Drifting in space

ikari, 18 maja 2006:

Każdy człowiek żyje w swoim własnym mikroświecie. Przełączanie między [nimi], przypomina czasem przerzucanie kanałów telewizyjnych. Każdy żyje własnym życiem, w każdym jest coś zupełnie innego i bez związku ze wszystkimi pozostałymi. W każdym razie każdy ma swój mikroświatek… Niczym przenikliwa kula zawieszona w przestrzeni, lub bąbelek połączony w sieć z innymi. Kiedy przenika się on częściowo lub łączy z innym mikroświatkiem drugiej osoby, może zajść akt zrozumiałej dla obu stron, dostarczającej przyjemności intelektualnej i satysfakcji, komunikacji.

Mam jednak dzisiaj bardzo silne wrażenie, że mój bąbelek się oddziela zupełnie i dązy do niemania niczego wspólnego z pozostałymi. Tak, wiem, że to raczej nie jest nic dobrego. No i co?

W dodatku, jak większość latających samotnie w przestrzeni planet, zaczyna wirować X_x. Może to dlatego, że odkąd matka wyrzuciła czajnik, prawie nie piję? ;P

A bubble in space, by ikari

Ze swojego bąbelka, z pozdrowieniami, ikari.

W nadchodzących odcinkach:
– Play vs Heyah
– Vista vs reszta świata
– ikari vs sesja

Dreamland

Sennie.

Czasem mi sie wydaje, ze najlepsze notki powstawałyby właśnie tak jak teraz… w łóżku, z klawiaturą na kolanach. Problem polega tylko na tym, że stąd nijak nie widzę monitora, bo jest za mały i za daleko. A może o to właśnie chodzi? By nic nie świeciło po oczach, bez kolejnego rozpraszającego Twoją uwagę światła, nie pozwalającego się skupić, czy raczej oderwać od tego realnego świata. Zamykam oczy…

Leżenie na łóżku, z klawiaturą na kolanach, pisanie z zamkniętymi oczami, które nawet po otwarciu ujrzałyby tylko deski na suficie – może o to właśnie chodzi? Może to w tym tkwi cały sekret? Bo przecież właśnie kiedy tak lezysz Twoje myśli najbardziej… rozwijają skrzydła, uwalniają się. Nie tylko od rzeczywistości, tego świata, tak realnego i namacalnego, ale także od pewnych ograniczeń i więzów, które je krępują. Myśli tuż przed zaśnięciem, kiedy powoli tracą spajającą je logikę, semnns, znaczenie… A może to tylko pozory. Bo znaczenie zdaje się rosnąć, ich waga wraz z nim… Najważniejsze mysli przychodzą tuż przed snem, kiedy nie mamy już szansy ich zapamiętać.
Podobno najważniejszych elementów snu nigdy się nie pamięta. Czemu?

Każdego dnia kiedy tak leżę, przychodzi dużo myśli. O wszystkim. o mnie, o Tobie, o Niej. Anioł, Szatan, życie, śmierć i matematyka (o tak, oto pierwotne byty i podstawowe wartości!).
Oj, gdyby tylko dało się tak uchwycić ostatni strumień myśli… Niemalże jak próba zarejestrowania ostatnich uczuć umierającego. Może niezbyt trafne porównanie, ale jakże prawdziwe.

Tak, to prawda, nie lubię dzielić się zbyt osobistymi myślami tak publicznie. A tak dużo ich przychodzi. Chciałbym podziękować Aniołom, które wytrzymują ze mną mimo moich snów – ikari, proszę, usuń to zdanie, kiedy się obudzisz ;).

W pisaniu tak naprawde przeszkadza to, ile rzeczy sklada sie na nasze zycie codzienne. Bo gdyby nie siostra, nie rodzina, nie nauka, studia, zajecia – tak, moglbym wreszcie poswiecic czas na wylanie swoich mysli, zali, strachow. Tylko komu? Przeciez nie moglbym tracic czasu na kontakty z ludzmi, rozmowe. Bylbym taki.. wirtualny i .. anonimowy? Hm… To nie byloby takie zle…

Zasypianie czasem jest trudne i przychodzi powoli. O kim mysisz przed zasnieciem? Tak, Ty. O kim?
Czy ta osoba mysli o Tobie, kiedy kladzie sie spac?
A moze w ogole wykreslila Cie ze swojej glowy?
A moze jest ich wiecej. A moze to Ty nie pamietasz juz o kims, kto byc moze mysli teraz o Tobie? Nie mysl, nie przypomnisz sobie. Na tym polega niepamietanie.

