Sarah MacLachlan – Angel

Tłumaczenie, analiza i intepretacja ;-)

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Oryg. angielski Moje tłumaczenie
Spend all your time waiting
For that second chance
For a break that would make it okay
There’s always one reason
To feel not good enough
And it’s hard at the end of the day
I need some distraction
Oh beautiful release
Memory seeps from my veins
Let me be empty
And weightless and maybe
I’ll find some peace tonight

In the arms of an angel
Fly away from here
From this dark cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort there

So tired of the straight line
And everywhere you turn
There’s vultures and thieves at your back
And the storm keeps on twisting
You keep on building the lie
That you make up for all that you lack
It don’t make no difference
Escaping one last time
It’s easier to believe in this sweet madness oh
This glorious sadness that brings me to my knees

In the arms of an angel
Fly away from here
From this dark cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort there
You’re in the arms of the angel
May you find some comfort here

Przez cały czas czekasz
Na wymarzoną drugą szansę
Na przerwę, która sprawi, że wszystko będzie dobrze
Zawsze znajdujesz powód
By nie czuć się dość dobrą
I tak ciężko jest pod koniec dnia…
Potrzebuję czegoś, co odwróci uwagę
Da piękne poczucie uwolnienia…
Wspomnienia sączą mi się z żył
Pozwól mi czuć pustkę
I lekkość i może
Odnajdę dziś w nocy trochę spokoju…

W ramionach Anioła
Uciec daleko stąd
Z tego ciemnego, zimnego pokoju
I tej bezgraniczności, której się obawiasz
Jesteś wyciągnięta z wraku
Twojej własnej cichej mrzonki,
Jesteś teraz w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz trochę ukojenia

Tak zmęczona linią prostą
I gdziekolwiek się odwrócisz
Za Twoimi plecami są sępy i złodzieje
A burza wciąż się wzmaga
Budujesz dalej to kłamstwo
Którym chcesz zastąpić wszystko, czego Ci brak
Nie robi to różnicy.
Ucieknij jeszcze jeden, ostatni raz
Łatwiej jest wierzyć w to słodkie szaleństwo
Ten wspaniały smutek, który powala mnie na kolana

W ramionach Anioła
Ucieknij daleko stąd
Z tego ciemnego chłodnego pokoju
I bezkresu, którego się boisz
Wyciągnięta z wraku
Swojej cichej mrzonki
Jesteś w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz troche ukojenia
Jesteś w ramionach Anioła
Może tu odnajdziesz ukojenie…

Ten utwór usłyszałem cztery lata temu. Lecz, jak niektórzy wiedzą, w moim wypadku słyszeć nie znaczy znać. Tak naprawdę znać. Czuć i rozumieć. Słyszałem słowa, pojedyncze i oderwane, może zwroty, ale nie tekst.

Dziś wciąż słucham tego nagrania, które mi, Olu, nagrałaś i podarowałaś cztery lata temu i które tylko Tobie jednej się nie podobało. To wykonanie jest o niebo lepsze od oryginału, delikatniejsze, odpowiedniejsze.

Dziś daję Wam swoją wersję tłumaczenia…

Analiza i intepretacja? Podmiot liryczny mówi zarówno „ja” i „Ty” w tekście, jednak moim zdaniem tak naprawdę wciąż mówi o tej samej osobie. Zapewnienia o objęciach Anioła i tym, co być powinno po prostu brzmią dużo pewniej, gdy wymawiane są w drugiej osobie, kierowane do kogoś.

Kobieta. Niezmiennie wierzy w to, co pieczołowicie układała w swojej głowie, niezależnie od tego, jak ma się to do rzeczywistości. Kobieta, która nie szuka w nim wad, szuka miłości w jego spojrzeniu i wciąż ma nadzieję ją zobaczyć. Winę za wszystko bierze na siebie – bo nie jest dość dobra. Tak jej się tylko wydaje, ale ciężko jest sprawić, by czuła inaczej… Wciąż czeka, lecz doskonale wie, że tak naprawdę pragnie się od tego wszystkiego oderwać… Poczuć pustkę, nie myśleć, nie czuć – a może po prostu przerwa wszystko by naprawiła? Może wystarczy tylko trochę odpocząć?

