Untitled1

Blog, www, a potem coraz bardziej osobiste

Zrobiłem sobie „tag cloud” na blogu! :) Nie mam wprawdzie najmniejszego pojęcia, po której stronie leży wina, że niektóre tagi są z dużej litery, przez co alfabetycznie są wcześniej (ani czemu tak), ale myślę, że to nikomu specjalnie nie przeszkadza. Ba, w pierwszej chwili dzięki temu wydają się być ułożone losowo! ;P Wykorzystałem przy tym bajer szablonu bloga, który dopisałem już wcześniej na potrzeby „Utworu na dziś” (obecnie „resztę roku”…), jednak nigdy z niego nie skorzystałem – możliwość wstawienia zawartości dowolnego zewnętrznego pliku wewnątrz bloga. W tym wypadku samą listę tagów znajdziemy tutaj. Kliknięcie przenosi nas na listę postów otagowanych tym słowem wyświetlaną w serwisie technorati.
W ogóle mam wrażenie, że zrobiłem się ostatnio dość „płodnym” blogowiczem, na co można by znaleźć kilka wyjaśnień. Może podświadomie trzyma się mnie pomysł powstały po jednej z notek (pisać, pisać, pisać, zepchnąć to poza 10 wyświetlanych notek)…
Zauważam też setki sprzeczności w tym, co myślę, a co robię, albo między własnymi wypowiedziami. Prawda zawsze leży pośrodku i ten złoty środek trzeba umieć znaleźć, jednak nie zawsze jestem pewien, czy go widzę. Najczęściej jednak przejaskrawienia zdarzają się celem uświadomienia drugiej stronie wagi argumentów ;P
No i najważniejsze – co najtrudniej chyba zrozumieć – to, że coś twierdzę i w to wierzę, nie znaczy wcale, że wszystko mi się według tego w życiu układa. Można twierdzić, że coś jest złe, że tego być nie powinno, a jednocześnie nie móc tego elementu z życia usunąć. Nie możemy przecież zakładać, że skoro nie podoba mi się błękitny kolor nieba, to jutro będzie czerwone…
Znalazłem ostatnio (też dzięki Technorati) post, w którym Cihy cytował notkę z mojego bloga. Tę o przyjaźni i miłości. Tę, gdzie piszę, że od wyidealizowanej do granic możliwości (czyt. tak naprawdę takiej, do jakiej powinniśmy wszyscy dążyć) przyjaźni miłość różni się tym, że chcemy mieć drugą osobę tylko i wyłącznie dla siebie. I że ta zazdrość i zawiść jest zjawiskiem negatywnym, niszczącym, a jednak wkomponowanym w ludzką naturę. I nadal tak twierdzę. I to wcale nie znaczy (że łamię wszelkie zasady języka polskiego zaczynając każde kolejne zdanie od „i”), że nigdy nie byłem zazdrosny. Wręcz przeciwnie, zawsze byłem, ale prawdę mówiąc nie widziałem w sensu okazywania tego, bo – jak zapewne już wiecie – zawsze wychodziłem z założenia, że jak jedna osoba się czymś martwi to lepiej, niż jak dwie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy uświadamiasz, sobie, że to właśnie jest ta myśl, która sprawia, że zasypiając, już prawie śniąc, nagle czujesz uderzającą dawkę adrenaliny, rozbudzasz się, serce wali jak młot, a może nawet jesteś zlany potem (a może po prostu było za gorąco w pokoju). I tak kilka razy przy każdej próbie zaśnięcia, bo przecież nie da się kontrolować własnych myśli, a tym bardziej nie kiedy zasypiasz…
Niesamowite, jak łatwo… popaść w paranoję _^_…

Jest taki kawałek jednej z notek Mona, który miałem skomentować już dawno dawno (rok) temu, zaraz po jego przeczytaniu, ale odkładanie na później skończyło z tym, jak ze wszystkim:

Owszem, jest sporo osob, ktorym ufam praktycznie bezgranicznie i moglbym im mowic o wszystkim, oraz jeszcze wiecej takich, ktore po prostu wypelniaja moj czas, codzienne zycie – w relacjach ‚kupmlowskich’. Ale patrzac z drugiej strony – ile osob moglo by MI zaufac w takim samym stopniu? Niestety niewiele (nikt?).