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny

Póki co idzie mi dobrze, lepiej niż czasem się spodziewałem ;)

  • Matematyka Dyskretna: 80% ćwiczeń, 70% wykładu => 4
  • Matematyka I: 60% ;) ćwiczeń => egzamin ;<
  • Teoretyczne Podstawy Informatyki: 4.5, 5, Sekta Informatyki Kwantowej => 5 ?
  • Wprowadzenie (taa) do Informatyki: (18 + 29 + 33~38) / 100 => 4.5 chyba
  • Algorytmy i Struktury Danych: jestem dobrej myśli. Ambicje na 5.

Mindflow

Bolesna świadomość niemożności dążącego do nieskończoności (ew. JUTRA) odkładania napisania kolejnej sensownej i treściwej, a najlepiej także poczytnej notki iBlogowej skłania mnie do refleksji nad systematyką organizacji standardowego życia młodzieńczej jednostki elementarnej społeczeństwa stanowionej przez moją skromną osobę.
Drodzy czytelnicy: KURWA MAĆ.

42

Pisząc te słowa (pada śnieg) uciekam od bolesnej rzeczywistości do świata wirutalnego (tak, to jest stylizacja na pieprzenie mediów, nie podzielam tego zdania), rzeczywstości, która czycha na mnie z jutrzejszym sprawdzianem z języka niemieckiego, wyrokiem z języka polskiego (parenaście opowiadań +, jak dzisiaj się dowiedziałem, powieść), sprawdzianem z kółka matematycznego (?!?! no bez jaj…), rozpoczęciem lekcji o godzinie siódmej rano i tym podobnymi atrakcjami życia uczniowskiego, nadal jednak pozostając pod wpływem nieuniknionym dnia dzisiejszego, objawiającym się powszechnym zmęczeniem po szkole i ciągnącą się od czasu dłuższego niechęcią do świata, zycia, wszystkiego (do 42).

Jak nie należy pisać/żyć

Mam nadzieję, że szanowni czytelnicy nie mają mi za złe, że dzisiaj mam do nich stosunek wyjątkowo przerywany. Przerywany siostrą, lekturą, językiem niemieckim a także Koniecznością. Jednakże zarówno wszystkie czynności jako i przerwy zdają się nieuchronnie prowadzić w jednym i tym samym kierunku – do Nietzschego niczego. Innymi słowy wszystko zdaje się dryfować na falach morza chaosu, cudem tylko unikając potężnych wirów ciągnących świat w dół. Wkurza mnie, że tak jest wiecznie, że nawet jeśli bym spróbował, to w tym domu organizacja życia przy zachowaniu koegzystencji z matką i siostrą nie należy do rzeczy możliwych.
W moim życiu były 2 (słownie: dwa) tygodnie zorganizowane i to do tego stopnia, że dzień zdawał mi się być połowę dłuższy, życie lepsze, a mimo konkretnych godzin – swoboda większa. To były dwa tygodnie mieszkania z ojcem, kiedy matka z siostrą wyjechały do sanatorium. Bardzo dawno, a jednak było to coś pięknego. Teraz absolutnie nie do powtórzenia, co nie zmienia faktu, że byłbym wielce kontent, gdyby te 2 osoby opuściły dom na dłużej po raz wtóry. Tak, wcale nie wadzi mi tak siedzenie zupełnie samemu.

Złośliwość rzeczy martwych

Dzień inny: (kolejna notka rodząca się w bólach, bez znieczulenia)
Mój kochany komputer robi wszystko by mnie zirytować. Wszystkie potrzebne mi programy nie działają, nie zainstalują się lub odmawiają pracy z powodu braku lub złej wersji jakichś elementów. Nowa wersja nie daje się zainstalować, ponieważ jest stara zła wersja, a zła wersja nie daje się usunąć ponieważ „nie i już”. Dodatkowo, kiedy już wersje będą się zgadzać (użycie siły i usunięcie 3 innych rzeczy) to docelowy produkt i tak się nie zainstaluje. I sam nie wie, dlaczego, ale wyśle uprzejmie kolejny raport do twórców, z którego nic dla mnie nie wyniknie (nie, raczej nie zdarza się by te moje błędy poprawiano ==). Ponadto dysk jest pełny, pamięci mało (zaledwie 1 GB, jakże szybko to mu się kończy…), procesor za wolny do normalnego startu paru programów. Stabilność? Konnekt nie lubi się z explorerem, explorer z kodekami, WMP z MP3, (KGB z FBI…), explorer od czasu do czasu musi sobie paść – albo „dla zdrowia, bo dawno nie padł”, albo właśnie dlatego, że nie był restartowany (nie zapisał ustawień) od ostatniej zmiany układu ikon na czymkolwiek. Nero natomiast czeka cierpliwie pół godziny aż zbiorę wszystkie pliki na płytę ze wszystkich zakamarków wszystkich dysków, by ceremonialnie i z hukiem pąść w chwili, gdy każę mu to nagrać.
Człowiek potrzebuje snu. Dużo. Położenie się spać o 23 i wstanie o 6 rano boli. Tzn… Ze wstaniem może i pół biedy, ale być przytomnym i spostrzegawczym przez kolejne ileś godzin to już prawdziwy wyczyn.

