Click for Poland!

click_for_poland.png

Ot, mała pierdółka – klikanie w guziczek. To wszystko, żadnych ukrytych bajerów. A jednak wciąga! Polska jest na pierwszym miejscu, Finlandia o milion za nami, nie dajmy się dogonić!
Click for Poland!

Druga rzecz – widziałem ostatnio ciekawe znaczki nad miejscami w tramwaju, obok tych zwyczajnych:
Miejsce nie dla dresa23-04-07_1016.jpgMiejsce dla… wysiadających przez okno?!

Organizatorzy tej akcji (w łódzkim MPK) są z… Warszawy – www.warsiadka.prv.pl. Uważam, że znaczki są po prostu genialne i zastanawiam się, ilu ludzi siadając przy nich – zauważyło je? Najgoręcej popieram „miejsce nie dla dresa”, czyli znaczek pierwszy ;) Inne też są z jajem – i to właśnie najbardziej mi się podoba. Taki subtelny żart, dla spostrzegawczych, bo kto przykładałby większą uwagę do tych szarych nudnych znaczków nad krzesełkami w tramwaju – a jednak te są po prostu totalnie „odjechane” (dobre słowo w kontekście ;P) :).
Dlatego moje wielkie gratulacje dla organizatorów za świetny pomysł :)

Rzeczy proste :) Notka udająca dobry nastrój

O żabce

Ważna informacja na dziś: jeśli żaba zaczyna szeleścić, to najwyższa pora, żeby ją zmoczyć.
Zapamiętaj. To ważne. Nawet bardzo.
Pewnie sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale kiedyś sobie przypomnisz moje słowa, tak, tak..
Żaby są dobre. W gruncie rzeczy.
Nie należy się przejmować. Ale trochę można, tak dla pozoru.
W końcu nigdy nic nie wiadomo jak to z tymi żabami.
Kiedyś była taka bajka… Ciągnęła się i ciągnęła… Nie wiem, chyba pełnometrażowa była… Właściwie to nie o żabie, o lisie. Ale lis nie był wredny jak to z lisami bywa zazwyczaj w bajkach, na dodatek tych ciągnących się… Ale mniejsza z lisem, o żabie mówiłam. Właściwie to nic specjalnego, ale… chodziła na tylnych łapkach (to żaby mają łapki?), miała parasolkę i zielony odświętny garnitur… Bo to był pan żaba. O, i kapelusz miał. No, to tyle.
Już zapomniałam o co mi chodziło..

Absolutnie mnie urzekło (to eufemizm) ^^… A Ciebie? ;) Znów zachwycam się rzeczami prostymi… =)

Jude Law for one evening?

I'm 74% Jude Law!A Ty? Do kogo ze znanych ludzi jesteś podobny/podobna? ;D
Kliknij w obrazek obok aby się przekonać ;)

A dla innego zdjęcia mam nawet 80% Jude’a Law i 80% Johnny’ego Depp’a ;)

Kolejne pierdółki

Pierwszym komputerem Harmera też był Amstrad CPC6128 ;) Bardzo fajnie jest dowiedzieć się czegoś takiego, wiecie? ;) To jedna z tych rzeczy, o których zapominałem wspomnieć we wszystkich niedawnych notkach z tagiem ‚programowanie’ ;)

1 GB RAM to czasem za mało. Ale kiedy to za mało po raz piąty w ciągu tygodnia to chyba jednak jest to naprawdę za mało ;) Marzę wciąż o systemie, który niezależnie od ilości zainstalowanych i uruchomionych programów i programików będzie chodził jednakowo szybko, jak po instalacji… ;) A skoro już o gigabajtach – miejsca na dysku zawsze za mało.

Najważniejsze, co mogę powiedzieć o sesji to to, że mam ją już za sobą i jedyne, czego brakuje to wiecznie obiecywany, przekładany i nieosiągalny wpis do indeksu z Algorytmów i Struktur Danych… To jeden z dwóch przedmiotów, gdzie liczyłem na/mogłem mieć ocenę o pół stopnia wyższą niż będę miał. Ech… Bo z matematyki 1 duże ładne „4” było już na mojej pracy, kiedy pani M. stwierdziła, że w sumie to za wysoko ją oceniła :(… Mogła obniżyć ocenę nie-na-moich-oczach, mniej by bolało. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Czarny lakier z zaskoczenia skończył się po pomalowaniu 1/3 drugiej kolumny. Chwilowo będzie raziła swoim paskudztwem dopóki nie zaopatrzę się w nową puszkę. Wypadałoby też zatrzeć ślady zniszczenia podłogi… ;P (coś pociemniała)

