Wehikuł czasu

Magia cofania się w przeszłość

Nigdy nie lubiłem historii. Zwłaszcza nienawidziłem jej jako przedmiotu szkolnego, na którym próbowano nam wbijać zupełnie do życia niepotrzebne (wiem, wiem, można się kłócić… chociaż ja tam żadnych specjalnych kontrargumentów nie widzę), pozbawione jakiegokolwiek sensu, logiki i związku przyczynowo-skutkowego – słowem, za dużo do zakucia na pamięć.

Ale jednak historiaprzeszłość to dla mnie zupełnie odrębne, a może wręcz odległe pojęcia. Historia to podręczniki i mapy. Przeszłość zaś to ta wydeptana ścieżka, która ciągnie się za nami. Trawa nosząca ślady pojedynczych stóp lub ubity piach mówiący, ile ludzi tędy przeszło (niekoniecznie, jak kto z nich później skręcił…). Przeszłość to te cegły i ten cement, z których budujemy swój mur oddzielający ‚mnie’ od ‚świata’ – swoją osobowość, prywatność, ale i wizerunek z zewnątrz.

Przede wszystkim czas z naszego punktu widzenia biegnie liniowo – i tak oto każdy z nas każdego dnia czyta kolejną stronę w księdze swojego życia. Przeszłość to ten śmieszny stosik po lewej, to, co zostało już przeczytane, co już przeżyliśmy, pamiętamy i czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zostawiamy coraz dalej w tyle, czytając do końca. Czy jednak nie kusi czasem, by znów otworzyć wcześniejszą stronę? By przeżyć wybrany fragment raz jeszcze i… dać się zaskoczyć? Czytając te same strony po raz drugi i trzeci odkrywasz za każdym razem coś nowego, gotów przysiąc, że wcześniej tego nie było. Zabawne, ale znając to, co było później, lepiej rozumiesz słowa swojej książki, które pojawiły się wiele stron wcześniej…

Wracanie do tych dawnych słów, najlepiej własnych, zawsze było dla mnie źródłem nowych doświadczeń. Zaskoczenie, refleksja, pochylenie się nad mądrością bijącą tekstu („a dziś taki głupi jestem…”), przytakiwanie… jednak zawsze są to odmiany jakiegoś szoku i jakiejś fascynacji. Bywało, że znajdowałem trafne przewidywania nieprzewidywalnego. Wiecznie aktualne i ciekawe przemyślenia. Żal chwytający za serce, kiedy myślę „dziś już nie umiem tak pisać„, albo „dziś nie mam ani proporcjonalnie większych, ani nawet takich osiągnięć, jak wtedy” (jestem z siebie wiecznie niezadowolony, to chyba o tyle dobrze, że w końcu chcę być lepszy ;)). To zaskoczenie, kiedy widzisz, że minęło kilka lat, stwierdzasz, że w gruncie rzeczy niewiele się pod niektórymi względami zmieniło… Zawsze takie powracanie do tego co było czymś bardzo ciekawym.

Otwórz starą szufladę

Ten blog istnieje od kwietnia 2004r. Jednak czy musi to oznaczać, że nigdy wcześniej nie próbowałem spisywać swoich myśli? Właśnie nie! Zdarzało się pisanie mniej lub bardziej „do szuflady” (choć jednak częściej tej wirtualnej – także dlatego, że tak jest po prostu kilkukrotnie szybciej i łatwiej uchwycić nietrwałą myśl, zanim ta wzbije się do lotu i poszybuje w siną dal… przez okno… nie patrz przez okno, kiedy się obudzisz – powiadają że wtedy właśnie zapomina się sen ;)).

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Koniec.

♪ I tried so hard, and gone so far, ♪
♪ but in the end, it doesn’t even matter ♪

Od dawna słyszymy, że koniec świata nadchodzi. W zasadzie to ludzkość słyszy to od początku, prawdopodobnie dlatego, że lubi sobie takie końce wyobrażać, albo dlatego, że zazdroszczą światu, że trwa trochę dłużej od pojedynczego ludzkiego życia.

