Najdziwniejszy sen ever

Sen, w którym na końcu następuje wielki plot untwist, w którym rozwiązaniu akcji towarzyszyły przedziwne odkrycia i połączenie wszystkich kawałków układanki w dziwaczną i zaskakującą całość.

Był jakiś równoległy świat, testowano przechodzenie do lub przez niego, nie wiem czy ono samo w sobie było w ogóle zamierzone (trochę jak w Doomie 3, gdzie to miała być tylko teleportacja i nikt nie spodziewał się, że można mieć przystanek po drodze…). Naszych (przechodzących) organizatorzy tego eksperymentu uporczywie pytali, czy odczuli coś dziwnego, czy zauważyli coś nowego, jak się okazuje, chodziło o jakąś formę prekognicji, która Ci się od tego rozwijała. Właściwie to rozwijała lub nie i była do zastosowania w naszym świecie lub nie, bo tamten okazał się być właśnie po pierwsze nie-naszym, po drugie jakoś dziwnie płynął tam czas. Niektóre rzeczy były całkiem stałe, ktoś na przykład tłumaczył mi, ze każdego dnia dzieje się to samo (jak Dzień Świstaka), więc zorientowałem się, ze równie dobrze mogłem już tam widzieć/słyszeć skutki własnej „wcześniejszej” (dla mnie) działalności, że może szelest, który słyszałem za rogiem „dzień wcześniej” to był właśnie moment, kiedy teraz chowam się tam, bo ktoś (ja z wcześniej?) podszedł do okna i może mnie zauważyć. Do tego tubylcy patrzyli tam na naszych wyjątkowo krzywo, bo coś im zaburzaliśmy w tym świecie.

Jest moment we śnie, gdzie wyrywam jakiegoś randoma pracującego w sklepie mówiąc mu, że chyba domyślam się, czemu im nie wolno z nami na pewne tematy rozmawiać… bo nam też zabronili i zaczynam łączyć fakty i mieć koncepcję, dlaczego zabraniają tych rozmów. Z czasem okazało się, że niektóre zdarzenia, które mnie tam spotykają faktycznie wydaja mi się znajome, wydaje mi się, ze gdzieś już te słowa do mnie wypowiedziano. Wtedy okazuje się, że znam ten świat z gry tekstowej (!) w którą grałem 15 lat temu (in reality: jestem niemal pewien, że 15 lat temu naprawdę ŚNIŁA MI SIĘ ta gra na Amstrada – i ze wtedy średnio ogarniałem, także dlatego, że od zawsze śniła mi się po angielsku). Że w jakiś sposób to te same wydarzenia, a zarazem coś się srogo skomplikowało (przez wpływ z zewnątrz?), do tego pojawił się jakiś mój arcywróg, który chciał się mnie pozbyć (niekoniecznie domyślając się, co jest grane).

Koniec końców mi się udało wybronić, jednocześnie odkrywając i wykorzystując to, że okazuje się, że… jestem swoim własnym dziadkiem. Że te wszystkie wydarzenia tam są w jakiś przedziwny sposób zamknięte w krąg, w którym dziewczyna, którą teraz/15 lat temu w tekstówce/ poznaję i można by rzec, wspólnie przeżywamy jakąś tam przygodę/quest (znów: tak bardzo gra!), okazuje się jednocześnie być moją babką i na koniec snu pojawia się jej córka, która pamięta jak ta wypowiadała do swojego męża te same teksty, które ja pamiętam na świeżo (rzeczy błahe, np. coś z jedzeniem i okruszkami). Te 15 lat wcześniej nie wiedziałem nawet, że postać, z którą wszedłem w interakcje w grze tekstowej to kobieta, bo wszystkie jej kwestie były podpisane „One” (nie wiem, dlaczego tak). Mam też jakąś przebitkę na moment, gdy dociera do mnie, że grupa decyzyjnych starszych ludzi pokazana mi dawno temu w grze (pojedyncze ryciny ich twarzy, szczyt możliwości ówczesnej techniki, być może jedyna grafika w grze), od których to decyzji zależeć miało moje życie (wyrok?), wygląda zupełnie jak moi norwescy współpracownicy z obecnej pracy w prawdziwym świecie, ale z kolei postarzeni o kolejne 10-15 lat. What the…?

