960×540 w wersji ekonomicznej

źródło zdjęcia: CNET

„Oszustw” z nowoczesną technologią ciąg dalszy.

Producenci ekranów LCD do smartfonów wymyślili sposób na oszczędzenie do 40% prądu. Jeżeli dokładnie przyjrzeć się ekranom takich telefonów jak Motorola RAZR, Motorola Droid 3/4, czy Motorola Atrix, a także (chociaż wyniki będą odrobinę inne) nowszych Samsungów Galaxy czy Nexus One, zauważymy, że z pikselami wyświetlającymi jednokolorowe (czerwone, zielone, niebieskie) elementy coś jest nie tak i ułożone są jakoś nieregularnie (p. zdjęcie nad postem).

Otóż mamy tu do czynienia z wynalazkiem zwanym matrycą PenTile. Stwierdzono bowiem, że po co robić piksele RGB (z trzech składowych kolorów pozwalających mieszać barwy dla uzyskania niemal dowolnego widzialnego odcienia), skoro można usunąć jakąś składową tu i ówdzie i zrobić ekran, który ma mniej aktywnych elementów, więc pobiera mniej prądu. Tak oto jeden piksel (logiczny) składa się na ekranie tylko z kolorów R+G, inny R+B, a jeszcze inny G+B. Dla lepszego efektu (i lepszego odwzorowania czarno-białego zwykle tekstu) dorzucono jeszcze subpiksele białe, oznaczane W.

Układ subpikseli w matrycach RGBW PenTile

 

Plusy? Mniej aktywnych elementów, to mniej podzespołów do zasilenia, czyli dłuższe życie baterii.
Minusy? Wysznięto ;) z założenia, że przy tak dużej rozdzielczości na tak małej powierzchni nikt nie powinien się zorientować. This is not true. Porównując taki ekran z ekranem iPhone’a 4S, który ma tę samą (zbliżoną) rozdzielczość, stwierdzamy, że na matrycy PenTile jeśli dobrze się przyjrzeć, to piksele widać, podczas gdy Ajfon ma obraz jak żyleta. Przy tej gęstości jego matryca wygląda jakby miała nieskończoną rozdzielczość ;-)

Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. 960×540 pikseli RGB to 960*540 fizycznych pikseli, rozumianych jako kompletów podpikseli, na ekranie. Natomiast na RGBW PenTile będzie to… jedynie 480×270 kompletów subpikseli, adresowanych jak 960×540. Zarazem będzie to faktycznie wyższa rozdzielczość, niż gdyby było to 480×270 tradycyjnej matrycy. Przy PenTile w wersji RGB pikseli jest tylko o 1/3 mniej, ale efekt nieco gorszy. Główna zaleta tej technologii jest jej główną wadą. PenTile jest magicznie energooszczędne, bo ma mniej subpikseli, ale też mniej precyzyjne, z tego samego powodu. Najszczęśliwsi są (najlepiej na tym wychodzą) ci, którzy nie widzą różnicy :)

Osobiście uważam tę technologię za niesamowicie sprytne oszustwo na domniemaną korzyść konsumenta.

Hack’a’rola Droid 4

Smartfony w USA są tańsze, a czasem znacznie tańsze niż w Polsce.
W chwili pisania tych słów, typowa cena nowego iPhone’a 4S ze sklepu w Polsce to 2600zł, natomiast w USA kupując go od Verizon (też bez planu taryfowego) będzie to ok. 2100zł. Jakiś czas temu różnice były znacznie większe, gdy ten sam model iPhone’a 4 kosztował w Polsce 3000zł, a tam – 2000zł.
Pół roku temu Motorola Droid 3 kosztowała w Polsce (chociaż sklepy, które ją sprzedawały, sprowadzały ją z USA) 2200zł, podczas gdy w Stanach byłoby to 1500zł. W marcu natomiast pojawiła się kolejna odsłona serii Droid (w Europie nazywanej Milestone, urwanej na modelu z numerkiem dwa), kosztując 1700zł. Koniec końców wprawdzie doliczają do tego podatek (niespodzianka, Verizon wszystkie ceny podaje netto), ale jedynie w wysokości 6%.