Powody rzekomego końca możnaby mnożyć: reakcja łańcuchowa zapoczątkowana zabiciem pszczół przez telefony komórkowe, globalne ocieplenie klimatu mające spowodować zlodowacenie (ten pdf to wszystko co zostało ze strony DayAfterTomorrowFacts… swoją drogą, szukając jej nie chciałem zobaczyć właśnie tego okazjonalnego logo Google), zachwieje się nam pole magnetyczne planety, czy też starożytna cywilizacja nie widziała sensu prowadzić swojego kalendarza dalej niż sięgną losy obecnej rasy ludzkiej, by życie mogło rozpocząć piąty i ostatni cykl, a bogowie — stworzyć jeszcze doskonalsze istoty. A może po prostu pozabijamy się nawzajem?
Ale wcale nie o przyczynę chodzi. I nie o to, by mieć pewność. Chodzi o to, „co jeśli”.

Zatem załóżmy, że zostało nam wszystkim 5 lat życia.

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

Na blogu, o blogu.

Po krótkim wstępie o kolejnych zmianach na tym blogu będzie bardziej ogólnie.

Potyczek z kodem ciąg dalszy. Wszystko działa?

Poprawiłem filtrowanie tagów pod kątem IE6 które nieźle mnie zaskoczyło swoją kreatywną interpretacją kodu (wszystko się „wylewało” i ignorowało CSS). Krótko mówiąc – z nieznanych mi przyczyn problem znikł po przeklejeniu styli z CSS bezpośrednio do pól style (selektory CSS były poprawne, we wszystkich innych testowanych przeglądarkach działało). A ie6 to w końcu większość odwiedzających, chociaż…
…użerając się z skryptami Moo.fx dla „utworu na dziś” (Tak! Od dziś blog ostatecznie jest o ~170kB kodu JS lżejszy!) odkryłem też, że metoda InsertAdjacentHTML której użyłem do wstawiania kodu statystyk stat24.pl … nie została nigdy zaimplementowana w Mozilli. Statystyki ze strony głównej mogłem więc mieć przez bardzo długi okres czasu przekłamane.

No właśnie. Strona główna „schudła”. Uporządkowałem jej kod, troszkę ujednoliciłem, doszlifowałem i zoptymalizowałem (powinien być znacząco mniejszy). Pojawiło się też kilka pierwszych linków zewnętrznych (z czystego lenistwa zwlekałem ;) Chociaż nie, jest też jeden powód: Kiedy podzielę blogi na „czytam, znam i nie czytam”, to nieczytani się oburzą. Kiedy podzielę na „znajomi” i „ciekawe/polecam”, to znajomi poczują się nieciekawi/niepolecani. Kiedy zaś na „znam” i „nie znam”, będzie to wyglądać groteskowo i w żaden sposób nie wyróżnię tych, na które w ogóle… zaglądam… Tak wymieniać można bez końca. Może wprowadzić podział na „sam podlinkowałem” i „zapłacili mi”? ;D)

Podgląd komenta magicznie zadziałał pod IE.

Blogu, ach, blogu, czemuż Ty jesteś blogiem…
Lub: A na początku było Słowo…

No właśnie. Drogi czytelniku, jak Ty rozumiesz słowo „blog”? Jak często używasz (choćby w myślach) pojęcia „blogosfera„? Czym dla Ciebie jest blog i czy fakt, że takie właśnie słowo pojawiło się w adresie tej strony zobowiązuje ją do czegokolwiek konkretnego?

A słowo pojawiło się, bo jest to moja strona, na której zaskakująco długo już publikuję wszelkie swoje przemyślenia i to, czym chciałbym się z kimś (wszystkimi/kimś przypadkowym/kimkolwiek – zależnie od sytuacji, jednak chyba rzadko kimś jednym, konkretnym) podzielić. Nigdy, przynajmniej z założenia, nie miał to być ‚blogasek‚ (link by Cihy, thx :)), na którym – zgodnie z realizowanym przez niektórych ludzi stereotypem – wylewałbym najgłębsze żale i rozgrzebywał najbrudniejsze i najbardziej bolesne sprawy i rany. Zdecydowanie nigdy tego ani nie lubiłem, ani nie umiałem. Potrafię to oczywiście zrozumieć, ale to nie znaczy, że sam mam iść w tym kierunku. Nawet jeśli kiedyś takie treści istniały to nigdy nie udostępniałem ich publicznie.

