Koniec świata i fizyka współczesna w przystępnej formie

Jak zapewne wielu internautów już się zorientowało, koniec świata ;-) nastąpi za…

Edit: 10 września 2008r. Wielki Zderzacz Hadronów rozpoczął pracę.
Tego dnia akcelerator okrążyły dwie wiązki cząstek,
przy użyciu niewielkiego procenta zamierzonej docelowej mocy.

(Oczywiście jeżeli koniec świata faktycznie ma mieć miejsce, to dopiero przy zderzeniach, i to tych z wielką mocą. Niemniej jednak tłumacząc z matematycznego na ludzkie – nie będzie miał miejsca.)

Niemniej jednak, informację, czy LHC zniszczył już planetę możemy znaleźć na TEJ stronie:
Has the Large Hadron Collider destroyed the world yet? ;-)
Co prawda pojawiają się w Sieci także głosy, że to już się stało

Jest to oczywiście tylko pewne prawdopodobieństwo – trochę jak 6tka w Totku przy kumulacji – że przy eksperymencie z Wielkim Zderzaczem Hadronów coś pójdzie nie tak, wszystko wymknie się spod kontroli i nasza planeta zrobi radośnie *poof*, nie mając nawet okazji, by ostrzec inne cywilizacje z komunikatem „nie róbcie tego!” (chociaż jak pokazuje „Doom 3″, taki komunikat mógłby i tak zostać opacznie odczytany). Eksperyment zaś kilkukrotnie już przekładano, każąc nam się męczyć :(

Swoją drogą niezmiernie bawi mnie fakt, iż niektórzy byli gotów podać naukowców do… sądu! Za powodowanie potencjalnej okazji do zagłady ludzkości! Jezu, PO CO? Komu, do cholery, robiłoby to wtedy różnicę? ;P Ośmielam się twierdzić, że gdyby Ziemię pochłonęła czarna dziura (zwłaszcza jeśli by się pospieszyła), nikt z nas nie odczułby różnicy. Bo żeby odczuć, trzeba przeżyć.

Dociekliwych zapraszam do przeczytania bardzo ciekawego wpisu na ten temat :)

W oczekiwaniu na nadchodzący „dzień czerwonego guzika” chciałbym Wam jednak pokazać genialne, jajcarskie podejście ludzi z CERNu – krótkie wyjaśnienie eksperymentu w formie… rapowanej piosenki:


Nie wiem jak Wy, ale ja leżę i kwiczę. Bozon Higgsa, ziooom [czyt. źąą]!
Da LHC is supadupafly!

Edit: Aktualizacja licznika wg nowej daty od CERNu. Zresztą należy pamiętać, że to tylko uruchomienie akceleratora i przyspieszanie pierwszych wiązek. Pełna moc i pierwsze kolizje dopiero na przełomie roku.

PS. Nie, tak naprawdę wcale nie wierzę, że z powodu eksperymentu nadejdzie koniec świata i pragnę to wyraźnie zaznaczyć. Niemniej jednak, lubię sobie tak o tym myśleć, bo uważam to za zabawne (;D) i pobudzające wyobraźnię. To dużo bardziej malownicza wizja niż „nic się nie stanie i dalej będę żuł kanapkę”.

But that’s stealing!

Ty kradzieju, Ty! [40 sekund wideo, ca 2.7 MB]

Czyli malutka dawka angielskiego humoru – gdyby wyciąć motyw z hełmem (chociaż niektórym się podoba…), to powiedziałbym, że prześmieszne :) Szczerze mówiąc bawi mnie po prostu ostatnia scena – co to FBI robi z takimi niegrzecznymi dziewczynkami – przepraszam, kryminalistkami, – które nielegalnie pobierają filmy z Internetu.

Jeśli ktoś ma jeszcze 3-4 minutki, to polecam także (chociaż już kiedyś zamieszczałem) piosenkę Ala Yankovica „Don’t download this song”:

W obu wymagana znajomość języka angielskiego ;)

Gdzie jest… Matt?