Oczywiście, Verizon może sobie pozwolić na wypuszczanie urządzeń „tanio”, bo… i tak nie możesz przejść do innej sieci. Większość sprzedawanych przez Verizon telefonów nie ma nawet slotu na kartę SIM! Można więc natknąć się w Internecie na ludzi, którzy myśleli, że kupią ajfona taniej i będą szczęśliwi, a tymczasem dowiadują się, że nie włożą karty i nie uruchomią telefonu. Jak to możliwe? Otóż, w Verizon wykorzystuje się inną technologię niż u nas:

  • numer telefonu jest zaprogramowany bezpośrednio w urządzeniu – Subscriber Identity Module staje się niepotrzebny (dlatego niełatwo zmienić operatora)
  • wykorzystywana przez nich technologia, to nie GSM, jak od lat w Europie, lecz CDMA. Nawet jeżeli ten skrót wydaje Ci się znajomy, to weź pod uwagę, że uściślając ten popularnie używany skrót należałoby powiedzieć CDMA2000, co jest już wariantem stosowanym przede wszystkim w USA, Korei i Japonii. Kiedy mówimy „CDMA” w Europie, mamy na myśli standard WCDMA, który działa po prostu inaczej, jest technologią alternatywną. Telefon, który obsługuje jedynie verajzonowe CDMA po prostu nie „dogada się” z polskimi nadajnikami, używając innego „języka” niż swój „rozmówca”.

    systemy z rodziny CDMA2000 działające głównie w Ameryce i Azji (popularne dzięki kompatybilności z wykorzystywanymi tam wcześniej sieciami cdmaOne). Wśród 4 największych sieci komórkowych w USA[10] , dwie (operatorzy Verizon Wireless i Sprint Nextel) zbudowane są bazie standardu CDMA2000, a dwie (operatorzy AT&T Mobility i T-Mobile USA) używają technologii WCDMA.
    src: Wikipedia

Dlatego jeżeli wpadniesz na pomysł zakupu telefonu z innego kontynentu, musisz uważać. Na kwestie opłat celnych spuśćmy zasłonę wymownego milczenia, ważne i fascynujące są tu same różnice technologiczne.

Osobnym zjawiskiem są telefony sprzedawane jako „Global”, obsługujące wszystkie wymagane technologie i pasma (i karty SIM ;-)) by działać na całym świecie. Globalne były właśnie Motorole Milestone 1, 2 i 3, chociaż ta ostatnia miała zdecydowanie mniej globalną dystrybucję (aczkolwiek znajdziemy ją na Allegro). Osobiście jestem fanem zarówno Androida, jak i fizycznej klawiatury QWERTY (którą traktuję jako tzw. must-have), więc Droid 2, później 3 (dwurdzeniowy procesor 1 GHz), a ostatecznie Droid 4 (2×1,2 GHz i nareszcie 1 GB RAMu; do tego lepsza klawiatura) wydawał mi się smartfonem idealnym. Miał tylko dwa mankamenty. Po pierwsze, nie był sprzedawany w Europie.

Drugi problem jest znacznie ciekawszy. Według pierwszych specyfikacji telefon obsługiwał wszystkie pasma (global-ready), potem pojawiły się informacje, że początkowo będzie to tylko CDMA, a GSM zostanie „włączone przez aktualizację oprogramowania później w tym roku”. Jeszcze później natomiast na rzekomy wniosek Motoroli, z serwisów internetowych zaczęły znikać wzmianki o wsparciu GSM w tym telefonie. Czy zadziała i kiedy – pozostawało niewiadomą (oficjalnie nadal pozostaje).

Jestem upartym stworzeniem, urządzenie zatem sobie sprowadziłem, drogą kupna. I tu zaczyna się frajda.

Aby go uruchomić po raz pierwszy, należy aktywować telefon (procedura Google i/lub Verizon, bo soft jest mocno brandowany), oczywiście przez internet. Naturalnie jeśli nie masz łączności z siecią komórkową i nie widziałeś na oczy systemu, to nie masz internetu w ogóle (bo do ustawień WiFi dopuści Cię dopiero po aktywacji) i aktywować się nie możesz.

Magiczna sztuczka nr 1: dotknij kolejno czterech rogów ekranu. Lewy górny, prawy górny, prawy dolny, lewy dolny. Ta-da, właśnie obszedłeś procedurę aktywacji i zobaczyłeś ekran „domowy” Androida. Od tej pory możesz dowolnie korzystać ze smartfona. Konto Google możesz skonfigurować w dogodnej dla siebie chwili.