Globalna wymiana myśli (telepatia?)

Dyfuzja idei. Niewątpliwie zachodzi. Między wszystkimi ludźmi i przez cały czas. Ja naprawdę wierzę w to, że ludzkie umysły są jakoś ze sobą połączone, i nawet jeśli o tym nie wiemy, to każdy z nas ma w jakimś stopniu „zdolności telepatyczne”. Nie, do cholery, nie mówię, że umiesz czytać w myślach! Jest w życiu wiele takich sytuacji – czy nigdy nie masz tak, że chcesz do kogoś zadzwonić lub trzymasz już w dłoni słuchawkę, a ta osoba w tej chwili dzwoni do Ciebie? Jako dziecko myślałem, że matka se jaja robi/popełnia białe kłamstewka (tak to się nazywało?) mówiąc przy co 3 telefonie „właśnie o Tobie myślałam/miałam do Ciebie zadzwonić”. Ale z czasem, na własnym przykładzie, zrozumiałem, że to jednak dzieje się naprawdę. Szczególnie pamiętam ten jeden wyjątkowy przypadek. Rozmawiałem z (św.p.) babcią o pewnej niesamowicie dalekiej rodzinie, którą zarówno do tamtego dnia (lata temu) jak i do dziś widziałem dwa razy w życiu. To była jakaś moja daleka kuzynka, która wyszła później za mąż za jakiegoś bioenergoterapeutę (który był w którymś numerze trochę zbyt „nawiedzonego” pisemka „Gwiazdy mówią” :P) (dopiero pisząc TĘ notkę dotarło do mnie, że najpierw miała kilkuletnie dzieci, a POTEM brała ślub). No i na tym ślubie (cywilny, porządnym ;P) byłem i jakoś właśnie z babcią kwestię ślubu także poruszyliśmy. I nagle dzwoni telefon. Nie tylko to była właśnie ONA, ale jeszcze dla przypomnienia się wspomniała o ślubie (nie musiała…). To był jedyny raz w życiu, jak gadałem z nią przez telefon ;P
Tak więc normalnym jest, że w jednym czasie lub okresie myślimy podobnie z różnymi ludźmi, nawet obcymi i odległymi. Po prostu nasze myśli są częścią jakiejś wspólnej puli. Tak, jak stacja radiowa jest częścią „eteru” ;). Zresztą niewykluczone, że to właśnie tak działa – mózg każdego z nas działa na zasadzie impulsów elektrycznych, więc może generować jakieś pole, może je też wykrywać ;) cholera wie ;P

Dostrzegam błędy w matrixie. Zacznę od czekającego na swoją wielką chwilę wycinka z gg, dowcipnego bądź [do]ustnego:

ikari: (18:42)
eee <przezycia wew. bohatera rodem z poczatku Seksmisji>
nagle w pokoju spada moneta. sama.
jakies… wewnetrzne niestabilnosci w materii?
koniec cichej walki o rownowage? o_O
zachwianie grawitacji?! XD
MKL: (18:43)
XD
ikari: (18:43)
sojeft? XD
poza tym wolalbym jakby spadala gdzies prede mna niz gdzies za plecami >XD
MKL: (18:43)
mon, SPADLA, to TWOJA – i nie filozuj XD
ikari: (18:44)
>XD