Cihy na swoim blogu, a w zasadzie w małej cząstce notki, pisał o pewnym groszu. Uff, balem się już, że tylko ja czasem (w sumie często) zastanawiam się nad takimi rzeczami, związanymi z dowolnym przedmiotem, wydarzeniem… Prawdę mówiąc, czytałem kiedyś o ludziach, którzy wymieniają się numerami banknotów, które przeszły przez ich ręce – i w ten sposób wspólnie ustalają i poznają chociaż część ich historii. Nie ma się jednak co oszukiwać, stanowią tak niewielki procent obracających tymi pieniędzmi, że nie sądzę by zbyt często zdarzało im się faktycznie trafić na ten sam banknot. Większości ludzi takie rzeczy nawet nie obchodzą, a co dopiero udzielać się w takich społecznościach ;)… A może jednak szkoda?

„I skończyło się rumakowanie…”

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, śpiewała kiedyś Kayah. Ja natomiast jeden dzień byłem… gronowładnym (dla niezorientowanych: tytuł „nadawany” po wykupieniu płatnej subskrypcji rozszerzonych usług na grono.net). Najprawdopodobniej wskutek jakiegoś błędu serwisu – a o samym fakcie dowiedziałem się od kolegi z grupy. W profilu Grono pokazywało mi „Gronowładny opłacony do 10/11/2007 16:37″ (czy coś koło tego, na pewno listopad 2007), jednak już następnego dnia czar prysł. Buu, może powinienem ich oskarżyć o wprowadzanie użytkownika w błąd? ;P

Btw. Czy częstotliwość notek przy ich większym podziale tematycznym (chociaż z tą jedną byłoby ciężko) nie jest za duża? ;P

Kononowicz na prezydenta

Na pewno jako doświadczeni internauci słyszeliście już, kim jest Kononowicz.
Sam nie jestem w stanie nic konstruktywnego napisać, ale mogę zacytować Wam dwie osoby, z którymi się całkowicie zgadzam:

# Ania napisał(a):
listopad 10th, 2006 at 2:00 pm

Jeśli chodzi o Pana Kononowicza, to może i nie douczony i prostolinijny człowiek, ale pokazuje nam coś o czym wszyscy dziś zapominamy goniąc za sukcesem itd. Pokazuje nam prostote życia i wiarę w jakieś wartości (nie mam tu na myśli wiary w Boga). Zauważcie, on wierzy w to co mówi. Jakby się głębiej nad tym zastanowić to czy nasi prominenci nie mówią o tym samym? Oczywiście, że tak tylko używają innego języka. Mają ludzi, którzy piszą przmówinia lansują ich.
I o ile przykre jest to, że tacy ludzie jak Pan Kononowicz nie mają odpowiedniej dla siebie pracy, to na pewno wszyscy powinniśmy zajrzeć w głąb siebie i pomyśleć czy my nie chcemy tego samego, a on po swojemu ale szczerze odważył się o tym mówić…jednak w przereklamowanym Państwie gdzie żyjemy w sieci doradców i lanserów został wyśmiany, a nie okazano mu szacunku. I nadal cieszymy się marionetkami PISowymi, LPRowymi czy SAMOOBRONowymi…

# Dejwis napisał(a):
listopad 10th, 2006 at 4:04 pm

To prosty człowiek, ale wydaje się szczery i wierzę, że jest skromny i uczciwy. Widzi problemy w swoim mieście i ma zamiar je rozwiązać. Robi zatem coś czego znakomita większość “młodych wykształconych” nie potrafi. “Młodzi wykształceni” w obliczu problemów w swoim kraju kupują bilety do Anglii. Problem pana Krzysztofa polega na tym, że nie jest on przygotowany w najmniejszym stopniu do rządzenia miastem. Wydaje mu się, że samo objęcie urzędu prezydenta rozwiąże wszystkie problemy. To proste pojmowanie świata faktycznie jest śmieszne, ale jego odwaga i charakter naprawde urzekające. Dlatego namawiam do ograniczenia tej wielkiej narodowej hecy.
I zeby nie bylo… Sam tez posmialem sie z faceta… ale w domowym zaciszu… w gronie przyjaciol. Przyłączanie się do grupy anonimowych internautów we wspólnym wyśmiewaniu i obrażaniu tego człowieka to moim zdaniem przesada. Dlatego stanąłem w jego obronie. Thnx.

i jeszcze jeden, z którym się mniej utożsamiam (a może raczej mniej mówi o tym, o co mi w tym wszystkim chodzi):

a mi jest jego zal… odnosze wrazenie ze ktos mu mocno w glowie namieszal i czlowieka tak prostego szybko na manowce zwiodl by jego osoba osmieszyc i te wybory i te miasto :( szkoda tylko za najbardziej ucierpi chyba na tym On… po prostu zal… – latwo jest sie nam smiac z innych… a czy z siebie tez tak potrafimy?? to ze ktos jak Wy byc moze nie mogl zaliczyc zbyt wielu szkol, czy tez nie ma super wyksztalcenia to czy jest to powod do smiechu??