Chciałem tu nawet błysnąć erudycją i wysnuć tezę, że słowo blog może oznaczać w istocie logos binarius, czyli słowo binarne… Co brzmi zdecydowanie mądrze i miałoby może sens, gdyby nie fakt, że logos pochodzi z języka greckiego, a binarius z łaciny. I całą mądrość szlag trafia ;) (słowo po łacinie to verbum, a binarny po grecku – didymos). W każdym razie tym właśnie jest ta strona – zbiorem cyfrowych słów. Blog tworzą te słowa, przemyślenia i poglądy, to, co chciałbym Wam pokazać oraz Wasze komentarze. Zauważmy, że możliwość komentowania od zawsze blogom towarzyszy, według niektórych nawet właśnie ona odróżnia je od zwykłych [osobistych] stron internetowych. Bo oto statyczna treść publikowana przeze mnie spotyka się z Waszymi własnymi przemyśleniami, uwagami, rodzi się dyskusja, a komentarze stanowią [w teorii] doskonałe uzupełnienie tekstu, do którego są przypisane. Prawdę mówiąc dlatego czasem brakowało mi komentarzy, kiedy liczyłem na jakieś reakcje i własne przemyślenia, a nikt się z nimi nie dzielił, albo robił to na gg, mając niekiedy trafne uwagi. Wychodzę bowiem z założenia, że wszelkie przemyślenia związane z notkami, które nie dotyczą tylko autora i odbiorcy, lecz mają ogólniejszy charakter – powinny znaleźć się w komentarzach. Te drugie zaś – wręcz przeciwnie. Bo przecież dobrego bloga tworzą nie tylko notki, ale i ludzie - i w tych „ludziach” widzę całą społeczność jego czytelników. Mniej lub bardziej liczną, byle istniejącą.

Dlatego właśnie podobają mi się rzeczy takie jak MyBlogLog. Nawet mimo tego, że nigdy nie byłem zagorzałym fanem „społecznościowych” serwisów (nie utożsamiać bycia zwolennikiem z posiadaniem kont :)), jak Grono, Orkut, MySpace, MsnSpaces czy Friendster (można wymieniać w nieskonczoność). Na MyBlogLog trafiłem zupełnym przypadkiem, w jakimś stanie półświadomość rejestrując się i wypełniając profil, żeby „później zajrzeć i lepiej się zorientować”. Kilka otwartych podstron wisiało moim zwyczajem w przeglądarce i „nabierało mocy urzędowej” (;)), aż z kolejnymi oglądnięciami, czy raczej – skupieniem wreszcie na kilka chwil mojej uwagi i kolejnymi kliknięciami w konkretniejsze linki – strona powoli przestawała wydawać mi się kolejnym kiczem zarejestruj_się_bóg_wie_po_co (mam brzydką tendencję do rejestrowania się żeby… mieć_konto_i_zobaczymy_co_dalej – najlepszym przykładem niech będzie moje konto na UselessAccount ;)) i zacząłem odkrywać jej zalety.
Kulminacyjnym momentem było dodanie widgetu, który pokazuje ostatnio odwiedzających bloga gości (wyłącznie spośród użytkowników MyBlogLoga oczywiście). Niesamowitym było dla mnie to, ile ludzi mi zupełnie obcych, albo ledwie „migniętych” przewija się przez moją stronę. Niby wiedziałem ze statystyk, że mam tyle a tyle odsłon dziennie, ale jednak to nie to samo. Teraz puste cyferki stają się żywymi ludźmi. Ludźmi z pseudonimem, twarzą i własnymi miejscami w Sieci. Element statystyczny zamienia się w osobowość, która czasem magnetycznie przyciąga wołając „możesz wiedzieć o mnie, co chcesz! poznaj mnie, odwiedź mnie!”. Mogę poznać moich gości, zobaczyć, o czym sami piszą lub chociaż zobaczyć ich twarze i wiedzieć, kto i kiedy mnie odwiedził, a nie patrzeć w bezduszny licznik mówiąc tylko „5 osób” i kropka. I poznaję, odkrywam, dostrzegam tę pajęczynę powiązań między stronami, stronami, społeczność, która je tworzy… i samo znaczenie słowa społeczność.
W tym miejscu chciałbym pozdrowić Lanooz, Cihego, Anowi4, Cimlika, p.Urbanowicza, DOIY… i innych :)
No i co do jednej z najnowszych modyfikacji: avatary (uwaga: jeśli podajemy adres www, zostanie użyty avatar z MyBlogLog. Jeśli zaś tylko e-mail – powinien wyświetlić się gravatar. Tak przynajmniej było w opisie skryptu z MyBlogLoga, który przerabiałem ;)) Jak miło jest widzieć twarz komentującego, naprawdę daje to poczucie obcowania z prawdziwymi ludźmi, a nie danymi statystycznymi, zbliża i zacieśnia więzy i Sieć ;).
I ciekawie zmontowany filmik:


O… znalezione na koniec :)

Terminu „blogosfera” po raz pierwszy użył (w formie żartu) Brad L. Graham, 10 września 1999 [1]. Określenie to jest wiązane ze słowem „logosphere„, który od gr. „logos” (słowo) oznacza „świat słów„, „świat dyskusji„. Jego powszechne użycie datuje się od 2002.

Dobrze oddaje to, o co mi chodzi :)
Zapraszam do dyskusji i kolejnych odwiedzin mojej cyfrowej przestrzeni.

UPDATE: Blogosfera

Parafrazując powiedzenie – „jedno video jest warte więcej niż milion słów” – oto właśnie blogosfera:



Jest to dostępny publicznie wygaszacz ekranu „Twingly”.

Egzystencjonalizm bloga

Ale czemu ‚techniczny’?

To nie jest blog techniczny. W moim odczuciu (Zresztą żaliłem się już na własną niekonkretną tematykę ;)). Jak przyznał MKL, źle by to świadczyło o faktycznym stanie polskich blogów technicznych (zwłaszcza przy obecnej sytuacji głosów, o czym później), a moim zdaniem wcale tak nie jest. Nawet w tej samej kategorii pojawiły się świetne strony (moje typy – gdybym tylko mógł oddać kilka głosów…) takie, jak Room 303 czy blog Riddle‚a, z którego faktycznie można wiele wskazówek dot. standardów sieciowych zaczerpnąć (i warto – nawet jeśli nie jesteś ‚fanatykiem’ nowych technologii, to dowiesz się, jakich błędów unikać lub jak omijać te napotykane). Ok, dużo piszę na takie tematy, ale na pewno nie jest to blog stricte techniczny, a z racji częstego pojawiania się rzeczy osobistych lub z niczym nie związanych – dla mnie jest ‚osobisty’. Czyli „jak napisać dużo słów, niewiele przekazując”.

Fakt, pokazałem linka do głosowania na blog roku, początkowo nawet w opisie gg. Ale przy tej okazji prosiłem by głosować obiektywnie i nie zamieniać w „kto ma większą rodzinę”! :P

[21:24:10] *ikari* pierwotnie blog roku miało wybierać jury
[21:24:23] *ikari* przynajmniej byłoby rzetelnie
[21:24:38] *f* a moim zdaniem jest rzetelnie.
[21:24:53] *f* żaden z tych facetów nie zrobił programu, z którego codziennie korzystam.
[21:25:01] *f* wiec nie mam obiekcji, ze źle oddalam glos. :>

Cóż. Można i tak. Ale czy klikający obejrzeli chociaż kilka pozostałych blogów. Ja sam bez bicia przyznaję się, że początkowo z każdej kategorii znałem kilka lub żadnej pozycji, jednak przed zagłosowaniem przeglądałem chociaż kilka innych ;)

Z kategorii „osobiste” absolutnie urzekł mnie Tata Mikołajka oraz świetne rozmowy na OnMnieBawi – bez wahania daję im 5 gwiazdek ;) Zagłosujcie na nie ode mnie, mają moją rekomendację!
On: Idę do ściany… Ja chyba otworzę teatrzyk „Pod ścianę”… Cześć ściana. Ty jedna mnie rozumiesz.” – czy to nie urocze? Nie znasz tych ludzi, ale nie sposób ich nie polubić.
Szkoda jednak, że te blogi także zdają się być niedostrzeżone i mają bardzo małą liczbę głosów w porównaniu z prowadzącymi w swojej kategorii. Ale jednak konkurs pozwolił mi je poznać, za co mogę mu (tj. organizatorom) być wdzięcznym ;)