Niedawno natomiast ukazała się na forach internetowych informacja, że znaleziono sposób na włączenie w Droidzie 4 modułu GSM. I tu robi się jeszcze ciekawiej… ;-)

RadioComm + Droid 4 - czarna magia w praktyce

Czarna magia w praktyce

Aby włączyć GSM, należy zainstalować sterowniki Motoroli, pobrać program RadioComm (wewnętrzne narzędzie Motoroli; najlepiej w wersji 11.12.2 lub nowszej), uruchomić i połączyć z telefonem wybierając sterowniki MA→COMMON→MDM 6×00. Gdy kontrolka z prawej strony programu „zaświeci” na zielono lub różowo, możemy przystąpić do operacji przeprogramowania radia (żargonowe określenie modułu komunikacji z czymkolwiek za pomocą fal elektromagnetycznych ;)). W tym celu na zakładce „FTM Common1″, w sekcji NVAccess wybieramy 1877 NV_RF_BC_CONFIG_I i odczytujemy wartość tegoż konfigu przyciskiem Read.

Magiczna sztuczka nr 2, poziom ekspert: w odczytanej wartości podmieniamy pierwsze 8 bajtów (16 znaków) na 8703E80400000200. Wartość tę objawiono przy użyciu najprawdziwszej czarnej magii, niczym algorytm absurdalnie szybkiego liczenia pierwiastka kwadratowego w Quake 3. Tak serio, to najprawdopodobniej liczbę tę ukradziono z Chin, to znaczy z egzemplarza telefonu tam zakupionego, który okazał się obsługiwać łączność GSM na dzień dobry. Skąd magiczna liczba wzięła się w nim? Należy uznać za prawdopodobną teorię, że gdyby każdy Chińczyk wypróbował jedną-dwie wartości, to wiedząc, że liczba Chińczyków dąży do nieskończoności…
Klikamy write. GSM odblokowane.

Przynajmniej według Internetów. Właściwie to kilka to dni później zrobili już na to jedną łatkę, która sama programuje modyfikację radia. Ale, co jeszcze zrobiłem (i przypadkiem dopiero wtedy zadziałało) ja?

Biała magia – SafeStrap.
Istnieje narzędzie, zwane SafeStrap, które pozwala na wrzucenie drugiego ROMu (systemu) na urządzenie, zachowując bezpiecznie pierwszy (zwany, paradoksalnie, unsafe, jako niebezpieczny do modyfikacji). Jego użycie (pod tym linkiem więcej detali) składa się zwykle z wykonania następujących kroków:

  1. wrzucenie ROMu na kartę pamięci (zewnętrzną, czyli kartę pamięci, lub wewnętrzną, czyli pamięć telefonu)
  2. uruchomić telefon i po wejściu w SafeStrap (przyciskiem menu) przełączyć na Safe system
  3. wyczyścić dane (to niegroźne, przełączenie systemu utworzyło kopię Twoich danych)
  4. wyczyścić cache
  5. w mounts and storage sformatować /system (spokojnie; patrz pkt. 3)
  6. w advanced wyczyścić dalvik cache
  7. włączyć instalację ROMu, opcja „install ZIP from SDcard”
  8. restart telefonu – witaj w nowym systemie operacyjnym
Instalacja ICS na Droid4

Instalacja ICS na Droid4

Tą metodą zainstalowałem Androida 4.0, znanego jako ICS (Ice Cream Sandwich).
(Magiczna sztuczka nr 4) W nim zaś okazało się działać ukryte menu serwisowe telefonu, które można uzyskać po wpisaniu na ekranie wybierania numeru kodu *#*#4636#*#*. W tym menu,  z kolei, dało się przełączyć obsługiwane pasmo na GSM. Po restarcie systemu (mało tego, na tym etapie mogę równie dobrze wrócić do ROMu „stockowego”, czyli standardowego!) GSM działa!
Niektóre łatki prawdopodobnie zawierają w pakiecie preferencje pozwalające na włączenie GSM w ROMie.

Tak oto, używając hacka na hacku, włącza się „nieobsługiwane” pasmo komórkowe w linuksowym smartfonie.

 

Pozostał tylko jeden problem… muszę zamienić kartę SIM na microSIM i być pewien, że tego chcę ;-).
Bo prawdę mówiąc fora donoszą, że ten GSM nie działa jeszcze idealnie… (o ile używamy 2G, wszystko jest OK, natomiast w 3G przy połączeniach wychodzących nie będzie głosu).

Niemniej jednak – zdobyłem i „przerobiłem” Droida 4 :-).

