do samego znikania bloga też miałem kilka nieudolnych podejść w przypływach… gorszego nastroju – i nigdy nic tego nie zapowiadało.

Nie wiem, czemu bloguję, ani nie wiem do kogo. Ledwo pamiętam co mogło mną kierować na początku, a później to już chyba niejako z rozpędu poszło. Na pewno było w tym zwykłe wygodnictwo – zamiast opowiadać jedną historię dziesięciu osobom z rzędu, przy każdej kolejnej mniej szczegółowo i z mniejszą chęcią (za to większym znudzeniem), można napisać ją na blogu i liczyć na to, że sami się zapoznają.
Czasem można też sobie popisać ot tak, zupełnie do nikogo, wylać z siebie część dziwnych myśli, których normalnie pewnie ani nikomu nie chciałoby się słuchać, ani w zasadzie na co dzień nie przychodzą, bo tak naprawdę pojawiają się tym częściej im dalej jest się od kontaktu z ludźmi i światem. Takie wpisy czasem zdarzało mi się popełniać i były to jedyne, z których mogę tu czasem być dumny :P Nawet jeśli nie wzbudzały czyjegokolwiek szczególnego zainteresowania. Czasem pisało się też właśnie po to, by niby coś z siebie wyrzucić, ale broń boże przed jakimś konkretnym odbiorcą…

Czym chciałbym się na koniec podzielić? Nie mam pojęcia. Na pewno chciałbym wszystkim podziękować za to, że jednak byli i czytali, ot tak, z własnego zainteresowania (chociaż nie wiem, co tu jest interesującego :P). Żadnej specjalnej wiedzy, bez której świat się nie obejdzie jednak nie posiadam. Pożegnałbym się tylko, byle krótko.

Za co chciałbym być pamiętany? Znów nie wiem i nie widzę powodu :P Może za te kilka ciekawszych postów z przemyśleniami ;)

Kim jestem? Kiedyś próbowałem odpowiedzieć na to pytanie, zanim jeszcze takowe wypociny znajdowały swoje miejsce na blogu. Później zresztą nawet miałem wyciągnąć je z „szuflady”, tamten post jednak też jakoś do szuflady sam wrócił…

Kogo bym zaprosił do zabawy? Nikogo, blogosfera nie istnieje.