Dodatkowe elementy dziwnej sennej scenografii: miasteczko, w którym toczy się cała akcja zawiera mnóstwo wzgórz, lasów i starych fantastycznie wyglądających domów, do tego jakąś kopalnię. Scen zawierał jakąś dziwną przejażdżkę czymś a’la 1-wagonikowy rollercoaster (tylko że bardziej jakby oszklona winda wyjeżdżająca nagle na tory) który jedzie z wielką prędkością przez czarną noc i smoliście czarny las pod gwieździstym niebem, ale oświetla te kamienne domy takim creepy-zajebistym chłodnym światłem z poruszającego się wciąż reflektora. To była dość przerażająca jazda.
Z oprawy dźwiękowej: tam był jeszcze na początku jakiś motyw, że jak się z tego wagonika/windy wyszło (nie pamiętam, kto mi wtedy towarzyszył), to było słychać czasem jakieś dziwne głosy z tego miasta, niektóre były jakby śpiewem. I kręciło się tam kilka takich NPC-owo wyglądających dziewoj z celtyckim zaśpiewem, które sobie tak coś nuciły… X_x (teraz mam lekkie skojarzenie z Zia’s theme z Bastionu, ale może też po prostu z Celtic Woman).

Świat w którym toczyła się większość akcji tego snu miewał, jak już wspomniałem elementy typowe dla gier… na przykład te stałe elementy świata, niektóre z nich były surrealistyczne same w sobie (dziwne zjawiska w danym miejscu, czy wręcz straszące zombie/duchy), a to, że nie zmieniały się z czasem (straszydło zawsze w tym samym miejscu i stanie, tubylcy już przyzwyczajeni), było jak element planszy/świata w grze.
Bardzo zastanawiają mnie te przeskoki w czasie. Zarazem te same wydarzenia przedstawiała mi gra 15 lat temu i byłem ich uczestnikiem teraz, ale jednocześnie toczyły się w jakiś sposób w przeszłości (stąd: własny dziadek) oraz przyszłości (sąd, starszyzna wyglądająca jak ludzie, których znam, ale za kolejną dekadę lub więcej). Niestety nie pamiętam już kolejnych poszlak, dzięki którym zorientowałem się, że to wszystko tak dziwnie działa, co się właściwie dzieje i że część wydarzeń, które brałem za „czyjeś”, faktycznie były elementami mojego życia, ale z innego momentu.

Największą zagadką jednak teraz, po obudzeniu, staje się dla mnie ta wątpliwa wirtualność świata gry. Kiedyś jedynie niezbyt zrozumiała dla mnie gra tekstowa, teraz w pełni odczuwlana, równolegle (czy raczej wibbly-wobbly timey-wimey) dziejąca się obok naszej rzeczywistość. Portal/uskok prowadzący z naszego świata do innego — okej, ale do świata gry? Czym zatem są gry, co jest grą? A może interpretacja tego snu jest taka, że każdy świat, jaki sobie wyobrazimy, jaki umownie stworzymy, gdzieś powstaje naprawdę? Że to jednak myśl kształtuje materię (i światy)?

 

(post pisany bez ładu i składu bo czym prędzej po obudzeniu między jednym snem a kolejnym)

Nasze życia kontroluje Jakiś Facet Na Kanapie

(post jest tłumaczeniem artykułu z New York Times… ENGLISH VERSION HERE)
Edit: Poczytaj także komentarze, tam jest drugie tyle ciekawych uwag :)
Edit 2: I napisz swój. Miała być dyskusja, nie dialog ;) Wciąż czekam! :P

Dopóki nie porozmawiałem z Nickiem Bostromem, filozofem z Uniwersytetu Oxford, nigdy nie przyszło mi do głowy, że Wszechświat mógłby być czyimś hobby. Nie wyobrażałem sobie wszechwiedzącego, wszechmogącego twórcy Nieba i Ziemi jako pewnej zaawansowanej wersji kolesia, który spędza weekendy budując nowy model kolejki albo doglądającego świata gry typu The Sims. Więcej »

Dreamland

Sennie.