Błąd nr 1: Szyny tramwajowe, zwłaszcza te nowo kładzione, oparte są jak wiadomo o betonowe „belki”. Belki te są produkowane w KUTNIE i odlewane w formie z napisem coś tam „KUTNO”. Widziałem jedną belkę, gdzie literka „T” w słowie „KUTNO” jest do góry nogami, odwrotnie niż pozostałe. I jest to jedyna taka belka, pozostałe sa normalnie. Jak może być odwrócona literka, skoro wszystkie belki są odlewane z jednej formy, a nawet gdyby, to czemu tylko jedna?
Błąd nr 2: Przed moimi oczami, na niebie pojawiła się chmurka. Tak, pojawiła się – w ułamku sekundy, kompletna. Jak w grach, które za późno załadowały jeden obiekt, czy teksturę… Coś tu jest nie tak.
Matrix najwyraźniej nam się sypie, pora na format… ;P

Rzeczywiście dopiero teraz w trakcie rozmowy z Kazia przyszła Wiktorowi ta myśl do głowy, że nigdy nie kochał się w nikim jak wariat. Podkochiwał się, miał romanse, jedna heca zmusiła go do tego, żeby wcześniej wyjść z wojska, niż to zamierzał; gdy pracował w starostwie w Budkach, była pani Zakowa, wszystko prawda. Ale jakie to mizerne wobec tego, co mogło było być.” [„Panny z Wilka”, Iwaszkiewicz]
Czytając te słowa po raz pierwszy, wtóry i kolejne nadal nie jestem w stanie sformułować odpowiedniego komentarza, pozostaje mi więc jedynie przyznać głośno rację tej nie artykułowanej i niewypowiedzianej myśli tradycyjnymi słowami „no nie?!„.

Pamiętacie jeszcze wymianę myśli? ;) Dzisiaj śniła mi się Agnieszka z klasy z gimnazjum (nie widziałem jej odkąd skończyłem gimnazjum XD) i po obudzeniu się… odebrałem od niej wiadomość na gg z rana ;) Jak dobrze pójdzie to napisała do mnie właśnie wtedy, kiedy mi się sniła :)

Still there? ;)

Notka w systemie ratalnym, part 2

Zgaga, ludzie, siostra, pogoda i własny umysł przeszkadzają mi się skupić :P

Pisałem ostatnio, że – mniej więcej – każdemu mówi się to, co on właśnie powinien widzieć, co „jest mu przeznaczone wiedzieć” ;P Każdy usłyszy co innego, a te same słowa nie trafiają do każdej osoby po kolei, identyczne zaś rozmowy na gg nie są prowadzone z każdym z listy ani w grupowej konferencji. Co z tego wynika? Ano to, że ludzie budują w sobie obraz drugiej osoby poprzez interakcje z tą osobą, rozmowy, spędzany czas, kontakt. Nie wiemy nic o kimś, z kim się nigdy nie spotkaliśmy (tak, nie wiemy tak naprawdę nic, a zdanie innych, czy mass-media też przekażą tylko swój subiektywny i zapewne naginany do własnych potrzeb obraz). Jeśli zaś interakcja jednej osoby z pozostałymi jest w każdym przypadku inna – każdy buduje inny obraz. Jest tylu ikarich, ile ludzi go zna, lub o nim słyszało. Każdy inny, nie ma dwóch takich samych tak, jak nie ma dwóch takich samych obserwatorów z jednakowym bagażem „doświadczeń”. Wiele osób teraz zapyta „Który z nich jest prawdziwy?”. Czemu ludzie w ogóle zadają takie pytania? ;P KAŻDY lub żaden! Jestem sumą tych wszystkich obrazów, a nie poszczególnym lub odrębnym. Jestem ja w umyśle Twoim, ja w umyśle jej, jego, a także ja w swoim własnym. Jeżeli jakikolwiek obraz możemy nazwać „prawdziwym” – będzie to właśnie suma wszystkich pojedyńczych obrazów.
Jeżeli jakiś człowiek żył sobie gdziekolwiek, całe życie nie widział na oczy żadnego innego człowieka (z wzajemnością) i z nikim się nie skontaktował – to tak, jakby go nie było, prawda? Nikt go nie znał, nikt się o nim nie dowie. Nie było go. On też nic o sobie nie wiedział, nie mając z czym czegokolwiek porównać ani do czego się odnieść. A to, co wiedział – zabrał ze sobą na tamten świat.
A ja, choć swięcie przekoany, że już to na tym blogu pisałem, nie potrafię tego odnaleźć. Znalazłem za to to ;)