W drugiej zwrotce tylko podkreśla to poczucie osaczenia, bezsilności w tej sytuacji…  Wszędzie wokół tylko sępy, otaczają nas ludzie żerujący na cudzym nieszczęściu. Nie ma do kogo się zwrócić, w sercu wszystko już się gotuje i rozdzierają je błyskawice i grzmoty burzy niepokoju. Lecz wciąż, wbrew wszystkiemu, wierzy dalej. Buduje w swojej głowie wytłumaczenia, małe kłamstwa wypełniające wszystkie luki, maskujące braki, niedoskonałości. Posypuje konia księcia mąką, by udawał białego rumaka… „Nie robi to różnicy” – mimo wszystko wie, że to nie tędy droga… Powinna uciec od wszystkiego jeszcze jeden, już ostatni raz… Chociaż to cholernie trudne… Łatwiej jest wciąż wierzyć w słodką iluzję…
Wynikowa sytuacja jest obezwładniająco przygnębiająca…

I wreszcie refren. Jesteś w ramionach Anioła. Nie bój się już… Potrzeba jej było przecież właśnie tego, Anioła, który ją porwie i zabierze od tego wszystkiego, w którego ramionach poczuje się wreszcie bezpiecznie, spokojnie i pewnie. Anioła, który wyrwie ją z roztrzaskanego wraku jej niespełnionych marzeń, uwolni od tego ciężaru, od pieczołowicie budowanej i łatanej iluzji i pokaże, że szczęście i spokój duszy istnieją naprawdę. Słowem – optymistycznie – pojawia się wreszcie ktoś, kto przynosi upragnione ukojenie… Problemy bledną…

Nie martw się już, jesteś w ramionach Anioła… :)

Myśli losowe

Dobrze jest wiedzieć, czego się chce. I to wcale nie jest takie banalne, jak brzmi.

Krótkoterminowo myśli się łatwiej. Czego chcę teraz? Ciszy, spokoju. Niech nic nie rozprasza. Chciałbym, by mój pokój był dźwiękoszczelny, by było w nim cicho nawet, gdy tuż za jego drzwiami jest tradycyjny w tym domu niewyobrażalny hałas. Pomijam już niejednokrotnie hałasujące niemiłosiernie sprzęty kuchenno-przemysłowe (jak ktoś chce zamówić ciasto to proszę do mojej mamy). Mama i siostra zdają się wręcz uzależnione od hałasu – gdy tylko wchodzą do mieszkania, pierwsze co robią to włączają telewizor – mimo iż nie będą nic oglądać ani nawet go słuchać – a poziom głośności jest niezmiennie wysoki (lub bardzo wysoki – nigdy poniżej połowy skali). Ot, żeby coś hałasowało. Wtedy, oczywiście, jakiekolwiek próby komunikacji to co najmniej podniesiony głos, lecz zwykle krzyk. Ale oczywiście krzyk to jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi do głowy – bo czemu ktoś miałby ściszyć, czy nie daj Boże wyłączyć te atakujące uszy reklamy?! Chcę też pieniędzy (czasem trzeba to przed sobą otwarcie przyznać). Szczęścia nie dają, ale dają łóżko, po którym nie bolą plecy, dałyby dużemu chłopcu nowe zabawki (HTC Touch Pro 2, sensowny amplituner 5.1, takie tam od dawna upatrzone sprzęty; oczywiście priorytety tych zakupów w mojej głowie są nieadekwatne do ich cen), wygłuszenie pokoju też byłoby z nimi łatwiejsze. O kapitalnym remoncie mieszkania (niezbędnym) nie wspominając. A najlepiej to do tego nowym mieszkaniu. To niech sobie rodzina remontuje, a ja stąd uciekam, jak najdalej. A skoro już mam mieć telefon z QWERTY to chcę, by Play oddało mi moje 3000 SMSów do wszystkich sieci miesięcznie – obniżyli tę liczbę do 1000.