Pożegnania nadszedł czas

Czas wypożyczenia smartfona z Play się dla mnie, jakiś czas temu, skończył. Telefon ładnie zapakowany, kompletny, zwrócony. No i, oczywiście, sformatowany, bo kto wie, co oni z tym potem robią ;-)

Wrażenia z poprzednich wpisów mogę nieco zaktualizować.

Po pierwsze, przeprosiłem się z ekranem. On jednak nie reaguje tak opornie, on reaguje tak późno, czyli to nie jego wina. Daje się miziać i delikatnie, jak na ekran dotykowy przystało, należy tylko pamiętać, że paznokciem nie bardzo, a długopisem całkiem nie da rady (na swoim telefonie zdarzało mi się wstukiwać coś na klawiaturze ekranowej czymkolwiek, co było pod ręką – i było to fajne i wygodne).

Po drugie, VoIP na telefonie to chyba jednak bardzo kiepski pomysł. Mając numer we Freeconet, muszę skonfigurować go tak, by meldował się do centrali co 60 sekund, a nie co 5 minut, jak domyślnie. Skutek jest taki: o 9 rano naładowałem telefon do 100%, zaświecił na zielono, że nakarmiony, przez cały dzień w ogóle go nie dotykałem, nie ruszałem, nie wybudzałem, nie sprawdzałem godziny – po prostu sobie leżał bezczynnie, o 15.30 telefon zaświergotał, że jest całkowicie rozładowany i się wyłączył.

6.5 godziny na baterii bez używania. Koszmar. Winą obarczam (nie wiadomo, czy słusznie) niemal ciągłą transmisję danych w tle – podtrzymywanie połączenia z Internetem i z serwerem Freeconet (kto wie, może także odpytywanie w tle BlipaGoogle+ przez aplikacje). To znaczy dla mnie tyle, że nie mogę obładować androidowego smartfona tyloma aplikacji, iloma bym chciał. Oczywiście powinienem był to wiedzieć, a szefowa nokia N900 po włączeniu VPN też rozładowuje się w kilka godzin, ale nadzieja umiera ostatnia… To znaczy także, że podobny czas życia mojego HTC Touch Pro 2 po zabootowaniu Androida  też nie był winą niezgodności sprzętu i oprogramowania (brakujące sterowniki, nie do końca działający tryb wstrzymania). Wreszcie, oznacza to także, że moją przyszłą Motorolę Droid 3 będę prawdopodobnie bardzo męczył. Może pora rozejrzeć się zawczasu za ogniwami słonecznymi, kurtkami z ładowarkami, etc…

Android to naprawdę fajny system. Może nie na telefonie z ~520MHz, czy ile on tam miał, bo nawet słownik z podpowiadaniem wyrazów zamula podczas pisania (i to była największa udręka – jeżeli nie masz fizycznej klawiatury, a ekranowa potrafi się przywiesić na 2 sekundy z powodu przeszukiwania słownika… to boli. Może wisiałaby mniej, gdybym nie włączył jednocześnie polskiego i angielskiego słownika), ale to naprawdę fajny system.

Co więcej mogę powiedzieć o samym telefonie…? Mogę pokazać przykładowe zdjęcie na zewnątrzw pomieszczeniu – typowy komórkowy aparat, nie oczekiwaliśmy przecież więcej. Drugiego dnia jego używania odkryłem spontanicznie, że “przycisk” na dole telefonu to nie tylko przycisk, ale maleńki touchpad! Można go sobie miziać i gładzić i działa to jak używanie strzałek na klawiaturze. Genialne. GPS działa w nim znacznie szybciej niż w moim Touch Pro 2, o czym już pewnie pisałem, natomiast telefon ma także kompas i to dopiero jest frajda! Po jakiejś minucie od odpalenia Google Maps, gdy kompas się uruchomi (i skalibruje? nie wnikam w jego działanie), mapa zaczyna orientować się zgodnie z orientacją faktyczną. Awesome! Można obrócić telefon i patrzeć, jak mapa obraca się wraz z nim (technicznie to: w przeciwnym kierunku), tak, że nadal pokazuje obiekty będące przed Tobą… przed Tobą. Mała rzecz a cieszy, nie bawiłem się dotąd telefonem z kompasem. Ekran natomiast świeci jaśniej od tego, który mam w HTC, więc w słońcu widać więcej. Zarazem odbija całe mnóstwo światła. Ale nadal, wydaje mi się, że jeżeli chcemy widzieć w pełnym słońcu wszystko, co jest na ekranie, to tylko iPhone sobie z tym poradzi (ekran iPhone 3GSiPoda Touch ma tak silną powierzchnię odblaskową, że powyżej pewnego natężenia światła jest już tylko coraz lepiej). Dwa tygodnie używania, ekran bez najmniejszej ryski czy kropeczki. Może jest wytrzymały.