Czasem mi sie wydaje, ze najlepsze notki powstawałyby właśnie tak jak teraz… w łóżku, z klawiaturą na kolanach. Problem polega tylko na tym, że stąd nijak nie widzę monitora, bo jest za mały i za daleko. A może o to właśnie chodzi? By nic nie świeciło po oczach, bez kolejnego rozpraszającego Twoją uwagę światła, nie pozwalającego się skupić, czy raczej oderwać od tego realnego świata. Zamykam oczy…

Leżenie na łóżku, z klawiaturą na kolanach, pisanie z zamkniętymi oczami, które nawet po otwarciu ujrzałyby tylko deski na suficie – może o to właśnie chodzi? Może to w tym tkwi cały sekret? Bo przecież właśnie kiedy tak lezysz Twoje myśli najbardziej… rozwijają skrzydła, uwalniają się. Nie tylko od rzeczywistości, tego świata, tak realnego i namacalnego, ale także od pewnych ograniczeń i więzów, które je krępują. Myśli tuż przed zaśnięciem, kiedy powoli tracą spajającą je logikę, semnns, znaczenie… A może to tylko pozory. Bo znaczenie zdaje się rosnąć, ich waga wraz z nim… Najważniejsze mysli przychodzą tuż przed snem, kiedy nie mamy już szansy ich zapamiętać.
Podobno najważniejszych elementów snu nigdy się nie pamięta. Czemu?

Każdego dnia kiedy tak leżę, przychodzi dużo myśli. O wszystkim. o mnie, o Tobie, o Niej. Anioł, Szatan, życie, śmierć i matematyka (o tak, oto pierwotne byty i podstawowe wartości!).
Oj, gdyby tylko dało się tak uchwycić ostatni strumień myśli… Niemalże jak próba zarejestrowania ostatnich uczuć umierającego. Może niezbyt trafne porównanie, ale jakże prawdziwe.

Tak, to prawda, nie lubię dzielić się zbyt osobistymi myślami tak publicznie. A tak dużo ich przychodzi. Chciałbym podziękować Aniołom, które wytrzymują ze mną mimo moich snów – ikari, proszę, usuń to zdanie, kiedy się obudzisz ;).

W pisaniu tak naprawde przeszkadza to, ile rzeczy sklada sie na nasze zycie codzienne. Bo gdyby nie siostra, nie rodzina, nie nauka, studia, zajecia – tak, moglbym wreszcie poswiecic czas na wylanie swoich mysli, zali, strachow. Tylko komu? Przeciez nie moglbym tracic czasu na kontakty z ludzmi, rozmowe. Bylbym taki.. wirtualny i .. anonimowy? Hm… To nie byloby takie zle…

Zasypianie czasem jest trudne i przychodzi powoli. O kim mysisz przed zasnieciem? Tak, Ty. O kim?
Czy ta osoba mysli o Tobie, kiedy kladzie sie spac?
A moze w ogole wykreslila Cie ze swojej glowy?
A moze jest ich wiecej. A moze to Ty nie pamietasz juz o kims, kto byc moze mysli teraz o Tobie? Nie mysl, nie przypomnisz sobie. Na tym polega niepamietanie.

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny

Póki co idzie mi dobrze, lepiej niż czasem się spodziewałem ;)

  • Matematyka Dyskretna: 80% ćwiczeń, 70% wykładu => 4
  • Matematyka I: 60% ;) ćwiczeń => egzamin ;<
  • Teoretyczne Podstawy Informatyki: 4.5, 5, Sekta Informatyki Kwantowej => 5 ?
  • Wprowadzenie (taa) do Informatyki: (18 + 29 + 33~38) / 100 => 4.5 chyba
  • Algorytmy i Struktury Danych: jestem dobrej myśli. Ambicje na 5.

Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat…

Hm… Czasem jest tak, że ma się o czym pisać, a się nie pisze. Bo nie teraz, bo jutro, bo nie mam na to siły, bo braknie mi wygodnego oprogramowania (jakoś boję się edytować cokolwiek on-line, nie zapisując co zdanie ;P). Swoją drogą – zjadło mi FrontPage’a, a to bardzo fajne narzędzie od wersji 2003 :)