Dużo dużo różności z Sieci

Jakiś czas temu pomyślałem sobie, że „ilość żyć dziś uratowanych i straconych musi się zgadzać„… Brzmi strasznie, a jednak z mojej strony spotyka się z jakąś obojętnością… W każdym razie w ciągu jednego najpierw dnia wracając z poczty mijałem leżącego przy drodze (uliczce dookoła osiedla) martwego człowieka (przykryty zielonym kocem(?), wystawały tylko nogi… policja stała obok i wyglądało na to, że albo sami go potrącili, albo sprawca zbiegł. Chyba, że to był jakiś zamarznięty bezdomny?), a później znalazłem artykuł o tym, jak naukowcy znaleźli sposób na raka, jednak jest jest on zbyt… tani i powszechny, żeby mówić o tym światu (nie da się na tym zarobić). Link do artykułu został przez moją rodzicielkę przekazany młodej dziewczynie, która podobno „ma wszystko” (w rozumieniu mojej mamy: świetną pracę i tysiące złotych miesięcznie… no ale i raka). Parę dni później do tego samego artykułu nawiązywał na swoim blogu nawet Janusz Korwin-Mikke ;).

Kolejna rzecz – strona pozwalająca wysłać maila do… siebie z przyszłości. Chcesz przekazać sobie za rok lub dwa jakieś przemyślenia? Nie licz wprawdzie na odpowiedź od siebie samego z przyszłości, ale maila w przyszłość możesz faktycznie wysłać.

Bezpieczeństwo sklepów internetowych? Spójrz tylko, jak Rock-Serwis radzi swoim klientom używania loginu imienazwisko i hasła imienazwisko1. Szok.

Czy wiesz, że można pomylić autobusy i przez to wrócić dopiero po 25 latach?

I na koniec coś, co już wieki temu miałem Wam pokazać (i poprosić ;P Jak nie dla siebie to w ramach upominku dla kogoś ;>) – czapka <head /> oraz… bielizna <input /> ;> Mają tego więcej – genialne prezenty dla informatyków i ich rodzin! ;D

A ja mam GeForce’a 6200 i Doom chodzi (chodził – ukończyłem. Mam masę screenów, chce ktoś? ;)) kilkukrotnie szybciej ;] Do tego stwierdziłem, że dłużej czekać na gotówkę z nieba nie mogę i ponieważ NAPRAWDĘ duże monitory CRT można kupić już poniżej 200zł – zadowoliłem się póki co samym rozmiarem, a nie technologią ;) Flatron, 19.8″ widocznej przekątnej. No dosłownie inna jakość życia ;)

Some hot stuff. W tym o błędach w Orange ;)

Zagotowało się na tym blogu

Niewiarygodne, kolejna notka w tak krótkim czasie, przechodzę sam siebie. A może to wszystko wina narzędzia Microsoft Expression Web, które – jak sama nazwa wskazuje – pomaga mi w ekspresji moich myśli ;)
A może to nadmiar myśli spowodowany tym i owym. Lub nadmiar czasu na ich pozamykanie w ciasne ramy słów.

Prywatność

Dawno miałem o tym napisać. Prywatność, temat-rzeka, ostatnio zyskujący na sile nawet w świecie informatyki i Internetu. Jako lekturę obowiązkową chciałbym Wam przedstawić artykuł z New York Times, publikowany kiedyś (2006-11-23) na Onecie: „Czasem dwie osoby to za dużo…„. Zaprawdę powiadam Wam – święte słowa, moi bracia i siostry.

Też nie znoszę tłumów w sklepach, nie lubię się przeciskać między ludźmi tępo wpatrującymi się w półkę (tarasując wózkiem przejście), choćbym sam tak samo się zachowywał – wolę obejść szerokim łukiem, pójść gdzie indziej i ewentualnie wrócić później, jak nikogo w tym miejscu nie będzie.

Ale szczególną twierdzę stanowi ta moja przestrzeń, która jest mniej mobilna – mój pokój. Nie znoszę, kiedy ktoś z rodziny mi tu wchodzi, tym bardziej, że nigdy nie jest to zapowiedziane (ani przyjemne – i nie wróży nic dobrego). Nienawidzę zaglądania do moich szafek, oglądania moich rzeczy, jednej wielkiej inspekcji. W tym moja mama szczególnie się lubuje. Zawsze do granic bulwersowały mnie historie o tym, jak ktoś komuś zajrzał do pamiętnika, znalazł coś ukrytego w pokoju albo czytał SMSy w komórce*. Przecież to jest nie do pomyślenia :|. Pogwałcenie wszelkich zasad prywatności, a może i wręcz poszanowania czyjejś osoby/przestrzeni/prywatności/woli/czegokolwiek. Każdy sam decyduje ile z siebie i swojego życia chce odkryć innym i wszelkie próby wpieprzania się jakichkolwiek innych na siłę powinny być karalne _-_