Facet totalnie mnie rozbawił. Spójrzcie, jak fajnie tańczy.
I ile kosztowało go nagranie tego wideo…

 

Znalezione tutaj, co z kolei znalazłem tędy (gorąco polecam), co z kolei znalazłem tu, a oni tu

Edit: Dla zainteresowanych, brt12 przetłumaczył trochę więcej detali na temat tego, kim Matt jest i skąd się wziął — a ja ogromnie cieszę się, że ktoś się tym zainteresował :) Dzięki, b.! :)

Kjuik

Wewnętrzne dziecko

Grunt to umieć się uprzedszkolnić! :)

Prezentowany obok króliczek to całkowicie spontaniczna reakcja [jadących na zajęcia na politechnice] ikariego i muriona na brudne drzwi (i szyby) autobusu.
Pierwszy raz widzieliśmy ten autobus wracając z pierwszego dzisiejszego wykładu o godzinie 14. Rzuciło nam się w oczy, że do najczystszych nie należy, jednak po prostu nim pojechaliśmy do domu. Jednak idąc na zajęcia na godzinę 18 trafiliśmy na ten sam autobus już po raz drugi. W 1/3, góra połowie trasy pojawiła się faza z brakiem szyby między nami a drzwiami. Nie bacząc na śmiech współpasażerki badałem obecność szyby niczym zawodowy mim ;P Później nasza uwaga skupiła się na samych drzwiach – kiedy się otwierały mieliśmy dostęp do ich zewnętrznej, brudnej strony… i postanowiliśmy narysować łączkę, słoneczko i chmurki ^^
Tak też uczyniliśmy. Powstały chmurki, uśmiechnięte słonko (tu po lewej ich nie widać), ptaszki, później dwa kwiatki (jeden mój, jeden Krzysia), a następnie ON – króliczek. Na każdym przystanku mieliśmy około 10-15 sekund na dorysowanie kolejnego elementu arcydzieła (czasem drzwi nam „uciekały”, tak powstało pierwse skośne oczko króliczka xD) i na każdym przystanku jednocześnie coś dorysowywaliśmy. Przyznajemy się bez bicia, że omal przez nas nie umarła ze śmiechu wspomniana wcześniej pani na niedalekim siedzeniu, obserwująca nasze dzielne poczynania i zachwyt nad ich efektami xD. W ostatniej chwili króliczek zyskał łapki i ogonek i wysiedliśmy przy uczelni.

To jednak nie koniec. W drodze powrotnej – to chyba przeznaczenie – musieliśmy opuścić obecny autobus i przesiąść się w kolejny, którym okazał się być… tak! Nasz autobus z króliczkiem! Tu odbyła się „sesja foto-komórko-graficzna” (nic lepszego nie mieliśmy pod ręką, jakby ktoś z Was miał cyfrówkę to fotografujcie ostatnie drzwi autobusu nr 1569 w Łodzi!), dorysowanie ostatnich kępek trawy i podpis autorów obrazka (znów uciekały drzwi i kończyło się miejsce, w które dało się sięgnąć :().

Efekt prac możecie podziwiać TUTAJ (zip, trochę rozjaśniany GIMPem, bo najciemniejsze elementy ginęły). Myślimy z Murionem nad przeniesieniem się na ASP / zatrudnieniem w designie dekoracji autobusów (stwierdziliśmy, że nasz projekt zdecydowanie przebija autobusy grafitti, a niepohamowana radość (łzy śmiechu) przysłuchującej się rozmowie damy zdaje się potwierdzać tę śmiałą opinię xDD).

♪ Time goes by… ♪

おはよう ございます!
Dzień dobry Państwu! ;)

Dawno już nie musieli mnie państwo czytać, pomyślałem więc, że się odezwę.Tym razem już z nowej klawiatury, zakupionej oczywiście za własnoręcznie zdobyte fundusze <satysfakcja> :)

Dużo mniej czytałem ostatnio mądrych artykułów (PS. wie ktoś może, czemu naciśnięcię alt+a (ą) wiesza mi explorera i parę innych programów?), ale jeden szczególnie przypadł mi do gustu. Dotyczy on „kultury pisania e-maili„, czyli czegoś, co bezskutecznie dotąd starałem się niektórym ludziom wpoić, a co znacznie ułatwiłoby obu stronom życie.
W skrócie mówiąc: jeśli masz do mnie jakąkolwiek *sprawę*, napisz e-mail. Zajmę się tym bardziej tak, jak powinienem, a mniej na pół gwizdka, w odpowiednim czasie, bez tracenia godzin na rozmowy typu:

ktoś: jestes?
ja, parę godzin później: jestem.
ktoś, parę godzin później: teraz jestem, a Ty?