W tej notce podzielę się z Wami także kilkoma obrazkami ;) Może pora na pierwszy z nich:

znajdź 10 różnic!:
Znajdz 10 różnic!
Ten po lewej to oczywiście mój :)
Czasem też po prostu wypadałoby coś napisać, bo a nuż ktoś liczy na jakieś podsumowanie roku (lepiej nie) z mojej strony, czy coś :P. Ale miło jest, kiedy po 2 miesiącach wiszenia „Utworu na Resztę Roku” ktoś prosi o ten nowy, jeszcze w dniu jego umieszczenia :) Miło, że ktoś nie tylko zauważył, nie tylko wysłuchał, ale i spodobało mu się…

Odszedł rok 2006, jest 2007. Szczerze mówiąc co roku wydaje mi się to iście zabawne, jak w związku z czysto formalną zmianą jednej cyferki setki ludzi oczekują niespodzianek, zmian, obrotu spraw o 180 stopni i tego typu cudów. To tylko data. Czemu nie świętujemy tak samo zmiany każdego dnia ani godziny? (ok, pomijam środowiska świętujące „bo jest piątek” :P)
<tu następuje mala utrata tekstu>
Co więc dla mnie oznacza początek roku? Że dodałem belkę „2007” przy linkach do archiwum bloga ;) Podsumowanie roku wydaje mi się ciężkim zadaniem, jak chyba każdemu choremu na Alzheimera/sklerozę. Trochę się poobserwowałem, wyciągnąłem jakieś wnioski, z których i tak nie skorzystam, bo o nich zapomnę i nie przypomnę sobię dopóki nie będzie za późno, takie tam. Rok, jak każdy inny. No, prawie – napisalem maturę, zmieniłem placówkę oświatową (teraz jestem studentem Politechniki Łódzkiej)… Ale nie czuję, bym zrobił cokolwiek, z czego mógłbym być naprawdę dumny. w ogóle zauważyłem, że od zawsze ilekroć miałem jakieś zainteresowania to słyszałem od matki, że to strata czasu i pieniędzy tyle razy, że odechciewało mi się interesować [czymkolwiek]. Czasem mam wrażenie, że tak łatwo daję się zniechęcić, że wiele rzeczy zaniedbałem i może byłbym w nich dziś dużo lepszy? Już wiele lat temu (omg, jak to brzmi) stwierdzałem, że najlepiej jest nie mieć żadnych zainteresowań, a broń Boże ich rozwijać.

A propos Boga ;) i rzeczy, które od miesięcu miałem na blogu zamieścić, a zawsze zapominałem/przekładałem.
Ciekawy artykuł o… sataniźmie. w ogóle, głupio się przyznać, ale od dziecka śnił mi się Szatan _-_… i właśnie taki symbolizujący wolność, swobodę, rozsądek ponad nakazy. Zawsze jako kolega, przyjaciel wręcz, nigdy wrogi, nigdy zły (w sensie innym niż moralny :P). Przeraża mnie to, jak wiele satanistycznych wątków w takim razie pojawiało się w moich snach przez całe życie, no ale cóż… :P Tylko jego ostatni awatar w naszym świecie był wyraźnie inspirowany „czymś z zewnątrz” – w listopadzie śnił mi się „Wujek Lucek” (tak, od Lucyfer) w takiej postaci, w jakiej był przedstawiony w filmie „Constantine„. Niemniej jednak jako mój własny wujek, składający mi z sobie tylko znanej okazji jakieś życzenia (najpierw po polsku, potem prosto do ucha, w nieznanym mi języku – nie wiem, czy chcę wiedzieć, jakim i co oznaczały). i kazał się nie chwalić TAKIMI powiązaniami rodzinnymi (ale to tylko sen, mogę mówić, prawda? ;P).
Btw! Chyba znalazłem tamten quiz! To chyba to (albo jedno z tych, które miałem szukając go wcześniej, ale wątpię :P):

Which Angel Lays Within You?


Lucifer: Angel of the starlight, you are often confused with being evil in your quiet contemplations… Underneath it all you are actually the most beautiful angel of all, and God likes u more… the others are just jealous. What do they know anyways.
Take this quiz!

To jeszcze może art. o ateiźmie, skoro jesteśmy przy temacie :PZa to dzięki takiemu „zostawaniu przy temacie” szybko i bezboleśnie… gubię plan dalszej wypowiedzi. That’s ikari.