Co do poruszonego wątku z ciągłym powstawaniem równoległych światów z alternatywną wersją wydarzeń – wiąże się to nierozerwalnie z wielowymiarowym wszechświatem. Ale po kolei. Postaram się wyjaśnić moją teorię tak, jak kiedyś próbowałem łopatologicznie pokazać to ludziom ;) Gdybym umiał, zrobiłbym animację we flashu *mam jakieś wyobrażenie*… ale nie umiem ;P
Otóż (nie zaczyna się zdania od ‚Więc’ ;)) zacznijmy od podstaw. Wyobraźmy sobie przestrzeń jednowymiarową, czyli taką, gdzie istnieje tylko jeden wymiar – długość. Taką przestrzeń poznajemy już jako uczniowie szkoły podstawowej i jest nią… oś liczbowa. Mamy bowiem tylko jedną oś, a położenie w takiej przestrzeni określasz tylko jedną liczbą. Wszystko inne może leżeć tylko po lewej lub po prawej od danego punktu. Gdyby ludzie byli 1-wymiarowi to wyglądaliby jak paskudne długie nitki i nigdy nie mogliby się mijać ani wyprzedzać ;D To jak z samochodem mającym tylko 1 pas ruchu – żeby wyprzedzić, musiałby się znaleźć obok swojej „osi”, a to niemożliwe.
Ale wyobraźmy sobie, że mamy nie dwie takie, osie, nie trzy, czy dziesięć, ale nieskończenie wiele – ułożonych idealnie obok siebie, bez przerw i ściśle przylegających. Taką sytuację… też znamy. Jest to płaski układ współrzędnych. Aby w nim opisać położenie punktu, potrzebujemy już dwóch liczb – pierwsza to położenie na naszej pierwszej osi, a druga to jakby „numer” tej osi, czyli położenie na osi pionowej. Wszystko jest płaskie niczym bakterie oglądane przez mikroskop (to mnie zawsze intrygowało! Czemu one do cholery są PŁASKIE? Czemu pod mikroskopem wszystko widzimy w przekroju, możemy im zajrzeć do środka, a one mogą się okrążyć, a nie mogą przepłynąć nad sobą? To nierealne, nasz świat jest trójwymiarowy, czemu więc bakterie pod mikroskopem są trzymane na dwuwymiarowej uprzęży płaskiego świata?). Może to być także sytuacja, gdzie jedna oś (zazwyczaj pionowa) przedstawia jakąś wartość, a druga… kolejne chwile czasu. Czyli wykres.
Jeśli mamy takie płaskie przestrzenie… to weźmy ich troszkę więcej. Nieskończenie wiele. Ustawmy tuż obok siebie, tak jak robiliśmy poprzednio. To tak, jakbyśmy płaskie kartki papieru zebrali w ilości kilku tysięcy i uzyskujemy bryłę. Czyli przestrzeń. Dwa wymiary określają – tak jak dotąd – położenie na płaszczyźnie, a trzeci, „której” płaszczyźnie, czyli głębokość. Ale można też inaczej! Jeśli mamy kilka tysięcy kartek, a na każdej co innego… to można by zamiast robić z tego przestrzeń, ułożyć je kolejno, dodając do płaskiej przestrzeni oś czasu. Uzyskujemy… animację! :) Taką klasyczną animację, jak w anime i kreskówkach :)
My zaś, jak wiadomo, żyjemy w takiej przestrzeni trójwymiarowej, gdzie 3 wymiary określają położenie w przestrzeni. Ale nie poprzestańmy na tym! Weźmy po raz kolejny nieskończenie wiele trójwymiarowych przestrzeni. Trochę trudniej sobie wyobrazić, prawda? Klasyczny problem w informatyce ;P 4-wymiarowa tablice – można sobie je wyobrazić jako kilka sześcianów stojących obok siebie… No ale niech te 3-wymiarowe przestrzenie ściśle do siebie przylegają i tworzą coś więcej… Mamy więc 4-wymiarowy świat. I teraz chyba jasnym staje się, że tak naprawdę tym czwartym wymiarem jest czas. W trójwymiarowej przestrzeni wszystkie punkty są przecież nieruchome, czas zawsze trzeba było (choćby dla zachowania informacji o zmianach) dołożyć jako wymiar dodatkowy. Więc nasz świat jest 4-wymiarowy, tak? Mamy przestrzeń, mamy czas (co z tego wynika, powiem później ;P). Ale po raz kolejny – nie dajmy się ograniczać. Dołóżmy jeszcze jeden (pocieszę, że już ostatni) wymiar. Zyskujemy wobec tego nieskończenie wiele… czasoprzestrzeni? Wobec tego mamy nieskończenie wiele możliwości przebiegu czasu, CAŁEGO czasu, wersji historii. Są to właśnie te równoległe wszechświaty, które różnią się od detali po kluczowe momenty historii i ich konsekwencje. Światy, do których być może odnosimy się, zastanawiając, „co by było gdyby”. Światy, które być może są w zasięgu percepcji istoty zwanej bogiem lub „duchów zmarłych”, ostrzegających nas przed tym, co nadchodzi, ZNAJĄCYCH konsekwencje różnych możliwych naszych decyzji.