U mnie dokładnie odwrotnie. Zawsze było więcej osób, które ufają mi, niż tych, którym ja ufam, czy raczej potrafię mówić (bo o moje zaufanie w zasadzie nie jest tak trudno, dużo trudniej jest doczekać się, aż się w jakimkolwiek stopniu otworzę). Są osoby, o których doskonale wiem, że mogę im zaufać i mówić o wszystkim, ale… nie umiem. Po prostu w tych niektórych przypadkach nigdy nie umiałem z tego skorzystać. Ale to naprawdę nie oznacza braku zaufania… To tylko mój problem, moja wewnętrzna bariera. W końcu wiele osób mówiło mi, że kiedy mnie poznało, byłem zupełnie jak Shinji Ikari (zbieżność z nickiem naprawdę przypadkowa!) – totalnie zamknięty w sobie. Ogólnie przypomina mi się w tej chwili „Evangelion” – tam Pole AT, czyli Absolute Terror Field było zdefiniowane jako „nienaruszalna przestrzeń, której żadna osoba trzecia nie może przekroczyć”, a na koniec serii wyjaśniono, że tym polem faktycznie jest dusza. I chyba każdy z nas wytwarza wokół swojej duszy taki teren pilnie strzeżony, na który nikomu lub prawie nikomu nie pozwalamy wejść ani się zbliżyć… Naturalna bariera ochronna…

Hm… Wracając do tematu blogów – generalnie musicie przyznać, że blog Cihego ma genialny layout. Strasznie mi się podoba, chociaż w moim wypadku oczywiście kolorystyka byłaby taka, jaka u mnie jest teraz – koniecznie musi być czarno, ciemno, szaro, z szarym tekstem, błękitnymi linkami i białymi pogrubieniami ;) Zżyłem się z tym stylem, tym bardziej, że mam go od początku istnienia bloga, jest czytelny, estetyczny (?) i układy „jasne na ciemnym” posiadają wiele innych zalet ;P
Zresztą – wcale się nie chwaląc ;) – sam Riddle, „ikona polskiego Internetu” (moim celem nie jest ironia, sarkazm, ani wyraz uwielbienia – jest to po prostu cytat tzw. ogólnej, zasłyszanej opinii; dla mnie Riddle na pewno jest osobą, która wie o designie stron dużo więcej ode mnie i po prostu go szanuję) pisał o moim blogu tak:

Oryginalny, ciemny… jak lubię. Nie pasuje mi tylko za mała ilość pustej przestrzeni, której brak powoduje zlewanie się tekstu.

(Co do tego drugiego nie mam żadnych kreatywnych pomysłów, niestety ;) – wydawało mi się, że mój trójkolumnowy układ nie jest taki straszny… No, przynajmniej nie ma za dużo obrazków po bokach (czasami miałem już takie wrażenie))

Radio ikari

Może to nie Listen2Mon, ale – właściwie za sprawą Golczasa – chwilowo można posłuchać mojego winampa pod adresem mojego serwera ShoutCast (format AAC+, 28kbps). Jeśli ktokolwiek ma ochotę słuchać (jeśli przy tym bitrate słuchać by radia non-stop, „24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu” to miesięcznie zużyjemy około 7 GB), to może będę włączać częściej… Chociaż leci po prostu to, co akurat wrzuciło się do playlisty, nieczęsto coś specjalnie wybranego. Maksymalnie 24 słuchaczy, póki co maksimum wynosi 1 XD
Edit: Oczywiście nazwa „radio ikari” to tylko żart, traktujcie to raczej jako podsłuch mojego WinAmpa ;)

Zbieram na cokolwiek

Chyba właśnie zostalem bez grosza przy duszy/na koncie. Wszelkie wsparcie materialne bardzo mile widziane, celów nie brakuje.

Przypomnijcie mnie, bym napisał jeszcze to, co miałem napisać o samobójstwach i sataniźmie ^^”

Do you read me?

Notka w systemie ratalnym, part one.

Czemu ratalnym? Bo jeśli będę wiecznie odkładał wszystko to, co mam do napisania (tak, jak zawsze :P) to wszystko zapomnę (jak zazwyczaj).

Teraz, 10 listopada 2005, 23:08. Patrzę za okno. Pierwsza myśl – „wymarłe miasto”. Mgła i mrok spowiły całą okolicę. Ulice są ciche i puste. Sklepy zamknięte, światła pogaszone, mgłę przebijają tylko pomarańczowe latarnie uliczne… Ani jednej żywej duszy… Drzewa jesienne, gołe, umierające… Tylko pojedyńcze wyschłe liście delikatnie się jeszcze trzymają… Lecz gałęzie są idealnie nieruchome, nie wieje żaden wiatr – chwila ta zdaje się być jak z fotografii (którą na pewno bym zrobił, jakbym miał czym)… Wymarłe, puste miasto. W przeddzień święta niepodległości.