W ten sposób nigdy niczego nie osiągniemy, ale cóż. To zazwyczaj nie ja mam w tym interes, więc to nie mi powinno to przeszkadzać.

Właśnie chciałem napisać, jak strasznie wk… irytuje mnie to, że co trochę mi ktoś (najczęściej siostra) przerywa cokolwiek czym się zajmę, ale niestety nie mogłem, bo siostra mi ze 2 razy przerwała. GRRR!
W związku z tego typu incydentami oznajmiam, że jestem bardzo bardzo agresywny ostatnimi czasy.

Był jeszcze jeden artykuł, ale nie umiem go znaleźć -_-. W każdym razie jego autor twierdził, by nigdy nie siadać do pracy, kiedy nie mamy pewności, że nikt nam nie przeszkodzi – bo dużo wydajniej się pracuje w bloku 1 x 60 minut, niż 8 x 15.
W takim razie powinienem nigdy niczego nie zaczynać. No, chyba, że rodzina wyjechała z domu.

POLChat

Aby załagodzić nastroje (tamta notka była pisana jeszcze w popowrotnym szoku) powiem, że wszystko byłoby raczej na dobrej drodze, niż złej (rozwoju, a nie rewolucji), gdyby w ogóle było na jakiejś drodze. Ale jest po staremu – jeśli coś ma się wydarzyć, to wymaga mnóstwa czasu.

Są ludzie, są pomysły, więc myślę, że wszystko będzie naprawdę dobrze, jeśli będzie przeprowadzone rozsądnie i starannie. Priorytetową sprawą ma być poprawienie obecnych błędów i od około tygodnia zanosi się na to, że pojawi się ku temu sposobność.

A ICeQ się rozwija i nawiązuje przyjazne stosunki z jego onetowym odpowiednikiem – Taboretem2 ;) Więcej na ten temat na www.ikari.pl oczywiście.

A jak: Anime, Azja, Autotematyzm (tj. osobiste)

Tak, oglądam anime! Raz na kilka lat zdarzy mi się włączyć sobie coś, co wymaga więcej czasu niż film fabularny ;). Zacząłem oglądać leżące od dłuższego czasu (2 lata…?) Tsubasa Chronicle (made by CLAMP) i muszę przyznać, że chce się oglądać dalej. Ba, jako że miałem tylko odcinki 1-13 postanowiłem osobiście sciągnąć 14-26, co jak dla mnie jest sporym aktem oddania… limitu transferu :P. Podoba mi się, jak japończycy potrafią połączyć w jednym dziele coś dla dziecka (akcja bez dłuższych przestojów, elementy baśniowe i fantastyczne), dla rodziny i dla starszego odbiorcy (wszelkie podteksty, przesłania, głębsze znaczenia zawarte tak naprawdę w większości anime, jeśli się im przyjrzeć – od morałów i wniosków, które dzieci powinny wyciągnąć do takich, których nie zrozumieją.)
(przyznam w sekrecie, że opisuję wrażenia, które już nie pamiętam, czym konkretnie były wywołane xP)

Z drugiej strony absolutnie dziecinnieję i podobają mi się gry typu Kong Kong Online (a przynajmniej dopóki nie zagra w nie moja siostra) – przyciągając mnie właśnie swoją… cukierkowością.
Poza tym silnie mi o kimś przypominają…
Żeby zagrać w tę grę musiałem zainstalować koreański układ klawiatury _^_, innych nie widzi!

♪ Time goes by… ♪
Tsubasa* Chronicle (ツバサ・クロニクル). Sezon pierwszy, 26 odcinków za mną.
Genres

Fantasy, Love-Romance

Year Published 2005 (?!, dałbym głowę, że płytę nagrałem 2 lata temu!). Księżniczka Sakura, obdarzona tajemniczym darem, traci wszystkie wspomnienia, które pod postacią pełnych silnej magicznej mocy piór trafiają po jednym do równoległych światów. Jej „najlepszy przyjaciel” (co najmniej) za wszelką cenę chce wszystkie zdobyć, jednak w zamian za możliwość podróżowania przez światy oddaje to, co było dla niego najcenniejsze – więź z księżniczką (konkretnie zostaje całkowicie wymazany z jej pamięci, także z tych odzyskiwanych wspomnień).
* tsubasa (ツバサ) – jap. skrzydła

I co to ma ze mną wspólnego? Ja nie potrzebuję pojawienia się skrzydeł, by stracić piórka własnej pamięci… Z natury nic nie pamiętam… a wielu rzeczy w ogóle nie wiem… i nigdy nie dociekałem…
Ostatnio znów za dużo myślę. Czasem po nocach, a w półśnie zdarzyło mi się zapisać kilka myśli w komórce i tylko dzięki temu nie utraciłem ich na zawsze… Są jednak wręcz …niepokojące?