* pewnie liczba takich pozwów wzrosła od czasu, kiedy Wyborcza (!) opublikowała artykuł (link do niego już nie dziala, ale pisał o tym VaGla) o tym, jak łatwo podrobić treść SMSa i wykorzystać w sprawie rozwodowej. Sprawdziłem – zmiana treści czyjegoś SMSa na dowolną własną zajęła mi 20 minut od przeczytania artykułu, a jedyne co podobno operator może zweryfikować to nadawca i godzina wiadomości – te się będą zgadzać. Na tej podstawie SMS zostaje uznany za autentyczny.

Orange i Bash. Co je łączy? Błędy! ;P

Błędy, błędy, błędy… Pracując z komputerami, słyszymy o nich na każdym kroku. Jedni wyolbrzymiają (często jedynie ku własnemu przerażeniu) znaczenie tego słowa, zakładając, że zawsze oznacza wszystko, co najgorsze, czyli kradzież wszystkich osobistych danych (! patrz akapit wyżej ;P), pieniędzy i awarię oprogramowania i sprzętu, inni używają go raczej do określania bardziej „niewinnych” mankamentów działania czegokolwiek ;)

Te, które tu przedstawię różnią się od siebie swoją naturą.

Pierwszy z nich miał miejsce podczas niedawnej awarii serwisu Bash.org.pl. Wpisując adres z prefiksem www przez krótki czas można było przeglądać nie treść serwisu, a strukturę katalogów, która go napędza. Skutki w najgorszym wypadku mogą być o tyle poważne, że w kodzie serwisu bez problemu można było znaleźć rzeczy takie jak:
$db = db::singleton('mysql:host=localhost;dbname=bash1', 'bash', 'JiFt(tu część hasła wyciąłem ;P)jilD');
Na szczęście serwer bazy danych nie pozwala na połączenia z zewnętrznych hostów – inaczej być może basha by już nie było ;) (Drodzy Państwo, macie backup?)

Drugie to absolutny hit. Sieć orange. Ośmieliłem się zrobić reportaż audio:

Programowanie i informatyka, znowu.

Znowu to ja nie wiem, co miałem tu napisać ;) (W ramach szablonu notki wstawiłem nagłówek, treść miała dojść później).
Wziąłbym się (naprawdę!) za filtrowanie postów na blogu wg tagów, ale chciałbym to zrobić jakoś zarazem dynamicznie (żeby nie odświeżało bez sensu wszystkiego, zwłaszcza paneli bocznych, tylko po kliknięciu checkboxa na liście tagów sobie ładnie przeładowało odpowiednie notki. Albo najlepiej żeby na dzień dobry też ładowało je pojedynczo, nie opóźniając zdarzeń onLoad), ale nie wiem, jak pogodzić to z wszystkim tym, co JS nie obsługuje – w dzisiejszych czasach są to głównie crawlery wyszukiwarek oraz paranoidalne (jeśli chodzi o konfigurację bezpieczeństwa) przeglądarki. Chciałbym, by Google i jemu podobne po wejściu na stronę główną widziało treści postów, a użytkownik… nie. Jemu załadują się po chwili, może nawet jeden po drugim, rekurencyjnie ;). I podmienią, jeśli zmieni filtr.
W sumie filtrowanie wg tagów wydaje się być o tyle zbędne, że praktycznie nikt nigdy nie skorzystał z prawie-tej-samej opcji serwowanej poprzez tag cloud i technorati po lewej, no ale… ;) Wizja to wizja.

A teraz super ciekawostka statystyczna ;) Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad ogromem kodu programistycznego, który składa się na Twój system operacyjny lub… znajduje się na pokładzie samolotu?
0.5 mln linii kodu – prom kosmiczny
1.5 mln linii kodu – myśliwiec F16 (!)
2.0 mln linii kodu – Boeing 777 (:o)
5.6 mln linii kodu – myśliwiec F35
9.0 mln linii kodu – jądro Linuxa
11.0 mln linii kodu – okręt podwodny Virginia
50.0 mln linii kodu – Windows Vista
86.0 mln linii kodu – Mac OS X
213.0 mln linii kodu – Debian Linux
Nie wiem, czy w całym dotychczasowym życiu oprogramowałbym „chociażby” prom kosmiczny ;) Źródło statystyk – Microsoft ;)