Ale przecież nie o to chodzi. Cała sztuka polega na tym, by wiedzieć czego się chce tak naprawdę, co definiuje nasze szczęście, co da nam spełnienie, czego chcemy na dłuższą metę. I tu nigdy nie wiem, czego chcę. A jeśli wiem, to pewnie mi się tylko wydaje, że wiem. Albo w którymś momencie wyda mi się, że jednak może nie tak na pewno i wtedy coś zrobię nie tak i to stracę. Jak podejmować w życiu zawsze właściwe decyzje? Skąd wiedzieć, czego naprawdę w głębi serca potrzebujemy  i wobec tego pragniemy? Więcej »

Koniec.

♪ I tried so hard, and gone so far, ♪
♪ but in the end, it doesn’t even matter ♪

Od dawna słyszymy, że koniec świata nadchodzi. W zasadzie to ludzkość słyszy to od początku, prawdopodobnie dlatego, że lubi sobie takie końce wyobrażać, albo dlatego, że zazdroszczą światu, że trwa trochę dłużej od pojedynczego ludzkiego życia.

Powody rzekomego końca możnaby mnożyć: reakcja łańcuchowa zapoczątkowana zabiciem pszczół przez telefony komórkowe, globalne ocieplenie klimatu mające spowodować zlodowacenie (ten pdf to wszystko co zostało ze strony DayAfterTomorrowFacts… swoją drogą, szukając jej nie chciałem zobaczyć właśnie tego okazjonalnego logo Google), zachwieje się nam pole magnetyczne planety, czy też starożytna cywilizacja nie widziała sensu prowadzić swojego kalendarza dalej niż sięgną losy obecnej rasy ludzkiej, by życie mogło rozpocząć piąty i ostatni cykl, a bogowie — stworzyć jeszcze doskonalsze istoty. A może po prostu pozabijamy się nawzajem?
Ale wcale nie o przyczynę chodzi. I nie o to, by mieć pewność. Chodzi o to, „co jeśli”.

Zatem załóżmy, że zostało nam wszystkim 5 lat życia.

Więcej »

„23”

To, co łączy te wszystkie elementy z poprzedniej notki to (zgodnie i zarazem wbrew pierwszym odpowiedziom) przejmowanie przez ludzi ogólnej opinii o czymś, całkowicie biernie i bez większego zastanowienia nad WŁASNYM zdaniem.
Tusk jest na plakatach, Tusk jest w telewizji (aż strach otworzyć konserwę) – więc głosujemy na Tuska! Bo jest to najbardziej rozpoznawalna postać w tej kampanii (a tuż za nim Kaczyński). Prosty kilkudziesięciomilionowy lud nie ma zielonego pojęcia, KTO TAK NA PRAWDĘ KANDYDUJE, znamy tylko kilku kandydatów, bo mamy ich podanych na srebrnej tacy, pchają się drzwiami i oknami.
A tymczasem w internecie na przykład Janusz Korwin-Mikke ma trzecie miejsce w sondażach. Tak, trzecie (czwarte, jeśli liczyć „na nikogo nie zagłosuję” :P).
Kiedy słyszę ludzi rozmawiających o wyborach prezydenckich – padają tylko dwa nazwiska. A kandydatów mamy, pragnę przypomnieć, 13 (to się stale zmienia XD).

Tym krajem rządzić będzie ten, kto za to najwięcej zapłaci. Najsensowniejszy pomysł nie ma nic do rzeczy, bo i tak nikt nie kiwnie palcem, żeby poczytać i poszukać, co który kandydat ma do zaoferowania. Bo i po co. I tak większość podąży za mordą z ekranu.