Stresuję się. Wiedząc jak to jest u mnie z braniem się za naukę, czuciem się z czegokolwiek [nie]pewnie, sprawdzalnością tych przeczuć itp itd.. to się stresuję. Dużo zaliczeń na horyzoncie -_- Dla uproszczenia przyjmijmy, że sesja trwa cały styczeń, ok? _O_ w ogóle jakoś wszystko zawsze wychodzi inaczej niż się to sobie wyobraża… Jeśli w ogole dochodzi kiedykolwiek do skutku.

Molekuła na dziśJak się tak zastanowić, to tych obrazków w tej notce ma być całe mnóstwo ;) Kolejny z nich widzimy po lewej stronie – cząsteczka na dziś! Buziak dla tego, kto zgadnie, jakaż to molekuła widnieje po lewej stronie tego akapitu. Don’t worry (a może wręcz przeciwnie), przyzwyczajam się już do buziakowania osobników tej samej płci :P
Ot, taka ciekawostka chemiczno-biologiczno-nazewnicza. Bardzo fajny związek.

Odkrycie

O ile pamiętam, miałem w tej notce także pochwalić się dokonaniem szokującego (dla pewnych ludzi) odkrycia. Pamiętacie program w TVN „Uwaga” o mandze, w którym jakaś kobieta znalazła u swojego (nie pamiętam iluletniego) synka pokaźną kolekcję mang i uznała „Dragon Ball” za chińską pornobajkę? Porównajcie te kilka obrazków:


Wygląda na to, że nasza pani Dorota od dawna ma dobry kontakt z telewizją TVN. Z tym, że teraz zamiast komukolwiek podpadać (poprzednio ludzie mający pojęcie o mandze „niezbyt ją lubili” za przedstawioną, typową dla programu „Uwaga”, fachowość), postanowiła błysnąć na firmanencie telewizyjnych gwiazd.
A jak schudła i odmłodniała! ;)

Tak. To bardzo mało ambitna notka.

Ach, i zapomnijcie co mówiłem o śpiączce. Jendak już nie chcę zasypiać :|. Swoją drogą co innego być czegoś świadomym, a co innego widzieć to, choćby we śnie. Czasem to jednak za wiele.
Jednak wszystko zależy od tego, ile czasu potrzeba, by dobry sen zamienił się w koszmar. Zazwyczaj kiedy budzę się rano, nie pamiętam swoich snów. Powoli zaczyna mi się wydawać, że może to i lepiej. Chociaż jeśli przez sen nie krzyczę, nie płaczę, nie ściskam kołdry, (a zwłaszcza nie dzieją się te rzeczy na tyle intensywnie by mnie obudzić) to zazwyczaj jest to zwykły sen, który może warto byłoby pamiętać rano…

Mam gotowy kolejny Utwór na dziś, kiedy go wrzucić?

Ach, no i skończyły się piękne czasy, kiedy wiek kończył się na „naście”. Bolesna świadomość, czuję się staro :P
Wraz z „naście” skończył mi się sponsoring strony WWW (tak, do tej pory za serwer, na którym od kilku lat stała strona ICQa, a obecnie i blog, 2mon, SIK, azyl31, wklejki… płacił ktoś inny), okres abonamentowy serwera, ważność domeny (prawie)… No to kwestia sposobu wydania wszystkiego przy najbliższej okazji… rozwiązała się sama _-_

Kliknij na pajacyka _-_”…

Na koniec, z serii Obrazki Inne:

Śpiączka to coś pięknego

Najgorsza chwila poranka to ta, kiedy orientujesz się, że to tylko sen… On Ci ucieka, a Ty czujesz przerażenie niemal tak silne jakby to była chwila Twojej śmierci… bo w sumie tak… oto Twoje lepsze życie znika i pokazuje, że było tylko Twoją fantazją… To tak cholernie bolesna świadomość… serce zaczyna mocniej bić z przerażenia… Chcesz wrócić do snu, chcesz już NIGDY się z niego nie budzić… Ale nie możesz nic na to poradzić…
I ta śliczna scena… i kiedy ktoś obok spytał, czy nazwać coś „‚Początek’ czy ‚zakończenie'”, odpowiedziałem „Oczywiście, że ‚Początek’!” i ścisnąłem mocniej…
Kurwa, jak ja nienawidzę się budzić… Każdego dnia…