Spokojnie, to tylko utrata danych…

Tytuł posta… Cóż, półtorej utraty danych temu widziałem go jako nagłówek jakiegoś artykułu w jakimś newsletterze. Ja natomiast zmieniam nazwisko na Pan Utrata Danych.

Raz pierwszy

Wieczorem, w piątek 15 (±1) sierpnia 2008r. zahibernowałem Windowsa XP (a żebyście wiedzieli, że legalnego! God Bless MSDN AA). O poranku 16 (±1) sierpnia 2008 komputer automatycznie uruchomił się o godz 6:00 (tak skonfigurowany w BIOSie). Około godziny 8 obudziłem się ja sam. Oczom moim ukazał się komunikat: DISK READ ERROR. Press CTRL+ALT+DEL to restart. Nie było już co odhibernowywać.

Więcej »

To nie jest post kontrowersyjny

[disclaimer – post porusza temat-rzekę, nie wyczerpuje przekonań autora, dziwnie zbiega się z przekonaniami szczególnie ostatnio popularnego pana Dawkinsa, chociaż pozostaje poza ich wpływem, a już w szczególności nie zamierzam, jak w/w pan, oczekiwać, że po jego przeczytaniu wszyscy staną się ateistami (tak, stwierdził to wprost we wstępie swojej książki, „Bóg urojony”, mimo wszystko polecam) ]

Niedawno (jak dla mnie ;P) mieliśmy wolne z okazji świąt Wielkanocy. Plusem jest to, że… było wolne. Kilka dni wolnych od pracy, od nauki – czyli specjalność Polaków zwana „długim weekendem”. I chociaż nie widzę powodu, by zamykać sklepy i instytucje z tego powodu, że są ludzie, którzy wierzą, że dwa tysiące lat temu zabili Go a On wstał i uciekł (jak w czeskim filmie…) i należy tę niekonsekwencję uczcić, to jest to oczywiście bardzo wygodne, bo każdy dzień wolny jest na wagę złota. Dlatego obowiązku (!) świętowania świąt jednej wybranej religii, dla własnej wygody, kwestionować nie będę. Proponuję jednak równouprawnienie i ogłoszenie świąt narodowych w dniach, w których przypadają wszystkie możliwe święta wszystkich pozostałych religii. Faworyzowanie jednych wierzeń jest niezgodne z konstytucją.

Niemniej jednak obserwacja ludzi dookoła („dookoła” – pojęcie niejednoznaczne w erze Internetu) nie pozwalała opędzić się od małej refleksji i zadawania sobie różnych pytań… Wszyscy biegali ze święconkami do kościołów i z powrotem, po czym odbywało się tradycyjne wielkanocne Śniadanie Rodzinne. Bo raz do roku należy spotkać się ze swoją rodziną nad porannym posiłkiem i być dla siebie przy tym życzliwym (raz do roku siadamy też do takiej rodzinnej i miłej kolacji), pozostałe mogą być już „jak zawsze”.

Niech Was nie zwiedzie sarkastyczny ton ostatnich zdań – tradycja śniadania wielkanocnego mi się podoba. To miłe, że przynajmniej czasem staramy się zjeść wspólny posiłek w atmosferze wzajemnej życzliwości, bo na co dzień chyba o tym zapominamy. Z tego, co kojarzę, to ważne by chociaż posiłki spędzać ze swoją rodziną, w przeciwnym bowiem razie stajemy się dla siebie obcymi ludźmi zmuszonymi do mieszkania pod jednym dachem.

Ale te święconki nie dawały mi spokoju… Ile z tych ludzi niesie je dlatego, że chce uzyskać błogosławieństwo dla swojego posiłku, by świętować zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu, a ile tylko dlatego, że to jest taka tradycja, że „wszyscy tak robią” i „bo tak trzeba„, „się chodzi ze święconką” (to najbardziej irytujące „uzasadnienie”, jakie zdarzało mi się słyszeć – gorsze niż pisk kredy na tablicy). Czy idziesz do kościoła, bo naprawdę wierzysz i jesteś w głębi serca mocno, szczerze i prawdziwie przekonany, że syn dziewicy i Boga, człowiek o cudownych mocach, skatowany, ukrzyżowany i przebity włócznią, w trzy dni po pochówku, ożył i ozdrowiał…? Czy naprawdę idziesz świętować te wydarzenia, bo wiesz, że tak właśnie było?