Podsumowując – jak na urządzenie za 400zł, fajny. Nie należy go jednak za bardzo obciążać. Każdy kontakt z Androidem zachęca mnie do tego systemu. Klawiatura wyłącznie ekranowa – nie. Próbował ktoś kiedyś pisać na tym w łódzkim tramwaju? Nie da się, naprawdę, absolutnie w żaden sposób się nie da. A na fizycznym QWERTY mogę pisać bezwzrokowo. Nawet tańczyć na lodzie mi się podczas pisania SMSa zdarzało (odbiło się to wprawdzie na jego treści… ;)).

Huawei U8500, dzień drugi

Huawei obudził się rano martwy.

Rozładowany. [Jeśli nie czytałeś(-łaś), tutaj jest poprzedni wpis na jego temat]

Początkowo pomyślałem, że to dlatego, że na noc uruchomiłem ten zegar i mimo wyłączenia coś tam baterię żarło. Trudno. Odrobinę podładowałem i zabrałem ze sobą do pracy.

Po drodze pobawiłem się Foursquarem, stwierdzam więc przy okazji, że GPS na otwartej przestrzeni działa bardzo sprawnie, ale w pomieszczeniach już gorzej (w domu jestem w Szanghaju, ale to nie pierwsze urządzenie, które tak twierdzi). Na polu GPS Huawei U8500 radzi sobie znacznie lepiej od mojego HTC Touch Pro 2, ale gorzej niż iPod.

Może chodzi o to, że wrzuciłem na niego zbyt wiele aplikacji (o tym za chwilę). Niemniej jednak w pracy ładowałem go twardo, z gniada sieciowego, do samego końca, czyli 100%. O godzinie 17.30 telefon naładowany do 100% odłączyłem od zasilania i zabrałem do domu. O godzinie 23 umarł z rozładowaną baterią. O-oł, Huawei, we might have a problem here.
Kiedy bawiłem się androidem na moim HTC (to telefon z Windows Mobile, jak już wspominałem, ale dzięki cudom internetu, można uruchomić na nim Androida), myślałem, że fakt, że mogę rozładować telefon w 6-7 wcale go specjalnie nie męcząc to wina tego, że uruchamiam niewspierany system operacyjny na danym sprzęcie i że źle zarządza zasilaniem i wszystkim, bo lepiej nie umie.
Ale tutaj mamy smartfon dedykowany androidowi i śmieć po 6 godzinach od pełnego naładowania. Prawda, było to 6 godzin z siecią, przez chwilę nawet z wifi, z instalacją aplikacji, wysłaniem SMSa czy obejrzeniem 30 sekund nagrania na youtube, ale bez przesady.

Początkowe wrażenie z tym telefonem było pozytywne. Było lepsze niż słyszane dotąd opinie. Bo przecież nie taki zły, bo chodzi całkiem sprawnie (jeśli patrzeć przychylnie), bo działa, i tak dalej. No ale on jest wiecznie rozładowany, a to mi się nie podoba.
Dziś przed wyjściem do pracy udało mi się naładować go do 38%. Rozładował się po 40 minutach. O-oł.

Aplikacje.

Może przeciążyłem go aplikacjami. Zainstalowałem: Photoshop Express, Adobe Reader, Amazon Kindle, Bump, CSipSimple, Google+, Google Reader, Foursquare, Soundhound, TestujSmartfona (Play zbiera chyba jakieś statystyki), Winamp, Angry Birds, Speed Test (hey! Play dał u mnie w domu radę wyciągnąć ponad 1 MB/s na łączu komórkowym!) , Blipπ.
W tle z tego na pewno chodzą CSipSimple (aplikacja VoIP, powinna być uruchomiona cały czas), być może także TestujSmartfona, czasem Blipπ, G+, Gmail, takie tam. To chyba nie tak dużo?