Kilka dni temu. Ciepłe, słoneczne popołudnie. Idąc [do Tesco] przez skwer(?) spoglądam na skąpany w pomarańczowym słońcu plac zabaw. Dzieci kręcące się na karuzeli i huśtające na huśtawce, a roześmiane głosy pobrzmiewające z echem gdzieś niesamowicie daleko są być może jeszcze realny, być może już tworem mojej wyobraźni… Taki typowo idylliczny obrazek, niemal jak malowany, a złociste słońce zdaje się przesłaniać go mgłą potęgującą nierealną sielankową atmosferę. Skojarzenie? Wierzcie lub nie, ale oczyma wyobraźni już widziałem jak to osiedle, ten plac, te dzieci pochłania wybuch atomowy. Scena jak w „Terminatorze 2″… roześmiane dzieci czeka tylko jedna pewna przyszłość – śmierć… zagłada.

Do zrobienia: sprzątnąć pulpit, zostało tylko 10 miejsc na ikonki nowe ;P (czyt. wrzucić wszystko do folderu „PULPIT”), sprzątnąć download i znaleźć miejsce na dysku (awykonalne).

Trafiłem ostatnio na pewnego ciekawego bloga, który – muszę przyznać – niesamowicie mi się spodobał ;) Szczególne polecam działy „Fale na morzu Diraca” (a ja wiem, skąd ten tytuł! :)) i „Wyrocznia i Kot Schroedigera” :). Przyznaję się bez bicia, że zdecydowanej większości nie czytałem, jednak wiele notek zasługuje tam na nobla, rozbawia do łez lub inspi, intry, ignoruje ;). Kot autorki jest cudownym i przezabawnym stworzeniem :) Już go po prostu kocham ;) Notka z kawiarką też wymiata ;). Natomiast notki takie jak ta o ciągłym powstawaniu równoległych wszechświatów z innymi wersjami wydarzeń jak najbardziej zgadzają się z moimi przekonaniami co do natury rzeczy. Nie wiem, czy już kiedyś nie pisałem, a jeśli nie – to czy chcielibyście czytać :P (jeśli nie napisałbym tego nawiasu – to nikt by mi na to nie odpowiedział, dobrze o tym wiem. A nawias miał brzmieć „i tak mało kto odpowie w komentarzu na to pytanie”). Bo pogląd mam, stateczny i ukształtowany. I podoba mi się, kiedy trafiam na kogoś, kto się z nim zgadza. Nawet jeśli minąłęm się z nim (tym kimś) w czasie, bo i tak bywało. Anyway bloga polecam, a autorkę chciałbym kiedyś poznać ;)

Miałem napisać jeszcze 2 rzeczy, póki pamiętam ;P
1. Co Wy niby o mnie wiecie… ;P Cycując M.Wiśniewskiego w odp. na pytanie zawierające „jakiego Cię znają” – „A jakiego mnie ci ludzie znają? WCALE mnie nie znają”. I taka jest prawda. Jedną osobą, która powinna mnie NAPRAWDĘ znać powinienem być ja sam, ale i tego nie jestem pewien. A ci, którzy naprawdę dobrze mnie znają i dużo o mnie wiedzą – to, padadoksalnie, wiedzą też, że tak naprawdę nie chcę by ktokolwiek o mnie cokolwiek/dużo wiedział.
<zastanawia się, co napisał w powyższym akapicie i czy trzeba to sprostowywać, bo czuje wewnętrznie, że wywoła falę nieporozumień i nadinterpretacji> (i chyba wyjaśniać nie trzeba ;P)
Tak, to prawda, mam swoje przekonania, uczucia i problemy. O przekonaniach mogę mówić otwarcie zapytany lub nie (zazwyczaj jednak zapytany :P), lecz problemy to już moja sprawa, a uczuciami to już w szczególności nie powinni się inni interesować :P relacja między każdym dwojgiem ludzi powinna być relacją między tym dwojgiem ludzi a nie całym światem. Jeżeli uważam, że ktoś powinien coś wiedzieć, to sam mu to powiem, a nie będzie o tym cały świat gadać :P Bo i tak, każdy doda coś od siebie. Dokona nadinterpretacji lub przekaże interpretację jako cytat. I tak dalej i dalej. I fajnie jest. Nie żeby mnie to szczególnie obchodziło, ale nie lubię ludzi, jak myślą, że ja coś myślę, bo chociaż to wierutna bzdura to ktoś im tak powiedział ;P Nikt nie wie, co ja myślę ;) przykro mi ;)