To tyle na dziś, żeby nie było, że pieprzę od rzeczy (bo dokładnie tak wygląda mój strumień myśli).

♪ La la la ♫ (i tak kurwica)

Rzeczy proste:
Utworów na ten tydzień
mogłoby być sporo. I wiem, że wielu z Was taka muzyka podobać sie nie będzie. Trudno ;P
Kilka propozycji:
Błędne wojenne rozkazy *
Chicane – Saltwater (osobiście kojarzy mi się, mimo braku oczywistych podobieństw, z Delerium – Underwater)
Iio – Rapture
Darude – Calm before the storm
Perły i Łotry – Burza **

* – z lepszych utworów tego zespołu. Sześć lat temu ich utwór „Geranium” kojarzył się komuś ze mną – tylko dlatego w ogóle ten zespół poznałem. Ich (pierwszy chyba) utwór „Prawo” w świetle obecnej sytuacji politycznej wydaje mi się wyjątkowo aktualny.
** – Szanta, acapella. Nie myślałem, że kiedykolwiek będę słuchać szant, a jednak ;) Polecam, zwróćcie uwagę na bas – to Michaś (O Słodkim Uśmiechu ;P). Imponujące, taka chudzina, a taki niski bas ;P Zespół widziałem na żywo, ale że był to koncert raczej nocny to do części instrumentalnej nie doczekałem. A szkoda, bo nie wiem, jak brzmi banjo ;P Po świętach powinienem dostać kompilację z ich płytek (z wyjątkiem ostatniej, uchowaj Szatanie, religijnej!) to może powiem cokolwiek więcej.

O zakładaniu butów słów kilka:
Jeśli masz czarne spodnie, kurtkę i glany to po założeniu glanów na spodnie (wygodne i praktyczne w ochronie spodni przed zachlapaniem) zostaniesz nazwany [przez Muriona] policjantem/CBŚowcem na służbie.
Jeśli założysz glany na jeansy to wg mnie można skomentować efekt jednym słowem: Howdy! ;D