Najgorsze, że ten smartfon działa jak Windows Vista. Chyba wszyscy wiemy, co to oznacza — wygląda bardzo ładnie (Android w ogóle jest przyjemnym dla oka systemem), ale co chwilę atakuje nas komunikatem “Aplikacja A wykonała nieprawidłową operację”, “Aplikacja B zostanie teraz zamknięta” (pół biedy, jeżeli tylko nie odpowiada, bo wtedy możemy kazać zaczekać trochę dłużej). To może być wynikem posiadania przez telefon jedynie 256 MB pamięci RAM. To naprawdę mało jak na dzisiejsze standardy i przez te efekty zaczynam się bać, czy moja wymarzona Motorola Droid 3 i jej 512 MB wystarczą.

Zaczyna się dzień trzeci. Ekran, jak to ekran, ślicznie wymalowany śladami paluchów.

̶Z̶e̶p̶s̶u̶j̶ Testuj smartfona (wpis dla każdego)

W ramach stosowania najprzyjemniejszej metody antykoncepcji, czyli usmażenia sobie jąder w mikrofalach generowanych przez niezliczone gadżety elektroniczne otaczające mnie na co dzień, przystąpiłem do programu Play „Testuj smartfona”.

Wrażenia spisywane chronologicznie:

  1. Drodzy operatorzy komórkowi i inni generatorzy spamu. Mam nadzieję, że kiedy użytkownik poda Wam swoje imię i nazwisko jako CEZAR POKORSKI, a gdzieś w jakimś salonie/biurze Wasz pracownik wpisze CEZARY POKORSKI, gdy do tego użytkownik podał Wam już kiedyś swój adres jako ulicę HASZKA (spolszczona pisownia nazwiska Jarosława Haška, czeskiego pisarza), wspomniany pracownik wpisze zaś HASKA… Mam nadzieję, że mająć do dyspozycji dwa „różne” [porównując tekstowo; spaczenie zawodowe] nazwiska i dwa „różne” adresy, wpadniecie na to, że to może jednak być ta sama osoba i nie będziecie wysyłać dwóch (lub czterech – każda kombinacja imię/adres) zestawów spamu.
  2. Jaki on lekki! (Mój obecny winphone (windows ≠ smart. kropka.) waży 170g [potrzebne źródło]).
  3. Ku edukacji społeczeństwa. Ekrany dotykowe dzielą się na:
    pojemnościowe – super-hiper ultra superaśnie czułe na każde przypadkowe zetknięcie naskórka z powierzchnią; na mrozie w rękawiczkach bezużyteczne; wymagają specjalnych rysików lub noszenia przy sobie parówki (podobno działa), bo – krótko mówiąc – reagują tylko na kontakt z materią organiczną. Zaleta? Można to oblec pancernym szkłem i jeździć wtedy po tym nożem – i się nie zarysuje.
    naciskowe jak mój (naciskowe = oporowe = rezystywne, użyłem słowa, które od razu intuicyjnie się czuje) – ekran wymaga dotknięcia, kropka. Czymkolwiek. Ręką, nogą, rękawiczką, kluczami w kieszeni, długopisem. Wystarczy nacisnąć lub dotknąć opuszkiem palca, całkiem lekko. Muśnięcia się nie liczą, nie mamy się łaskotać, tylko wydawać polecenia. Te ekrany posiadają raczej cieniutką i giętką powłokę z jakiegoś poliwęglanowego (plastikopodobnego) tworzywa, która pod naciskiem mikroskopijnie się ugina, coś tam styka i telefon wie, że był dotyk. Pod naciskiem ostrego przedmiotu natomiast powstaje przepiękna rysa, która zostanie na zawsze (czyt. do czasu zdarcia wierzchnich warstw obudowy i naklejenia nowych; nawet nie chcę wiedzieć, ile to kosztuje). Innymi słowy, ekran ten w codziennym zastosowaniu jest bardziej uniwersalny od pojemnościowego, równie wygodny, ale nie obsługuje multi-touch (nie śledzi wielu paluchów na raz; bo nie.), ale trzeba go osłaniać, bo się zniszczy.
    naciskowe (ledwo) –  czyli też typowe rezystywne jednodotykowe ekrany z tą różnicą, że powleczone znacznie twardszą warstwą ochronną. Zdecydowanie lepiej chroni ona telefon przed próbą użycia, a może nawet porysowania. To takie ekrany są powodem, dla którego ludzie mówią „nie bierz ekranu rezystywnego pod żadnym pozorem”, jeśli myślą, że każdy jest taki. Chcą dobrze, słuchaj ich rad uważnie.