I jeszcze genialny fragment dialogu z  wywiadu z Billem Gatesem:
Jon Stewart: Jakis 13-latek siedzi, pisze wirusa… (…) Czy zatrudniacie ludzi, ktorzy maja przechytrzyc piszacych wirusy?
Bill Gates
: tak, 14-latków

LonghornJa tymczasem w ciągu dwóch tygodni (jeszcze w te ferie) dostanę paczuszkę Windows Server Codename Longhorn (docelowo: Windows Server 2007 lub 2008) ^^ Ciekawe tylko gdzie i na czym to posadzę… ;) Wymagania ponoć większe niż w Viście ;)

Simple and clean

Simple and clean” to nie tylko tytuł utworu, który jest obecnie „Utworem na dziś” (TODO: historia poprzednich – to wszystko jest w bazie). Swoją drogą utwór ten zasługuje by poświęcić mu kilka słów więcej.

Są na pewno wśród Was osoby, które chociaż kilka razy słuchając utworu japońskiego wykonawcy starały się znaleźć do niego tekst i ze szczerym szokiem odkrywały, że tekst jest po… angielsku – Japończycy mają niebywały wprost talent do kaleczenia tego języka do tego stopnia, że nie da się go czasem rozpoznać. Natomiast Utada Hikaru doskonale angielski zna (z tym też mają problemy), sama swoje teksty na ten język tłumaczy i… wspaniale śpiewa. Już nie tylko pod względem „naprawdę po angielsku”, ale uważam, że ma świetny głos. Utwór na dziś to wersja live, w dodatku akustyczna i wideo, piosenki „Simple and Clean”, której wersję mp3 („z prądem” :P) również mogę zamieścić, jeśli byłby ktoś zainteresowany. Jak dobrze poszukam to może znajdę nawet wersję japońską :)

My simple and clean desktop (click to enlarge)Simple and clean” to także po „Prosto i czysto„, czyli… mój obecny pulpit (widoczny tu po prawej w klikalnej miniaturce) – włączając w to:

  • Tapetę
  • Motyw okna rozmowy Konnekta (kIEView)
  • Motyw samego Windowsa (klasyczny)

PS. Widoczna w oknie Konnekta rozmowa jest wręcz wzorcowa i spełnia wymogi „jak rozmawiać z ikarim„. Zachęcam do brania przykładu! :P

We’re all emo…

Emo insideOt, taka niesformułowana do końca wewnętrzna refleksja. Wszystkich coś wewnątrz gryzie, wszyscy coś [intensywnie?] przeżywają, a jednak chowamy to przed światem. Może w ramach wspomnianej wcześniej ochrony przestrzeni osobistej… No wlaśnie, a ja znow mam ochotę się zaszyć jak najdalej przed światem _-_. Chociaż podejrzanie intensywne kontakty z rodziną nie do końca to ułatwiają xD (a może wręcz przeciwnie?)

A propos emocji – oglądaliście „Człowieka z księżyca”? Czy to nagranie (+ komentarze) się z tym nie kojarzy…?

…and still DOOMed!

Znów na parę chwil wzięło mnię na Dooma. I porobiłem trochę screenów. Grając w trybie Multiplayer pojawiasz się w taki sam sposób jak demony – otwiera się portal, pojawiają się wyładowania (ach te efekty dźwiękowe! MRAU!), a pod stopami masz… świecący jeszcze przez chwilę pentagram:
Doom 3 - pentagram on the floor

Książki i inna twórczość literacka

Wróciłem na „Drogę do science-fiction” ;) Jednak czytając cokolwiek zawsze mam ochotę spisać wreszcie wszystko to, co obrasta w detale w mojej popapranej głowie (i dzielnie walczy z Alzheimerem, ktory za tym biega i detale wymazuje ;P). Ach, jestem niespełnionym pisarzem ;P Od dziecka kusiło mnie „pisanie książek” (jakkolwiek nieudolne próby by to nie były), całe zeszyty na to zakładałem ;P (i jak zwykle nigdy niczego nie kończyłem XD).

Swoją drogą, ma ktoś może dostęp do genialnego opowiadania, którego autorem jest James Blish – „Ciemność nie nadejdzie„? („There shall be no darkness„) Mile widziana wersja elektroniczna :)