Rzeczy garbate:
Życie zdecydowanie nie jest fajne. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby kiedykolwiek tak uważać. A teraz to najchętniej narzekałbym tylko, że nic mi się nie udaje i nic mi się nie chce ;P (żeby nie było, że nie ostrzegałem, czy że nie zauważam):
– Zainstalowałem na dysku Ubuntu 5.1 (Breezy badger). Z 30gigowej partycji zajął już ponad 5 GB (pierwsze co zrobilem to uruchomienie instalatora dodatków – Automatix)… To moja pierwsza próba oswojenia sie z Gnomem, ale jakoś nie widzę w nim żadnych przewag nad KDE. Ale spójrzcie, jak on ładnie obsługuje ikonki! Jak przyjemnie przegląda się w nim foldery (mimo, iż obszar każdej ikony potrafi mieć różne rozmiary)! Czemuż o czemuż Windows tak nie może… to takie niewielkie z pozoru różnice…
– Długo z tym systemem oczywiście nie wytrzymuję (mimo początkowych pozorów uruchomienia Konnekta przez WINE), co widać, jeśli się poszuka w odpowiednich miejscach (a raczej byłoby widać, gdyby nie częste ostatnio restarty).
– Później w ramach fascynacji XGLem, próbowałem go zainstalować… Znalazłem jakiś tutorial do sadzania tego cuda na Ubuntu. Oczywiście gdzieś pod koniec (przy linijce „tu jestem pewien, że to zadziała – sprawdzałem na czystej instalacji”, która nie zadziałała) wyszło, że XGL pod Ubuntu i owszem, jest, ale tylko pod Dappera (nowsza niż oficjalna edycja).
– Później jednak odkryłem, że jednak da się zainstalować to pod Breezy, znalazłem na to tutorial. Oczywiście, nie udało się. Pakiet x11-common za cholerę nie chce mi się zainstalować, system mówi, że w ogóle nie wie, skąd taki pakiet wziąć, z tego wynika brak podrzędnych pakietów, ogólnie XGL nie chodzi, przez chwilę nie chodził w ogóle tryb graficzny, a tło programów w Wine zrobiło się czarne (i mam czarno na czarnym – bezużyteczne). Argh! W dodatku system za każdym razem wykrywa mi 4 aktualizacje, mówi, że 8 innych pakietów zainstalować się nie da, a menedżer aktualizacji wygląda jakby zwisł za każdym razem, gdy każę te aktualizacje zainstalować. Fajnie.
– Back to Windows. Zapragnąłem rozszerzyć systemowe menu przeciągnij-i-upuść o pozycję „dowiąż tutaj” – aby na dyskach NTFS jeden plik mógł być w kilku miejscach na raz, nie zajmując więcej przestrzeni. Znalazłem na to ładny projekt w Delphi, przetłumaczyłem parę rzeczy na polski (co by było spójnie z systemem) i kazałem go skompilować. Zonk. Wymagał czegoś z Jedi Code Library.
– Postanowiłem zainstalować JCL i JVCL. Pobrałem najnowszą wersję (JVCL 3.20) i uruchomiłem instalację – najpierw JCL, bo JVCL go wymaga. Zainstalowało się. Przeszedłem do folderu JVCL. Uruchomiłem instalację. Zonk. Brakowało mu pakietu xmlrtl… Jezu, jak w linuksie. Poguglowałem, wyszło na to, że to znany błąd JVCL 3 pod Delphi 2005 Personal Edition – zapomnieli, że ta edycja tego pakietu nie ma. Ale ojej, jak fajnie! Zrobili na to łatkę! Ściągnąłem, załatała, uruchamiam install po raz drugi. Zonk. W ogóle już nie uruchamia się instalator, wywala za to paredziesiąt błędów… Lekka konsternacja. Ale główka pracuje i ‚wykminiłem’, że jeśli to jest łatka do JVCL 3 to może na 3.2 nie działa (a nowszej łatki nie ma!). Wobec tego pobrałem JVCL 3… Ten z kolei nie wykrył zbyt-nowego JCL… Pobrałem więc starszy pakiet JVCL+JCL (żeby, do cholery, pasowało do siebie!), wypakowałem, uruchomiłem… Nadal się nie instaluje. Z łatką czy bez. A niech ich wszystkich szlag! Jak w linuksie!
– Z w/w powodu projekt zmartwychwstania ICQa może się opóźnić (bez dodatkowych pakietów nie mogę go skompilować/otworzyć…)
– Pomyślałem, że może wypali inna opcja – skopiuję wszystkie pliki Delphi ze starego systemu, a potem całą gałąź rejestru. Zły pomysł. Jako, że to różne edycje to miałem nieporejestrowane w systemie biblioteki itp… W dodatku plik rejestracji Delphi gdzieś zaginął, wszystko się sypało, pomoc już wcześniej, teraz całe środowisko.
– Wkurzyłem się, wyinstalowałem (pewnie dużo po tym zostało na dysku) Delphi… Mam nadzieję, że nie padnie od tego Visual Studio 2005 Express, jak ostatnio _-_… ♪ burza, niech to wszystko szlag ♪
– Kusi mnie pobawienie się kilkoma innymi linuksami, ale z limitowanym transferem nie powinienem sobie pozwalać na takie swobodne „tu parę giga, tam parę…”

Parę okienek wyskoczyło i zapomniałem, co miałem pisać _^_…
I padł FireFox (a raczej zwisł) i cudem odzyskałem ten tekst XD
Powstaje hit, przewodnik jak rozmawiać z ikarim! Jest to oczywiście bardzo wstępna jego wersja, aczkolwiek powinna rozwiać niektóre wątpliwości próbujących podjąc kontakt, zwłaszcza tych nie otrzymujących odpowiedzi (punkt ostatni). Niebawem zostanie podlinkowany w szablonie bloga.
A propos innych ciekawych stron – znalazłem serwis Stek prowadzony przez autora PolChatu, Kurnika i paru innych – Marka Futregę (osobisty idol i autorytet ;P mimo, iż jego jedyny mail do mnie był niezbyt pozytywną odpowiedzią i nie zauważyłem, kiedy zastąpił go yes2mike, bo podpisują się tak samo ;) ). Co ciekawe, layout strony przypomina wszystkie jego dzieła. :)