Skad jest tem mis, [ktory wisi na scianie przede mna? Jak moge nie pamietac? Przeciez powiesilem go jako pamiatke… i nie pamietam, o  czym/kim mial mi przypominać]…? Kogo zawsze smieszyla porcelanowa mikolajowa? [jak Sakura – widzę scenę, ale przy szafce nikt nie stoi…] Gdzie moje wspomnienia…?

Ile rodzenstwa mial ojciec? [Opowiadal przeciez niejeden raz historie z dzieciństwa, gdzie zawsze mówił, ile miał rodzeństwa…] czy wszyscy nie zyja? [Tak…] Kiedy umarli wujek i babcia…? [Kompletnie nie wiem, ile lat temu to mogło być (1999?)… Czy w tym samym roku, czy w różnych…? To było właśnie ostatnie rodzeństwo ojca (a widziałem go może raz w życiu) i ostatnia moja babcia… Też jedyna osoba z tamtego pokolenia, jaką poznałem…]

Ktoś chciał, bym wszystko o sobie opowiedział… Ale jakże mam to uczynić, skoro tak wiele sam nie wiem?…
Kolejne skrawki myśli zaklęte w nigdy niewysłane SMSy robią się coraz bardziej enigmatyczne…

Kiedy patrysz po ciemku w jeden punkt, napis i kartka znikaja… Czy tak jest ze wszystkim?

Cóż mogłem mieć na myśli…? Czy może… że patrząc… w życiu… stale w jeden i ten sam punkt… w czasie lub przestrzeni… wszystko, włącznie z nim, przestaje już istnieć…? <sam już nie potrafi siebie zrozumieć…>
Ostatni zapis wydaje się mieć konkretnego adresata.

Tak, czytałem. Ale chciałem to usłyszeć/przeczytać od Ciebie.

コングラチュレーションズ… („Engrish”)

E jak E-mail

Z korespodencji użytkowników z administracją (nie mną :P) PolChatu:

> Witam serdecznie !
>
> Jestem właścicielem domeny zd-wola.pl
> Kilka lat temu założyłem na swojej stronie chata Polchat. Niestety
> utraciłem kontrole nad chatem ponieważ zagubiłem dane rejestracyjne swój
> nick i hasło.
> Zarejestrowałem się pod nowym nickiem jako : paluch201 ale niestety nie
> mogę odzyskać kontroli nad chatem – nazwa pokoju: BPI zd-wola. Jakie mam
> możliwości?
>
> Pozdrawiam
>
> Tomasz Bąk
> BPI zd-wola.pl

Alez witam rownie serdecznie.

Z naszych informacji wynika, ze ow pokoj zostal zalozony przez czleka
poczciwego legitumujacego sie nic’kiem „mwichan”.
Tenze Obywawatel logowal sie dzis.

M.

> chcem zmienić nika i nie wiem jak
> proszę o pomoc natychmiastową
> z góry dziękuje

Zatem natychmiast odpowiadamy – istnieje taki wynalazek (mi sie podoba),
jak rejestracja nowego uzytkownika.
Ta oto dogodnosc, jest widoczna z poziomu strony glownej www.polchat.pl

M.

> bardzo byłbym wdzięczny gdybyście opracowali taką wersje polchata
> (niekomercyjnego) który posiadałby dźwięk gdy ktoś odpowie/poda kolejną
> wiadomość na chacie

Czat ma to do siebie, ze jest jak telewizor – mija sie z celem ogladanie
mistrzostw swiata w np. pilce noznej, jezeli widz chce byc powiadamiany o
nowej bramce w postaci konkretnego dzwieku.

> proszę o zablokowanie oojego Ip po wszystkie czasy, chce isę uwolniść od
> nałogu.

To jest az tak zle ? ;)
M.


Edit

PS.