    te pierwsze udające te ostatnie – dopiero ten telefon (Huawei U8500) uświadomił mi, że takie istnieją. Coś w tym telefonie działa tak, że miałem wrażenie, że nie reaguje na lekki dotyk, próbowałem więc mocniej i bardziej paznokciowo. Mocniej zadziałało, paznokieć nie – czyli jednak pojemnościowy. Ale czasem reaguje jakby mniej. Nawet nie wiem, od czego to zależy.
  4. Konfiguruję konto Google. Podaję użytkownika i hasło. Źle. Hm, no tak, hasło losowe, klawiatury ekranowe jakie są, każdy widzi, pewnie wpisałem źle. Wpisuję jeszcze raz, nadal źle. Tu  zrozumiałem ideę problemu.
    Widzicie, tylko paranoicy przetrwają [motto i tytuł jednej z książek współzałożyciela Intela], dlatego do Google używam dwustopniowego logowania. To znaczy, jeśli już do komputera usiądzie osoba, która zna hasło do mojego konta, to nie znaczy jeszcze, że to ja, prawda? Dlatego po wpisaniu poprawnego hasła, Google wysyła mi kod SMSem, który należy następnie wpisać w tej aplikacji. Zatem aby się zalogować, musisz nie tylko mieć mój mózg, ale i telefon. Dla usług Google (i firm trzecich), które tego jeszcze nie obsługują, tworzysz specjalne hasła, tylko dla tej jednej aplikacji, które w każdej chwili możesz potem odwołać.
    Najwyraźniej Google Android nie jest usługą, która obsługuje paranoidalne metody logowania do Google. Zabawne. Android w żaden sposób nie powie Ci, że musisz wygenerować hasło (ani nie zaproponuje wpisania kodu SMSowego, ani ten nie zostanie wysłany), musisz wpaść na to sam.
  5. Dalej następuje synchronizacja z Google i tu już mniej więcej jesteśmy w domu. Synchronizacja danych z Google to niesamowita sprawa (tutaj należy zapomnieć o paranoicznym podejściu albo zaufać Google). Kilka kliknięć (dotknięć, wpisań haseł, bla bla) i masz od razu wszystkie swoje kontakty na nowym urządzeniu. Nic nie musisz robić. Kiedy zmienisz dane któregoś gdziekolwiek, natychmiast ta zmiana odniesie skutek w pozostałych miejsach – poprawiasz czyjś numer na komputerze, od razu masz aktualny w komórce. Osoby, ich nazwiska, adresy e-mailowe, zdjęcia i tak dalej, wszystko razem ładnie spięte (pod warunkiem, że czasem pomożemy mu poogarniać ten bałagan) i dostępne. To jest dobre. Chwaliłem to już gdzieś, ale będę chwalił dalej uparcie. Chcesz*.
    * wiesz już? Kojarzysz? Taki nowy spam. Najbardziej chwytliwe hasło ever. „Chcesz.” i link do konta na fejsbuku. Takiej perwsazji nie można się oprzeć.
  6. Czy on jest aż tak wolny, że wyłączyli wszystkie animacje, bo żadnej nigdy nie podoła i nie obsłuży? Uff, jednak nie, można je włączyć i są płynne. Wtedy telefon mniej straszy swoją topornością.
  7. Klawiaturę ma jakąś dziwną, niesystemową. Podpowiada pisownię w ramach autokorekty, ale, niestety, chyba trochę za wolno (w sensie, przeszukiwanie słownika jest dla niego tak trudne, że są widoczne opóźnienia)
  8. Co kieruje ludźmi, którzy gniazdko ładowania (USB) umieszczają na GÓRNEJ krawędzi telefonu?!? Może ktoś podawał im zupę z lewej strony… Wydaje mi się, że takie gniazdka powinny być od dołu i chyba tylko HTC i Apple to rozumieją. (Niech mnie ktoś uświadomi, jeśli HTC przestało to rozumieć w nowszych modelach)
Poza tym, na ten moment mogę powiedzieć, że do testów dostajecie w komplecie z telefonem kartę SIM z pakietem 1 GB transferu, 1zł na koncie (oh yeah) i 4zł w „pakiecie złotówek” (którego jedyny opis to „dodatkowe środki, które otrzymałeś w ramach promocji”.
Angry Birds działa, ale zbyt wolno ;-) O płynności tej gry przy 528MHz należy zapomnieć.
To be continued…