Matura nadchodzi wielkimi krokami. Oceny końcowe też. Tylko w kwestii tych drugich jestem pozytywnie nastawiony. W sumie to ostatnio zaczynam wyznawać filozowię „po co się czymkolwiek w ogóle w życiu przejmować, będzie co ma być”… Nie wiem, czy to najlepsza droga, ale cóż… ;P
Mam wszystko gdzieś i po raz kolejny żyłem iluzją, że dni wolne będą wolne. Zawsze zapominam, że nigdy tak nie jest…
Równie tradycyjnie zapomniałem, co jeszcze miałem tu pisać. Dlatego zakończę.
Wracam do lekkostrawnej muzyki. Dawno nie słuchałem Blank&Jones.

Wysiadka ;P

Wracając do autobusu – czasem potrafią mnie bez większego powodu wzruszać takie proste scenki. Na przykład dziecko mówi coś do swojej lalki albo zabawki i „opiekuje się” nią. Można przejść nad tym obojętnie. Ale można też spojrzeć na to dopowiadając sobie mnóstwo rzeczy… Można zobaczyć dziewczynkę, która tak naprawdę najwięcej rozmawia właśnie z tą lalką, – bo z zabieganymi rodzicami-karierowiczami nie ma okazji na dłuższą czy poważniejszą rozmowę, albo nie potrafiącą z nimi tak porozmawiać, bo nie było kiedy zbudować z własnym dzieckiem więzi. Można wyobrazić sobie te wszystkie chwile, kiedy takie dziecko siedzi w swoim pokoju i zwierza się szmacianej lalce ze swoich największych sekretów. I gdyby lalka potrafiła mówić, to właśnie ona najlepiej by znała dziecko i jego potrzeby. Szmaciana lalka, a jednak obiekt ogromnego przywiązania ze strony kilkuletniego dziecka. Delikatny przedmiot, a tak ważny… Nie można pozwolić by się zgubił, podarł, odpadające guziczkowe oczko trzeba natychmiast przyszyć, bo laleczkę boli… Mała rzecz, ale przedstawia ogromną wartość. Dla dziecka jej strata mogłaby stanowić prawdziwą tragedię w jego małym świecie… Ale można przejść nad tym obojętnie…

I taki częściej jest świat ludzi prostych. Łatwiej przywiązać się do niepozornego przedmiotu, rzadziej do jakiejś idei, czy samej funkcji, którą mógłby spełniać czasem dowolny inny obiekt. Kolejną rzeczą, o której zacząłem myśleć było zrozumienie. Zrozumienie tego prostego spojrzenia na świat i to, co mamy przy sobie. <pad Worda, utrata akapitu> ‘Garbaty’ zazwyczaj nie zrozumie ‘Prostego’. <wtargniecie siory> Czemu? Bo on wcale nie stara się go zrozumieć. Czemu miałby <drugie wtargnięcie> tracić cenny czas (nie wiem, dokonuje teraz przecież ważnej inwestycji, decyduje o poważnych sprawach, ma mnóstwo spraw do załatwienia i obraca dużymi pieniędzmi) na próbę spojrzenia na świat choć przez parę chwil z zupełnie innego punktu widzenia – takiego, gdzie czasem zupełnie błahe rzeczy okazują się być najważniejsze, drobne sprawy godne największej możliwej uwagi, niewiele warte lub znaczące elementy życia podniesione są do rangi najwyższej świętości <trzecie wtargnięcie> ‘bo tak’, wcale nie musi to być do końca racjonalne. A Prosty nie zrozumie Garbatego. Bo nie potrafi. Bo ciężko mu się przestawić na inne, tym bardziej ewentualnie „wyższe” rozumowanie, bo on ma już swój mały świat ze swoim porządkiem rzeczy. To jest jego świat, jedyny świat.

A ja zachwycam się zachwycaniem się głupotami :)


„Wstała” domena ikari.pl, hurra! Miesiąc musiałem czekać aż poprzedni rejestrator ją zwolni, by móc ją zarejestrować gdzie indziej. „Bezpłatny transfer” z racji opłaty za cały rok z góry nie wchodził w grę.
Swoją drogą, strona ICQa w Opera Mini na telefonie wygląda ślicznie ;)
Anyway na bloga powraca cała jego szata graficzna, której brakowało w czasach ostatnich ;).

Z serii „ciekawe artykuły na dziś” (czytacie kiedykolwiek? XD): Poruszająca historią gnijącego żywcem nastolatka oraz robienie wielu rzeczy na raz jest ZŁE (to o mnie! :O).