I pytam poważnie: czy Ty w to wierzysz? Słowo „wiara” ogromnie się spłyciło. Kiedy słyszymy „wiara”, myślimy mniej-więcej „zespół jakichś prawd, dogmatów i rozkazów, według których trzeba żyć i o nic nie pytać„. Tak oto mamy wiarę katolicką, wiarę zwaną islamem i tak dalej, a sformułowanie „wierzę w Boga” = „chodzę do kościoła”. Coraz bardziej takie pojmowanie wiary zakorzenia się w kulturze.
A przecież to całkowite wypaczenie znaczenia tego słowa! Wierzyć nie musi oznaczać wierzyć w jedynego Boga (…), ale żywić jakieś przekonanie! Na pytanie „czy jesteś wierzący?” odpowiadajmy pytaniem”wierzący, że…? Nie rozumiem, o co pytasz„! To nie jest kwestia wykucia na pamięć formułek, sakramentów i masy innych rzeczy, tylko pytanie/stwierdzenie naszych przekonań! Zatem jeszcze raz zapytam, czy biorąc udział w obrzędach religijnych naprawdę wierzysz w to, czego dotyczą, czy po prostu rodzice narzucili Ci wiarę (zwróćcie uwagę na kolejne użycie błędnego rozumienia tego słowa, jak lekko przechodzimy zazwyczaj nad nim do porządku dziennego i jak paradoksalnie i niedorzecznie brzmi ono, kiedy zastanowimy się, co powinno oznaczać słowo wiara) poprzez chrzest, wpisanie w papierach w parafii i wychowywanie w duchu „musisz chodzić do kościoła, bo tak, przecież wszyscy chodzą”.

Skoro już o chrzcie mowa. Od stuleci rodzice prowadzą – a raczej niosą, bo o prowadzeniu nie ma jeszcze mowy – swoje małe dzieci do chrztu. Najczęściej niemowlęta, dzieci kilkumiesięczne lub kilkuletnie. Dzieci absolutnie pozbawione jakichkolwiek własnych głębszych przekonań i systemów wartości – dzieci bezgranicznie ufające swoim rodzicą i przyjmujące za pewnik wszystko, co rodzice [po]wiedzą i w co wierzą. Dzieci instynktownie ufnie polegające na doświadczeniu tych, którzy są na tym świecie od nich znacznie dłużej – teoretycznie słusznie. Jednak tu padają ofiarą przekazywanego z pokolenia na pokolenie przymusu, swojego rodzaju patologii, polegającej na tym, że niemal wszyscy, którzy dane przekonania wyznają, robią to tylko dlatego, że sami przyjęli je będąc dziećmi, jako aksjomaty przekazywane przez rodziców, którzy Zawsze Mają Rację.  Takie, których nikt nigdy nie zweryfikował. Bo się – w tym wypadku – nie da (Dawkins przytaczał jakieś dowody na nieistnienie Boga, żadnego z nich nie pamiętam, ale wydaje mi się, że myli się twierdząc, że można to udowodnić. Z drugiej jednak strony bardzo celnie wytyka błędy argumentacji „przeciwnika”).
To dzięki temu przetrwała religia. Dzięki temu, że zachowuje się jak wirus, atakujący umysły nie mające jeszcze swojego systemu immunologicznego, nie potrafiące się jeszcze samodzielnie bronić, zarażane przez inne umysły, które uległy mu będąc w tym samym stadium, „weryfikowany” później według niesłusznej zasady „tyle osób też tak myśli, więc to jest prawda” („jedzmy gówno, miliony much nie mogą się mylić”). Tak przekazywane przekonania mogłyby dotyczyć wszystkiego.

Biernie myślę o apostazji. Homikusowi się udało.

Na zakończenie – dla tych, którzy nie planują przebrnąć przez „Boga Urojonego” Dawkinsa (a szkoda, czajniczek! :)), „krótkie” „streszczenie” wideo – jego program „The Root of All Evil”, (który w ładnej wersji udostępnił mi Mr Jedi, za co pięknie dziękuję :)), z polskimi napisami, z Google Video:

The Root of All Evil? Pt1: The God Delusion (Polskie Napisy)
The Root of All Evil? Pt2: The Virus of Faith (Polskie Napisy)

Wciąż modernizacja! :) / Pimp my PC

Się wziąłem. Dziś w PHP ;) [no dobra, jest technicznie, u win]

Dość trucia mi czterech liter, bo „ja chcę opa w pokoju X, a on chyba jest pusty, a nawet jeśli nie jest to Y, ktokolwiek jest Y-em, na pewno już dawno nie wchodził na czat, bo JA go nie widziałem” ! Na stronie PolChatu znajduje się od dziś automatycznie aktualizująca się lista wszystkich full-opów pokoi głównych. O każdym ponadto wiemy, kiedy ostatnio się logował i jest to rozróżnialne po kolorze nicka (im jaśniejszy, tym dawniej – ten ktoś już nam „zanika” ;)). Ponieważ sprawdzanie czasu ostatniej aktywności wiąże się z OGROMNĄ liczbą zapytań do bazy danych – strona regeneruje się nie częściej niż 24 godziny. Pechowiec, który po 24h od ostatniego jej wygenerowania otworzy ten adres będzie musiał poczekać dłużej, na pełne wykonanie skryptu (około 30 sekund?).