(Siostra mi strasznie przeszkadzała, więc mam wrażenie że wyszedł bełkot i zbyt łopatologicznie do tego podchodzę, choć mogę też napisać skróconą wersję :P Zobaczę, jak długo się to czyta ;P)

Dlaczego z faktu, że mamy cztery wymiary (szerokość, długość, wysokość, czas) miałoby cokolwiek wynikać? Otóż… [nie no, siostra nie daje mi na chwile spokojnie usiąść, chyba sobie odpuszczę ==”]

To może tak dla chwili oderwania ;P

jw_amigowiec: (13:07)
Idzie Jezus, patrzy, a tu mr_jedi robi z amigowcem i ikarim sobie zdjecie XDD

Oryginalne, prawda? ;P

Ciekawe, że w poprzedniej notce spośród wszystkich poruszonych tematów w zasadzie tylko jeden wywołał burzę i wzorową długokomentową dyskusję, jakich mało. Właśnie ten o relacjach międzyludzkich, miłości i przyjaźni. Nasuwa się stwierdzenie, że „wszystkie piosenki są o miłości” (wspaniały przykład generalizacji, której nienawidzę ;P) – niby tak cholernie nieprawdziwe, ale jakoś nie da się zaprzeczyć, że odkąd świat pamięta to jest to temat-rzeka, pojawiający się wszędzie, gdzie tylko uda mu się wcisnąć. Fajnie by było, jakby zastąpiły go np. wizje apokaliptyczne, zagłady i końca świata ;P (Połowa książek opisywałaby koniec świata, mrrr, miodzio ;P).
Dziękuję, Meg, że zauważyłaś, że pisałem także na co najmniej 3 inne tematy :* :)

Mój opis, od 11 listopada do dziś brzmi „Święto Niepodległej Myśli”. Śliczne, wzniosłe hasło, prawda? Po części wynikł ze Święta Niepodległości, po części z ‚wolnych’ poglądów w blogowej notce i komentarzach. Bo myśl powinna być wolna, nieskrępowana, niezależna i niepodległa. Polak ma konstytucyjne prawo do wolności poglądów (co niedługo może się zmienić, prawda, panie Kaczyński?). Nikt nie może Ci zabronić mieć własnego zdania, zgodnego z Twoimi poglądami, uczuciami, systemem wartości i doświadczeniem tego, co masz za sobą. Nikt nie ma prawa narzucić Ci myśli, opinii czy punktu widzenia. Tym opisem chcę zamanifestować to pragnienie wolności, którą – wbrew pozorom – często ktoś próbuje nam ograniczać. A także dam do zrozumienia, że sobą jestem i pozostanę, nikt nie będzie mówić mi co mam robić, jak mówić, czego słuchać i co czytać. To, jak się zmieniam ja i moje poglądy to moja decyzja, [dobro]wolna i niezależna ;).
Przypomina mi się kolejna niezłomna prawda życiowa – ludzie zawsze próbują się wzajemnie zmieniać (najlepiej upodobnić do siebie i narzucić swój światopogląd, bo przecież „ja zawsze mam rację”, nie? :P), lecz ludzi nie da się tak po prostu zmienić. People don’t change.
The most basic fact of all Human conditions is that PEOPLE DON’T CHANGE (1)
People dont change. I tried to change for him and where did it get me? Nowhere. We are who we are… (2)
(więcej poza cytatami nie czytałem, linki są tylko jako podanie źródła :P)

Btw. W dniu wczorajszym osiągnąłem apogeum ludzkiego zmęczenia ;P i nie mam pojęcia czemu. Budząc się o jakiejś ósmej, o 12 byłem już półprzytomny, potem padnięty i czujący zmęczenie całym ciałem, położyłem się spać o 22, wymiękając i nie pisząc TEJ notki, aby wstać dziś po godzinie… 10. ;P To chyba mój rekord.

Do zobaczenia w następnym odcinku. ;)