Szczescie.
Jeden z głupich celów, do których dąży w życiu każdy człowiek. Żyje tylko dlatego, że cały czas próbuje za nim gonić z nadzieją, że je znajdzie, ewentualnie wydaje mu się, że je osiągnął i chce tę chwilę zatrzymać.
Zastanówmy się w ogóle o czym mówimy.
Szczęście:
1) chwilowy stan ducha, trafniejszym określeniem byłaby tu szczęśliwość, stanowiący ogólne zadowolenie z częściowego lub pełnego zaspokojenia najbardziej bieżących potrzeb fizycznych i/lub emocjonalnych.
2) urojony stan, [zwany także prawdziwym szczęściem] którego nie potrafimy w żaden sposób określić na tyle ściśle, by być całkowicie szczęśliwym w chwili spełnienia wszystkich wymogów naszej własnej definicji. Efekt porządnego zaspokojenia wszystkich podstawowych ludzkich potrzeb ([np.] spokoju, pieniędzy, czasu, ciepła, oparcia i zaufania… [choć oczywiście są ludzie myślący, że wszystko da się zaszufladkować – z ludźmi włącznie – i szufladkujący formalnie ludzkie potrzeby, by potem wykuwać ich listy na pamięć. To nie jest ta lista]). Stan idealny, a więc niemożliwy do osiągnięcia. Ludzie zawsze mają jakieś „ale”.
Szczęścia szukamy też z innymi ludźmi. No oczywiście – „skoro ja jestem taki biedny nieszczęśliwy, to żyjąc z ideałem będę w stanie znaleźć szczęście” [jeśli ktoś już zauważył, gdzie popełniłem podstawową sprzeczność ze samym sobą to znalazł kolejny argument na nieosiągalność prawdziwego szczęścia ;P]. Widzimy kogoś, idealizujemy w sobie jego obraz, chcemy z tym kimś być. Ewentualnie przypisujemy go do siebie, jesteśmy „jego”, a on „nasz” (bo szczęście nasze polega na nieszczęściu wszystkich dookoła :P to się nazywa ‚zazdrość’?). Ale ideały też nie istnieją. Po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że „ideał” to pojęcie bardzo subjektywne. Każdy jest inny i ma inne oczekiwania, dlatego jeśli już to każdy człowiek miałby inny ideał. Ale po drugie, niestety, nasze oczekiwania też są często sprzeczne. Ktoś ma być taki i taki, ALE w takiej sytuacji ma się zachować tak a tak. Ewentualnie „ja bym tego nigdy nie zrobił, ale ideał powinien” ;P Przykłady takich podejść możnaby mnożyć. Możemy próbować określić cechy naszego ideału, ale ich wynik też nie zadowalałby nas w każdej sytuacji. Kogo więc szukamy? Kogoś, kto zawsze zachowałby się tak, jak my byśmy tego chcieli? Zawsze tak, jak sobie to wyobrażamy… To byłby faktycznie wymarzony ideał. Jednak tu też jest kilka „ale” – 1. To nie jest możliwe (chociaż raz słyszałem jak ktoś stwierdził, że ktoś inny zawsze reaguje „tak, albo i lepiej” niż wyimaginowana oczekiwana reakcja, ale wyjątek potwierdza regułę, zresztą to nie byli ludzie sobie bardzo bliscy, a na pewno nie tak, jak bliscy mogliby być, gdyby byli tak, jak by chcieli (XDDD) :P), 2. Każda reakcja „idealnego” partnera byłaby przewidywalna, żeby nie powiedzieć, ze stałoby się to nudne. I krach – ideał pryska. Zastanawialiście się kiedyś, czemu wyobraźnia nie daje nam takiej frajdy, jak sny? Ponieważ wiemy, co sobie wyobrażamy i decydujemy, co sobie wyobrazimy. Myślimy za wszystkie wyobrażone osoby. A w snach wszystko dzieje się samo, są nieprzewidywalne a inne osoby, choć też tylko w naszym umyśle – to są jak prawdziwe, nie wiemy co myślą i co zrobią…
Są osoby, które mimo to wydają się idealne… za mało je znamy :) gdzieś musi być haczyk ;)
Poza tym… Ludzie nigdy nie ograniczają się do jednej znajomości – jeśli jedna osoba nie może nam dać wszystkiego, to bierzemy od każdej po trochu. A mimo to starają się wiązać w pary, dwuosobowe pary, gdzie stanowią niemalże swoją własność. Później niejednokrotnie sami czują się tym ograniczeni (gdybym to mówił, tu powinno być miejsce, gdzie słuchacze protestują XD). Po co? ^^ Punkt dla tego pana, który powiedział, że jedyne czego naprawde trzeba między ludźmi to „żebyś był(a) tam, kiedy będę Cię potrzebował(a)”. That’s all.