Wziąłem się też troszeczkę za bloga. Po prawej macie komentarze głosowe serwowane przez WebAudio (design by WebAudio, Maldonka & ikari), niestety jedne na cały blog. Ale i tak nie cieszą się zbytnią popularnością. Chociaż podpadły mi już na starcie (nadal wyświetlają dawno usunięty komentarz!), liczę, że się przyjmą ;) Miło byłoby Was wszystkich usłyszeć.

Także zwykłe komentarze miały lifting. Pojawiła się obsługa avatarów dryfująca między MyBlogLogGravatarem (ukradłem i przerobiłem skrypt z MBL dla WordPressa). Żeby zaś nie dostać nerwicy przy wypełnianiu pól ‚e-mail’ i ‚strona www’ setki razy – wprowadziłem wreszcie ciastko, które te dane zapamiętuje. W akcie uaski pojawiło się wraz z checkboxem (miało nie pytać o zdanie ;P W końcu i tak paranoicy blokują wszystko jak leci).
Żeby nie było wątpliwości, wyraźnie dopisałem, że można podać swój e-mail. On i tak jest w locie przefikiwany na niedziałający, żeby nie trzeba było bać się spambotów. Ponadto przypominam, że życie botom zatruwam linkując po prawej stronie do  ;)
Same wyświetlane maile zaś usunąłem bo po prostu nie mogłem na nie patrzeć ;P Jeśli ktoś faktycznie je podał, to są dostępne po kliknięciu na jego nick nad komentem. Natomiast w linkach gravatarowych jest tylko hash MD5, więc jawna postać maila nigdzie się nie pojawia.

Gdybyście chcieli hurtowej, zautomatyzowanej aktualizacji wszystkich komentarzy z danego nicka (tj. ich maili i/lub adresów www) to poproście w… komentach. Wtedy wszystkie wstecz dostaną prawidłowe dane – i co za tym idzie – avatary.

Hello, I’m a PC…

Widzieliście już nową kampanię reklamową Apple, w której ponad 20 zabawnych spotów porównuje „PeCety” i „jabłuszka”? Oto jeden z nich:


(Tym razem youtube, zauważyłem, że Google Video buforuje pliki z całej strony jeszcze zanim poprosimy o ich obejrzenie, co jest ble. Na ironię – obie strony należą do Google!).
I’m a PC (…) I’m upgrading to Vista today (…) Like a lot PCs I have to update my graphics card… – znowu pokusiło mnie na instalację Visty. Niemniej jednak wcale nie jestem jeszcze przekonany do tego systemu na tyle, żeby się na niego przesiadać. „WinSxS” nadal zajmuje ponad 3 GB. System nadal zajmuje 7 GB na dysku. Poza tym po instalacji jeszcze chodzi w tle Desktop Search, co trochę początkowo spowalnia system, czasem nie jest tak szybki jak powinien, a nawet z kartą DX 9.0 mój komputer może liczyć na ocenę „2” ;) (w skali 1-6 bodajże). Jak mam zmieścić się z takim systemem na dysku, jeśli w 2003 zapycham partycję 30-gigową? (Na Vistę mam obecnie max 16GB). Może sprawy wyglądałyby inaczej na wyśnionym nowym sprzęcie.

Speaking of peripherals… - skoro już o nowym sprzęcie mowa – Już za chwilę rusza głosowanie na  podrasuj.idg.pl ! Bardzo ślicznie proszę, zarejestrujcie się, a po 15 lutego oddajcie na mnie głos za 5 pkt :) Bez obaw, możecie głosować na dowolnie dużo komputerów. Tym razem faktycznie zależy mi na każdym głosie, chcę wierzyć, że mogę dzięki Wam mieć jakieś realne szanse! :) Z góry dziękuję!

Ach! Szukając jednego z tagów przypomniałem sobie, co jeszcze miałem koniecznie w tej notce pokazać! Pamiętacie Kjuićka? To go absolutnie miażdży!! Znalezione tędy. To też mi się bardzo podoba ;)

The Two and the ValentineNa koniec – macie. Niech chociaż Wam to święto lekkim będzie …

PS. Można się spodziewać na tym blogu notki z niemojego konta, będącej swojego rodzaju apelem ekologicznym. Jakby co, to za moją wiedzą i zgodą.

Dear Santa

Dear Santa... All I want for Christmas is to learn what happiness is. I wish it could last …I wish that happiness of one person would never require suffering of other one. I wish love was always returned by the loved one. You could erase all jealousy as well. And last, but not least, please make all distance disappear forever. Thank you

Rękoma i nogami [się podpisuję].

Wesołych świąt

Happy Holidays!

PS. Setna notka iBloga