2. Wniosek na dziś jest taki, że przyjaźń to uczucie wyższe od miłości [i jakże miło było zobaczyć takie samo zdanie w pracy z religii u Mona]. Taka prawdziwa, szczera, głęboka przyjaźń. Nie taka od „psiapsiółek do poplotkowania” tylko od przyjaciół na dobre i złe. Wiecznych punktów oparcia dla człowieka, niezależnie od wszystkiego. Jak to nie wyższe? A czym jest przyjaźń? Jest bezgranicznym zaufaniem, oparciem, zrozumieniem, bliskością, może być ciepłem i czułością, ktoś [po prostu] JEST tam gdzieś dla Ciebie, gdy go potrzebujesz. A czym jest pospolita ‚miłość’? Tym samym + zazdrość, zawiść, zawłaszczenie sobie kogoś. Przyjaźnią z negatywną chęcią posiadania kogoś tylko dla siebie. „Nie być dla nikogo kimś szczególnym i kochać wszystkich – oto prawdziwa miłość” głosi hasło na jednej ze szkolnych bufetowych ścian (zach.). Ja bym to trochę zmodyfikował – właśnie być dla wielu osób kimś szczególnym, dla każdego, kto będzie potrzebował. I być dla wszystkich.
Co z tego, że pojawi się Anioł. Że przyjdzie do Ciebie i podaruje Ci miłość. Da ciepło, zaufanie, oparcie, wysłucha, pocieszy pomoże. On jest Aniołem, będzie taki dla wszystkich dookoła, dla Ciebie, Twych przyjaciół i wrogów. A Ty chcesz go mieć tylko dla siebie. Nie zdziwiłbym się, gdyby dowiedzono, że anioły wyginęły jako wymordowane przez ludzi. Zazdrosnych i nienawistnych.

A co do religii – dzisiejsza jej lekcja była IMHO lekcją nietolerancji. Nietolerancji wobec homoseksualistów, wobec chorych i wobec INNYCH. Każą nam zawierać małżeństwa, dobierać się w pary, sakralizować i legalizować te związkii rodzić dzieci. Ale nie wolno Ci zawrzeć małżeństwa z kimś niezdolnym do czynności seksualnych. Kimś, kogo pokochasz, jako głęboko wierzący katolik chcesz koniecznie poślubić, wspierać i okazywać mu uczucie. Nie – nie wolno Ci. Nie możesz także zawrzeć szczęśliwego katolickiego związku z kimś chorym psychicznie. Z kimś godnym miłości, zasługującym na nią tak samo, jak każdy inny, potrzebującym wsparcia i zrozumienia jeszcze barziej, niż niejeden inny – ale nie wolno Ci. Prawo katolickie tego zabrania. Chore.
Lekcje te jeszcze bardziej odsuwają mnie od katolickiego kościoła. Nie mówię, że nie wierzę w Boga – nigdy nie mówiłem, że wierzę lub nie. Ja wierzę na swój sposób, nie kłócący się z wieloma postulatami wiary chrześcijańskiej ani z nauką, ale na swój prywatny sposób. Nie można mi narzucić innego poglądu jako „jedynie słusznego”, a to właśnie próbują chyba uskuteczniać ci księża. Nie podoba mi się w tej całej ‚religii’ wiele elementów, ale nie walczę z nimi – po prostu mi ich nie narzucajcie. Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę, czyż nie? Czyż na mocy tego Bożego prawa nie mogę ODRZUCIĆ katolickiej religii pojmowanej w TEN WŁAŚNIE sposób? Bo nie zgadza się ona całkowicie z moimi przekonaniami? Nikt nie może mi zarzucić, że odrzucam Boga, nie może zabronić wierzyć w niego i modlić się wedle swojego uznania. Po prostu nie muszę widzieć tego wszystkiego tak, jak oni mi każą. Optymistycznie zakończę cytując ojca Arka, wspaniałego człowieka: „Młodzież dziś odwraca się od Kościoła… I wiecie co? Ja się z tego cieszę! Tak, cieszę! Bo to wszystko jest źle pojmowane i wypaczone! I bardzo dobrze, że od tego wykrzywionego obrazu się odwracają, że jeśli jest on wypaczony to go odrzucają!„. Bądź w zgodzie ze sobą. Życzę Ci tylko bycia pewnym swojego systemu wartości.